
- obsługa sprzętu multimedialnego
- świetna organizacja pracy
- dbanie o dom (w tym gotowanie)
- biegła znajomość języka polskiego, angielskiego i francuskiego
- uwielbia fitness
- empatia
- dbałość o szczegóły
- nie radzi sobie dobrze z porażkami
- jeśli coś nie idzie zgodnie z planem robi się rozdrażniona
- sporty ekstremalne to nie jej bajka
- całkowity brak zdolności artystycznych
- nie umie w naprawy urządzeń wykraczające poza wymianę żarówki albo bezpiecznika
- dbałość o szczegóły (aż do przegięcia)
- strach przed pająkami oraz osami (w tym alergia na ukąszenia tych drugich)
Kovalscy od dekad funkcjonowali bardziej jak instytucja lub maszyna niż kochająca się rodzina. Ich nazwisko oznaczało pieniądze, wpływy i pewien rodzaj władzy o której większość Polonii mogła jedynie pomarzyć. Dorobili się fortuny na nieruchomościach i inwestycjach finansowych, a każdy kolejny rok tylko umacniał ich pozycję. Można było dużo o nich mówić, ale głowa rodziny miała niesamowity talent do zarządzania biznesem i dostrzegania szans.
Cecilia przyszła na świat w centrum tego uporządkowanego, dobrze naoliwionego mechanizmu. Nie znała życia poza komfortem: prywatne szkoły, spełnianie zachcianek czy drogie przyjemności. To było wygodne. W zamian za to wychowywano ją na dziedziczkę fortuny, jej twarz i reprezentantkę. Dbał o to ojciec. Czuła presję, łagodzoną przez cudowną część rodziny: babcię i rodzeństwo.
Gdy zbliżała się do dorosłości nie miała pojęcia kim chce zostać. Sama zaoferowała się ojcu do towarzyszenia w imprezach firmowych. Miała nadzieję, że tam uda się jej znaleźć jakiś cel. Nie chciała spędzić reszty życia na byciu córką biznesmena.
Całkiem inaczej wyobrażała sobie świat nastoletniej śmietanki towarzyskiej (lub po prostu miała niesamowite nieszczęście do nieodpowiednich ludzi). Byli monotematyczni: tematy krążyły głównie wokół luksusu i pieniędzy. Wycieczki, jachty, zakupy. Czasem miała wrażenie, że ci ludzie byli zamknięci w swojej bańce. Próbowała raz czy dwa zacząć spotykać się z chłopcami z tego kręgu, ale to nie było to.
Zapewne dalej nie wiedziałaby co ze sobą zrobić, gdyby znajoma z klasy nie zachęciła jej do spróbowania prowadzenia bloga. Miała to być tylko drobna rozrywka - ot, pisanie artykułów na temat życia szkolnego czy drobnych ogłoszeń. Tylko, że to ją wciągnęło. Razem z grupą przyjaciół i przy wsparciu kadry rozwijali to mocno, z czasem przeprowadzając wywiady z mniej lub bardziej znanymi absolwentami.
Cecilia pokochała to całym sercem. Tę uwagę, te pytania i kontakt. To co mieli do przekazania: wspomnienia z młodzieńczych lat, ich drogę do kariery i bieżącą sytuację.
Przy wyborze studiów (oczywiście dziennikarstwa) pierwszy raz postawiła się ojcu. Ten wolał, aby działała dla rodzinnej firmy, jednak Cece czuła, że to nie jej droga. Namówiła go i przekonała tym, że zawsze podczas pracy w zawodzie mogłaby mu dawać cynki o ważnych wydarzeniach. Mocno sceptycznie i po długim czasie, ale udało się.
I wtedy przepadła. To było to co sprawiało jej radość. Czuła się jak ryba w wodzie, zarówno na studiach jak i tuż po nich. Dzięki koneksjom udało jej się znaleźć (a raczej załatwić) pracę w CBC Toronto. Ku jej zaskoczeniu praca ją rozczarowała. To nie było to coś.
Chcąc ratować w jakikolwiek sposób swoją pasję zdecydowała się zrobić doktorat z dziennikarstwa. Jej promotor działał wtedy nad sprawą dokumentu opowiadającego historię upadku pewnego iluzjonisty. Wyczuwał niesamowitą okazję, bo ten miał się przeprowadzić do Kanady. Spędzając godziny nad materiałami Cece czuła coraz większą fascynację mężczyzną i wkręcała się w temat coraz bardziej.
Aż dostała polecenie, aby przeprowadzić wywiad z samym zainteresowanym po miesiącach nagabywania Kahuny. Uzbrojona w kamerę i olbrzymi kubek z kawą (zajęcia i jednoczesna praca dawały się we znaki) nie spodziewała się, że tak wszystko ładnie się ułoży. Historia była trudna, zdecydowanie. Ale krok po kroku odkrywała nie złamanego artystę, a człowieka.
Myślała, że po nakręceniu dokumentu (który nawet udało się wyemitować w telewizji!) ich drogi się rozejdą, więc dała się namówić na wyjście na kawę. A potem drugą i każdą kolejną. Nie wiedziała nawet kiedy wypady do kafejek zamieniły się w jej własny kubek u niego w domu, a na jej palcu zagościła na stałe obrączka.
W międzyczasie skończyła studia doktoranckie i uzyskała dyplom i pracowała jednocześnie w różnych stacjach, zajmując się głównie reportażami i dokumentami. Po odejściu jej byłego promotora na emeryturę dostała propozycję zostania wykładowcą. Kiedy tylko zorientowała się, że nie będzie to kolidowało z jej obowiązkami w studiu zgodziła się od razu - w zasadzie lubiła uniwersyteckie życie i była ciekawa czy od strony nauczyciela wygląda to tak samo jak studenta.
