30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Obie te rozmowy - i zakończenie poprzedniej, przed kąpielą Saula, z wyznaniem miłości; i ta późniejsza, zanim Salva uciekł pod prysznic, były dla Saula sporym zaskoczeniem. Nie bardzo wiedział, jak na to zareagować - na jedno i drugie. Oczywiście, że chciał spać razem z przyjacielem, choć trochę się tego obawiał (i sam nie wiedział, czego konkretnie się teraz boi). Kiedy więc Meksykanin wyszedł, Saul popatrzył za nim, a później na łóżko, przygryzając wargę w zamyśleniu. Wreszcie wpakował się pod kołdrę i zwinął w kłębek, patrząc na poduszkę, na której spodziewał się niedługo zobaczyć przyjaciela. Wciąż tkwiły mu w głowie te słowa: "będę was kochał podwójnie". Czy to faktycznie było wyznanie miłości...? Równie dobrze mogło być po prostu stwierdzeniem, że Salvador kocha go jak przyjaciela, ale z drugiej strony - przecież niedawno mówił, że mu na Devlinie zależy. Może wiec to faktycznie nie było tylko przyjacielskie "kocham cię", może znaczyło coś więcej. Saul jednak nie był gotowy na takie wyznania: sam jeszcze nie nazwał swoich uczuć względem Menendeza, ponieważ nie pozwalał sobie na zaangażowanie: uważał, że i tak już na dużo sobie pozwolił, dużo też mu wyznał. Najpierw potrzebował większej pewności, większej stabilności, większego poczucia bezpieczeństwa. Analizował jednak w głowie, czy kiedykolwiek rzeczywiście je dostanie: czy kiedyś uzna, że jest dostatecznie bezpieczny, żeby przestać się bać pokochać go całym sercem i zaufać, że nic mu ze strony Salvadora nie grozi. I nie chodziło o zagrożenie fizyczne, tylko o obawę przed porzuceniem. Doszedł ostatecznie do wniosku, że prawdopodobnie taki moment nie nastąpi - a w każdym razie nie, jeśli sam z siebie nie da więcej, niż dał teraz. Musiał się przełamać, musiał spróbować... albo musiał dać sobie spokój. W każdym razie kiedy zabrnęli obaj tak daleko, to już nie można było się w tym miejscu zatrzymać: to było wiszenie na krawędzi, z której można było tylko spaść w jedną lub drugą stronę. Ta krawędź była cholernie ostra i zwyczajnie nie dało się na niej długo stać.
Rozmyślając o tym, nawet nie wiedział, kiedy zasnął. Gdy Salvador wrócił, Saul się nie obudził tak naprawdę - otworzył tylko oczy, wyglądające teraz jak cienkie szparki, uśmiechnął błogo i wtulił się w niego, wkręcając mu się pod rękę i kładąc głowę na jego ramieniu, a dłoń na piersi.
- Jesteś idiotą, jeśli myślałeś, że pójdę spać na kanapę po tym, co mi powiedziałeś - wymamrotał jeszcze w półśnie, gładząc kciukiem jego mostek - W gościnnym będzie pokój dla małej, kiedy będziemy przesiadywać u ciebie. Ostrzegam, że jestem strasznym śmieciarzem. Muszę posprzątać chałupę. I w końcu ogarnąć tego dżinna, bo mi się unosi nad paprotką...
Wiedział, że coś gada i w jego głowie ostatnie zdanie było całkowicie logiczne: widział rzeczonego dżinna, siedzącego w powietrzu na oknie nad kwiatkiem. Był oczywisty.
Saul odpłynął.

Salvador Menendez
/zt.
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
ODPOWIEDZ

Wróć do „#4”