Skłamała by mówiąc, że miała z nim same najgorsze wspomnienia. Prince był jej imprezowym kumplem, niegdyś przewodnikiem, który pod swoje ciemne skrzydła wziął grzeczną księżniczkę i pokazał jej jak wygląda życie i jak dobrze można się bawić. Ten okres był najlepszym, ale również i najgorszym czasem w jej życiu. Wraz z nim balansowała na granicy, nikt nigdy nie mógł im dorównać, kiedy imprezowali nic się nie liczyło dookoła. Potem Prince zniknął, a Mads imprezowała dalej, przestała tylko balansować, bo bez niego granica przestała być tak kusząca.
- Nigdy nie byłam zazdrosna. - westchnęła cicho wywracając oczami
bo z żadną nie bawiłeś się tak dobrze jak ze mną. dokończyła w myślach, bo tych słów bała się wypowiedzieć na głos. Broniła się przed nim, przed jego urokiem, był jak diabeł który wodził ją na pokuszenie, ale nie mogła się dać, tym razem miała do stracenia wiele, zbyt wiele.
- Będę to powtarzać do momentu aż nie zrozumiesz. - nie miała zamiaru się poddawać, bo jeśli da mu chociaż cień swojego zwątpienia to wygra, a tego nie chciała.
- Lubiłam, Williams. Wiele się zmieniło od naszego ostatniego spotkania, ja się zmieniłam. - tak przynajmniej sobie wmawiała, chciała aby była to prawda. Silna wola to nie była jej mocna strona, a z każdym kolejnym słowem czy uporem pogrążała się coraz bardziej. Kolejny raz z jej ust wyrwało się westchnienie, zacisnęła usta w wąską kreskę i patrzyła na jego twarz, ten uśmiech w dalszym ciągu jakoś dziwnie na nią działał, wywoływał dreszcze na jej karku.
- Kusi mnie aby zetrzeć Ci ten uśmiech z twarzy. - to nie była groźba, raczej dziwnego rodzaju ostrzeżenie, kiedyś pewnie kazała by mu się zamknąć albo inaczej... sama zamknęłaby mu tą buzię, swoimi ustami.
Ona też nie pamiętała ich pierwszego spotkania, nie pamiętała ile czasu ze sobą spędzili, ale każdy dzień w jego towarzystwie był intensywny, nawet bardzo. Przy nim wszystko wydawało się takie proste, łatwe i mało skomplikowane. Czuła wolność, jak ptak, który został wypuszczony ze złotej klatki.
- Proszę Cię, lubiłeś we mnie tą wariatkę. - spojrzała na niego z lekko uniesionymi brwiami. Gadał, dużo gadał i głowa trochę zaczynała ją boleć, szczególnie teraz kiedy z głośników leciała kolejna jego piosenka, boże już chyba bardziej łechtać ego Williamsa nie można.
- Jedyną świnią jaką widzę jesteś Ty, nic się nie zmieniłeś. Dalej ego top, zakochany w sobie i najlepszy na świecie. Codziennie powtarzasz to sobie w lustrze? - rzuciła dość obojętnie. Tekstu o dziwce nie miała zamiaru komentować bo dyskusja z Prince Polo była bezsensu, jak całe to spotkanie.
Wiedziała, że wychodząc za tego baru popełnia kolejny największy błąd, ale powtarzała sobie w głowie, że ma nad wszystkim kontrolę, że to ona jest mistrzem całej tej gry. I teraz najlepsze pytanie: okłamywała siebie czy może jego? Nie wiedziała, przynajmniej w tym momencie.
- Twoja pewność siebie jest naprawdę urocza. - skomentowała posyłając mu naprawdę słodki uśmieszek, taki, że cukier skacze do 500 i od razu człowiek wpada w śpiączkę. Kiedy odstawiła swój kieliszek na blat chwyciła za butelkę i znów napełniła ich szkła. Tempo było zdecydowanie zbyt szybkie jak na jej słabą głowę, ale co tam. W tej chwili chciała mu pokazać i udowodnić, że bawić może się na swoich własnych zasadach, a nie jego.
- Jak można chodzić prosto z tak wykrzywionym kręgosłupem moralnym, co? - uniosła brwii w górę, patrzyła na jego twarz, a kiedy zbliżył się do niej nie drgnęła nawet na sekundę. Zastygła niczym kamień w momencie, w którym chwycił w palce jej kosmyk włosów i schował za uchem. Nieświadomie na kilka sekund wstrzymała oddech czując jak jego ciepłe palce dotykają jej delikatniej skóry. Zacisnęła mocniej palce na kieliszku, który trzymała w drugiej dłoni. Szybko jednak się ogarnęła, licząc, że zapatrzony w siebie ciemnowłosy nie zwróci na to uwagi.
- Co? - zaskoczenie w jej głosie było prawdziwe, naturalne. Nie spodziewała się takiego pytania, szczególnie z jego ust.
- Kiedyś trzeba dorosnąć z resztą lepsza taka praca niż korporacja. Alkohol bez ograniczeń, wieczna impreza, czego chcieć więcej. - wzruszyła delikatnie ramionami i rozejrzała się dookoła. Lubiła to miejsce i uważała, że lepsza praca barmanki niż bycie marionetką w rękach swojego ojca. Praca jaką miała nie była szczytem marzeń, ale wybrała ją sobie sama. I to była tylko wyłącznie jej decyzja.
Prince Williams