ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Początek roku zawsze przynosił ze sobą postanowienie, by zrobić coś ze sobą, by nie czuć się aż tak źle albo po prostu oderwać głowę i myśli od rzeczywistości. W przypadku Catherine schemat ten powtarzał się co roku: jedzenie winogron pod stołem o północy, przysięganie na wszelkie świętości, że w danym roku na pewno weźmie się za siebie i zacznie chodzić regularnie ćwiczyć na siłownię oraz rezygnacja nad pudełkiem lodów w lutym. Ponieważ jednak był jeszcze styczeń trzymała się swojego planu, chociaż wiedziała, że praktycznie jest on skazany na porażkę.
Nie czuła się na tyle pewnie, aby paradować w godzinie szczytu aktywności w tym miejscu w samym staniku sportowym. Nawet jeśli wiedziała, że to głupie i praktycznie nikt nie zwróci na to uwagi musiała mieć na sobie szeroką, nieco już znoszoną koszulkę. Miała najlepsze lata za sobą (zarówno Cathy, jak i koszulka), ale spełniała swój cel idealnie.
Po już kilku latach i przewinięciu się wielu osób, które próbowały ją zachęcić do aktywniejszego ćwiczenia na sporej ilości siłowni czy innych centrów aktywności wiedziała już jak ważna jest rozgrzewka i rozciąganie. Być może poświęciła im więcej czasu niż to było konieczne, ale wolała to zrobić wcześniej niż się potem uszkodzić. Tym bardziej, że ktoś musiał pomagać dziadkom w remoncie ich lokalu, a reszta rodziny była niedysponowana.
Nieco zziajana poprawiła upięcie kucyka na mniej byle jakie, ale wciąż byle jakie i oparła dłonie na biodrach rozglądając się po opcjach. Duża ilość sprzętu była zajęta, a nie chciała przeszkadzać. Ciężary odpuściła praktycznie od razu - codziennie coś dźwigała, chcąc nie chcąc mięśnie rąk miała całkiem wyrobione. Mogła więc albo ćwiczyć nogi, albo zrobić sobie cardio na bieżni. Z czego to drugie nigdy nie kończyło się dobrze. Spojrzała jeszcze raz na bieżnię i pokręciła głową.
- Nope, jestem na to zbyt trzeźwa - powiedziała cicho sama do siebie i ruszyła w stronę suwnicy. Nogi to było to. Zero biegania, same plusy. Nawet jeśli następnego dnia miała cierpieć i nie wstać.

Jason Choi
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

Styczeń to był chyba najgorszy moment dla ludzi, którzy regularnie ćwiczyli. Nagły napływ tłumów, które z radosnym hasłem "nowy rok, nowy ja" zajmowały każdy centymetr na sali był wyjątkowo nużący. Jason życzył każdemu takiemu ambitnemu osobnikowi wytrwania w swoim postanowieniu, ale dobrze wiedział, jak to sie kończy. Widział to co roku. Starał się do tego wszystkiego podchodzić na neutralu albo wręcz z jakąś dozą optymizmu. Gdy widział, że ktoś potrzebuje pomocy - to mu pomagał. Znał tę siłownię i niemal wszystkie jej sprzęty na wylot, więc gdy komuś coś się zacięło, zawsze oferował poradę. Ludzie często patrzyli na niego wpierw z pewną obawa - czemu się w sumie nie dziwił. Zwykłe szaraczki amatorzy zwykle bali się tych, którzy mieli biceps grubszy niż ich udo. Na szczęście dość szybko przekonywali się, że stali bywalcy siłowni to raczej pozytywni, wyluzowani ziomkowie.
W tym roku tłumy były wybitnie duże i Jason zaczynał się zastanawiać, czy nie powinien sobie chociaż na ten miesiąc odpuścić treningów. Bardzo by to mu było nie w smak, bo systematyczność była kluczowa nie tylko w zbudowaniu mięśni - ale także w ich utrzymaniu. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby mu wszystko opadło. Nie byłby w stanie spojrzeć na siebie w lustrze, a co dopiero wrzucać zdjęcia na instagram. Jaki by to z resztą dało przekaz jego followersom? Nowy rok a on się opierdala? Nie był co prawda żadnym fitness couchem, ale jednak chciał ich motywować!
Pora dnia była taka, że część najmniej ambitnych świeżaków już opuściła siłkę, było więc w miarę znośnie. Tego dnia Jason podnosił ciężary już dobrą godzinę i planował jeszcze z pół. Zwykle umawiał się z którymś ze swoich ziomków, ale dziś wyjątkowo był sam. Zrobił sobie krótką, przymusową przerwę, kiedy jedna ze słuchawek zaczęła mu szwankować. Wyciągnął obie z uszu, próbując znaleźć przyczynę, ale nic oczywistego nie rzuciło mu się w oczy. Westchnął ciężko, wrzucając obie słuchawki do kieszeni. Resztę treningu musiał dokończyć w akompaniamencie muzyki płynącej z głośników.
- Tak jest najlepiej - uśmiechnął się, kiedy nagle koło niego padł komentarz. Nieskierowany do niego, zdecydowanie, ale Park już tak miał że lubił wdawać się czasem w krótkie interakcje z nieznajomymi - Chyba że lubisz zwiedzać szpitale. - dodał jeszcze oczywistość. Oczami wyobraźni już widział, jak pięknie krwawiłby nos rozbity na takiej bieżni. Pokazał jeszcze dziewczynie kciuka w górę, gratulując wyboru innego, dobrego ćwiczenia - może była jednym z tych świeżaków, którzy zostaną tu na dłużej? - Jakbyś potrzebowała pomocy, wal - rzucił jeszcze, robiąc trzy kroki w bok by ustawić się lepiej przed lustrem. Skoro już musiał zrobić sobie przerwę, mógł dokarmić swoje ego, napinając mięśnie i popodziwiać swoje własne odbicie.

Catherine Bennett
Solhy
27 y/o
For good luck!
165 cm
Kelnerka Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
Where'd you wanna go?
How much you wanna risk?
I'm not looking for somebody
With some superhuman gifts
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Czy były szanse na to, że wytrwa w swoim postanowieniu i będzie chodziła na siłownię? Zawsze były. Tylko że w tym przypadku niebezpiecznie blisko zera. Póki jednak miała chęci i zapał nie zamierzała rezygnować. Martwił ją nieco ten tłum, ale zdawała sobie sprawę z tego, że wcześniej lub później zrobi się luźniej. A wyjątkowo tego dnia miała czas. Być może za kilka tygodni nie będzie tak źle? Co prawda istniało bardzo duże prawdopodobieństwo, że w takiej sytuacji jej noga już nigdy więcej nie stanie na posadzce tego miejsca, ale było to jeszcze na tyle odległe, że nie zamierzała się tym przejmować.
Drgnęła na dźwięk głosu nieznajomego. Nie spodziewała się, że ktokolwiek w tym miejscu jej odpowie. Ludzie raczej wyglądali na zajętych swoimi rzeczami i z tego co zauważyła Cath lwia część z nich miała swoje własne słuchawki. Jak tak o tym pomyślała to następnym razem powinna wziąć swoje.
- I najmniej zabawnie - powiedziała. Chyba tylko jacyś bogowie wiedzieli jaką niechęcią darzyła bieżnię. O ile jeszcze ciężary czy cokolwiek innego związanego z cardio miało rację bytu tak to diabelskie urządzenie i Cath zdecydowanie mieli nie po drodze. I to zazwyczaj bieżnia wygrywała.
- Odwiedzam je częściej niż bym chciała - skwitowała krótko. Wiedziała, że to miała być próba żartu. Wyjątkowo nietrafiona w jej przypadku, bo w zasadzie spędzała tam jedną czwartą swojego dorosłego życia przy boku matki. Nie żeby zamierzała się tym dzielić z kimkolwiek obcym. W zasadzie nawet niewielkie grono jej znajomych i przyjaciół nie znało zbyt wielu szczegółów. I tak zdaniem Cath było w porządku.
- Bardzo chętnie, nie wiem nawet od czego zacząć. Tylko najpierw musiałbyś przestać wpatrywać się w siebie, Panie Narcyz - skwitowała z lekkim uśmiechem i założyła ręce na piersi. W zasadzie wyglądał na kogoś kto wiedział co i jak, a ona była kompletnie zielona.

Jason Choi
szyszata
Do dogadania/uzgodnienia
32 y/o
For good luck!
177 cm
Tanatokosmetolog St. John's Anglican Church
Awatar użytkownika
No one does it better than me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszly
postać
autor

- Ten kto nazwałby bieżnię zabawnym sposobem na spędzanie czasu, ma nierówno pod sufitem - zaśmiał się cicho. Tak na serio, bieżnia nie była nawet specjalnie dobra w rozgrzewce. Nie wspominając już o tym, że to podnoszenie ciężarów, a nie kardio, było lepsze w budowaniu lepszej sylwetki. Więc te wszystkie instagramowe panienki, pojawiające się na siłowni by zacząć nowy rok od pracy nad sobą, a które od razu wskakiwały na bieżnię, tak naprawdę nie miały pojęcia co robią. A jesli już się ktoś upierał przy kardio, były na to lepsze aktywności. Niepotrzebna była do tego nawet siłownia.
Słysząc wzmiankę dotyczącą częstego odwiedzania szpitali, Jason uniósł lekko brwi. Nie drążył jednak tematu - nawet jeśli dziewczyna powiedziała to raczej lekkim tonem, brzmiało to trochę tak, jakby nie działo się u niej dobrze. Albo u kogoś z jej rodziny. Chowanie takich problemów pod maską żartów wcale nie było rzadkością.
- Prosto w serce! - rzucił krótko w odpowiedzi na nazwanie go Narcyzem - Przecież o to właśnie na siłce chodzi, żeby móc się sobą pozachwycać! - odpowiedział, robiąc jeszcze jedną pozę. Rozgrzane mięśnie były bardziej widoczne niż na samym początku treningu, więc musiał skorzystać. Poza tym, jakoś trzeba było się nagrodzić za całą tę ciężką pracę. Nic tak człowieka nie motywowało do dalszej roboty, jak zobaczenie dotychczasowego progresu. Ten, kto potrafił to docenić, tak szybko nie rezygnował z dalszej pracy! - No dobrze, zobacz. Tu ustalasz ciężar, tu możesz regulować odległość siedziska. - Jason finalnie zostawił lustro w spokoju i podszedł do dziewczyny, zaczynając jej pokazywać co i jak. Generalnie żadna z maszyn nie była specjalnie skomplikowana, tylko wyglądały groźnie. Każda z nich miała nawet specjalną naklejkę, informującą o tym, jakie partie mięśni można na niej ćwiczyć. - Pamiętaj żeby plecy przylegały do maszyny, bo inaczej ćwiczenie będzie o kant dupy rozbić. - dodał jeszcze. Gdyby nie to, że wcale nie znał się aż tak na ludzkiej anatomii ani nie potrafił układać diet-cudów, dostosowanych do różnych potrzeb, może nawet rozważyłby kiedyś karierę trenera personalnego. Tymczasem był jednak tylko orientował się mniej więcej co działa dla jego organizmu.
- Za twojego cheerleadera też mogę porobić. Trzy sesje po piętnaście powtórzeń. Go, go go! - jeśli wolała, żeby przestał, to lepiej żeby dobitnie mu to powiedziała. Jason należał do tych pozytywniejszych gości na siłowni i w sumie to lubił dopingować innych - bo lubił kiedy i jego dopingowali. Rozumiał jednak też, że kogoś to może peszyć...

Catherine Bennett
Solhy
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”