Od zawsze wierzyła, że rośliny potrafią oswoić każdą wysokość. Jej najnowszy projekt miał stać się manifestem wolności — ogrodem na osiemdziesiątym piątym piętrze wieżowca, w którym granica między niebem a tarasem zacierała się dzięki lustrzanym kaskadom wody i trawom falującym na wietrze niczym morskie fale. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Klient wyraził zachwyt, a wizja została kupiona w stu procentach.
Doskonale pamiętała moment, w którym weszła do biura na ostatnie spotkanie przed podpisaniem umowy z lekkością kogoś, kto właśnie sięga chmur. Nie wiedziała jednak, że zamiast pióra do ręki dostanie... wyrok na własną kreatywność. Bez żadnego ostrzeżenia postawiono ją przed faktem dokonanym, a jej organiczna, dzika oaza ma zostać siłowo połączona z surową, matematyczną wizją urbanistki, której Niamh szczerze nie znosiła. Zamiast swobodnych ścieżek – brutalistyczny beton. Zamiast zielonego chaosu – stalowe moduły.
Musicie znaleźć wspólny język. Słowa klienta rozbrzmiewały w jej głowie niczym ponury żart. Nie wiedziała jak do tego doszło, ale domyślała się, że Nilsinger maczała w tym palce. Z jakiego innego powodu zleceniodawca zmieniłby zdanie na kilka dni przed planowanym rozpoczęciem projektu? Była wściekła, czego nie zamierzała pokazywać. Jedyne co mogła zrobić w tym momencie, to odsunąć na bok własną dumę i umówić się na spotkanie z kobietą, od której wolała trzymać się na dystans. Nie mogła pozwolić sobie na utratę tego projektu, zwłaszcza nie w momencie, w którym każdego dnia wyczekiwała oficjalnego powiadomienia z prokuratury o rzekomych przekrętach podatkowych. Wiedziała, że jest niewinna, ale ciężar oskarżeń, których się nie dopuściła, paraliżował jej codzienność. Zamiast dopieszczać detale roślinności, spędzała długie godziny na obsesyjnym doszukiwaniu się niezgodności w fakturach oraz finansach firmy, próbując zrozumieć, gdzie zawiodły liczby lub kto celowo zastawił na nią pułapkę. W tej walce o dobre imię nie była jednak sama, ponieważ za radą swojej wieloletniej przyjaciółki, zatrudniła zaufanego księgowego. To on miał teraz za zadanie prześwietlić każdy dokument i odnaleźć dowód na jej uczciwość, pozwalając skupić resztki energii na ratowaniu ogrodu, który powoli stawał się jej jedyną kotwicą w świecie pełnym podejrzeń i narzuconych schematów.
Na miejscu pojawiła się kilka minut przed czasem, świadoma tego, że spotkanie nie będzie ani łatwe, ani przyjemne. Niejednokrotnie miała do czynienia z Nilsinger, która zdaniem Niamh wzięła sobie za cel zrujnowanie każdego z jej pomysłów. Nie rozumiała tego, szczególnie że w świecie biznesu, w którym dominowało męskie ego, kobiety powinny stanowić dla siebie wsparcie, a nie budować mury wyższe niż wieżowce, nad którymi pracowały. Zamiast solidarności od lat otrzymywała od kobiety jedynie chłodną kalkulację i podważanie kompetencji, co w obecnej sytuacji, gdy nad jej własną firmą wisiały czarne chmury, wydawało się wyjątkowo dotkliwe.
Przed wejściem do budynku po raz ostatni przyjrzała się jego potężnej, szklanej bryle, która zdawała się nie mieć końca i bezlitośnie przecinała chmury. Ten stalowy gigant był dotąd symbolem jej zawodowego triumfu, ale dziś przytłaczał swoim monumentalizmem, przypominając o skali walki, jaka czekała ją na samym szczycie. Udała się wprost do podziemnej budki z kawą, bez której nie byłaby w stanie wytrzymać nawet kilku minut w towarzystwie swojej nemezis. Prawdopodobnie nawet mocny alkohol nie byłby w stanie sprawić, by ta przymusowa współpraca wydała jej się choć trochę znośna, ale i tak nie mogła sobie na niego pozwolić. Kawa musiała wystarczyć.
Wzdrygnęła się na dźwięk znajomego, tak bardzo znienawidzonego głosu.
- Moja godność ma się świetnie, po prostu potrzebuję czegoś mocnego, zanim zacznę udawać, że twoje zdanie mnie interesuje - odpowiedziała chłodno, niechętnie kierując się w stronę windy. Miała nadzieję, że podróż na osiemdziesiąte piętro wieżowca odbędzie w samotności. Niestety, nawet to zostało jej odebrane.
-I radzę ci, byś już teraz oswoiła się z myślą, że ten ogród i tak powstanie na moich zasadach, a ty będziesz tylko tłem dla mojego projektu - jej głos był stanowczy, a twarz nie skrywała żadnej emocji.
Wygładziła materiał grafitowej marynarki, po czym wcisnęła odpowiedni guzik. Winda wydała z siebie nieprzyjemny dźwięk, na co Kilroy nie zwróciła nawet uwagi, skupiona na tym, by nie powiedzieć towarzyszącej jej kobiecie, co tak naprawdę o niej myślała. Bezpieczniej było milczeć.
Inari Nilsinger