-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najwyraźniej to i tak było za mało, żeby ta dwójka zdołała zapanować nad bezpodstawnym gniewem i brakiem zaufania, którym się darzyli i który sprowadzał ich do wniosku, że po tym drugim nie mogli spodziewać się niczego dobrego.
A w przypadku Lando było tak, bo za każdym razem, kiedy przy Carrie opuszczał gardę, ona robiła coś, żeby tego pożałował. I chociaż po każdej takiej sytuacji powtarzał sobie, że więcej tego nie zrobi, to niestety danego sobie słowa nie potrafił dotrzymać. I obawiał się, że przy kolejnej takiej sytuacji znów do tego dojdzie. Dlatego najchętniej po prostu unikałby Pillbury, ale tego nie dało się zrobić. Gdzie by się nie obrócił, tam była o n a. To prawie jak w koszmarze, tylko z tego nie mógł się wybudzić, ponieważ tak wyglądała jego rzeczywistość.
Nic dziwnego, że nie dawał oznak zadowolenia.
Wciągnął głęboko powietrze. Starał się ją zignorować i ugryźć się w język, ale potrzeba odgryzienia się była silniejsza i niestety nie zdołał zwalczyć tego negatywnego nawyku, który zmuszał go do odbicia piłeczki.
– Ktoś ci kiedyś powiedział, że jesteś nieznośna? – krótkie pytanie, szybka piłka. Lando już nie wiedział, czy ona po prostu nie dostrzegała tego, jak wkurzająca była, czy może było to celowe. Jeśli jednak to ta druga opcja była zgodna z prawdą, to chapeau bas, wychodziło jej to świetnie. Znów nie mógł z nią wytrzymać i naprawdę kusiło go, żeby wstać od stolika i uwolnić się od niej, ale jeśli tak bardzo starała się, żeby go zdenerwować, to znaczy, że on ją również drażnił. W takim razie lepiej było zostać i dalej działać jej na nerwy.
Nie mógł być jedynym, któremu zepsuto zabawę, bo tak, to Carrie wyszło nieźle. Prawdę powiedziawszy Mangione stracił już ochotę na dalszy udział w randkach, nie miał na to nastroju.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Właśnie tej drugiej kwestii kompletnie nie rozumiała, bo przecież nigdy wcześniej nie darzyła go żadną sympatią. Dostrzegała jego przystojną buzię, jednak ona traciła na znaczeniu w obliczu tego, co wydostawało się z jego ust i co raz po raz doprowadzało ją do szaleństwa.
Kiedy się odzywał, nie dostrzegała w nim absolutnie nic pociągającego, dlatego miała sobie za złe to, iż ostatecznie pozwoliła sobie na chwilę słabości i to właśnie z nim wylądowała pewien czas temu w łóżku. Co gorsza, był pierwszym facetem, któremu pozwoliła zbliżyć się do siebie od chwili, kiedy wywróciła swoje życie do góry nogami, a teraz, kiedy chciała poszukać kogoś innego, to właśnie obecność Lando skutecznie jej to psuła.
Na szczęście dzwonek zmiany partnerów w końcu zadzwonił. Sprawił niestety, że Carrie nie zdołała już mu się odgryźć, ale mogła przynajmniej posłać mu na odchodne jeszcze jedno mordercze spojrzenie. Szkoda tylko, że Lando popsuł jej humor na tyle, iż później była już prawdopodobnie n a j g o r s z ą kompanką, na jaką można było trafić, a kolejne dwie szybkie randki dłużyły jej się nawet bardziej, niż czas spędzony z Mangione.
Odetchnęła więc z ulgą, kiedy wydarzenie zakończyło się, a oni oddali organizatorom swoje formularze.
Wtedy sama ruszyła w stronę toalety, aby złapać oddech, być może też przemyć twarz i, co najważniejsze, w końcu o nim z a p o m n i e ć. Nie zdołała jednak dotrzeć do celu, ponieważ wpadła oczywiście na Lando, który debatował teraz z jedną z dziewczyn, które także brały udział w zabawie. Carrie przewróciła oczami na widok tego, jak trzepocząc rzęsami oddawała mu jego telefon prawdopodobnie po tym, jak wklepała tam własny numer.
Z jakiegoś powodu ten widok sprawił, że coś się w niej zagotowało.
I chyba właśnie dlatego nie ugryzła się w język, kiedy w końcu ruszyła w stronę toalety po tym, jak jego a d o r a t o r k a w końcu poszła w swoją stronę. — Ktoś powinien jej powiedzieć, że się rozczaruje — rzuciła akurat wtedy, kiedy go mijała. To nie była jej sprawa, a jednak złościła się, bo poszło mu dziś o wiele lepiej niż jej.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Niestety, działała na niego tak intensywnie, że nie zdołał się już postarać i do końca miał parszywy nastrój, dlatego nie spodziewał się, że zdoła wzbudzić czyjekolwiek zainteresowanie. Był więc zaskoczony w momencie, gdy zaczepiła go jedna z kobiet. Ale była to jedna z tych, które poznał jeszcze zanim stawił czoła Carrie, co mogło tłumaczyć, czemu odebrała go tak pozytywnie i chciała go lepiej poznać, co zainteresowało również jego, bo przecież przyszedł tu po to, aby otworzyć się na nowe znajomości. A teraz jeszcze bardziej potrzebował rozproszenia po Carrie, dlatego chętnie podał kobiecie swój telefon, aby zapisała w nim swój numer. Zamierzał jutro odezwać się do niej.
Był jednak ktoś, komu to wadziło i kto objawił się w n a j g o r s z y m momencie. Widząc ją na horyzoncie, Lando już wiedział, że nic dobrego nie mogło się wydarzyć i nie pomylił się. Wystarczyło, żeby odezwała się, a ciśnienie momentalnie mu podskoczyło. Właśnie tak działała na niego Pillbury, wobec której nie potrafił pozostać obojętny, choć starał się. Nawet teraz próbował ugryźć się w język i ją zignorować.
Niestety, nie udało się. – Możesz po prostu przyznać się, że jesteś zazdrosna – powiedział dość głośno, żeby Carrie na pewno go usłyszała, po czym obejrzał się na nią przez ramię i posłał jej łobuzerski uśmiech. Czy miał pewność, że ją rozgryzł? Skądże. Właściwie to uważał, że Pillbury, jak zwykle, była po prostu złośliwa, ale nie mógł puścić jej uwagi mimo uszu, więc postanowił odgryźć się, sugerując jej coś, co powinno ją rozdrażnić. Znał ją już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie chciałaby, aby ktoś choćby pomyślał, że myślała o nim ciepło i mogłaby być o niego zazdrosna. Dlatego wiedział, że to będzie najlepszy sposób na wbicie jej szpili.
Nie wiedział tylko, że wcale nie był aż tak daleki prawdy ze swoimi podejrzeniami.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie mogła być o n i e g o zazdrosna. Sama myśl o tym wprawiała ją w tak duży dyskomfort, a dodatkowo ściągała na nią to palące uczucie wstydu za sprawą którego za wszelką cenę chciała to od siebie odpędzić.
Lando był przecież o s t a t n i ą osobą, którą mogłaby chcieć zatrzymać w swoim życiu na dłużej.
A jednak było w tamtym widoku coś, co jej się nie spodobało. Może nie był to sam fakt, że zainteresowała go inna kobieta, jednak zdecydowanie ubodło ją to, że względem kogoś innego potrafił być miły i ciepły. Uśmiech na jego twarzy nie był przepełniony kpiną, a spojrzenie nie było pełne chłodu, z którym zwykle spoglądał na nią.
Nie potrafiła tego wyjaśnić, a jednak drażniło ją to do tego stopnia, iż nie zdołała powstrzymać się przed tym głupim komentarzem, który chwilę wcześniej padł z jej ust. Wiedziała przecież, że nie powinna była tego mówić. Mało tego, nie powinna była okazywać mu nawet cienia zainteresowania, ponieważ w ten sposób mogła dać mu pewną satysfakcję, ale mimo to nie umiała zachować się inaczej. Obecność Lando wyciągała z niej wszystko to, co najgorsze.
Przy nim naprawdę nie lubiła samej siebie.
Nie znosiła również jego, dlatego przy każdej okazji próbowała mu dopiec. On oczywiście nie pozostawał jej dłużny, dlatego Pillbury nie powinna być zaskoczona jego komentarzem, a jednak kiedy go usłyszała, na krótką chwilę zamarła. Zatrzymała się w połowie drogi do toalety i obróciła się przez ramię, chyba jeszcze przez moment wierząc, że się przesłyszała.
Wystarczył jednak jeden rzut okiem na jego twarz - na ten cholerny, łobuzerski uśmiech, aby nie miała nawet cienia wątpliwości względem tego, że on n a p r a w d ę to powiedział. Mało tego, wyglądał, jakby n a p r a w d ę w to wierzył.
To zaś sprawiło, że Carrie pobladła, a jej mina stężała w momencie, w którym zawróciła. Pomaszerowała prosto w jego stronę i zatrzymała się dopiero, kiedy dzieliły ich zaledwie centymetry. — Upadłeś na głowę? — zapytała, wbijając spojrzenie w jego oczy. Nie była w stanie uwierzyć w to, jak bardzo był bezczelny. A choć działało to na jej niekorzyść, musiała przyznać, że z tą pewnością siebie było mu wyjątkowo do twarzy.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I choć sensowne byłoby powiązanie jego dzisiejszego nerwowego zachowania z tymi obserwacjami, Lando w życiu by na to nie pozwolił. Stwierdziłby, że to widok Carrie momentalnie psuje mu nastrój i jest tak za każdym razem, a jednak dopiero dziś pojawiło się to nieprzyjemne uczucie w żołądku, którego wcześniej przy niej nie czuł.
Może więc podobało mu się to, że na koniec to i tak właśnie jemu poświęcała uwagę? Nawet jeśli robiąc to, jedynie próbowała zadziałać mu na nerwy. Co wyszło jej całkiem skutecznie, przynajmniej do momentu, aż Mangione nie dostrzegł okazji na to, aby jeszcze skuteczniej odgryźć się jej, zarzucając coś, co gdyby zostało wytknięte w drugą stronę, pewnie zadziałałoby równie dobrze.
Może dlatego Lando wiedział, czego się spodziewać?
Kiedy się obróciła, wiedział już, że osiągnął swój cel, a Carrie nie będzie w stanie odpuścić. Poznał ją na tyle dobrze, żeby przewidzieć jej zachowania w nerwowych sytuacjach, bo właśnie w takich widywał ją najczęściej. Dlatego wiedział teraz, że ta rozmowa nie była zakończona i musiał przygotować się na to, że Pillbury jakoś się odgryzie lub przynajmniej zaprzeczy jego zarzutom.
I kiedy to zrobiła, kącik jego ust powędrował jeszcze wyżej. – Nie musisz udawać – odparł zadowolony z siebie, nie unikając jej spojrzenia. Wiedział, że tym razem to on miał przewagę i zamierzał ją wykorzystać. – Nie lepiej po prostu przyznać, jak jest? – wzruszył ramionami, dalej ją prowokując, może trochę ciekawy, jak z tego wybrnie? Chociaż w życiu by się do tego nie przyznał, to mógł polubić te ich kłótnie, w trakcie których prześcigali się, szukając sposobu na przebicie tego drugiego.
Przynajmniej do momentu, aż nie przesadzali, co, niestety, zdarzało im się zbyt często…
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Carrie nie potrafiła się przy nim opanować, jednak to stało się jeszcze bardziej uciążliwe po tym, jak między ich dwójką zachodzić zaczęły pewne z m i a n y. Odkąd miała okazję posmakować jego ust, w jej głowie pobrzmiewał przeogromny mętlik związany z tym, iż obecnie nie wiedziała już, co powinna na ten temat myśleć.
Nie lubiła go, względem tego nie miała nawet cienia wątpliwości, a jednak mimo to zdarzały się chwile, kiedy coś ją do niego ciągnęło. Działo się tak przede wszystkim wtedy, kiedy w grę wchodził alkohol, który w znacznym stopniu przyćmiewał jej osąd. Wówczas zapominała o tym, jak bardzo Mangione potrafił ją zdenerwować, a jedynym, o czym była w stanie myśleć, stawała się jego bliskość.
Dziś zresztą też uciekła w tamtą stronę myślami, a przecież wlała w siebie nie więcej, niż dwa rozcieńczone drinki.
Jego zarzut mógł więc okazać się nie taki znów bezpodstawny, ale mimo to Carrie za nic w świecie nie przyznałaby się do tego, że mogła poczuć jakieś ukłucie zazdrości, kiedy tamta dziewczyna wpisywała do jego telefonu swój numer. Było tak dlatego, iż doskonale wiedziała, że w jej towarzystwie wszystko wyglądać będzie i n a c z e j. Z nią będzie potrafił rozmawiać normalnie, nie dając jej odczuć tego, że była od niego gorsza. A przecież Pillbury właśnie tak czuła się za każdym razem, kiedy Lando otwierał usta. Nawet teraz dawał jej do zrozumienia, że ewentualna zazdrość to był z jej strony b ł ą d.
Dlatego od razu się zagotowała. Zapragnęła też wytknąć mu, że nie miał racji, ale on najwyraźniej nie chciał odpuścić. Carrie zacisnęła mocno szczękę i spiorunowała go spojrzeniem, ale to zdawało się być na nic. — Zwariowałeś — wycedziła przez zaciśnięte zęby. — Czemu niby miałabym być o ciebie zazdrosna? — prychnęła w wymuszony sposób, chcąc tym samym podkreślić, jak bardzo się mylił. Gdyby okazało się, że miał rację, wówczas i ona musiałaby się z nim zgodzić.
Nie mogłaby okazać się większą kretynką.
Lando Mangione
-
aktor, którego gwiazda świeciła bardzo krótko, gdyż sam doprowadził do swojego szybkiego upadku i trafił na czarne listy, przez co teraz musi jeździć taksówką, a w wolnym czasie całuje Carrie, która go wkurza
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Najpierw było to pozostanie w obsadzie sztuki, potem przygarnięcie razem psa, a kolejne było przespanie się ze sobą, które też w jakiś sposób ich ze sobą związało. A na dodatek sprawiło, że Lando zaczął być o nią zazdrosny, co dodatkowo go wkurzało, bo jak on mógł robić się zazdrosny o nią? Po co, jeśli uważał ją za swoje największe utrapienie?
Nie da się jednak zaprzeczyć temu, że jej widok uśmiechającej się i flirtującej z innymi mężczyznami drażnił go i wystarczył, żeby popsuć mu humor, choć tego na pewno nie dałby po sobie poznać. Tym bardziej nie w jej obecności, nie mógłby dać jej takiej satysfakcji, bo wiedział, że wtedy robiłaby to, co on robił teraz.
Czy miał jakąś pewność, że była o niego zazdrosna? Żadną, ale jej zachowanie mogło coś takiego sugerować, dlatego doszedł do wniosku, że wysnuje taką teorię, aby zadziałać jej na nerwy i to przyniosło oczekiwane skutki. A zrobił to tylko dlatego, że ona nie zdołała ugryźć się w język i znów pozwoliła mu poczuć się ze sobą źle. Jak nikt inny potrafiła sprawić, że samoocena spadała mu w jeden moment.
Widział, jak się denerwowała, co dawało mu pewną satysfakcję i zachęcało do tego, aby brnąć w to dalej. Motywacyjnie podziałało również to, że miał teraz jej uwagę, której nie mógł skraść żaden inny mężczyzna. – Bo lubisz mnie – powiedział to tak, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Ale taka nie była i nawet od zdawał sobie z tego sprawę, bo jedynie podpuszczał Carrie, jednocześnie powątpiewając w to, że go lubiła, bo pokazywała mu coś zupełnie przeciwnego. A tamte pocałunki i noc, które ze sobą dzielili, były co najwyżej chwilami słabości, nie zaś oznaką realnej sympatii, choć, co sobie właśnie uświadomił, chciałby, żeby Pillbury go polubiła. Ale nie ta, którą widywał przeważnie, a raczej ta, którą pokazała mu ostatnio zanim wszystko się posypało.
Sympatia tamtej Carrie naprawdę by mu odpowiadała.
Carrie Pillbury
-
miała być poważną prawniczką, ale rzuciła wszystko, by występować na scenie, co okazało się kiepską decyzją, ponieważ teraz została z niczym, ale przynajmniej wychowuje pociesznego psa, a po godzinach zdarza jej się całować denerwującego Lando
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie potrafiła tego wyjaśnić, ponieważ wydawało się to kompletnie pozbawione logiki, a jednak Carrie najwyraźniej nie chciała, żeby na krótko po tym, jak to w jej ramionach spędził noc, przeniósł swoją uwagę na kogoś innego.
Nie mogła mu tego zabronić. Nie powinna nawet sugerować, że tego właśnie mogłaby chcieć, a jednak z jakiegoś powodu nie była w stanie ugryźć się w język, kiedy widziała to, jak tamta panna wpisywała do jego telefonu swój numer, a on spoglądał na nią z nieukrywanym zadowoleniem. Zerkał na tę dziewczynę tak, jak nigdy nie patrzył na nią, a to ubodło ją, ponieważ nawet po tym, jak spędzili w swoich ramionach kilka upojnych chwil, ona nadal czuła się przy nim jak ta g o r s z a.
Chciała od niego czegoś innego. Chciała zobaczyć w jego oczach to, co pokazywał innym, bo kiedy dostrzegła to tamtego wieczoru, kiedy oboje wlali w siebie za dużo alkoholu, najwyraźniej naprawdę zdołało jej się to spodobać. Niesamowicie wkurzała ją myśl o tym, że chciała do tego wrócić nawet wtedy, kiedy on tak niemożliwie ją wkurzał.
Nawet teraz przez myśl przemknęło jej to, że więcej pożytku ze swoich ust zrobiłby, gdyby w końcu się zamknął i po prostu ją pocałował.
Ale wtedy odezwał się, a w Carrie coś znów się zagotowało. Najpierw rozchyliła usta, jak gdyby od razu chciała mu odpowiedzieć, ale nim cokolwiek się z nich wydostało, ponownie je zacisnęła. Wciągnęła do płuc tyle powietrza, iż przez moment wyglądać mogła jak chomik. Ostatkiem sił wzbraniała się przed tym, aby dać mu się sprowokować. — Wcale. Cię. Nie. Lubię — wycedziła przez zaciśnięte zęby, specjalnie robiąc po każdym słowie krótką pauzę, jakby w ten sposób miały one skuteczniej do niego dotrzeć.
Szkoda tylko, że przy tym w ogóle nie wypadła wiarygodnie. Jak miałaby, skoro były to wierutne kłamstwa?
Lando Mangione