ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

when i wanted sunshine, i got rain
and then i saw her face, now i'm a believer


7 lat wcześniej / uniwerek

- Stary, no weź, skończ się gapić na tę freshmankę! - rzucił kumpel z drużyny hokejowej. Dallas grał już wtedy dla Toronto Marlies, a jego kariera zaczynała nabierać tempa. Coraz częściej na mecze przychodzili łowcy talentów, którzy uważnie śledzili jego rozwój. - Nie mogę. Widziałeś jej włosy? Mogłaby mnie nimi udusić, a ja i tak prosiłbym o więcej- parsknął śmiechem, wpatrując się w rudowłosą piękność, która dosłownie skradła jego serce w chwili, gdy tylko zobaczył ją przechadzającą się po kampusie. Jensen raczej nie był typem człowieka, który tracił głowę dla kobiet. Lubił z nimi flirtować, spotykać się, potem opowiadać kumplom o randkach, ale nigdy jeszcze aż tak nie zafiksował się na jednej osobie, jak na niej. To pewnie ten kolor włosów, wmawiał sobie. Po prostu rzucała mu się w oczy, nie było innego wytłumaczenia.
- Jenny, ogarnij się. - Rory popchnął go tak, że Dallas wygrzmocił się na trawę, a i tak dalej wpatrywał się, jak ta lisica dreptała w kierunku uniwerku. Dowiedział się od innych, że studiowała weterynarię i była na pierwszym roku. Nie mógł zaprzepaścić takiej szansy.

Podniósł się z trawy, otrzepał, zgarnął plecak i przerzucił go sobie przez ramię, po czym spojrzał na kumpla i odparł, - Widzimy się na treningu!- Rzucił to i zaczął biec w kierunku dziewczyny. Tego dnia było ciepło, a lekki wiatr owiewał jego twarz, gdy pędził w stronę budynku, żeby ją zatrzymać. Wbiegając na kampus, przeciskał się przez tłumy studentów, niemal podskakując, żeby tylko ją dostrzec. I voilà! Pomarańczowa góra włosów znów mignęła mu przed oczami. Podbiegł do niej i jak gdyby nigdy nic zaczął iść tuż obok w jej tempie, zerkając na nią raz po raz i uśmiechając się pod nosem.- Cześć - rzucił swobodnie. - Wiesz, że rzucasz się w oczy?-Zapytał to całkiem poważnie.- Działasz jak reflektory na jelenia. Ciężko mi się przy tobie skupić.- Uśmiechnął się nonszalancko, choć nie był pewien, czy jego podryw w ogóle na nią działa, więc zrobił kilka szybkich kroków do przodu, odwrócił się i stanął przed nią, nie dając jej przejść. Rozstawił ramiona blokując jej jakiekolwiek przejście. W dalszym ciągu robił to z uśmiechem na twarzy, żeby nie uznała go za jakiegoś chorego predatora.- Dallas Jensen, prawy skrzydłowy Toronto Marlies, studiuję prawo…- powiedział dumnie.-Ach, i zapomniałem jeszcze o jednym. - Uniósł brew, skanując jej twarz. - Twój przyszły chłopak.

foxy
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

szop 🦝

Jedną z najcudowniejszych rzeczy, które była w stanie zrobić, było czytanie. Kochała przerzucać strony, doczytywać o anatomii zwierząt. Co prawda nie chciała zajmować się zwierzętami gospodarskimi, ale czy zdajecie sobie sprawę, jak długi układ pokarmowy mieli roślinożercy? No właśnie, Erza też niekoniecznie, a książkę zatytułowaną dumnie pt. anatomia krowy, czytała z takimi wypiekami, jakby właśnie czytała erotykę. Cała radosna kroczyła po uniwersytecie, ciesząc się nauką. Odliczała czas, który pozostał jej na zostanie weterynarzem. To było jej marzenie, odkąd pamiętała. Pomagać najbardziej niechcianym istotom. Dnie spędzała na schronisku w wolontariacie, a wraz z zakończeniem studiów będzie pomagała im etatowo.
Skupmy się jednak na książce o anatomii krowy. Jeden żołądek, cztery komory, a w pewnym momencie treść pokarmowa z jelit wraca z powrotem do żołądka. Prawdziwa magia mikrobiomu łaciatego zwierzęcia, pewnie wczytywałaby się w to dalej, gdyby przed nią nie wyrósł nieznajomy mężczyzna.
Cześć — rzuciła, unosząc oczy znad książki. Facet. Wysoki, a dodatkowo przystojny. Coś jej tu nie pasowało, on nie powinien się do niej odzywać. Na pierwsze pytanie uniosła delikatnie obie brwi do góry. Rzuca się w oczy? No, możliwe. Kto normalny czytał podręcznik o krowie?
Słucham? — spytała całkiem spokojnym tonem, ale słysząc kolejne słowa, aż westchnęła. Reflektory na jelenia? Musiał nie zdawać sobie sprawy, jak wielką wtopę właśnie przy niej zrobił — daj mi spokój — warknęła, próbując go wyminąć. Tylko się nie dało. Rozłożył się jak ostatnie pokolenie na ulicach Warszawy i nie miał zamiaru jej dać przejść. Już chciała mu pogratulować znajomości własnego imienia, ale wtedy powiedział twój przyszły chłopak. Nie było takiej opcji.
Słucham?! — parsknęła głośnym śmiechem, kręcąc głową na prawo i lewo. Szczerze nie wierzyła, w to co właśnie słyszała. Jej przyszły chłopak? Dobre sobie. Chociaż mógł coś mieć w sobie... ten czarujący uśmiech, czy błysk w oku. Tylko tego jelenia nie mogła mu wybaczyć — Erza Fernandes. Masz mi dać spokój — mruknęła, zamykając książkę i unosząc wzrok na Dallasa Srasa — założyłeś się o coś, czy o co Ci chodzi? Twoi kumple nas obserwują? — spytała, rozglądając się na boki. Gorący student w twojej okolicy prawa, a dodatkowo hokeista nie zainteresowałby się kimś takim, jak ona.
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedział, że był przystojny. Momentami nawet łapał się na tym, że przyglądał się sobie w lustrze i naprawdę myślał, że trudno się dziwić, iż ma takie powodzenie. No bo je miał. Hokeista, przyszły prawnik. Wysportowany, przystojny. Czego chcieć więcej? No… może poza byciem trochę bardziej pokornym. No właśnie. Nie można być aż tak pewnym siebie, Jensen, bo później może się to na tobie odbić. Przypomniał sobie słowa kumpli dokładnie w tej chwili, kiedy stał naprzeciwko niej, blokując jej drogę na środku kampusu. Studenci przechodzili obok nich w obie strony - ktoś śmiał się głośno, ktoś inny przebiegł z plecakiem zarzuconym na jedno ramię, gdzieś w oddali ktoś zatrzasnął drzwi budynku. A on? On stał tutaj jak idiota, próbując zaprosić na randkę dziewczynę, która wyglądała tak, jakby najchętniej przeszła przez niego na wylot. A wcale, ale to wcale nie była ucieszona z tego, że… no nie wiem. Spojrzał na nią? Zagadał? Postanowił przebiec pół kampusu tylko po to, żeby ją zatrzymać i zaprosić na randkę?

Ah!

To musiał być ten jego komentarz. Przecież studiowała weterynarię. Złapał się dłonią za czoło i potrząsnął głową, parskając krótkim śmiechem pod nosem. - Idiota - wymamrotał do siebie po czym szybko uniósł obie ręce w górę w geście kapitulacji.- Nie ty. Ja -sprostował natychmiast, krzywiąc się lekko. Zerknął na nią przepraszająco, jakby właśnie zdał sobie sprawę z tego, jak absurdalnie musi wyglądać cała ta sytuacja.- Może użycie tego jelenia jako przykładu nie było zbyt inteligentne.-Przesunął ciężar ciała z jednej nogi na drugą i podrapał się z tyłu głowy, rozglądając się przez moment po korytarzu. Kilka osób rzeczywiście zwolniło krok, rzucając im ciekawskie spojrzenia. Świetnie. Jeszcze publiczność do tego.

Westchnął cicho, po czym znowu spojrzał na nią.- Po prostu działasz na mnie jak ćma lecąca do lampy, gotowa spłonąć.- Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech... przez chwilę wyglądał wręcz dumnie z tej metafory. Dopiero sekundę później zmarszczył lekko brwi, jakby dopiero teraz dotarło do niego, że… może to też nie był najlepszy przykład.- Chociaż… - urwał i skrzywił się lekko i machnął ręką, jakby chciał odgonić własne słowa, które najwyraźniej tylko pogarszały sprawę.- Słuchaj… - zaczął znowu.Kiedy usłyszał jej imię, na jego twarzy pojawił się automatyczny uśmiech. Jednak po chwili jego mina wyraźnie zrzedła, kiedy dotarło do niego, o co go podejrzewała. - Co?- zapytał, naprawdę zbity z tropu. Przez moment patrzył na nią w ciszy, po czym prychnął cicho i pokręcił głową.- Nie obserwują. I dobrze, bo właśnie robię z siebie skończonego idiotę.- Zaśmiał się krótko pod nosem, przesuwając dłonią po karku. Potem znów spojrzał na rudowłosą piękność stojącą przed nim.- Chociaż prawie cała drużyna już wie, że straciłem dla ciebie głowę- dodał z lekkim rozbawieniem w głosie. - Więc może zrób koledze przysługę i daj się zaprosić na tę randkę, co?- W końcu zrobił pół kroku w bok, odsuwając się z drogi i pozwalając jej przejść. - Jak randka ci się nie spodoba… możesz mnie potem zlać.- Na moment zatrzymał spojrzenie na jej profilu.- Ale daj mi chociaż jedną szansę.

foxy
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

szopek <3

Dallas wyleciał do niej niczym Filip z konopi. W tym całym zestawieniu nie ma zielonego pojęcia, co jest bardziej absurdalne. Student prawa z kiepskimi porównaniami o zwierzętach, ona w dłoniach z wielką księgą o anatomii krowy, czy ludzie, którzy intensywnie się w nią wpatrują. Wszystkie trzy nasiliły się i spowodowały pojawienie się delikatnych rumieńców na jej bladej skórze.
No niezbyt... — nie było. Jej wrażliwość w stosunku do zwierząt była większa niż do płaczącego dziecka. Momentami Erza wręcz nie lubiła zwierząt. Jedyne co było w stanie zmienić jej nastawienie do ludzi, to właśnie zwierzęta. Pomoc w schronisku, wyprowadzanie piesków, czy jakakolwiek wrażliwość, która wybijała do czworonogów. Jensen był idiotą, całkiem uroczym idiotą, ale sam podłożył sobie kłody pod nogi.
Skończ porównania dotyczące zwierząt — mruknęła, marszcząc obie brwi. Ile można? Jeleń? Ćma? Sama nie wiedziała, co czeka ją kolejne. Może czarny humor o zabijaniu zwierząt? Wpatrywała się w niego z coraz większym skonsternowaniem. Cała drużyna wie, że stracił dla niej głowę? Rozmawiali ze sobą pierwszy raz w życiu, a on rzucał zbyt wielkimi słowami. Ruda studentka weterynarii. Wiele słyszała o własnym, przyszłym zawodzie, czy rudych włosach.
No... Faktycznie trochę się zachowujesz jak idiota — przyznała całkiem szczerze, kręcąc delikatnie głową — naprawdę studiujesz prawo? — osoba o tak beznadziejnej erudycji miałaby zostać prawnikiem? W PALE SIĘ TO NIE MIEŚCI, jakby to powiedział prezydent Warszaffki Rafał Trzaskowski. W pale to się nie mieściło, zwłaszcza kiedy wypowiedział słowo randka, aż parsknęła pod nosem.
Nie — powiedziała twardym tonem. Idiota, sportowiec, przyszły prawnik, nic nie przekonałoby ją do tego, by wyjść z hokeistą na randkę — nie uwierzę, że zwróciłbyś na mnie uwagę. Nie chcę być kolejną zabawką w rękach sportowca — jej takie atrakcje w ogóle nie kręciły — przyjdę na randkę i co? — spytała, unosząc obie brwi ku górze — nie przyjdziesz, twoi koledzy mnie wyśmieją, lub będziesz w przebraniu krowy, bo czytam o jej anatomii — rozłożyła ręce, wymieniając trzy możliwe scenariusze w jej głowie. Naprawdę miałaby uwierzyć, że komuś tak po prostu i ludzku się spodobała? Nie, nie było takiej możliwości — mam ciekawsze rzeczy w życiu, jak wolontariat w schronisku — nawet ten czarujący uśmiech, błysk w oku i zakłopotanie, któremu byłaby w stanie się oddać, nie będą w stanie tego zmienić.
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Woah, woah, woah… czyżby Dallas Jensen miał problem ze zdobyciem kilku charyzmatycznych punktów u studentki weterynarii? No bo przecież prawie się tam zapowietrzył na miejscu, widząc, że jego niebieskookie spojrzenie, zestaw nienagannie białych zębów ułożonych w idealnym rządku i ta bujna czupryna... już nawet nie wspominając o jego umięśnionym ciele... nie robiły na niej do cholery jasnej żadnego wrażenia! Chyba że robiły, tylko ta ognista lisica po prostu wszystko udawała z aktorską precyzją.Tak, właśnie tak, to musiało być to. Prawda? Czy może faktycznie wyszedł już z wprawy? O cholera.

Na jej polecenie wyprostował się niczym żołnierz w koszarach.- Yas, ma’am - odparł, po czym przysunął dwa palce do czoła i w formie salutu bardzo powoli je od niego odbił, posyłając jej szeroki uśmiech i mrużąc przy tym oczy. Chwilę później, słysząc jej uwagę, że zachowywał się jak idiota- parsknął śmiechem.- Ah, i wcale, a to wcale, nie próbuję się z tego wymigać.- Spojrzał na nią, samowolnie przejeżdżając wzrokiem po jej ślicznej buzi, tych brązowych oczach, pełnych ustach… i tych włosach. Damn, te cholerne włosy.- Straciłem głowę i próbuję ją znaleźć, o! - odparł pewny siebie. Po chwili jednak zrzedła mu mina, gdy odmówiła mu randki. Co?! The Helly?!
Zatrzymał się na moment, kiedy usłyszał coś, co sobie ubzdurała o byciu zabawką. Na sekundę zarejestrował też, że miała wolontariat w schronisku, i od razu pomyślal, okej, to może mi się przydać. W kwestii zabawek natomiast... Zabawkami bawił się parę lat temu- no dobra, może czasami w domu pobawił się jeszcze w Lego czy jakieś tam Hot Wheelsy, no ale nie uważał jej za żadne pole rozrywki. Naprawdę mu się podobała.

Stał tam z tyłu, wpatrując się, jak ta burza włosów idzie przed siebie, by po chwili znowu ruszyć za nią biegiem.- ERZA FERNANDEZ, PROSZĘ, NIE UCIEKAJ OD SWOJEGO CHŁOPAKA, JA CHCĘ TYLKO POROZMAWIAĆ! - krzyknął z udawaną rozpaczą, śmiejąc się pod nosem.Chciał jej troszkę utrzeć nosa - przecież w ten sposób robił idiotę i pośmiewisko z siebie, a nie z niej, no nie? Ludzie wokół nich śmiali się z niego i patrzyli, czy ona zareaguje, a on jak gdyby nigdy nic znowu zaczął iść szybciej, uśmiechając się od ucha do ucha, zanim ponownie znalazł się obok niej i zerknął w dół. - To co, dasz mi swój numer?

foxy 🦊
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

🦝 szopek 🦝 gupek 🦝

Nie mogła powstrzymać się od strzelenia oczyma, kiedy rzucił yes ma'am. Typowy sportowiec. Za takiego miała go w obecnej chwili i nie była w stanie powstrzymać pokręcenia głową. Był przystojny. Miał piękne, głębokie oczy, w których byłaby w stanie zatonąć, szczery uśmiech i pewną iskrę, ale... czy chciała męczyć się ze sportowcem? To były totalne dwa inne światy. Ona z biednymi zwierzętami ze schroniska i on posiadający w głowie jedynie kij od hokeja i krążek. To musiało się źle skończyć.
To jak ją znajdziesz, to możemy porozmawiać — stwierdziła, wzruszając ramionami. Mózg. Tego zdecydowanie brakowało sportowcom. W książce o anatomii krowy był mózg, całkiem skomplikowany, posiadający różne struktury oraz połączenia między jedną półkulą a drugą. Na przeciwko miała mężczyznę przystojnego, czarującego, ale zdecydowanie zbyt butnego. Była gotowa odejść, a on zaczął krzyczeć. Uniosła jedynie wysoko brwi, totalnie nie rozumiejąc tego, co właśnie działo się przed jej oczyma.
Naprawdę robisz sceny przy wszystkich?! — widziała spojrzenia innych ludzi. Coś ścisnęło ją wewnątrz żołądka, bo nie była fanką komedii romantycznych, wielkie gesty nie należały do jej serca — nacisk ze strony rówieśników, te ciekawskie spojrzenia innych na mnie nie zadziałają — warknęła, zamykając głośno książkę przed jego nosem. Wystarczyło kolejne słowa, a ona już prychnęła — nie, nie dostaniesz mojego numeru — twardy, surowy głos z niej wybrzmiewał. Podobny kierowała jedynie do ludzi zostawiający psy w schronisku, nienawidziła ich, a wystawiając samego siebie na pośmiewisko, z nią zrobił to samo. Teraz wszyscy wiedzieli, że... była jego dziewczyną? — nie znasz mnie, a robisz sceny, jakbyś co najmniej mi się zaręczał — znów strzeliła oczyma — nie potrzebuję wielkich szopek i robienia z siebie debila — jedyne, czego potrzebowała to szczerości. Nie wiedziała, czy to jego oczy zaczynały ją przekonywać. Zamiast odejść stanęła w miejscu, badawczo go obserwując. Musiała podarować mu lekcje życia.
Następnym razem podejdź, przedstaw się i powiedz, że chciałbyś poznać dziewczynę, zamiast rzucać idiotycznymi tekstami na podryw godnymi neandertalczyka — wystarczyłoby siema, jestem Dallas. Możemy się poznać?. Zwykłe proste bez nadęcia. Nie wiedziała, dlaczego to robiła, może miała zbyt miękkie serce.
Zacznij od początku — mruknęła, unosząc jeden z kącików ust. O ile nie lubiła tego nadęcia, to wydał się jej całkiem słodki. Taki do wychowania.
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była łatwa… taka jak inne.

i n n e

No właśnie… miał ich już dosyć. Potrzebował wyzwania, kogoś, kto przypomni mu, gdzie jego miejsce, a ona właśnie to robiła. Dawała mu jasno do zrozumienia, co myśli o jego zachowaniu, odpychała go… słownie dając mu tylko większe pole do popisu. Mógł się wykazać, ba!Chciał się wykazać. Ta rudowłosa góra ognia robiła coś tak paradoksalnego z jego żołądkiem, że ten dosłownie robił fikołka przy każdej jej odpowiedzi i każdym jej przewrocie oczami.- No właśnie, chyba odnajduję ją przy tobie - uśmiechnął się do niej, a chwilę później znowu doprowadziła go do niemałej palpitacji serca. Próbował wymyślić najlepszy plan, by jakoś ją oswoić… ze sobą? Ze swoją głupotą i spontanicznością? No i voilà - plan idealny. Teraz tylko musiał wypalić.

Odwalając scenkę godną dosłownie nagrody Nobla - a nie, zaraz, to nie ta dziedzina. Oskara, o tak! - był z siebie cholernie dumny, kiedy dotrzymał jej kroku i wpatrywał się w jej niezbyt zadowoloną buźkę.- Jaka scena? Ja po prostu wymawiam na głos moje uczucia!- odparł, odzywając się ciapkę głośniej, niż powinien. Wzdrygnął się prawie, wzdychając głośno, kiedy książka klapnęła tuż przed jego nosem, o mały włos nie doprowadzając go do mini zawału. Zmrużył oczy, próbując ją rozgryźć. Była bardzo ognista. W pewnym momencie bał się, że jakby jej dotknął, to naprawdę mógłby się sparzyć. Więc tak tylko dla pozorów wysunął palec i dotknął jej ramienia, szybko przymrużając oczy i wyginając usta tak, jakby naprawdę miał się spalić. Ale kiedy poczuł, że jednak jest bezpieczny, zaśmiał się i przytaknął głową, słuchając jej… no, przynajmniej tak w połowie. Coś tam słyszał o zaręczynach, robieniu z siebie debila, bla bla bla… ale gdy padły jakieś informacje, które mogły mu się przydać, zaczął słuchać uważniej.

Dallas wzruszył ramionami, słuchając jej porad.- Wiesz co, muszę już jednak spadać na trening. Miło było cię poznać…?- zatrzymał się, mrużąc oczy i przyglądając jej się uważniej, a po chwili dodał,- Ahhh! Erza. Na razie!- rzucił, odwracając się od niej i robiąc kilka kroków w przód. Po chwili odwrócił się jednak na pięcie, znowu do niej podszedł i zerknął na nią z tym swoim bezczelnym uśmieszkiem.- Cześć, Dallas jestem. Chcesz się poznać?

foxy 🦊
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

🦝🦝🦝

Przechyliła delikatnie głowę, nie wierząc w to, co słyszy. Przy niej odzyskiwał rozum? Raczej totalnie go tracił. Przypominał jej dziobaka. Dziobak to prassak, jedyny ssak, który wykluwa się z jaja, a u którego widać jeszcze cechy ptasie. Dallas był dziobakiem. Próbował być pięknym, dostojnym ptakiem przy niej, a cechy sportowca i tak brały górę. Prawie jak połączenie osła z konią, a z tego dzieci zdecydowanie nie będzie.
Śmiem w to wątpić — mruknęła pod nosem, kręcąc delikatnie głową. Zwłaszcza że później odstawiał szopkę. Nawet dziobak był bardziej inteligenty i niebezpieczny ze swoim kolcem jadowym, a nawet scena godna najlepszego tańca godowego w świecie zwierząt nie zrobiła na niej żadnego znaczenia. Wręcz przeciwnie.
To przestań! — krzyknęła Erza. Nie potrzebowała wielkich słów, gruszek na wierzbie, czy zaśpiewania jej miłość rośnie wokół nas. Nie byli w filmie, a w prawdziwym życiu. Każdy miał swój temperament, a ona im dłużej to trwało, tym bardziej chciała zakopać się jak Krecik pod ziemią — nie znamy się, a to jest jeden, wielki teatrzyk odstawiony przez sportowca ze złamanym ego — stwierdziła oschłym tonem, zakładając rękę na rękę. Tylko wtedy mrużył oczy, a zaraz wysunął ten jeden palec. Zdecydowanym ruchem dłoni strąciła go na dół — nie dotykaj mnie! — ktoś mógłby zacząć wołać po patrol przeciwko molestowaniu. Ioioi, Dallasa trzeba wsadzić za kratki za bycie zbyt gorącym towarem.
Jej brwi powędrowały jeszcze wyżej, słysząc jego kolejne słowa. Czyli jednak trening, tak? Z jednej strony poczuła ulgę, a z drugiej chciała móc go bliżej poznać. Wystarczył krótki zwrot, by parsknęła krótkim, uroczym śmiechem.
Erza. — raz jeszcze powtórzyła własne imię, kręcąc głową. Sama mu to zasugerowała, ale ten bezczelny uśmiech kupował ją — widziałeś tu tego palanta, który próbował mnie poderwać? — zagadnęła z równie zadziornym uśmiechem — zero taktu nie to co ty, więc poznajmy się — rozmowy nie były zobowiązujące. Randki podobnie, ale może... zostaną po prostu przyjaciółmi? Chociaż powoli już wiedziała, że wyjdą gdzieś razem, to była tylko kwestia czasu.
27 y/o
For good luck!
188 cm
hokeista w Maple Leafs
Awatar użytkownika
and this line ties me to this place
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chryste. O co tej kobiecie chodziło?
Jakieś unoszenie głosu, krzyki, reagowanie defensywnie na wszystko, co mówił. What in the actual fuck? Koleś próbował zrobić z ich pierwszego spotkania scenę niczym z komedii romantycznej, coś na bazie fanfarów, 10 Things I Hate About You kind of thing, a ta rudowłosa niewiasta z piekłorodem przypomniała mu kilkoma słowami, że od zawsze należał właśnie tam… do piekła. Welp. No cudownie. Ale miarka przebrała się w chwili, kiedy krzyknęła, żeby jej nie dotykał, jakby co najmniej ją tam zmolestował, a nie ledwo koniuszkiem palca sprawdził, czy się nie spali. Nawet tego już w tych czasach robić nie można? O panie. - Erza, nic nie robię przecież, przepraszam! - uniósł obie ręce w geście poddania, myśląc, że zaraz będzie musiał odwrócić się na pięcie i zapomnieć o swojej przyszłej dziewczynie.

Jednak los, szczęścia w nieszczęściu, uśmiechnął się do niego, gdy posłuchał grzecznie jej sugestii sprzed kilku chwil. Uśmiechnął się szeroko, widząc, że ona faktycznie mówiła serio. Faktycznie odgrywała tę całą szopkę pod tytułem- oleję kolesia, który naprawdę się o mnie starał, ale za to będę udawała, że chcę iść na randkę z typem, który jest dokładnie tym samym ziomkiem, tylko po prostu zrobił to na moich zasadach.No ale okej. Niech jej będzie. Nie będzie narzekał. Tym bardziej, że wyglądała, jakby była naprawdę dumna z siebie. Rozejrzał się na jej pytanie, a po chwili zerknął na nią z rozbawieniem. - Palant? Sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu? Ciemne włosy? Niebieskie oczy? Niesamowicie przystojny i szaleję za pewną rudowłosą kobietą? - zapytał z powagą w głosie, choć kąciki ust uniosły mu się nieznacznie.- To nie, nie widziałem - odparł rozbawiony, idąc obok niej. W jakim kierunku? Nie był pewny. Ale teraz świetnie się z nią bawił.- Z miłą chęcią poznam panią. A czy mógłbym prosić o numer telefonu do ciebie? - spojrzał na nią. - Wiesz, gdybym chciał zaprosić cię na randkę. Albo sprawdzić, jak idzie ci na kierunku.- Posłał jej delikatny uśmiech, dosłownie błagając wszystkich możliwych bożków, żeby tym razem go nie odepchnęła. Bo naprawdę chciał zabrać ją na tę randkę i poznać trochę bliżej. Ją… czy tam te krowy, o których czytała.

foxy 🦊
25 y/o
Welkom in Canada
164 cm
weterynarz Schronisko dla zwierząt
Awatar użytkownika
Kochajmy się, a zwłaszcza bezdomne pieski
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

🦝 baka

To się nazywało profesjonalnie naruszenie przestrzeni prywatnej. Mogły to być zwykłe muśnięcia jej, nic tak właściwie nie warte. Jednak ją dotknął. Tyle wystarczyło, żeby krzyknęła. Sportowcy przypominali Neandertalczyków, szykujących się do łowów. Zero delikatności gracji i jakiegoś ważnego pierwiastka.
Dokładnie na jej zasadach wszystko musiało się dziać. Może dlatego złagodniała i nawet parsknęła głośnym śmiechem, przypominającym jakąś foczkę.
Powiedziałabym trzy raz tak — stwierdziła, słuchając o palancie, który tak właściwie stał teraz przed nią — ale tu musiałoby być ich zdecydowanie więcej. — oprócz jednego, które uparcie próbował jej wmówić. Szalejący za rudowłosą kobietą? Nie była w stanie w to uwierzyć. Zmrużyła delikatnie oczy, a przez myśl przeszło jej, że mogła to być prawda? Z jakiego innego powodu miałby tak cały czas za nią latać? Znosić krzyki, odmowy i humory. Co prawda to było ich pierwsze spotkanie, ale wraz z każdą próbą imponował jej coraz bardziej. Trochę jak łosoś płynący pod prąd rzeki.
Numer telefonu... — powiedziała, zastanawiając się głośno nad tym, co mogłaby mu powiedzieć. Tak czy nie? — jeżeli do randki to nie. Nie umawiam się z mężczyznami, których znam mniej niż minutę — stwierdziła z niewinnym uśmiechem Erza. Czuła, że igra w prawdziwym ogniem. Na ile koszy Dallas powie sobie dość? Kiedy powiem sobie dość?! A wiem, że to już niedługo... ale jeżeli chcesz ze mną porozmawiać, lub pójść na spacer, to nie mam nic przeciwko — czy robiła mu właśnie profesjonalną sieczkę z mózgu? Bardzo możliwe. Czy robiła to z pewną świadomością? Tak. Nie chciała zostać kolejną, łatwą zdobyczą typowego sportowca. O Dallasie znała tylko kilka faktów. Student prawa - na minus, hokeista - na minus, a jedynie jego upór osła dodawał coś na plus. No, może oprócz tych przepięknych niebieskich oczu, którym chciała przyjrzeć się z bliska.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”