-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Takie przekonanie towarzyszyło jej po ich pierwszym spotkaniu, ale dość prędko się zatarło. Wystarczyło bowiem, że Lacey ponownie znalazła się w jego towarzystwie, aby nagle zupełnie zapomniała o rozsądku. Być może nie od razu, jednak stopniowo coraz bardziej zaczęła się na niego otwierać.
Teraz więc nie bała się tego, że w którymś momencie mógłby zrobić coś g ł u p i e g o.
Dziś zatem pozwoliła sobie na jeszcze więcej, a później żartowała sobie z nim z rzeczy, co do których oboje mieli pewność, że były wielką bujdą. Lacey nie musiała przesadnie się starać, aby spojrzeć na blondyna w sposób, który mówił, że ani trochę nie kupowała jego słów. On zresztą też wcale nie przyłożył się do tego, aby wypaść wiarygodnie. — Pewnie nie tylko do tego — skomentowała, a później wzruszyła ramionami z figlarnym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Czy mówiła o sobie? Być może.
Sama jednak odrobinę zwątpiła we własne preferencje w momencie, w którym miała okazję przyglądać się temu, w jaki sposób Radwell rozprawiał się z bananem. Już w chwili, w której wspomniał o domniemanych witaminach, jedna z jej brwi powędrowała ku górze. Grymas na jej twarzy zdradzał natomiast, że nie do końca to kupowała. — Nie jestem do końca przekonana, czy właśnie takich nowości powinnam z tobą próbować — przyznała, po czym zapakowała się na łóżko, jeszcze przez pewien czas z bliżej nieokreślonym grymasem przyglądając się temu, jak w a l c z y ł z bananem. Czy takie dziwactwa można było uznać za urocze?
Sięgnęła po winogrono i wetknęła je sobie do ust, jakby w ten sposób chciała dać mu do zrozumienia, że naprawdę jej nie przekonał, po czym w końcu wróciła też zainteresowaniem do papierosa. Umieściła go między wargami i w końcu zapaliła, wygodnie rozkładając się na poduszcze. — To jaki koncert? — zapytała i lekko szturchnęła go kolanem.
Najwyraźniej była otwarta na taką opcję.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale prędko z jednego zrobiły się dwa, trzy i dalej to już najwyraźniej będzie leciało, bo ani trochę nie mieli siebie dość. W dodatku już nie tylko sypiali ze sobą, ale też otwierali się bardziej na siebie, lepiej się poznając i dając szansę tej znajomości jako czemuś innemu… Czemu konkretnie? Tego Sonny nie potrafił zdefiniować, ale prawda jest taka, że nawet za bardzo nie próbował. Czymkolwiek ta znajomość się stawała, odpowiadało mu to. Dobrze się bawił z Lacey, a to było dla niego najważniejsze.
Przy okazji starał się zapewnić Tadwell poczucie bezpieczeństwa. Nie ze względu na to, że była w związku i musieli uważać, a po prostu, by wiedziała, że nie miała czego się przy nim bać i nie musiała dokładać sobie zmartwień z powodu tej znajomości, bo miała rację, nie zamierzał zrobić nic głupiego. Rozumiał, czym mogli dla siebie być oraz jakie granice mu wyznaczyła, i szanował to.
Nie chodziło więc o to, żeby nie wmieszać się w coś niewygodnego, a szacunek, jakim ją darzył.
– Nie da się zaprzeczyć – zgodził się z brunetką, po czym wymownie omiótł ją spojrzeniem i uśmiechnął się zadziornie, podkreślając w ten sposób, że doskonale wiedział, co miała na myśli i że on również tak uważał.
Czy dziwiła go jej reakcja? Ani trochę, bo nie ona pierwsza spoglądała na niego w ten sposób, więc Sonny po prostu ignorował to i nieszczególnie się tym przejmował. – A na jakie nowości ze mną masz ochotę? – zapytał zainteresowany, nie kryjąc się z tym, że ta propozycja mu się spodobała, nawet jeśli na razie była dość niekonkretna. Radwell miał jednak dość wyobraźni, aby domyślić się, że mogło kryć się za nią coś interesującego, co by polubił, dlatego postanowił pociągnąć temat, zanim wrócił do banana, którego postanowił dokończyć, do kosza wyrzucając tylko końcówkę, która do niczego się nie nadawała.
Po tym mógł wrócić do łóżka, do którego wpakował się, kładąc się obok Lacey. – To zależy… Coś rockowego? – zapytał, po czym odebrał jej papierosa, którym zaraz się zaciągnął. Sama była sobie winna – narobiła mu smaka i nie umiał sobie odmówić.
Lacey Tadwell