ODPOWIEDZ
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Daniel Moore
Jack Dylan Grazer
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
28/10/2007 r. | Ottawa
zaimki
on/jego
zawód
uczeń
miejsce pracy
Riverdale Collegiate Institute
orientacja
homoseksualny
dzielnica mieszkalna
The Kingsway
pobyt w toronto
od 2016
umiejętności
Sumienność, ambicja i umysł chłonący wiedzę jak gąbka stanowią jego największe atuty w sferze akademickiej, uzupełnione biegłością przede wszystkim w chemii nieorganicznej i analitycznej. Zachęcony do rozwijania się w więcej niż jednym kierunku nauczył się gry na gitarze i flecie poprzecznym, z czego to pierwsze pomaga mu się zrelaksować, a drugie jedynie nasilało jego migreny; jazdy konnej, z czego oficjalnie zrezygnował już kilka lat wstecz, chociaż wciąż lubi odwiedzać stadninę; oraz podstaw obsługi kuchenki, by być w stanie wyżywić się na własną rękę. Z mniej chwalonych zdolności potrafi składać miniaturowe papierowe łabędzie, dochodząc do wielkości koło pół centymetra podczas szczególnie nudnej prezentacji, jeździć na deskorolce oraz zarwać trzy noce nad wyjątkowo ciekawą książką czy nową grą i w międzyczasie nie opuścić żadnej lekcji w szkole.
słabości
Wchodzenie po schodach bez zadyszki (astma), poruszanie się po świecie bez szkiełek korekcyjnych (krótkowzroczność średnia i astygmatyzm), dłuższe przebywanie w głośnych i jasnych pomieszczeniach (chroniczny ból głowy). Pomijając zarówno wrodzone, jak i powypadkowe schorzenia, cierpi na klasyczną niezręczność społeczną i wady wymowy magicznie objawiające się wyłącznie w sytuacjach stresowych. Dodatkowo nigdy nie był w stanie opanować prowadzenia pojazdów silnikowych, zdaje się, że dla dobra zarówno swojego, jak i reszty mieszkańców Toronto i okolic, a czasem mogłoby się zdawać, że kontrolowanie wszystkich czterech kończyn na raz wciąż jest dla niego wyjątkowym wyzwaniem.
Jeden niefortunny moment w 2015 roku nieodwracalnie zmienił życie trzyosobowej rodziny, podróżującej autostradą między Ottawą a Monteralem w ramach kilkudniowej wycieczki wakacyjnej, zostawiając przy życiu tylko jedno z nich. Para przed trzydziestką nie przeżyła kolizji z dostawczakiem uciekającym spod kontroli kierowcy, w kilka krótkich sekund osieracając ośmioletniego syna znajdującego się na tylnym siedzeniu. Wrak przetoczył się przez barierki od siły zderzenia, ostatecznie dachując w przydrożnym rowie, gdzie został do przyjazdu służb. Przynajmniej taką historię usłyszał Daniel w łóżku szpitalnym, gdy sam nie był w stanie przywołać wydarzeń doprowadzających go do momentu pobudki ze śpiączki. Zawołany po imieniu znalezionym na legitymacji szkolnej nie okazał żadnego znaku, by słyszał je kiedykolwiek wcześniej, a zwłaszcza w odniesieniu do samego siebie, podobnie z danymi osobowymi jego rodziców. Początkowo lekarze uznali to za szok powypadkowy, zalecili obserwację i cierpliwość, jednak z każdym dniem nadzieja słabła i coraz wyraźniejszy stawał się fakt, że poza wstrząśnieniem mózgu i urazem kręgosłupa szyjnego, chłopiec ściskający w drobnej dłoni inhalator, jakby był on jedyną deską ratunku w sytuacji stresowej, dorobił się także amnezji wstecznej. Po spędzeniu kilku tygodni między sterylnymi, białymi ścianami ozdobionymi malunkami postaci z kreskówek, podczas których jego stan nie ulegał zmianie, a próby skontaktowania się z jakąkolwiek potencjalną rodziną spaliły na panewce, został wysłany do domu dziecka pod opieką uprzejmej kobiety o smutnych oczach. W systemie spędził zaledwie rok, z czego najwięcej czasu zajął sam proces adopcyjny ciągnący się miesiącami, wypchany spotkaniami z lekarzami i terapeutami, licznymi testami i indywidualnymi zajęciami mającymi pomóc mu od nowa zrozumieć otaczający go świat. Na koniec otrzymał nowe nazwisko i rodzina Moore zabrała go do Toronto, które od tego momentu miał nazywać domem.
Od chwili przekroczenia progu nowego, jeszcze wtedy praktycznie pustego, pokoju, jasnym stało się, że zarówno jego rodzice adopcyjni, jak i ich rodzice, oraz ciotki, wujkowie i kuzynostwo po stronie matki, niecierpliwie wyczekiwali jego obecności. W granicach rozsądku byli w stanie zaoferować mu wszystko, czego mógłby chcieć - dali mu wybrać kolor ścian w pokoju, meble, zabawki, zaoferowali wachlarz opcji zajęć dodatkowych, które mogłyby przypaść mu do gustu, a na każde święta i urodziny mógł spodziewać się góry prezentów. Bez zawahania został wciągnięty w środek wspólnoty rodzinnej i uznany za jej nieodzowną część, co pomogło mu szybko oswoić się z nietypową sytuacją. W ramach obserwacji urazów długotrwałych, mogących z czasem minąć, lub utrudniać mu resztę życia, został przekazany w ręce renomowanego lekarza, do teraz odpowiedzialnego za wypisywanie recept na środki przeciwbólowe. Po pewnym czasie przestał nawet pytać o potencjalne wspomnienia - zdaje się że wszyscy pogodzili się z faktem, że nigdy ich nie odzyska.
Jako pusta kartka czekająca na zapełnienie, Daniel dopiero zaczynał zbierać informacje, od nowa tworzył wspomnienia i w jego własnym pojęciu, nigdy nie znał innych rodziców przed tymi, pod których opieką znajdował się od wyjścia z domu dziecka. Nawet wygnieciona fotografia rodzinna, wydobyta z portfela jego biologicznego ojca, przypominała mu bardziej obcych ludzi niż część własnej przeszłości. Ze zdaje się nieskończonymi pokładami ciekawości zaczął uczęszczać do nowej szkoły, po lekcjach brał udział w prywatnych zajęciach dodatkowych pomagających mu nadrobić zaległości z utraconych lat, dzięki czemu w ciągu dwóch lat nie tylko nagonił z oczekiwanym materiałem, co zaczął stabilnie utrzymywać się na czele klasy. Zapałał żywą miłością do przedmiotów ścisłych, a gdy pierwszy raz rzuciło mu się w oczy szkolne laboratorium chemiczne, jedynie wyuczona posłuszność trzymała go w ryzach przed próbą zmieszania w kolbie wszystkiego, co znajdowało się na wyciągnięcie ręki. W odróżnieniu od nauki, dużo większą trudność sprawiło mu odnalezienie się wśród rówieśników. Naiwna uprzejmość Daniela spotkała się z krzywymi spojrzeniami, ostrymi słowami i śmiechem - z listą schorzeń, specyficznymi zainteresowaniami i drobną sylwetką stał się doskonałym obiektem drwin ciągnących się latami. Trzymając się na dystans i unikając przyciągania zbędnej uwagi, dał radę znaleźć sobie garstkę znajomych i nauczyć się znacznie ostrożniejszego podchodzenia do relacji międzyludzkich. Przez lata dowiedział się o sobie wielu rzeczy, miał okazję odkryć kierunek, w jakim chciał poruszać się w życiu i przestał zwracać uwagę na to, co myślą o nim osoby, których zdanie nie miało większego znaczenia. A jeśli kilka wyzwisk rzucanych w jego stronę okazało się nie odbiegać zbyt daleko od prawdy, nie miał zamiaru się tego wstydzić.

Ciekawostki
- Posiada siedmioletniego kundelka, wabiącego się Alonso, którego wychowywał od szczenięcia. Dostał wolną rękę na wybór psa ze schroniska i od kiedy wziął go na ręce byli praktycznie nierozłączni (do tego stopnia, że swego czasu próbował przemycać go w plecaku do szkoły). Przy wyborze imienia zainspirował się swoją ulubioną wersją Doctora Who i do teraz wyjątkową radość sprawia mu "Allons-y, Alonso!".

- Od trzech lat bierze udział w narodowej olimpiadzie chemicznej (CCO), za każdym razem zajmując miejsce na podium, chociaż nigdy nie dotarł na jego szczyt. W piwnicy posiada natomiast kompletowany latami, prywatny zestaw laboratoryjny, doskonały do sprawdzania hipotez, które nauczyciel zabronił mu testować na szkolnym sprzęcie. Oczywiście w granicach rozsądku. Zwykle.

- Poza zestawem palników i zlewek, przytaszczył tam także nieużywaną kanapę, stary telewizor i urządził sobie kącik do gier, gdzie skompletował wszystkie konsole jakie kiedykolwiek posiadał, tym samym aneksując całą przestrzeń piwniczną w domu rodzinnym na własny użytek.

- W codziennym funkcjonowaniu, poza inhalatorem, wspiera go zapas sumatryptanu na silniejsze ataki migreny. Zwykle nie rozstaje się z nim na krok i wciąż nosi tabletki w personalizowanym pudełku z grafiką z Mustanga z Dzikiej Doliny, które dostał na dwunaste urodziny. Do teraz jest to zarówno jego ulubiony film animowany, jak i ścieżka dźwiękowa. Mimo wszystko stara się jednak ograniczać poleganie na lekach i zdarza mu się kłaść na drzemki w ciągu dnia w próbie zbicia bólu.

- Nie lubi smaku kawy, stąd odwiedzając kawiarnie testuje je głównie pod kątem gorącej czekolady, nigdy nie ciągnęło go także do innych używek, a presja rówieśnicza spływa po nim jak po kaczce. Jedyny rodzaj dymu, jaki nauczył się znosić w swoim otoczeniu, to ten z nieudanych eksperymentów chemicznych.

- Ma na łóżku zapas pluszaków zbieranych przez lata i jest głuchy na sugestie rodziców, by spakował je do pudła i odstawił na strych. Podobnie z seriami książek, które lubił za młodu, wciąż zajmującymi honorowe miejsce na regale w pokoju.

- Osłabia go widok krwi, nienawidzi przemocy i stroni od horrorów. Już bez nich boi się własnego cienia i jest skoczny niezależnie od pory dnia - da się go zaskoczyć nawet, kiedy nie ma na uszach słuchawek i wejdzie się w jego pole widzenia, przez wyjątkową tendencję do niezwracania uwagi na własne otoczenie.

- Jest wiecznie zapakowany w swetry i bluzy, zwykle za duże i z możliwością schowania dłoni w rękawach, schodząc do t-shirtów tylko kiedy pogoda nie pozwala na komfortowe noszenie zbyt ciepłych warstw, a gdy traci cierpliwość do własnych włosów chowa je pod czapką albo kapturem i uznaje to za problem z głowy. Jednocześnie nie ma najmniejszego wyczucia stylu, łączy ze sobą wszystkie możliwe kolory i kroje, byle było mu w miarę komfortowo, a jedynym dodatkiem, jaki nosi na co dzień, są okulary w czarnych oprawkach, jako że nie ufa soczewkom kontaktowym.

- Od początku roku szkolnego uczęszcza na otwarte wykłady na lokalnych uczelniach w ramach programu dla licealistów rozważających aplikację na studia. Miał okazję wyciągnąć z tego doświadczenia zarówno cenną wiedzę, klarowniejszą wizję własnej przyszłości, oraz parę nowych znajomości.

- Jest jedynakiem i jednocześnie jedynym wnukiem dziadków ze strony adopcyjnego ojca, co w połączeniu z ogólnymi problemami zdrowotnymi wybiło naturalną nadopiekuńczość jego rodziny na wyżyny. Chociaż z jednej strony rodzice zachęcają go do korzystania z życia i "bycia nastolatkiem", musi trzymać się rygorystycznych zasad dotyczących dozwolonych zajęć i godzin powrotu do domu. Ze względu na niezbyt imprezowy tryb życia nigdy nie miał z tym większego problemu, chociaż czasem znajomi ciągają go na schadzki towarzyskie, przez które musi dopraszać się o odrobinę dodatkowego czasu by upewnić się, że wszyscy wrócą bezpiecznie do domu.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
poziom ingerencji
niski
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Maple Hearts gotowe <3
ODPOWIEDZ

Wróć do „w budowie”