ODPOWIEDZ
34 y/o
Welkom in Canada
183 cm
adwokat w Carnegie & Cortlandt LLP
Awatar użytkownika
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lance nie miał pojęcia w co włożyć ręce odkąd z Haroldem wpadł na pomysł na to, żeby w końcu pójść na swoje. Na papierze ten pomysł wydawał się idealny, ponieważ to była już najwyższa pora na to, aby pracować na swoje nazwisko, a nie cudze. Od początku ich planem było otworzenie własnej kancelarii, gdy będą gotowi stanąć na swoich nogach i będą mieli klientów, których mogliby ze sobą zabrać, bo zaczynanie od zera w tak konkurencyjnej branży byłoby przepisem na porażkę.
Ale otwieranie czegoś własnego, niezależnie od zawodu, było cholernie męczącym zajęciem. Przede wszystkim przez niekończącą się papierologię, a co za tym idzie, spotkania z urzędnikami, księgowymi i każdą inną osobą, z którą spotkać się musieli. Cortlandt był tym zmęczony, bo obok tego musiał urabiać swoich klientów, którzy przenieśli się razem z nich, dbając o to, aby nie pożałowali tej decyzji.
Miał teraz naprawdę dużo na głowie, ale starał się nie tracić kontroli nad sytuacją. To jednak wiązało się z tym, że miał zero czasu na przyjemności. Z Halem co najwyżej spotykał się przy pracy, a po niej jedynie chodził do domu spać. Żadnych wyjść do klubów, barów czy gdziekolwiek indziej, przez cały czas był w biegu. I nie inaczej było dziś, gdy szedł z jednego spotkania na kolejne. No, prawie, bo na chwilę mógł zajrzeć do kancelarii, żeby złapać oddech, a przy okazji zająć się prostszymi sprawami, które zostawił sobie właśnie na jakąś wolną chwilę.
Droga przez park była najkrótszą do kancelarii z miejsca, w którym był przed chwilą, więc nie, tym razem nie przechadzał się tu dla przyjemności. I przejście tej trasy z przyjemnością nie miało nic wspólnego, bo gdy szedł, poczuł, jak coś wbiło mu się w kostkę i pociągnął to za sobą, gdy zrobił krok do przodu. Tym czymś okazał się kot, który ciągnął za sobą smycz. I to nie byle jaki kot, bo chociaż widział go tylko raz w życiu, to zapamiętał go na tyle dobrze, żeby poznać go od razu. Przeklinając pod nosem z bólu na kota, przydepnął drugą nogą smycz, żeby nigdzie nie zwiał, a potem zaczął rozglądać się za jego właścicielką, z którą nie widział się odkąd byli razem na weselu jej znajomych. I zobaczył ją w oddali, idącą w ich kierunku, więc po prostu czekał to, bo nie zamierzał brać tej b e s t i i na ręce, żeby pokąsała go jeszcze bardziej.

Eliana Broussard
Edyta
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
32 y/o
Welkom in Canada
165 cm
uczy jogi i pilatesu w toronto yoga co.
Awatar użytkownika
instruktorka jogi i pilatesu, miłośniczka rękodzieła, kosmetyków naturalnych i ziołolecznictwa oraz właścicielka kota, który pogryzie wszystko i wszystkich, którzy znajdą się w zasięgu jego wzroku
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Do jej codzienności, dla odmiany, wkradł się pewien zastój. Nim w ogóle się zorientowała, zaczęła zdecydowanie zbyt dużo czasu poświęcać znajomości z Cortlandtem, w pewnym momencie dość nieświadomie czyniąc z niej swój priorytet. To właśnie w jego towarzystwie chciała spędzać wolne chwile, angażując go do kolejnych wspólnych wyjść i aktywności. Kiedy to nagle ustało, Eliana poczuła się nieco z a g u b i o n a.
Głównym powodem tych odczuć nie była jednak sama nieobecność Lance’a, ale też i nieznajomość powodów, które za tym stały. Ich kontakt urwał się n a g l e, w dodatku właśnie w momencie, w którym Broussard zaczęła czuć się w tej relacji pewnie. W końcu zaczęła naprawdę mu ufać i otwierać się przed nim bardziej, niż początkowo zakładała, a on właśnie ten moment wybrał sobie na to, aby się od niej odciąć. Bo tak, w ten sposób interpretowała tych kilka dni milczenia, które miały miejsce na krótko po tym, jak spędzili razem noc.
Przekaz był więc dla niej jasny - dostał to, czego od niej oczekiwał i nie zamierzał marnować na nią więcej czasu.
Była zła i rozczarowana, częściowo za jego sprawą, a częściowo też z własnego powodu. Wmówiła sobie bowiem, że powinna być w stanie to przewidzieć. Mało tego, w pewnym stopniu zrobiła to, ale mimo to pozwoliła, aby on zatarł w niej początkowe obawy. Choć nie powinna, zgłupiała za jego sprawą i teraz już pretensje kierować mogła wyłącznie do siebie.
Mimo to nie zamierzała dać się temu pochłonąć. Planowała uczynić z tej znajomości jedno ze swoich niepowodzeń, do których nigdy już nie zamierzała wracać, a żeby myśleć o tym jak najmniej, próbowała wypełnić swój czas wolny po brzegi. Dziś miała już za sobą poranną zmianę w pracy, a wieczór umilić miało jej spotkanie z koleżankami. Gdzieś pomiędzy miała nieco przerwy, a tę poświęciła na spacer z kotem.
I to okazało się błędem.
Nie spodziewała się tego, że to zło wcielone nagle wystrzeli jak z procy i pogna gdzieś przed siebie. Nie robił tak przecież, dopóki nic go nie spłoszyło, a w tym momencie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Eliana była więc ogromnie zaskoczona, kiedy nagle smycz wyleciała jej z rąk, a futrzak czym prędzej pognał przed siebie. Na domiar złego uczepił się czyjejś nogi.
Dopiero po pokonaniu kilku kolejnych kroków uświadomiła sobie, że jego ofiarą był nie kto inny, jak Lance. Na jego widok zaklęła pod nosem, jednocześnie w myślach przeklinając kota, który nie pozostawiał jej wyboru, jak jednak się do nich zbliżyć. Kiedy to zrobiła, do bruneta nie odezwała się nawet słowem. Zamierzała potraktować go tak, jak on traktował ją w ciągu kilku minionych dni. — Chodź tu — burknęła do kota, przy którym przykucnęła, zaraz też łapiąc go w ręce i starając się delikatnie zmusić go do tego, aby wypuścił z zębów kostkę Cortlandta. Gdyby nie musiała się do nich zbliżać, pozwoliłaby mu obgryzać ją jeszcze przez kilka minut, ale w tym momencie zależało jej przede wszystkim na tym, aby czym prędzej się od niego oddalić.

Lance Cortlandt
Magda
unikam wątków nierozwijających relacji oraz opisów przemocy na tle seksualnym i przemocy nad zwierzętami
34 y/o
Welkom in Canada
183 cm
adwokat w Carnegie & Cortlandt LLP
Awatar użytkownika
bawiący się wolnością adwokat, który w pełni potrafi zaangażować się tylko w pracę
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teoretycznie rzeczywiście dostał to, czego chciał. I nie omieszkał pochwalić się tym przed kumplem, żeby utrzeć mu nosa i pokazać, że nie było takiej, która mu się oprze. Taki od początku był plan i udało mu się go zrealizować, ale prawdę powiedziawszy, kiedy dotarł do tego miejsca, wcale nie odczuwał takiej satysfakcji, jak myślał, że będzie. Mało tego, zaczął odczuwać jakąś pustkę, kiedy stracił już cel związany z Elianą i kontakt z nią urwał się, mimo że na razie trwało to tylko chwilę.
Zamiast jednak pochylić się nad tą sprawą i zastanowić nad tym, co to mogło oznaczać, Lance skupił się na pracy, całkowicie przestając myśleć o innych aspektach swojego życia. Tak było wygodniej, bo prawdę powiedziawszy nie chciał rozumieć, co mogła oznaczać tamta pustka. Być może przeczuwał, co to mogło być i zwyczajnie nie chciał się z tym mierzyć, bo wolał, żeby to minęło.
I zajęcie się pracą, której na szczęście miał teraz sporo, wszystko to ułatwiało. No, przynajmniej do czasu, aż los nie postanowił wziąć spraw w swoje ręce, w końcu stawiając na jego drodze Broussard. Było to spotkanie, które najwyraźniej żadnemu z nich nie było na rękę. Cortlandt jednak nie zamierzał przed nim uciekać, dlatego zabezpieczył kota, który uczepił się jego kostki, i czekał na to, aż podejdzie do nich Eliana.
I nie, nie był przygotowany na to, że zostanie przez nią zignorowany, z czym od razu poczuł się bardzo dziwnie. Pojawiło się pewne rozczarowanie, wynikające z tego, że nie chciał być dla niej jak powietrze. Może nawet już zatęsknił za zainteresowaniem, które okazywała mu wcześniej? I które powinno mu być obojętne, a jednak nie było…
– Nie przejmuj się, możesz traktować mnie jak powietrze – rzucił z przekąsem, obserwując to, jak próbowała odczepić od niego tego urwisa, który dalej trzymał się jego kostki. Nie było to przyjemne, ale prawdę powiedziawszy przestał zwracać na to uwagę od momentu, jak obok pojawiła się Eliana. Bardziej zajmował go to, z jaką obojętnością do niego podchodziło. To mogło go nawet zaboleć, uderzając nie tylko w jego ego, ale też po prostu uczucia, do których nie chciał się przyznać.

Eliana Broussard
Edyta
unikam gier, które w ogóle nie rozwijają relacji, a także takich, w których pojawia się przemoc na tle seksualnym
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”