-
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Albo kup to online i zamów dowóz. To mój sprawdzony sposób. — pokiwała głową z miną żółwia. Jak jej bardzo na czymś zależało, to właśnie tak robiła. Też wiadomo, że zależało to od przedmiotu czy sklepu, a także od paru innych czynników.
— Nie takiego urozmaicenia oczekuję. Jak chcą mi urozmaicić, to poproszę by mój profil wyświetlił się takiemu Josephowi Quinnowi. Może by mi wpadł do DM’ów, tak jak Doja Cat wpadła do jego. — parsknęła i jednocześnie uśmiechnęła się, trochę z rozbawieniem, trochę z desperacją. To też był jakiś ciekawy sposób na rozpoczęcie relacji, czyż nie? Oczywiście Carissoni żartowała, ale czasami bycie delusional nie wyłączało jej się tak szybko jak powinno.
— Tak, pewnie dlatego że ogółem sporo kompilacji oglądam i lajkuję, to algorytm twierdzi że spodobają mi się kocie napady na starsze panie. — choć rozbawiło ją to bardziej, to i tak miało to sens. Bardziej pokręcone było natomiast to, że ludzie wpadali na coraz dziwniejsze pomysły z tym AI.
— Słuchaj, ja to się nie zdziwię nawet jakby ci się Joseph albo ta Doja zaczęli też pokazywać. To naprawdę słucha, czasem mam wrażenie że nawet jakąś telepatię stosują. Bo pomyślę o czymś, a za chwilę widzę to w reklamach. To jest chore. — dalej nie umiała wyjaśnić tego czytania w myślach, bo o ile podsłuchy dało się wyjaśnić, tak tego za cholerę. Chyba, że producenci telefonów posiadali technologię, o której normalni ludzie nie mieli bladego pojęcia.
— Ale nie powiedziałam ci, który to serial. Chociaż znając mnie, to chyba i tak wiesz. To sorry za spoiler czy coś… Choć to chyba najbardziej powszechny spoiler ever. — to prawda, sama się dowiedziałam o tej śmierci zanim doszłam w ogóle do tego sezonu więc iks de. Co nie znaczy, że miała jakiś sens. Bo nie miała. Tak samo jak i finał 5 sezonu, którego też jeszcze nie widziałam, ale też już miałam spoilery.
— To prawda. — przyznała bratu rację, kiwając krótko głową. Sama się łapała na ten zalążek nadziei, więc może coś w tym było? Nie chciała być delulu w tej kwestii, ale może nie posuwała się jeszcze aż tak daleko.
— Dobrze, dobrze, braciszku. Dam znać na pewno. — zapewniła go i zaśmiała się cicho. Była jednak wdzięczna za ten skromny gest.
— Okeej. — zaczęła, splatając swoje dłonie. — Skończyłeś i możemy iść w tak zwane tany, czy jeszcze chcesz coś pochrupać? Bo mnie już nosi, ale dostosuję się. — poganiać nie chciała, przynajmniej na samym początku tej niecierpliwości, która zmuszała ją do działania.
Filippo Carissoni
-
Put yo hands up and build a snowman!
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Filippo parsknął śmiechem, choć oczywiście życzył siostrze jak najlepiej - ale no bawiła go zarówno sama sytuacja, jak i to, co powiedziała Diana.
- Słuchaj… zawsze sama możesz do niego napisać albo znaleźć kontakt do wytwórni z którą ma kontrakt i zapytać, czy mogłabyś go wypożyczyć do projektu. - rzucił, wymyślając ten plan praktycznie w momencie wypowiadania słów. Podejrzewał, że łatwiej było skontaktować się z wytwórnią lub samym menago aktora, niż z samym aktorem. Chociaż no… jakby jego szwagrem był taki Quinn to na pewno by tym młody Carissoni szpanował.
- Dokładnie tak. - odparł, znowu parskając śmiechem.
- Kto wie, może jeszcze zostaniesz szefową kociego gangu. - oczywiście żartował, lecz chciał nawiązać do sytuacji. - Jeszcze nauczyłabyś się miauczeć i voila. Taka Catwomen albo Black Cat. - dodał jeszcze, przypominając sobie obie panie z dwóch różnych uniwersów. Chociaż wolałbym w takim stroju zobaczyć Daphne... pomyślał i aż mu się cieplej zrobiło.
- Dobra, dobra. Postaram się o tym zapomnieć. - odparł, machając ręką i naprawdę starając się ze wszystkich sił, by jego mózg wyrzucił z głowy usłyszaną informację - lecz niestety, to nie działało tak, jakby się chciało. Westchnął i dopił herbatkę.
- No ja mam nadzieję, że dasz znać. - powiedział grożąc palcem, no bo halo - byli rodzeństwem i Filip miał nadzieję, że Diana nie będzie miała przed nim sekretów, a przynajmniej nie jakoś wiele.
- Chodźmy. Ja się już najadłem. - powiedział zgodnie z prawdą, a następnie wstał i był gotów zrealizować plan na dzisiejszy dzień - czyli zwiedzanie teraz i wyjście na stok po obiadku.
Po opuszczeniu hotelu, Filippo wziął głęboki wdech i zaczął iść w kierunku gdzie powinny znajdować się sklepy oraz knajpki - a przynajmniej tak jak zapamiętał gdy sprawdzał wcześniej nawigację.
- Za jakieś pięćset metrów powinny się ukazać sklepiki i knajpki. - a jak się nie ukażą, to znaczy, że albo nawigacja źle działała, albo Filipek źle zapamiętał. Obie opcje były prawdopodobne. Idąc mijali drzewa oraz pojedyncze domki. Było całkiem ładnie. Znaczy widoczki były całkiem ładne.
Diana Carissoni
-
You've gotta dance like there's nobody watching,
Love like you'll never be hurt,
Sing like there's nobody listening,
And live like it's heaven on earth.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tak, żeby mnie zlał. I ja nie chcę go tylko do projektu, a nawet takowego nie mam w głowie. — przyznała się szczerze, uśmiechając się z rozbawieniem. Nie no, oczywiście był to w większości żart, ale wiele by oddała nawet za samą rozmowę z takim aktorem. Nawet o pogodzie czy o niczym ciekawym. Mogła być delulu, ale na żadne związki z wybujałych scenariuszy nawet nie liczyła.
— Myślisz? Ciekawe, czy kociemu gangowi udałoby się zarządzać całą dzielnicą. — mruknęła z rozbawieniem. Zaraz potem wybałuszyła oczy i delikatnie uderzyła brata w ramię, nie wierząc że powiedział to na głos. — Ja ci dam naukę miauczenia. Przebieranki to jeszcze jeszcze, ale do miauków się nie zniżę. — prychnęła, choć ton jej głosu wciąż utrzymywał się w rozbawionym tonie, bez krzty irytacji. Była też nieświadoma, że Filipek przy tym zaczął sobie wyobrażać jakieś rzeczy związane z lubianą przez niego dziewczyną.
Reakcję brata skwitowała krótką salwą śmiechu, kończąc również i swoje picie. Wyciągnęła się nieco, wciąż w pozycji siedzącej, ostatecznie kładąc swoje ręce na blacie stolika.
— Dam, dam. Komuś będę musiała się wyżalić, a że jesteś na równi z moimi psiapsi to na pewno możesz liczyć na sprawozdanie. — obiecała, nawet przykładając sobie rękę do serca, składając tym samym uroczystą przysięgę.
W odpowiedzi do słów brata skinęła głową, używając dłoni na blacie do odepchnięcia się razem z krzesełkiem od stolika. Dopiero wtedy podniosła się do pozycji stojącej, zarzucając swoje blond włosy na plecy.
Rozglądała się z uwagą dookoła, ciekawa przyrody, do której nie miała dostępu na co dzień. Żyła dla takich widoków, nawet jeśli były one widziane przez nią raz na ruski rok. Górski klimat też bardzo jej się podobał.
— Super. Ciekawa jestem co tutaj mają. — rzuciła, nie zwalniając tempa. Pewnie jakieś klasyczne knajpki z miejskimi przysmakami, sklepiki z pamiątkami i tym podobne rzeczy. Ale może natkną się na coś odbiegającego od normy.
Kroczyli sobie spokojnie naprzód, a po krótkim czasie Diana mogłaby przyrzec, że zaczęły majaczyć się przed nimi pierwsze szkielety stoisk i większych sklepików. Zmierzali prawdopodobnie w dobrym kierunku.
Filippo Carissoni