ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Następnego dnia Saul obudził się przed Salvadorem i już nie mógł zasnąć. Nie był pewien, ile czasu spał, ale prawdopodobnie minęło ledwie kilka godzin; a mimo to już nie udało mu się zasnąć, więc żeby nie budzić mężczyzny, wyłuskał się spod pościeli i powędrował do kuchni. Postanowił się trochę porządzić, przygotował im obu kanapki, jajecznicę i kawę, ustawił to wszystko na stole i czekał. Nie mogąc się jednak doczekać, jakiś czas później obudził Salvę delikatnymi pocałunkami w czoło i głaskaniem.
Dwie godziny po śniadaniu, kiedy obaj już się porządnie ogarnęli (pod koniec Saul już wewnętrznie cały chodził), wsiedli w końcu do samochodu i ruszyli po Islę. Devlin całą drogę się stresował, skubał skórki, potrząsał nogą i wiercił się na siedzeniu pasażera. Po głowie przemykało mu milion pytań o to, jak to będzie, czy sobie poradzi, czy Isla go zaakceptuje jako rodzica, który ma ją teraz wychowywać, czy zechce z nim mieszkać, czy nie będzie mu się buntować, czy sobie w ogóle Saul z nią poradzi. Starał się jednak nie wymawiać tych wątpliwości na głos, żeby nie wkurzać Salvy.
- To tu - powiedział w końcu, gdy zajechali przed jeden z bloków w Parkdale. Devlin spojrzał w okno na trzecim piętrze, obawiając się wysiąść z samochodu. Zaczął obgryzać skórki na swoim kciuku, jednocześnie potrząsając nogą. Kaszlnął kilka razy, ale nie zwrócił na to uwagi. Właściwie w ogóle nie zwracał uwagi na nachodzące go od czasu do czasu napady kaszlu.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie przeszkadzało mu to, że w pewnym momencie Saul obudził go, najwyraźniej nie mogąc już wytrzymać samemu w nieswoim mieszkaniu. Nie dziwił mu się, gdyby on nagle dostał informację, że ma się zająć swoim dzieckiem, które do tej pory widywał raczej w bezpiecznych warunkach, niekoniecznie będąc zmuszonym do tego, żeby zaopiekować się nim (dzieckiem) na dłuższą metę, to na pewno również byłby przerażony. Zjadł więc z Saulem śniadanie, przy okazji zastanawiając się czy w ogóle kiedykolwiek ktoś robił mu śniadanie, ale poza matką, gdy sam Salva był jeszcze dzieckiem, to raczej nie kojarzył takiej sytuacji. Zrobiło mu się jakoś tak ciepło i miło na sercu, że jest dla kogoś na tyle ważny, że ten ktoś chciał go nakarmić; bo w sumie tak właśnie odbierał podobne gesty, może nieco nad wyraz, ale nie mógł na to nic poradzić. Dla niego było to okazywanie uczuć, zapewne porównywalne do kupowania kwiatów bez okazji, zabierania kogoś na romantyczne spacery i robienia komuś dokładnie takiej kawy, jaką lubił, nawet jeśli wyjątkowo mocno nie chciało ci się ruszyć tyłka z kanapy, ale zrobiłby wszystko, żeby zobaczyć uśmiech tej osoby.
W samochodzie nie bardzo się odzywał podczas całej drogi, bo też niekoniecznie wiedział co powinien powiedzieć, a inna sprawa, że on też stresował się tą sytuacją, mimo że to nie była jego córka, nie będzie z nią spędzał zapewne dwudziestu czterech godzin na dobę i teoretycznie mógłby to po prostu olać. Ale nie był w stanie olewać niczego, co miało związek z Saulem, bo po prostu mu na nim zależało i... chyba chciał po prostu być przy nim i dzielić z nim różne szczęśliwe i te bardziej stresujące chwili, ot po prostu.
- Hej, Sa-ul - odezwał się wreszcie cicho, ostrożnie kładąc mu dłoń na udzie; po tym, jak się już odezwał, żeby go niepotrzebnie nie straszyć. - Jestem pewien, że Isla cię nie zje i że stęskniła się za tobą. I na pewno cieszy się, że będzie u ciebie mieszkała, bo zakładam, że matka już ją wprowadziła w temat. - oparł podbródek o jego ramię. - Będzie dobrze, mi querido.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Jego noga zatrzymała się gwałtownie, kiedy Salvador położył na niej dłoń. Saul popatrzył na niego wielkimi, przerażonymi oczami, nadal gryząc skórkę na kciuku.
- Myślisz, że się za mną stęskniła i chce ze mną mieszkać? - wymamrotał niewyraźnie, czując, jak serce obija mu się o piersi. Czuł się jak smarkacz przed wywiadówką albo pójściem do nowej szkoły - a to poczucie wprawiało go w coraz mocniejsze przekonanie, że totalnie nie nadaje się do wychowywania dziecka, bo przecież sam jest niedojrzały i sam o siebie nie umie zadbać.
Przytulił policzek do jego nosa, kiedy Salva oparł podbródek o jego ramię. Odetchnął kilka razy głęboko, próbując się jakoś ogarnąć, przygładził włosy i klepnął się dłońmi w uda.
- Bobra, trzeba iść, bo mamy jeszcze odwieźć jej matkę do pudła, a wolałbym nie robić tego razem z małą. Mogę cię poprosić, żebyś z nią został na chwilę, dopóki nie wrócę...? - popatrzył na Meksykanina z niepokojem, bo do tej pory go o to nie pytał: jakoś nie pomyślał, żeby to zrobić. Po prostu jakoś zakodowało mu się, że Menendez zaczeka chwilę, a przecież nie musiał się na to zgodzić, nie musiał chcieć zostawać z dzieckiem sam, kiedy Saul będzie odprowadzał byłą do więzienia - To zajmie najwyżej godzinę, a nawet nie sądzę, żeby aż tyle. Możesz...?
Ponownie wpakował kciuk do ust, żeby gryźć skórkę. Trochę ten palec już zaczął mu krwawić.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwał głową, słysząc pytanie i uśmiechnął się do niego łagodnie.
- Tak, tak właśnie myślę- odpowiedział spokojnie, z tą znaną sobie pewnością w głosie, która sprawiała, że po prostu się mu wierzyło i wierzyło się w to, że chłopak wie, co mówi. Być może były to jeszcze jakieś pozostałości z jego gangsterskiego życia, a może po prostu cecha, którą Salva miał już wcześniej, ciężko stwierdzić, ale w tym momencie liczył na to, że Saul uwierzy w jego słowa tak, jak on sam w nie wierzył. Nie okłamywał go; naprawdę uważał, że dziewczynka na pewno tęskni za swoim ojcem i że chętnie z nim zamieszka, ostatecznie nigdy nie słyszał, żeby Saul miał z nią jakieś problemy czy żeby była wyjątkowo buntowniczym dzieckiem. Była opcja, że po prostu przyjaciel mu o tym nie mówił, jasne, ale jakoś i tak przypuszczał, że ma rację i że wszystko będzie dobrze, a Devlin po prostu swoim zwyczajem czarnowidził, bo już po prostu tak miał.
- Pewnie, zostanę z nią. - wzruszył ramionami, kompletnie nie widząc w tym żadnego problemu. - Chyba że wyjątkowo bardzo nie będzie chciała ze mną zostać, ale... chyba nie jestem taki zły, co? - uśmiechnął się wesoło i puścił mu oczko, po czym wysiadł z samochodu i otworzył drzwi od strony pasażera, żeby wypuścić także Saula. Wyciągnął do niego rękę, chcąc mu pomóc jak tylko potrafił; Saul nie potrzebował teraz pomocy w fizycznym sensie, bardziej wsparcia psychicznego i po prostu... obecności. A Salvador zamierzał swoje zadanie spełnić jak najlepiej.
- Ven a mí, mi amor. - pociągnął go za rękę, gdy Saul już ją ujął i przyciągnął go do siebie, przytulając mocno i wolną dłonią zatrzaskując drzwi auta. Przytulał go tak długo, zanim Devlin w końcu nie uznał, że mogą wejść na górę i zobaczyć się z małą, nie pospieszał go jednak, po prostu był przy nim i go tulił, cierpliwie i miarowo gładząc go po plecach, uspokajając go tym samym.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się blado, trochę rzeczywiście pocieszony słowami i tonem wypowiedzi Salvadora. Nadal nie był pewien, czy rzeczywiście Isla będzie chciała z nim zamieszkać, ale miał nadzieję, że jego chłopak się nie myli - nie miał z nią dotąd problemów, ale też do tej pory był takim "niedzielnym ojcem": przyjeżdżał od czasu do czasu, dawał jej prezenty, zabierał na spacery, czasem zabierał do siebie na kilka dni, ale to było bardziej jak wakacje niż jak mieszkanie razem.
Odetchnął głęboko, próbując się uspokoić, a chwilę później parsknął nerwowym śmiechem, kiedy Salva zapytał, czy nie jest taki zły.
- No, pewnie, że nie jesteś zły, mój ty meksykański gangsterze - powiedział żartobliwie i cmoknął go w czoło, kładąc na chwilę dłoń na jego karku.
Wytarabanił się z auta, kiedy Menendez otworzył mu drzwi i podał rękę, a chwilę później wtulił się w niego mocno, tuląc policzek do jego klatki piersiowej i słuchając jego serca. Rozluźniał się pod wpływem jego uścisku, głaskania i bliskości i był mu wdzięczny, że Salva go w ten sposób uspokajał i wspierał.
- Dziękuję - wymamrotał gdzieś w okolicach jego piersi - To dla mnie ważne, że mnie tak wspierasz.
Zacisnął palce na jego koszuli na plecach i znów odetchnął głęboko. Kaszlnął kilka razy i pociągnął nosem; wreszcie jednak oderwał się od niego i popatrzył mu w oczy.
- Chyba trzeba iść. Chodź.
Splótł z nim palce - zakręciło mu się w głowie od tego gestu, po pierwsze dlatego, że nie był pewien, czy Salva sobie tego życzy, po drugie dlatego, że dawno z nikim tak nie szedł, a po trzecie dlatego, że zdarzało mu się bać homofobii ze strony obcych. Starał się jednak funkcjonować normalnie, jak każdy inny człowiek i jeśli chciał okazywać czułość swojemu mężczyźnie, to starał się to robić.
Weszli do budynku i wjechali windą na trzecie piętro, by za chwilę zapukać do drzwi jednego z mieszkań. Otworzyła im niewysoka blondynka, która otaksowała ich obu ostrym spojrzeniem od góry do dołu.
- No, jesteś wreszcie. A ten, to kto? - zapytała, zatrzymując spojrzenie na dłużej na dużo wyższym od niej Meksykaninie.
- To mój... - popatrzył niepewnie na Salvadora, nie wiedząc, czy może wprost powiedzieć kobiecie o ich relacji: czy Salva sobie tego życzy - To Salvador. Zostanie chwilę z Islą, kiedy odwiozę cię do... na miejsce.
- Mhm... No, niech bedzie. Ufasz mu?
- Tak. Przecież nie zostawiałbym dzieciaka pod opieką kogoś, komu nie ufam, za kogo ty mnie masz?
- Za gnoja, który zrobił mi dzieciaka i zniknął, żeby ćpać - odparła bez pretensji w głosie i odsunęła się, żeby wpuścić ich do mieszkania.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Serce zabiło mu szybciej, gdy Saul splótł ze sobą ich palce i gdy ruszyli w ten sposób w stronę budynku. Nie miał nic przeciwko, skądże znowu, raczej był zaskoczony, że Saul tego chciał, ale było to przyjemne zaskoczenie. Ścisnął jego dłoń mocniej po drodze, a gdy jechali windą przyglądał się chłopakowi rozmaślonym wzrokiem, błyszczącymi oczkami i z półprzytomnym uśmiechem szczęścia błąkającym się na ustach.
Nie odzywał się, gdy już dotarli pod drzwi właściwego mieszkania - zerkał tylko to na jedno, to na drugie, nie chcąc im przeszkadzać w rozmowie. Zauważył, że Saul się zawahał, ale odebrał to raczej jako niepewność co do tego czy powinien mówić tej kobiecie o ich związku lub o niepewności w ogóle, niekoniecznie odczytując to jako niepewność co do reakcji Salvy.
Wywrócił oczami, słysząc to, w jaki sposób podsumowała Devlina i aż cisnęło mu się na usta, żeby powiedzieć, że z tego co mu wiadomo, to do więzienia też się rzadko chodzi za niewinność, ale udało mu się ugryźć w język.
- Una mujer encantadora - mruknął tylko do Saula, gdy wchodzili do mieszkania; nie był pewien czy Saul zrozumie, ale jeśli nie, to najwyżej wyjaśni mu później. Nie miał też pewności, że dziewczyna nie znała hiszpańskiego, bo tego nigdy nie można być pewnym, nawet jeśli się coś zakłada, ale w tym momencie chyba miał to gdzieś; nie zamierzał się z nią jakoś przesadnie przyjaźnić, bo raczej to nie było wymagane, nawet jeśli był w związku z Saulem, więc pewnie w przyszłości będzie im dane się czasem widzieć, chociażby przy odbieraniu małej.
Propo małej - dziewczynka, do tej pory siedząca na kanapie przed telewizorem, ze średniej wielkości pluszowym słonikiem, którego ściskała w rączkach, podniosła się zaciekawiona, słysząc głosy. Wiedziała, że niedługo przyjedzie jej tata, żeby ją zabrać, ale jeszcze nie spakowała się tak do końca, bo jakoś nie bardzo umiała się za to zabrać, a jej mama miała inne rzeczy na głowie. Potuptała więc boso w stronę głosów i uśmiechnęła się szeroko na widok Saula, podbiegając do niego i przytulając się z ufnością typową dla dziecka.
- Tata! - zawołała radośnie, wyciągając rączki do góry i oczekując najwyraźniej, że Saul weźmie ją na ręce. Przyjrzała się też Salvadorowi, który trzymał się cały czas blisko Devlina i jemu też posłała uśmiech. - Cześć - przywitała się grzecznie, rozkrochmalając przy okazji serce Meksykanina.
- No cześć - Salva kucnął, żeby znaleźć się na wysokości wzroku dziewczynki, uśmiechnięty. - Ty jesteś Isla, prawda? Byłaś trochę mniejsza, gdy cię ostatnio widziałem na zdjęciach. Szybko rośniesz - miał wrażenie, że gada głupoty, ale nie mógł nic na to poradzić. Nie do końca był przyzwyczajony do towarzystwa dzieci, mimo że je uwielbiał.
Dziewczynka wyprostowała się dumnie, słysząc to, chcąc być przy okazji jeszcze wyższą.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie, dziewczyna nie zrozumiała, co Salvador mówił, ale domyśliła się z kontekstu, że może to być coś nieprzyjemnego na jej temat, więc posłała mu mordercze spojrzenie, ale nie skomentowała tego w żaden sposób. Saul zaś nie zrozumiał ostatniego słowa, ale również z kontekstu domyślił się, że może to oznaczać "przyjemniaczka" czy coś takiego. Uśmiechnął się połową ust, ale zaraz jego uwagę zwróciła jego córeczka, biegnąca do niego i wyraźnie chcąca na ręce. Skoro więc tego chciała, to Devlin odczekał chwilę, by mogła porozmawiać z Menendezem, po czym chwycił ją i podniósł z głośnym stęknięciem.
- O, matko kochana! Robisz się coraz większa. Jeszcze chwila i przerośniesz swojego ojca!
Isla uśmiechnęła się szeroko, objęła rączkami jego szyję i wtuliła się w niego mocno.
- Jestem duża! - oświadczyła.
- Tak, duża. A spakowana? - Saul rozejrzał się po mieszkaniu, widząc rozgardiasz i przygotowane mnóstwo zabawek, które zdecydowanie nie były jeszcze w torbach - Bo mam wrażenie, że tak nie do końca, hm? Dlaczego tak?
Dziewczynka zawstydziła się i schowała twarz w swoich ramionach owiniętych wokół Saula.
- Bo nie umiałam wszystkiego pochować - wymamrotała.
- Hm. No, dobrze. Tata teraz odwiezie mamę tam, gdzie mama teraz musi zamieszkać, a ty zostaniesz chwilę z Salvadorem, dobrze? Poproś go, może pomoże ci się spakować do końca. Nie zapomnijcie niczego. Pochowajcie wszystkie najważniejsze zabawki, jakąś piżamkę, ubranka, szczoteczkę do zębów... A po resztę rzeczy przyjedziemy później. Tak?
- ...ak.
- No. To biegnij do pokoju, pokaż Salvie, co trzeba zabrać, a ja niedługo do was wrócę.
Postawił córkę z powrotem na podłodze, a ona popatrzyła znów na Meksykanina niepewnie, gniotąc paluszkami skrawek swoje sukienki.
- To odź - powiedziała i wyciągnęła do niego rączkę, żeby zaprowadzić go do swojego pokoju, gdzie było jeszcze więcej Najważniejszych Zabawek.
Matka przyglądała się temu wszystkiemu z kuchni, paląc papierosa. Saul rzucił jej pytające spojrzenie, mające oznaczać mniej więcej "to co, jedziemy?", a ona kiwnęła głową, chwyciła swoją torbę i ruszyła do wyjścia, żegnając się po drodze z Islą. Wychodząc miała łzy w oczach, które usilnie starała się ukryć przed małą. Saul pożegnał się z Salvadorem uśmiechem i uniesieniem dłoni, po czym wyszedł razem z matką swojej córki.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salva przyglądał się tej słodkiej scenie z uśmiechem na ustach i coraz większym wrażeniem, że w oczach zaraz zaczną mu się zbierać łzy, zwłaszcza gdy usłyszał, że dziewczynka "nie umiała wszystkiego pochować"; wydało mu się w tym momencie to najsłodszą rzeczą, jakie może wypowiedzieć dziecko i dosłownie musiał się dość mocno wysilić, żeby nie pozwolić łzom objawić się w oczach i popłynąć po policzkach. Powstrzymało go chyba tylko to, że musiał być teraz dzielny, zająć się małą podczas nieobecności Saula i zasłużyć sobie na to, żeby w przyszłości nie miał oporów przed nazywaniem go swoim facetem przy ludziach. To było silne postanowienie, które jakoś utrzymało go w ryzach.
- Prowadź, księżniczko - uśmiechnął się do dziewczynki ciepło i chwycił jej dłoń, pozwalając się zaprowadzić do pokoju. Isla chwilę później pożegnała się z mamą i wyglądała na smutną, ale nie płakała; być może już swoje wypłakała, a może po prostu też próbowała być dzielna, tak jak Salvador. Salva z kolei uniósł lekko dłoń i pomachał Saulowi palcami, mając nadzieję, że ten szybko wróci, zanim ten zdąży całkiem sknocić zajmowanie się dzieckiem. Nie zapowiadało się na to, żeby miało to być wyjątkowo ciężkie zadanie, ale wciąż trochę się obawiał, że Isla może go nie polubić i miał to gdzieś z tyłu głowy.
- Może zaczniemy od spakowania tego, co twój tata uznał za ważne, co ty na to? - zaproponował, stając pośrodku pokoju i podpierając się dłońmi w biodrach. Rozejrzał się dookoła, ostatecznie zatrzymując spojrzenie na dziewczynce. - Proponowałbym, żebyś najpierw wybrała jakąś piżamkę i ubranka, które chcesz zabrać już w tym momencie, zabrała szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów, a potem powiesz mi które zabawki muszą jechać z nami dzisiaj, a które mogą poczekać na przykład do jutra - uśmiechnął się do małej ciepło i zerknął co spakowała do leżącej na łóżku torby, jeszcze przed ich przybyciem.

Saul Devlin
30 y/o
For good luck!
170 cm
Jubiler, żigolo Zakład jubilerski, ulica
Awatar użytkownika
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOn/ono
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Isla pociągnęła nosem i przetarła go wierzchem dłoni, patrząc bezradnie na swoje rzeczy. Przez chwilę nie wiedziała, za co się zabrać, więc popatrzyła na stojącego nad nią Salvadora pytająco mimo, że chwilę wcześniej usłyszała jasne instrukcje.
- Ale ja chcę wszystkie zabawki - powiedziała smutno - Nie wiem, co jest najwazniejse, bo nie wiem, co może mi się przydać za chwilę - czasem sepleniła, a czasem nie. To jeszcze jej pozostało z czasów nauki języka, kiedy nie wszystkie słowa umiała wymówić i w ten sposób było jej łatwiej. Coraz rzadziej jednak jej się zdarzały takie rzeczy - Bo wiesz, Salv... Sa... Sally. Bo to nie jest takie proste. Bo ja teraz mogę chcieć tulić Pana Słonika, ale zaraz mogę chcieć budować z klocków Lego. I ja nie wiem, co będzie w psyszłości.
Przesunęła torbę nogą i podeszła do łóżka, żeby wyciągnąć różową piżamkę spod poduszki. Schowała ją do torby, po czym wyjęła z szafy kupkę ubrań i zaczęła w nich przebierać, wyraźnie nie mogąc się zdecydować.
- Lubię większość moich ubranek. Chcę zabrać więksość, bo nie wiem, co przyniesie jutro i w co będę się chciała ubrać. To nie takie proste.

---------------------------------------------

Saul zaś pomógł kobiecie wsiąść, sam usiadł za kierownicą i ruszył. Przez jakiś czas jechał w milczeniu, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć - czuł się skrępowany, bo cała ta sytuacja była dla niego dziwna. Przez większość tego czasu zastanawiał się, co właściwie powiedzieć - co powinien powiedzieć.
- Za co idziesz siedzieć? - wypalił w końcu, zerkając na dziewczynę kątem oka. Generalnie rzecz biorąc nie była to zła kobieta: coś jednak pchnęło go w jej ramiona, cos kazało mu przez chwilę wierzyć, że może coś z tego będzie. Okazywała mu zainteresowanie i czułość, spędzili ze sobą różne piękne chwile. Ostatecznie rozstali się niedługo po tym, jak urodziła się mała, bo okazało się, że jednak się nie dogadują: przeszkadzało jej, że on ćpa, bo sama nie robiła tego nałogowo, tylko od imprezy do imprezy. Poza tym uznała, że on jest zbyt dużą ciapą i że ona chciałaby jednak mieć kogoś "bardziej męskiego". Męczyły ją jego koszmary senne, jego lęki, jego traumy - nie rozumiała ich, nie umiała lub nie chciała umieć sobie z nimi poradzić. On nie miał do niej pretensji, bo uważał, że nikt nie miał obowiązku znosić jego skrzywień.

Salvador Menendez
call me by my name
> Wielbię dramy :D > Lubię grać na ostro ;) Uszkodzenia fizyczne i psychiczne na propsie > Nie lubię typowo bekowych sesji (raz na jakiś czas mogę taką zagrać i dobrze się bawić, ale nie ciągle). Poza tym gram wszystko > Nie kieruj moją postacią. Jeśli potrzebujesz jakiegoś jej zachowania do posta - zapytaj
33 y/o
For good luck!
182 cm
tancerz, pan do towarzystwa w The Spoke Club
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimieszane
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Salva pokiwał głową ze zrozumieniem, słysząc, że dziewczynka nie wie co może jej się przydać za chwilę i że chce wszystkie zabawki.
- W sumie to rozumiem. Też chyba nie umiałbym wybrać, gdyby ktoś kazał mi wybrać moje najważniejsze. - podrapał się po policzku, zastanawiając się przez chwilę. - Chociaż mam kilka takich, z którymi śpię, więc... może to jest dobra droga? Wiesz, inne możemy zabrać innego dnia, ale najważniejsze, żebyś miała te, z którymi na co dzień śpisz. I takie, które potrafisz w randomowych momentach głaskać, bo akurat nachodzi cię na to ochota. - spróbował jej podpowiedzieć, wyczuwając, że Isla faktycznie ma spory problem ze zdecydowaniem się na to, co powinna zabrać. Ewidentnie nie była przyzwyczajona do dłuższych wyjazdów i najchętniej zabrałaby ze sobą dosłownie wszystkie swoje zabawki i - jak się zaraz okazało - wszystkie swoje rzeczy w ogóle.
Gdy chwilę później dziewczynka próbowała wymówić jego imię, ostatecznie decydując się na "Sally", Salvador znów poczuł jak coś ściska go mocno za serce - prawdopodobnie właśnie małe szponki Isli, która zdążyła go w sobie momentalnie rozkochać. Popatrzył na nią błyszczącymi oczami, uśmiechnięty szeroko, siadając na brzegu jej łóżka. Złączył ze sobą dłonie, chowając je pomiędzy kolanami i pochylił się nieco w jej stronę, czując się całkowicie rozbrojony przez jej urok.
- Wrócimy po resztę zabawek i ubrań jutro, daję ci słowo. - powiedział cicho, ale głosem znów pewnym i wszystko wiedzącym, takim samym, jakim chwilę wcześniej rozmawiał z Saulem, pocieszając go i starając się podnieść go na duchu. - Póki co wybierz te, które są najładniejsze. Albo w jednym konkretnym kolorze, żeby wszystko do siebie pasowało i wyglądało jak zestaw, hm?


Kobieta również milczała, nie widząc potrzeby, żeby się odzywać. Z jednej strony stresowała się przed pójściem do więzienia, bo nie miała w tym doświadczenia i de facto nie wiedziała co ją czeka, a z drugiej stresowała się jak Saul poradzi sobie z Islą sam na sam; nigdy wcześniej nie zostawał z nią na dłużej niż kilka dni. Isla też raczej nie bywała nigdzie bez niej, tylko tyle, że chodziła do przedszkola, a potem do szkoły, no i czasem zostawała u Saula, a tak poza tym...? Bała się, że dziewczynka będzie za nią tęsknić. Ona sama już tęskniła, mimo że niedawno odjechali spod bloku, ale nie mogła pozbyć się smutku i żalu z powodu tego, że ominie ją tak długi czas z życia córki.
- Za kradzież. Zwinęłam coś ze sklepu. - odpowiedziała po chwili milczenia, nie patrząc na Saula, tylko wciąż w szybę po stronie pasażera. Jej dłonie zaciskały się na kolanach, paznokcie wbijały się w dżinsy. Ręce lekko jej drżały. - Potraktowali to jako wykroczenie, bo uznali, że nie było to aż tak drogie, więc dostałam pół roku. - westchnęła ciężko. - Pewnie nie poszłabym w ogóle siedzieć, gdyby nie to, że miałam już w aktach kradzież sprzed dziesięciu lat. - wywróciła oczami. - Wtedy obyło się bez więzienia, tym razem... tym razem nie.

Saul Devlin
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”