-
seeing high in your tower, you had your power; i'll watch it slip through your hands
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie była to wyłącznie jej aparycja, której wyłącznie głupiec nie dostrzegłby jako co najmniej przyjemnej dla oka. Nie był to jej charakter, serdeczny uśmiech, w którym chowała się pewna przebiegłość - ładne usta stworzone do wypowiadania wyłącznie okrutnych rzeczy. Nie był nawet jej status, to, w jaki sposób unosiła swój podbródek, jak kroczyła przez restaurację jakby była dokładnie w miejscu, w którym powinna się znaleźć. Było to coś i n n e g o.
Jakiegoś rodzaju zadziorność, schowana pod powierzchnią tego wszystkiego, zupełnie obojętna na zwycięstwa, przegrane i czeki na grube tysiące dolarów. To właśnie przez nią jego usta rozchyliły się w uśmiechu na dźwięk zawoalowanej obelgi, określeniu go jako nudnego prawnika.
- Jestem zaszczycony - westchnął, unosząc dłoń do swojej klatki piersiowej w tym uniwersalnym geście bycia ujętym - przez coś, co miało go przecież obrazić.
Czerwone wino było ostatnią rzeczą, która go w tym momencie interesowała. Mimo wszystko, nie przerywał kelnerowi w jego dywagacjach na temat wyboru, cierpliwie siedział w miejscu gdy rozpoczęła się ceremonia otwarcia - godna z pewnością drogiej pozycji, którą wybrał za nich, a za którą Myers miał zapłacić, ponieważ już sobie to tak z a p l a n o w a ł.
Potrafił mówić. Potrafił grać idiotę, jeśli miało mu to przynieść jakąś korzyść, ale mało która interakcja społeczna, na pewnym poziomie, nie była przez niego całkowicie zaplanowana. Zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób musiała postrzegać go Venus Carrington - jako uroczego prawnika z kancelarii, przydzielonego do tej sprawy i jeszcze nieświadomego, że miał ją przegrać.
Rola, którą lubił w życiu odgrywać - ponieważ widząc osobę taką jak Venus, ludzie z góry zaczynali się przygotowywać na najgorsze, nie spodziewając się zimnej kalkulacji po kimś takim jak Jonathan Myers.
- A ma to znaczenie? - odparł, beztrosko, gdy jego prawdziwa osobowość przeniknęła przez z góry założone ramy jej roli, w której powinien preferować pocztówkę. Sięgnął po butelkę, nachylając się nad stolikiem by nalać czerwonego alkoholu do jej kieliszka, a później do swojego.
Z tej odległości zapach jej perfum docierał do niego z większą intensywnością.
- Wygląd bywa mylący - dodał, opadając z powrotem na oparcie swojego krzesła. Kieliszek znalazł się w jego dłoni, malując podniebienie nutami, których nigdy nie był w stanie w szczególe rozpoznawać. - Na przykład nigdy nie powiedziałbym, że słynna Venus Carrington wygląda w ten sposób - dodał, skinieniem głowy wskazując ją c a ł ą, jakby jej wygląd był dla niego, w istocie, głęboko zaskakujący. - Z opowieści moich kolegów i koleżanek zawsze wnioskowałem, że musi być pani co najmniej pięćdziesięcioletnią wiedźmą o nieprzyjemnej twarzy i zgarbionych plecach.
Odstawił kieliszek na blat, choć nie wypuścił go z dłoni. Jego palce kręciły naczyniem lekko, a wino odbijało się od jego ścianek. Jej pytanie było bezpośrednie, w dodatku zasygnalizowało mu, że Venus faktycznie n i c o nim nie wie. Fakt ten przyjął z głęboko skrywaną radością.
- Które by pani preferowała? - zbił piłeczkę, odbijając jej pytaniem na własnym.
Niedoświadczonego prawnika, czy nieznane zagrożenie nadciągające spoza miasta? Prawda nie leżała w żadnym z tych miejsc. Myers zwyczajnie trzymał swój profil nisko, zajmując się sprawami, które nie były tak nagłaśniane - ponieważ choć potrafił rozmawiać z prasą, absolutnie tego nie znosił.
wiedźma