30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Milczała, stojąc wciąż blisko niego, czując ciepło jego dłoni i ciężar słów, które zawisły między nimi niczym coś znacznie większego niż zwykła rozmowa o pracy. Wiedziała, że Rhys nie mówił tego, żeby ją zdenerwować ani umniejszyć jej kompetencjom. W jego głosie nie było pogardy, tylko coś znacznie trudniejszego do zignorowania - troska, podszyta doświadczeniem, którego ona nie miała. A może po prostu jeszcze nie zdążyła go zdobyć.
Uśmiechnęła się lekko, choć był to raczej cień uśmiechu niż coś naprawdę pogodnego. Delikatnie wysunęła dłonie z jego uścisku i przez chwilę w pomieszczeniu słychać było jedynie szelest papieru. Schyliła się lekko, otwierając najniższą szufladę komody stojącej obok i wsunęła do niej teczkę z aktami. Laptop zamknęła zaraz potem, po krótkim spojrzeniu na ekran, na którym jeszcze przed chwilą migotały notatki i połączenia, które tak uparcie rysowała sobie w głowie.
Gest był prosty, niemal demonstracyjny, ale w jej wnętrzu nie było ani odrobiny rezygnacji. Bo prawda była taka, że nie potrafiłaby tego zostawić. Nie teraz, nie kiedy raz już zobaczyła te powiązania. Każde nazwisko z czerwonym krzyżykiem przy nazwisku Luki Bianchiego było jak drzazga wbita w myśl - coś, czego nie dało się tak po prostu zignorować i żyć dalej jak gdyby nigdy nic. Zbyt dobrze znała siebie, żeby udawać, że potrafi.
I mogłaby teraz powiedzieć Rhysowi, że przestanie; mogłaby nawet obiecać, ale to byłoby kłamstwo. A jego okłamywać nie chciała. Dlatego zamiast tego zamknęła szufladę i oparła się o komodę, splatając ręce na piersi. Jej spojrzenie wróciło do niego spokojne, choć gdzieś pod powierzchnią czaiła się wciąż ta sama uparta determinacja. - Przed chwilą powiedziałeś mi, że nie powinnam nic robić, jeśli nie mam pewności - odezwała się w końcu. - A teraz mówisz, że powinnam zgłosić to komuś innemu - jej głos nie był ostry, raczej rzeczowy. - To trochę sprzeczne, nie sądzisz? - na moment zamilkła, pozwalając, żeby te słowa wybrzmiały. Nie chciała ciągnąć tej rozmowy dalej w stronę, która nieuchronnie skończyłaby się kłótnią. Już teraz czuła w kościach to zmęczenie, nie fizyczne, tylko to znacznie bardziej irytujące, które pojawia się wtedy, gdy rozmowa zaczyna kręcić się w kółko.
Westchnęła cicho. - Wiem, jak działa ten system - dodała spokojniej. - I wiem też, że czasem najłatwiej jest udawać, że czegoś się nie widzi. Ale to nie znaczy, że to przestaje istnieć - nie powiedziała tego z wyrzutem, stwierdziła faktu, który nie był skierowany bezpośrednio przeciwko niemu. Przez krótką chwilę przyglądała mu się w milczeniu, po czym odsunęła się od komody i z powrotem zrobiła krok w jego stronę. Tym razem nie było w tym żadnego napięcia tylko świadoma decyzja, żeby nie pozwolić tej rozmowie zniszczyć atmosfery, którą między sobą mieli.
Jej dłonie odnalazły jego koszulę na wysokości mostka, palce lekko zacisnęły się na materiale, jakby chciała upewnić się, że naprawdę tu stoi. - Widzę, że się martwisz - uniósłszy wzrok, patrzyła prosto w jego oczy. Kącik jej ust drgnął lekko, tym razem już prawdziwym uśmiechem. - Ale nie musisz, nie planuję wysadzić komisariatu w powietrze ani wpakować się w coś, z czego nie będę umiała wyjść - na moment jej spojrzenie zmiękło; chciała jeszcze coś dodać, ale ostatecznie zrezygnowała ze słów. Zamiast tego przesunęła dłonią wyżej, aż jej palce oparły się o jego kark, a potem przyciągnęła go do siebie w spokojnym, cichym geście, który nie miał w sobie nic gwałtownego ani natarczywego.
Oparła czoło o jego ramię, przymykając oczy na sekundę, pozwalając sobie na tę jedną chwilę ciszy zanim wspięła się na palcach i złączyła ich usta w miękkim pocałunku.

Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Patrzył jak zgarniała wcześniej wszystkie dokumenty na jedną kupę, a teraz przechodziła z nimi do pobliskiej komody. Jej wrzucanie ich do ostatniej szuflady było wspaniałą metaforą problemu, który również odkładali na później, choć zwykle to on był tego zwolennikiem.
- Chcesz, żeby wszczęto śledztwo i odpowiednich ludzi spotkała sprawiedliwość? - odciął się, a jego retoryczne pytanie przemknęło przez długość pomieszczenia aż do niej, stojącej przy komodzie. - Czy chcesz, żebyś to ty je prowadziła i ty niosła tę sprawiedliwość?
Różnica była subtelna, ale liczył na to, że ją wyczuje. Mogła sobie zaszkodzić stawiając bezpodstawne oskarżenia bez niepodważalnych dowodów, ale nikt nie bronił jej zgłaszać swoich znalezisk anonimowo. Powierzyć to wszystko systemowi, którego była elementem, w który miała wiarę od samego początku i jeszcze ta wiara była niezachwiana.
Temu, który on wykorzystywał, tkwiąc jedną nogą po jednej stronie, drugą po drugiej.
Wszystko inne co mógł na ten temat powiedzieć prowadziło jednak do kłótni.
W głębi duszy wiedział, że podważanie jej planów i inicjatywy było szkodliwe. Była detektywem, przedstawicielem prawa, które prawdopodobnie było co najmniej naginane przez jednego z jej współpracowników. Na jej miejscu zrobiłby dokładnie to samo - lata temu, zanim i jemu dobitnie przekazano lekcję, że jeśli wystarczająco mocno patrzyło się gdzieś indziej, to jakby ta rzecz faktycznie przestawała istnieć.
Jego biodra oparły się o krawędź stołu - teraz pustego, lecz przed oczami wciąż miał obraz rozrzuconych po nich notatek, czerwonych linii łączących osoby, które w aktach wydawały się niepowiązane. Teraz, kiedy udało mu się d r g n ą ć temat, który wydawał mu się niemożliwy do poruszenia, Margo wzięła sprawy we własne ręce.
A jej działania aktywowały odliczanie, przekręcając klepsydrę z piaskiem. Musiał się z tego wydostać, zanim dotrze do sedna - o ile było to w ogóle możliwe. Zawsze był ostrożny, śladów jego działań nie znalazłaby w notatkach, gdyby nie wiedziała, czego szukać.
Ale być może w i e d z i a ł a.
- Widzę, co robisz - mruknął w jej usta, podczas gdy jego dłonie, jak gdyby miały własny umysł, własne potrzeby, sięgnęły natychmiast do jej talii. Obejmując kobiece ciało, przysunął je nieco bliżej, tak, by poczuć jego ciepło, a także tęsknotę.
Gdy była tak blisko, każda, niespokojna myśl odchodziła w zapomnienie - robiła tak od samego początku, ale teraz nie mógł oprzeć się wrażeniu, że po raz pierwszy robiła to ś w i a d o m i e. Jego ciało reagowało na nią instynktownie, napięcie chwytało mięśnie za zakładników, a palce zaciskały się lekko na materiale bluzki - bluzki, pod którą pragnęły się wsunąć.
- Obiecaj - zaczął, odsuwając się od jej twarzy choć wydawało mu się to fizycznie bolesne. Jego dłonie zatrzymały się w swojej wędrówce po kobiecym ciele, zaciskając na jej talii - lekko, ale stanowczo, trzymając ją w miejscu. - Obiecaj mi, że jeśli będziesz potrzebowała pomocy, porady albo wpadniesz w coś, z czego nie będziesz w stanie wyjść, przełkniesz dumę i przyjdziesz do mnie.

margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Milczała, jakby jego pytanie wciąż krążyło gdzieś między nimi, szukając miejsca, w którym mogłoby się ostatecznie zatrzymać. Nie potrzebowała jednak wiele czasu, żeby wiedzieć, jaka była odpowiedź, nawet jeśli nigdy wcześniej nie ubrała jej w słowa tak wyraźnie. Nie chodziło o ambicję ani o potrzebę bycia tą, która stanie w centrum sprawy i ogłosi zwycięstwo. Nie szukała poklasku, nie potrzebowała nazwiska w raportach ani uznania w oczach przełożonych. Od samego początku chodziło o coś znacznie prostszego, choć jednocześnie znacznie trudniejszego do osiągnięcia.
S p r a w i e d l i w o ś ć.
Nie tę papierową, zapisaną w procedurach i paragrafach, ale tę która naprawdę stawała po właściwej stronie. Dla ludzi, którzy popełniali błędy, którzy przekraczali granice i wykorzystywali system dla własnych korzyści. Zwłaszcza dla tych, którzy kiedyś tak jak ona składali przysięgę, obiecując chronić i służyć, a później gdzieś po drodze odwracali się od tych słów, traktując je jak pustą formułę.
Może wciąż była w tym wszystkim idealistką. Może rzeczywiście wierzyła w coś, co z czasem dla wielu stawało się tylko pustym sloganem. Ale nie była naiwna, ten świat zdążył już pokazać jej swoje brudniejsze oblicze, zanim jeszcze zaczęła pracować w wydziale zabójstw. Widziała wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że system nie zawsze działa tak jak powinien. A jednak właśnie te lata doświadczeń doprowadziły ją do miejsca, w którym teraz stała. Do punktu, w którym kiedy wyczuwała zapach czegoś brudnego - zapach gliny, który dawno przestał być czysty, nie potrafiła po prostu odwrócić wzroku. Nawet jeśli byłoby to łatwiejsze. Nawet jeśli byłoby bezpieczniejsze.
Nie zamierzała też robić tego sama.
Rhys miał rację. Jeśli rzeczywiście znajdzie coś więcej, coś co nie będzie tylko przeczuciem, ale twardym dowodem, zgłosi to wyżej. Nie do Collinsa i nie do kapitana, ale tam, gdzie sprawa przestawała być lokalnym problemem komisariatu. Tam, gdzie ręce tych, którzy ewentualnie mogli być w to zamieszani, nie sięgały tak łatwo.
Uniosła wzrok, kiedy powiedział, że widzi co robi. W jej spojrzeniu pojawił się cień rozbawienia, bo nie próbowała nawet udawać, że nie miał racji. Oczywiście, że próbowała odwrócić jego uwagę, odsunąć jego myśli od czegoś, co w jego oczach urosło do rangi poważnego problemu. Chciała tylko, żeby na chwilę odpuścił, pozwolił temu tematowi opaść, zamiast wciąż do niego wracać. Dlatego kiedy poprosił o obietnicę, nie zawahała się długo - skinęła lekko głową. - Obiecuję - to było coś co mogła mu dać bez żadnego wahania. Nie obiecała przecież, że przestanie; nie mogła tego zrobić, bo wtedy naprawdę by go okłamała. A nawet takie kłamstwo - nawet coś tak pozornie niewielkiego, zostawiłoby w niej uczucie, że go zawiodła.
Rhys Madden był dla niej kimś zbyt w a ż n y m, żeby budować między nimi cokolwiek na fałszu.
Jej dłoń przesunęła się po jego ramieniu, palce wplotły się lekko w jego włosy. Przyciągnęła go odrobinę bliżej, jakby ta bliskość była najprostszą odpowiedzią na wszystko, czego nie chciała już wypowiadać na głos. - Wiesz, że przyjdę właśnie do ciebie - dodała ciszej. Uniosła na niego spojrzenie, w którym nie było ani odrobiny wątpliwości. - Do nikogo innego - na moment zawahała się, po czym jej uśmiech złagodniał jeszcze bardziej. - Jeśli ktoś miałby wiedzieć, co zrobić w takiej sytuacji to ty - w jej głosie nie było ironii ani żartu. Mówiła to z absolutnym przekonaniem, z wiarą, która była dla niej czymś zupełnie naturalnym. W jej oczach był dokładnie tym, kim powinien być policjant - kimś, kto wiedział więcej, kto widział dalej, kto potrafił oddzielić właściwe od niewłaściwego nawet wtedy, gdy inni zaczynali się gubić.
Nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo się myliła, bo obraz, który zbudował w jej oczach był utkany z drobnych momentów, półprawd i milczenia. Z rzeczy, które pozwolił jej zobaczyć i z tych, które skrzętnie przed nią ukrywał.
A ona wierzyła w niego bez zastrzeżeń.

Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby tylko w i e d z i a ł a.
Prawdo było dziurawe, niemal tak jak mury ich komisariatu. Collins od wielu lat tkwił w kieszeni Sergio Carbone'a - on i wielu, wielu innych, którzy przewinęli się przez ich wydział bądź inne. Widywał ich czasami w Mimmo's, czasami w pokoju socjalnym gdy robili sobie kawę. Prezentowali swoje odznaki tak, jakby nie plugawili wszystkiego, co powinny oznaczać. Jej intuicja podpowiadała jej czystą prawdę - wiele ze spraw, na które się natknęła, zostało zamkniętych przedwcześnie, przez przekupionego detektywa, który działał w imieniu La Fratellanzy Ventresci. Kompas moralny pchał ją do działania, do odnalezienia tej sprawiedliwości, której łaknęła, nawet mimo świadomości brudu tego świata.
Ale igła tego kompasu wskazywała zły kierunek.
Odległego przeciwnika, schowanego pod okiem innego przełożonego, w innym wydziale i w innej sekcji komisariatu, pracującego nad swoimi sprawami, z których większość nigdy Margo nie dotyczyła. Kogoś, kogo osobiście nie znała, poza skinieniem sobie głową na którymś korytarzu w trakcie późnej zmiany.
Tymczasem inne z ł o tkwiło tuż obok.
To, które nie przyjmowało brudnych pieniędzy, a jednak miało równie skalane ręce - te, które teraz spoczęły na jej talii, w tym czułym geście, który miał trzymać ją blisko i uspokoić ich oboje. Mercer zgłębiła wyłącznie czubek lodowej góry, nie wiedząc, że pod powierzchnią chowało się coś znacznie bliżej niż mogła się spodziewać.
To o n zamykał sprawy, które nie powinny być zamknięte. Patrzył w inną stronę licząc, że rzeczywistość, od której odwracał wzrok zwyczajnie przestanie istnieć. Nosił ze sobą odznakę, na którą nie zasługiwał, posługując się nią w Mimmo's na równi z prezentacją służbowej broni, z którą nie rozstawał się n i g d y, która nawet teraz tkwiła w schowku jego samochodu, na wszelki wypadek.
To on był tym zepsuciem, którego nigdy nie sięgnęła sprawiedliwość.
A tak, jak mu obiecała, to Margo Mercer miała być jego k a r ą.
Jej słowa parzyły, zostawiając po sobie ślady na jego duszy. Nie miał prawa wykorzystywać jej w ten sposób. Nie miał prawa budować z nią czegokolwiek na stosie kłamstw, który z każdą chwilą coraz bardziej zaczynał się chybotać. Był z ł y m człowiekiem, przekraczając granicę między nimi, którą tak pieczołowicie wyznaczył, pozwalając im unieść się chwili i tej nici, spajającej ich losy w jedno.
Zostając z nią teraz, w jej objęciach, opierając się o stół, na którym przed chwilą prezentowała swoje śledztwo w poszukiwaniu prawdy, byłby człowiekiem o k r u t n y m.
- Powiedzmy, że ci wierzę - mruknął, prosto w zgięcie jej szyi, w miejsce osłonięte przed światem kurtyną ciemnych loków. Wiedział, że powinien się odsunąć - ze wszystkich chwil, ta była najmniej stosowna, ze stosem akt wciąż gorącej sprawy schowanym do jednej z szuflad. Gdy jednak jego nos musnął jej gładką skórę, gdy jego oddech owiał jej szyję, a pod palcami wyczuł dreszcz kobiecego ciała, był w stanie zepchnąć wszystko na bok.
Nawet własną winę.
- Wciąż nie dostałem tej kawy - westchnął z rozżaleniem, przesuwając ręce na jej biodra. Jego palce wpiły się w materiał jej spodni gdy obrócił ją wokół siebie, zamieniając ich miejscami - sprawiając, że to jej ciało napierało teraz na krawędź stolika. Wsunął dłonie pod jej uda, zasadzając w miejscu, w którym wcześniej tkwiła jedna ze spraw, które pomógł umorzyć. - Jesteś beznadziejną gospodynią - dodał oskarżycielsko, wsuwając się między jej nogi, skracając dystans między nimi do zera.

margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na krótką chwilę pozwoliła, by cisza między nimi rozciągnęła się miękko, niemal leniwie, jakby oboje instynktownie czuli, że temat, który jeszcze przed momentem wisiał nad nimi ciężkim cieniem, został odłożony dokładnie tam, gdzie powinien - do zamkniętej szuflady. Margo nie miała złudzeń, że to koniec - sprawa wróci. Wiedziała to równie dobrze jak Rhys. Ale nie dziś, nie w tej chwili, gdy jego dłonie spoczywały na jej biodrach, a jego oddech muskający jej skórę potrafił skutecznie zagłuszyć każdą myśl, która próbowała wrócić do akt ukrytych w komodzie.
Teraz chciała tylko jednego. Jego.
Kiedy wspomniał o kawie, uniosła lekko brew, a na jej ustach pojawił się cień rozbawionego uśmiechu. Pozwoliła mu obrócić się tak, że to jej plecy oparły się o krawędź stołu, nie stawiając najmniejszego oporu. W jego ruchach była pewność, do której zdążyła się już przyzwyczaić; ta sama, która sprawiała, że przy nim nigdy nie musiała zastanawiać się nad własnym miejscem. - Myślę, że poradzisz sobie sam - mruknęła cicho, pochylając lekko głowę, kiedy znalazł się tak blisko.
Jej dłonie uniosły się powoli, jakby dopiero teraz naprawdę zdecydowała się pozwolić sobie na tę bliskość. Palce przesunęły się po materiale jego koszuli, zatrzymując się na pierwszym guziku, który rozpięła bez pośpiechu. - W końcu doskonale wiesz, gdzie trzymam alkohol, więc nie będziesz miał problemu z ekspresem - dodała z lekką ironią, która natychmiast zmiękła w jej głosie. W rzeczywistości oboje wiedzieli, że kawa nigdy nie była tu najważniejsza. Była tylko pretekstem, ich wspólnym żartem, który przez miesiące obrósł znaczeniami znacznie większymi niż zwykła filiżanka parującego napoju.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


margo mercer
30 y/o
NIE MA LIPY, JEST ODLEGŁOŚĆ
169 cm
detektyw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rhys Madden
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
diosmio
35 y/o
Indulge in local cuisine
192 cm
white dove | wydział zabójstw Toronto Police Service
Awatar użytkownika
so many invisible strings tie me to the way that you bleed
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

koniec
margo mercer
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”