
Od chwili przekroczenia progu nowego, jeszcze wtedy praktycznie pustego, pokoju, jasnym stało się, że zarówno jego rodzice adopcyjni, jak i ich rodzice, oraz ciotki, wujkowie i kuzynostwo po stronie matki, niecierpliwie wyczekiwali jego obecności. W granicach rozsądku byli w stanie zaoferować mu wszystko, czego mógłby chcieć - dali mu wybrać kolor ścian w pokoju, meble, zabawki, zaoferowali wachlarz opcji zajęć dodatkowych, które mogłyby przypaść mu do gustu, a na każde święta i urodziny mógł spodziewać się góry prezentów. Bez zawahania został wciągnięty w środek wspólnoty rodzinnej i uznany za jej nieodzowną część, co pomogło mu szybko oswoić się z nietypową sytuacją. W ramach obserwacji urazów długotrwałych, mogących z czasem minąć, lub utrudniać mu resztę życia, został przekazany w ręce renomowanego lekarza, do teraz odpowiedzialnego za wypisywanie recept na środki przeciwbólowe. Po pewnym czasie przestał nawet pytać o potencjalne wspomnienia - zdaje się że wszyscy pogodzili się z faktem, że nigdy ich nie odzyska.
Jako pusta kartka czekająca na zapełnienie, Daniel dopiero zaczynał zbierać informacje, od nowa tworzył wspomnienia i w jego własnym pojęciu, nigdy nie znał innych rodziców przed tymi, pod których opieką znajdował się od wyjścia z domu dziecka. Nawet wygnieciona fotografia rodzinna, wydobyta z portfela jego biologicznego ojca, przypominała mu bardziej obcych ludzi niż część własnej przeszłości. Ze zdaje się nieskończonymi pokładami ciekawości zaczął uczęszczać do nowej szkoły, po lekcjach brał udział w prywatnych zajęciach dodatkowych pomagających mu nadrobić zaległości z utraconych lat, dzięki czemu w ciągu dwóch lat nie tylko nagonił z oczekiwanym materiałem, co zaczął stabilnie utrzymywać się na czele klasy. Zapałał żywą miłością do przedmiotów ścisłych, a gdy pierwszy raz rzuciło mu się w oczy szkolne laboratorium chemiczne, jedynie wyuczona posłuszność trzymała go w ryzach przed próbą zmieszania w kolbie wszystkiego, co znajdowało się na wyciągnięcie ręki. W odróżnieniu od nauki, dużo większą trudność sprawiło mu odnalezienie się wśród rówieśników. Naiwna uprzejmość Daniela spotkała się z krzywymi spojrzeniami, ostrymi słowami i śmiechem - z listą schorzeń, specyficznymi zainteresowaniami i drobną sylwetką stał się doskonałym obiektem drwin ciągnących się latami. Trzymając się na dystans i unikając przyciągania zbędnej uwagi, dał radę znaleźć sobie garstkę znajomych i nauczyć się znacznie ostrożniejszego podchodzenia do relacji międzyludzkich. Przez lata dowiedział się o sobie wielu rzeczy, miał okazję odkryć kierunek, w jakim chciał poruszać się w życiu i przestał zwracać uwagę na to, co myślą o nim osoby, których zdanie nie miało większego znaczenia. A jeśli kilka wyzwisk rzucanych w jego stronę okazało się nie odbiegać zbyt daleko od prawdy, nie miał zamiaru się tego wstydzić.
- Od trzech lat bierze udział w narodowej olimpiadzie chemicznej (CCO), za każdym razem zajmując miejsce na podium, chociaż nigdy nie dotarł na jego szczyt. W piwnicy posiada natomiast kompletowany latami, prywatny zestaw laboratoryjny, doskonały do sprawdzania hipotez, które nauczyciel zabronił mu testować na szkolnym sprzęcie. Oczywiście w granicach rozsądku. Zwykle.
- Poza zestawem palników i zlewek, przytaszczył tam także nieużywaną kanapę, stary telewizor i urządził sobie kącik do gier, gdzie skompletował wszystkie konsole jakie kiedykolwiek posiadał, tym samym aneksując całą przestrzeń piwniczną w domu rodzinnym na własny użytek.
- W codziennym funkcjonowaniu, poza inhalatorem, wspiera go zapas sumatryptanu na silniejsze ataki migreny. Zwykle nie rozstaje się z nim na krok i wciąż nosi tabletki w personalizowanym pudełku z grafiką z Mustanga z Dzikiej Doliny, które dostał na dwunaste urodziny. Do teraz jest to zarówno jego ulubiony film animowany, jak i ścieżka dźwiękowa. Mimo wszystko stara się jednak ograniczać poleganie na lekach i zdarza mu się kłaść na drzemki w ciągu dnia w próbie zbicia bólu.
- Nie lubi smaku kawy, stąd odwiedzając kawiarnie testuje je głównie pod kątem gorącej czekolady, nigdy nie ciągnęło go także do innych używek, a presja rówieśnicza spływa po nim jak po kaczce. Jedyny rodzaj dymu, jaki nauczył się znosić w swoim otoczeniu, to ten z nieudanych eksperymentów chemicznych.
- Ma na łóżku zapas pluszaków zbieranych przez lata i jest głuchy na sugestie rodziców, by spakował je do pudła i odstawił na strych. Podobnie z seriami książek, które lubił za młodu, wciąż zajmującymi honorowe miejsce na regale w pokoju.
- Osłabia go widok krwi, nienawidzi przemocy i stroni od horrorów. Już bez nich boi się własnego cienia i jest skoczny niezależnie od pory dnia - da się go zaskoczyć nawet, kiedy nie ma na uszach słuchawek i wejdzie się w jego pole widzenia, przez wyjątkową tendencję do niezwracania uwagi na własne otoczenie.
- Jest wiecznie zapakowany w swetry i bluzy, zwykle za duże i z możliwością schowania dłoni w rękawach, schodząc do t-shirtów tylko kiedy pogoda nie pozwala na komfortowe noszenie zbyt ciepłych warstw, a gdy traci cierpliwość do własnych włosów chowa je pod czapką albo kapturem i uznaje to za problem z głowy. Jednocześnie nie ma najmniejszego wyczucia stylu, łączy ze sobą wszystkie możliwe kolory i kroje, byle było mu w miarę komfortowo, a jedynym dodatkiem, jaki nosi na co dzień, są okulary w czarnych oprawkach, jako że nie ufa soczewkom kontaktowym.
- Od początku roku szkolnego uczęszcza na otwarte wykłady na lokalnych uczelniach w ramach programu dla licealistów rozważających aplikację na studia. Miał okazję wyciągnąć z tego doświadczenia zarówno cenną wiedzę, klarowniejszą wizję własnej przyszłości, oraz parę nowych znajomości.
- Jest jedynakiem i jednocześnie jedynym wnukiem dziadków ze strony adopcyjnego ojca, co w połączeniu z ogólnymi problemami zdrowotnymi wybiło naturalną nadopiekuńczość jego rodziny na wyżyny. Chociaż z jednej strony rodzice zachęcają go do korzystania z życia i "bycia nastolatkiem", musi trzymać się rygorystycznych zasad dotyczących dozwolonych zajęć i godzin powrotu do domu. Ze względu na niezbyt imprezowy tryb życia nigdy nie miał z tym większego problemu, chociaż czasem znajomi ciągają go na schadzki towarzyskie, przez które musi dopraszać się o odrobinę dodatkowego czasu by upewnić się, że wszyscy wrócą bezpiecznie do domu.