35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich dłonie zderzyły się ze sobą w kontraście - jasna, gładka cera spleciona ze zdartą, czerwoną powierzchnią knykci. Wydawała się drobna, smukła, nieskażona brutalnością wieczorów takich jak ten - a jednocześnie odnajdywała się w jego własnej. Wypukłości chowały się w zagłębieniach, jak dwa elementy tej samej układanki, jakby było im przeznaczone splatać się ze sobą w ten sposób - chwytać i nigdy nie wypuszczać z uścisku, nigdy nie pozwolić drugiej osobie się odsunąć.
Dostrzegł to w jej oczach, w cichym głosie pełnym bolesnej szczerości - czyste, błękitne niebo, na którego horyzoncie nie czekały żadne chmury. Brak wiary w to, by jego bliskość mogła nieść ze sobą dewastujące konsekwencje. Widział siebie samego, odbitego w jej czekoladowych tęczówkach - naburmuszonego dupka, którego jedynym przewinieniem był upór, w jakim odtrącał ludzi od siebie bez żadnego powodu.
Widział swoje dłonie takimi, jakimi widziała je ona - zaczerwienionymi, obitymi przez doświadczenie, lecz o czystym wnętrzu, nieskalanym żadnym grzechem.
- Przed sobą - odpowiedział wreszcie, ciszej, jakby te słowa mogły sprowadzić go do kolejnego, nienadającego się do związku mężczyzny, który rujnował wszystko wokół ponieważ nie znał niczego innego.
Ze wszystkich, to miał być jego najpoważniejszy z grzechów. Największe z kłamstw, którego w przyszłości miał pożałować.
Obietnica czegoś, czego nie mógł jej dać. Przyszłości, w której ich dwoje nie mogło ze sobą istnieć - przyszłości skalanej tym, co z r o b i ł. Nocami w pustym łóżku podczas gdy on był wzywany do Mimmo's. Próbami zamaskowania szkarłatu, wypływającego spod przymkniętych drzwi, których nie mógł już zamknąć - które zawsze miały zostać otwarte, prowadząc go prosto w przeszłość. Nieustanną walką ze swoim uginającym się, moralnym kręgosłupem, który kiedyś, pod wpływem ciężaru, wreszcie ulegnie, łamiąc się bezpowrotnie.
Konsekwencjami, które prędzej czy później go dogonią.
Czując jej dotyk na sobie, patrząc w jej pełne emocji oczy, wiedział, że nie będzie mu dane zakosztować szczęścia, które mu obiecała - nie na długo. Przyszłość, ku której zmierzał, miała równie gwałtowny koniec jak wydarzenie, które to wszystko zapoczątkowało. W najlepszym wypadku kończyło się więzienną celą, w najgorszym - większą ilością przelanej krwi, której nie sposób było zatamować.
Nie odsuwając się, pozwalał jej dołączyć do tego szaleńczego lotu przez życie, nieświadomej przepaści, ku której zmierzał.
Ku której miał ją zabrać.
Nie mógł być takim egoistą. Zasługiwała na więcej, na coś lepszego, była d o b r a, nieskalana światem, który nieustannie szarpał jego duszą, domagając się zapłaty. Danie na to przyzwolenia zniszczyłoby ich oboje.
Pokręcił głową w reakcji na jej słowa, w ostatnim podrygu własnej trzeźwości nie chcąc rozmawiać o n i e j. Nie chcąc wracać do sieci brutalności i cierpienia, w której utknął przed laty i która wciąż trzymała go w miejscu. Nie chcąc, by porównywała się do kogoś, kto już nie istniał - kogo śmierć wcale nie uczyniła wyidealizowanym, a ich związku pozbawionym wad.
Jego myśli przestały wracać do przeszłości, w której wcześniej tkwiły uwięzione. Teraz jedynym, co rejestrował jego umysł, było tu i teraz. Złote światło lamp wygładzające ostrości jej sylwetki, rzucające miękkie cienie włosów opadających na jej policzki. Jej oddech na swojej skórze, jej zapach, który zawsze potrafił rozpoznać w tłumie ludzi, jej s ł o w a.
Słowa, od których zupełnie innego rodzaju napięcie brało jego ciało we władanie.
Dotyk jej ust tuż przy jego własnych wyzwolił ciszę.
Huk wątpliwości, rozważań, walki z własnymi potrzebami ucichł, przegrywając z rosnącym p r a g n i e n i e m. Wyplątał rękę z jej uścisku by ująć jej twarz, by przysunąć ją do siebie.
By wreszcie zrobić to, czego pragnął od t y g o d n i.
Pocałował ją żarliwie, bezwiednie sięgając rękoma do kobiecego ciała. Jego sylwetka wyprostowała się nieco, wcześniej pochylona w kierunku kobiety - teraz, oplatając ją rękami, przysunęła ją do siebie, pragnąc poczuć bliskość jej ciała koło własnego.
Nawet, jeśli miało to złamać ich serca.

margo mercer
30 y/o
WILD ONE
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie należała do ludzi, którzy cofali się przed trudnymi drogami. Jej życie od lat było nieustannym marszem w stronę miejsc, których inni unikali. Widział to przecież każdego dnia w sposobie w jaki wchodziła w sytuacje, które potrafiły złamać twardszych od niej ludzi; w tym jak słuchała, jak patrzyła, jak nie wydawała wyroków zanim nie poznała prawdy. Zawsze czekała, zawsze pozwalała mu mówić. Pozwalała, by jego historia należała do niego. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej?
Jeśli istniało coś w jego życiu, czego jeszcze nie znała, coś co kładło się cieniem na jego przyszłości, nie wierzyła, by było to zdolne zniszczyć to, co czuła. Uczucie, które w niej rosło było zbyt prawdziwe, zbyt głęboko zakorzenione, by mogło zostać zachwiane przez błąd. Każdy przecież popełniał błędy i każdy zasługiwał na drugą szansę.
A Rhys Madden, niepostrzeżenie stał się kimś, komu dałaby ich znacznie więcej niż tylko jedną.
Nie miała pojęcia o drugim życiu, które prowadził. O świecie, który istniał równolegle do tego, w którym widywała go każdego dnia. O nocach, które nie należały do niej ani do pracy. Ale nawet gdyby wiedziała, czy naprawdę potrafiłaby się od niego odwrócić?
Gdy jego usta wreszcie odnalazły jej wargi, przez jedną krótką chwilę zaskoczenie przemknęło przez jej ciało jak błysk. Jedna milisekunda, w której serce zdawało się zatrzymać - nie dlatego, że tego nie chciała, ale dlatego, że pragnęła tego tak długo, że niemal przestała wierzyć, iż to kiedykolwiek się wydarzy. A potem odpowiedziała. N a t y c h m i a s t. Jakby jej ciało znało tę odpowiedź na długo przed tym, zanim jej umysł zdążył ją sformułować.
Przez tygodnie pragnęła zamknąć jego usta swoimi. W każdej chwili, gdy wyprowadzał ją z równowagi; gdy siedział naprzeciw niej w biurze z tym swoim irytującym spokojem, kiedy ich spojrzenia ścierały się nad raportami i aktami. Gdy sprzeczali się o najmniejsze decyzje, o szczegóły, które dla nikogo innego nie miały znaczenia. Chciała go pocałować na parkingu przed swoim domem; na balkonie podczas gali, kiedy między nimi było zbyt wielu ludzi, by pozwolić sobie na choćby jeden krok bliżej. Chciała go pocałować nawet dziś po południu, gdy ich głosy odbijały się echem od pustych ścian komisariatu. Nie było dnia, w którym nie pragnęła tej bliskości.
Teraz wreszcie ją miała.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
WILD ONE
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
WILD ONE
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
WILD ONE
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
35 y/o
marked by sin
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Nigdy nie sypiał zbyt dobrze, za to ostatnie lata uczyniły jego noce nieustannym przewracaniem się z miejsca na miejsce, poszukiwaniem komfortu, którego nie był w stanie odnaleźć. Przywykł do zasypiania w okolicy świtu i wtaczania się cztery godziny później na komisariat - lub odwrotnie, zasypiania wcześnie, zaś budzenia się przed nim i wczesnego pracowania w tej ciężkiej porze między dniem a nocą. Łóżko było dla niego pułapką, do której nie zaglądał zbyt często, wiedząc, że jego próby odpoczynku spełzną na bezowocnych próbach.
Gdy natrętny dźwięk ustawionego budzika - lub dzwoniącego telefonu? - wdarł się do jego uszu, z początku nie wiedział nawet, czym był. Zmarszczył brwi, opierając się rzeczywistości, która usiłowała tchnąć w niego klarowność myślenia. Poruszył lekko, napotykając opór - i w ułamku sekundy, natychmiast odzyskał trzeźwość, której potrzebował, wraz z całą pamięcią poprzedniej nocy.
Zaplątany w jasną pościel, wyczuł pośród jasnego materiału ciepło jej ciała - jego ramię bezwiednie owinęło się wokół jej talii przez sen, jakby od chwili, w której zetknęli się ze sobą, nie potrafił zrezygnować z tej zdobytej przez nich bliskości.
- Kto ustawia budzik na taką przeklętą godzinę? - mruknął, pragnąc schować twarz w poduszce, lecz zamiast na nią, natrafił na burzę ciemnych włosów rozrzuconych wszędzie wokół. Nie mógł być pewien, jaka była dokładnie pora - ale słońce nie wspięło się wysoko ponad horyzont. Sypialnia wyglądała zupełnie inaczej w jego promieniach.
Ona również.
Uchylił powieki, ostentacyjnie walcząc z jaskrawym światłem by móc na nią spojrzeć. Jego usta wygięły się w lekkim uśmiechu odruchowo, dostrzegając jej zaspane oczy, rozrzucone na każdą stronę włosy, resztkę roztartego makijażu i spierzchnięte usta.
- Nie uciekłaś pod osłoną nocy? - westchnął ostentacyjnie, wbrew swoim słowom przysuwając się bliżej. - Jestem prawie rozczarowany.

margo mercer
30 y/o
WILD ONE
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
i can tell you there's no place we couldn't go
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Noc przyszła do niej szybciej, niż mogłaby się spodziewać. Jeszcze chwilę wcześniej jej ciało było napięte, rozgrzane, wypełnione emocjami, które pulsowały w niej z intensywnością trudną do opanowania, a potem, niemal niezauważalnie, wszystko zaczęło się uspokajać.
Być może zmęczenie poprzednim dniem wreszcie dopadło ją w chwili, w której napięcie puściło. Być może stres, który jeszcze kilka godzin wcześniej ściskał jej myśli jak niewidzialna obręcz, po prostu odpuścił. Tego wieczoru nie analizowała już kłótni na komisariacie, nie wracała do słów, które padły zbyt ostro, ani do spraw, które zwykle nie dawały jej spać. Nie roztrząsała tego, co mogło pójść nie tak. Po prostu zasnęła.
Wtulona w niego z głową opartą gdzieś blisko jego ramienia, jakby to miejsce od zawsze było dla niej stworzone. Jakby jego ciało stanowiło naturalną przestrzeń, w której mogła się zatrzymać bez konieczności czuwania. I tej jednej nocy jej myśli wreszcie zamilkły.
Poranek przyszedł powoli, sącząc się do sypialni przez promienie słońca, które zaczęły wlewać się przez okno. Zazwyczaj nie potrzebowała budzika. Telefon był raczej formalnością - czymś, co ustawiała z przyzwyczajenia, choć w praktyce i tak budziła się chwilę wcześniej. Jej ciało było przyzwyczajone do rytmu dnia, do wstawania o określonej godzinie, do tego, że zanim alarm zdąży zadzwonić, ona już stała przy ekspresie do kawy. Ale dziś było inaczej.
Dziś ciepło drugiego ciała obok niej, ciężar ramienia obejmującego jej talię i spokojny oddech tuż przy karku sprawiły, że jej organizm całkowicie zignorował wypracowane przez lata przyzwyczajenia. Spała głęboko, dlatego pierwszą rzeczą, która dotarła do jej świadomości nie był dźwięk telefonu tylko jego głos.
Powoli uniosła powieki, wciąż jeszcze otulona miękką mgłą snu. Przez chwilę patrzyła gdzieś nieprzytomnie przed siebie zanim sens jego słów zaczął docierać do jej głowy. Westchnęła cicho, odrywając się niechętnie od ciepła jego ciała. Jedną ręką sięgnęła w bok, niemal po omacku przesuwając dłonią po szafce nocnej, aż w końcu natrafiła na telefon. Palce bez większego wysiłku odnalazły ekran i wyciszyły alarm, zanim ten zdążył naprawdę się rozkręcić. Dopiero wtedy znów opadła z powrotem na poduszkę.
Jej głos, kiedy w końcu się odezwała, był lekko zachrypnięty snem. - Budziki to taki wynalazek dzięki któremu ludzie nie spóźniają się do pracy - mruknęła z cieniem uśmiechu, nie otwierając jeszcze oczu. - Powinieneś kiedyś spróbować - nie było w tym jednak prawdziwej złośliwości. Raczej coś znajomego, tej samej dynamiki, którą mieli między sobą zawsze, nawet teraz, gdy dopiero się budzili. Przez moment leżała jeszcze nieruchomo, pozwalając sobie na tę krótką chwilę bez ruchu. Potem jednak przesunęła się bliżej, zupełnie naturalnie, jakby jej ciało samo odnalazło drogę i wtuliła się w niego z powrotem.
Jej policzek oparł się o jego ramię, a palce przesunęły leniwie po jego skórze, zatrzymując gdzieś przy obojczyku. Pochyliła głowę tylko odrobinę i musnęła ustami jego nagie ramię - krótki, ciepły pocałunek, niemal odruchowy; potem znów zamknęła oczy. - Mówisz zdecydowanie za dużo jak na tak wczesną godzinę - dodała, znów półszeptem, przesuwając dłonią po jego boku w powolnym, leniwym geście. Palce błądziły bez konkretnego celu, jakby nie do końca była jeszcze gotowa wstać, oderwać się od tej chwili i wrócić do świata, który czekał za drzwiami sypialni.
Po prostu tam leżała, przytulona do niego, oddychając spokojnie i pozwalając sobie na kilka sekund więcej ciszy.
Na jej ustach pojawił się powolny uśmiech. - Szczerze? - mruknęła. - Byłam prawie pewna, że kiedy się obudzę, to ciebie już tu nie będzie - na moment zawahała się, jakby dopiero teraz uświadamiała sobie sens tej myśli. - Mimo, że to twoje mieszkanie - jej dłoń przesunęła się powoli na jego klatkę piersiową, nieświadomie sprawdzając, czy z jego raną było wszystko w porządku.

Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
nuda i przesadna życioza
ODPOWIEDZ

Wróć do „#15”