ODPOWIEDZ
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you f*ck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

1.

Jeszcze najwyżej półtorej godziny temu Anthony Bellore był przekonany, że w roku pańskim 2026 ciężko będzie znaleźć kogoś, kto w pełni przekonany o swojej racji odważy się podważać tę starą, łacińską maksymę o pokoju i szykowaniu się do wojny. Teraz, kiedy wpatrywał się w swoje rozmazane odbicie na wypolerowanych drzwiach windy, chyba nie umiałby odpowiedzieć na pytanie, jak się nazywał, co robił w wieżowcu CBC i gdzie zostawił samochód. To generacja z tak go sponiewierała. Wzięty w obroty przez polityka jednej z konkurencyjnych partii i sprzyjającego mu rówieśnika, nieco nadgorliwego, prowadzącego program dziennikarza, w pewnym momencie po prostu dał się sprowokować i za chwilę już nie było co zbierać. Aż do końca rozmowy dawał się w niej „obijać” jak typowy, emerytowany bokser w swojej kolejnej, już na oko osiemnastej, walce pożegnalnej i – jak się okazało – jeszcze przed jej końcem zaczął trendować na jednej z aplikacji społecznościowych.
Na swoje wytłumaczenie miał… Zupełnie nic. Nie potrafił nawet przywołać z pamięci, który konkretnie temat tak bardzo go rozsierdził. Kojarzył, że po plecach nagle przemknął mu nieprzyjemny dreszcz i że zaraz po nim zaczął mimowolnie napinać mięśnie, a potem zadzwoniło mu w uszach i od tamtej pory słyszał wszystko jakby „z oddali”. Ba, nawet teraz, z odprowadzającą go do tej windy asystentką-asystenta, rozmawiał jakby przez sen, mniej lub bardziej świadomie godząc się na kolejną wizytę w wieczornym panelu dyskusyjnym. Miał ochotę najpierw zapalić (pierwszy raz od jakichś dziesięciu lat), a potem zapaść się pod ziemię. Przynajmniej do listopada.
Nadejście windy zapowiedział dźwięk staromodnego dzwonka odegrany z elektronicznego odtwarzacza. Anthony dumnie podniósł głowę i wyprostowany jak do hymnu, posłał uprzejmy uśmiech swojej opiekunce.
Naprawdę. Proszę się nie robić sobie kłopotu. Poradzę sobie. To tylko winda – powiedział, gdy drzwi zaczęły się otwierać, a wymownym uniesieniem dłoni z miejsca zbył nadchodzącą, kolejną próbę odprowadzenia go na dół. – Jeszcze raz dziękuję za gościnę. Dobranoc – dodał grzecznie, już kiedy przechodził przez próg windy. Dopiero wtedy przesunął spojrzeniem w jej głąb i natknął się na Love. Jechała razem z innym dziennikarzem, który dotychczas żywiołowo zabawiał ją rozmową, ale na widok Bellore nagle jakby zgubił wątek i zamilkł. Już wiedział, co się stało w studio. I Tony też wiedział, że on wie.
Redaktor Roderick – rzucił jej na powitanie i kulturalnie skinąwszy głową, zajął przestrzeń w rogu windy, z którego bliżej było mu do jej towarzysza niż do niej. Był przy tym tak uprzejmy i formalny, że wręcz bezczelny, jednak nie brakowało mu wiarygodności. Za powietrze zdawał się mieć ich oboje i obojgu mógłby to powiedzieć, wzajemnie patrząc sobie w oczy. To chłodne, ale to nie było jego pierwsze rodeo i już dawno nauczył się, jak sobie radzić w takich sytuacjach. Jeszcze zanim winda ruszyła, sięgnął po telefon i przesuwając palcem po jego wyświetlaczu konsekwentnie odmawiał sobie spojrzenia w jej stronę.
Przynajmniej do chwili, w której zatrzymali się kilka pięter niżej, gdzie dobiegła końca podróż jej kolegi po fachu. Kolejne kurtuazyjne pożegnanie i jeszcze jeden uśmiech, i zostali sami.
Tak, widziałem ten hashtag. – Anthony odezwał się jako pierwszy, ale dopiero kiedy winda ruszyła w dół. Kontrolując ją kątem oka, pokazał jej wyświetlacz, na którym przeglądał teraz listę trendów na kanadyjskim twitterze. „#PostrzelonyTony” był na siódmym miejscu, pod meczami hokeja, baseballu i jakimś rozrywkowym programem w stylu Mam Talent. – W sumie to nawet mi się podoba. Nieźle brzmi. Melodyjnie – dodał kpiąco i potrząsnął głową na boki, chowając telefon do kieszeni marynarki i wreszcie obrzucił Love pełnoprawnym spojrzeniem. Unikanie jej naprawdę było bezpieczniejsze. – Spodziewałem się, że zobaczymy się w studio. Coś się stało? – Zapytał z tą samą, urzędowo-kurtuazyjną manierą, która towarzyszyła mu, odkąd wsiadł do windy, ale jednocześnie zbyt zainteresowany jak na etap, na którym znajdowała się ich relacja, dlatego po chwili odwrócił wzrok i skupił się na wyświetlaczu odliczającym kolejne piętra, jakby był najważniejszą rzeczą na świecie.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chat gpt
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

ciuch


Nikt nie lubił odrzucenia, a to dzisiejsze bolało ją podwójnie.
Spotkanie z przełożonym nie wydawało się być niczym szczególnie podejrzanym, niczego złego się po nim nie spodziewała, więc o umówionej godzinie weszła do jego gabinetu z szerokim uśmiechem na ustach. Z równie szerokim uśmiechem z tego gabinetu wyszła, bo nauczyła się trzymać emocje na wodzy, ale zabranie jej dzisiejszego programu publicystycznego było jak celnie wymierzony policzek. Akurat dzisiejszego. Nie chciał jej powiedzieć d l a c z e g o, ale nie była głupia… domyślała się. I to sprawiało, że przez resztę dnia irytacja w niej tylko narastała.
Mogła wyjść wcześniej do domu, ale postanowiła przedłużyć własne tortury i obejrzeć wieczorny program na żywo z bezpiecznej odległości. Oh… i nie żałowała, że została. W reżyserce miała okazję widzieć wszystko, słyszeć wszystko i skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie przyniosło jej to satysfakcji.
Sam był sobie winien.
To była głupia myśl, bo jednocześnie zakładała, że gdyby to ona była prowadzącą mogłaby nie być obiektywna albo nie rzuciłaby się na niego jak tych dwóch żądnych krwi samców, ale… sam był sobie winien. Irytacja i złość odpuściły. Gdy już w płaszczu i z torbą na ramieniu wsiadła do windy, żeby opuścić budynek telewizji – uśmiechała się pogodnie i zupełnie nie przeszkadzała jej niekończąca się paplanina kolegi po fachu.
Aż do momentu, w którym drzwi do windy ponownie się otworzyły, a ona poczuła jak przez ułamek sekundy zapomina jak się oddycha, a jej serce staje. Szlag. Twarz jej jednak nie drgnęła… tęczówki jej pociemniały, ale wyraz twarzy pozostał profesjonalny. Skinęła mu na przywitanie i… milczała, jednocześnie starając się też na niego nie patrzeć – chociaż kusiło! Tych kilka pięter wydawało się ciągnąć w nieskończoność. I na pewno nie powinna zostawać z nim windzie sama. Ale została.
Zagryzła wargę, starając się powstrzymać wpychający się na wargi uśmiech, gdy wspomniał o swoim własnym hasztagu. Nie powinna się śmiać. - Mogło być gorzej… nie sądziłam, że po czymś takim X będzie dla ciebie tak łaskawy. Ale sprawdź jeszcze TikToka, to jest teraz królestwo pokolenia Z. – wzruszyła lekko ramionami i zerknęła na wyświetlacz nad drzwiami windy. Czy ona zawsze była tak wolna?
Coś się stało?
Ściągnęła mocniej brwi i wreszcie na niego spojrzała. Zdążyła złapać jego wzrok zanim opuścił go na telefon, a wzdłuż jej kręgosłupa przemknął dreszcz – nie potrafiła powiedzieć, czy było to przyjemne, czy wręcz odwrotnie. Zacisnęła mocniej palce na własnym telefonie trzymanym w dłoni i potrzebowała sekundy, dwóch albo pięciu, żeby się opanować i nie powiedzieć czegoś głupiego – Myślałam, że to ty mi powiesz, co się stało, że nie spotkaliśmy się w studio. – jednak wypaliła, dając mu jasno do zrozumienia, że obwiniała go za swoją nieobecność tam. Czy mogła się mylić? Niemożliwe. Anthony Bellore był po prostu dobrym kłamcą i znowu robił z niej idiotkę – Między nami chłopakami, huh? Nie wypaliło? Bo nie będę kłamać… nawet mnie trochę zabolało, gdy na to patrzyłam. – a teraz czuła z tego powodu satysfakcję.



anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you f*ck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor

Może to właśnie stąd wziął się problem Anthonyego.
Przyjmując zaproszenie do wieczornej rozmowy, nastawiał się na to, że w roli gospodyni podejmie go Love redaktor Roderick. W teorii – mógł sobie wmawiać, że to nie robiło na nim wrażenia. Miał ku temu uzasadnione podstawy. Wszystko to, co zaszło między nimi, było już bowiem wyjaśnione i jeśli cokolwiek ich jeszcze łączyło, to kwestie zawodowe, a ponieważ i tego udawało się unikać, wiele wskazywało na to, że traktat pokojowy z Claramount Club naprawdę obowiązywał. Dwoje dorosłych ludzi podjęło decyzję i zachowywało się jak na odpowiedzialnych ludzi przystało, wywiązując się z warunków umowy. W praktyce było jednak zupełnie inaczej; w praktyce Bellore nieświadomie dostrzegł ryzyko i mimowolnie przygotowywał się do tej konfrontacji – pierwszej, odkąd parę miesięcy temu żegnali się w ich ulubionym apartamencie. Okazało się bowiem, że przynajmniej jemu (albo jego słowu) bezpieczeństwo gwarantował dystans. Anthony nie spotykał Love, nie pisał jej wiadomości i nie zaglądał na jej instagram, a kiedy pojawiała się na ekranie telewizora, zwykle szukał sobie jakiegoś pilnego zajęcia. Zamknięcie ich wspólnego rozdziału było po prostu kolejną misją w jego życiu, dlatego podchodził do niej w typowo wojskowym drylu – beznamiętnie, skoncentrowany i w stu procentach zdyscyplinowany.
Nawet zaledwie kilkanaście godzin wstecz, kiedy przy śniadaniu żona przytomnie zwracała mu uwagę, żeby nie lekceważył redaktor Roderick i jej „ładnej buźki”. Boy, oh boy.
Umówmy się jednak – to żadna wymówka, że kiedy zabrakło jej przy stole, to za bardzo się rozluźnił i stąd ta katastrofa. Love – przynajmniej przed paroma miesiącami – nie patrzyła na niego w ten sposób, bo wiedział jak dobrze zaakcentować „ale” albo „gdyby”. I on też raczej nie lubił widzieć w lustrze przegranego.
Walczył zatem jak lew – ze sobą, własną ciekawością i zaskoczeniem tym, ostatecznie niespodziewanym, spotkaniem, gdy znalazła się w windzie, a los sprawdzał trwałość ich ustaleń. Najbardziej pożałował, że nie miał czym zająć dłoni, stąd ten telefon zresztą, bo to one zwykle zdradzały jego emocje (żarty o Włochach nie wzięły się znikąd), ale wzrokiem też uciekał w jej stronę i musiał się bardzo pilnować, żeby chłodna, wojskowa obojętność nie ustąpiła jakiemuś niepotrzebnemu uśmiechowi. Już nie powinien się do niej uśmiechać.
Że ja ci powiem? – Powtórzył po niej, podrywając brew. Wpatrzony w wyświetlacz nad drzwiami windy, wyglądał trochę tak, jakby on też był zdziwiony tempem jazdy, ale to przecież oczywiste, że chodziło o jej oskarżenia. Paradoksalnie nie chodziło jednak o to, że poczuł się nimi dotknięty (poczuł się, akurat z jej ust to zabolało); wyglądało na to, że ktoś podstawił jej nogę i nawet jeśli jego zmiana już dawno się skończyła, to i tak mu się to nie podobało. Ale po kolei. – Ach, więc to tak. Przyjąłem zaproszenie na rozmowę z tobą, żeby cię z niej wyrzucić – odezwał się za chwilę i kpiarsko prychnął pod nosem. – Często pozwalacie gościom zmieniać ramówkę, czy to tylko mój przywilej? – Anthony opuścił wzrok i przechylając głowę w bok, przesunął wymownym spojrzeniem po twarzy Love. Myślała tak o nim naprawdę, czy w ten sposób pomagała sobie zapomnieć? – Dowiedziałem się dopiero na miejscu. Jakieś dziesięć minut przed wejściem na antenę. – Oświadczył stanowczo. Nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek będzie się jej z czegokolwiek spowiadać, ale uznał, że tym razem na to zasługiwała. – Więc z mojego punktu widzenia to ja powinienem prowadzić to przesłuchanie. Wystawiłaś mnie? Dlaczego? – Zapytał, starając się zachować formalny ton, ale chyba nie wierzył w to wystarczająco mocno, żeby wiarygodnie postawić jej taki zarzut.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chat gpt
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Przygotowywała się do tego spotkania, ale nie w takich okolicznościach. Była pewna, że wpadną na siebie w studiu pod czujnym okiem kamer i dziesiątek innych ludzi, gdzie nie będzie nawet pół metra sześciennego na chociażby cień prywaty. Zostało jej to odebrane, a przypadkowe spotkanie w windzie było ostatnim, którego się spodziewała. Nagle mieli niewiele więcej miejsca niż to pół metra sześciennego i byli sami… zupełnie sami. I nie miała zielonego pojęcia jak powinna się z tym czuć, a tym bardziej jak powinna się przy tym zachowywać.
Z jednej strony wiedziała, że powinna ugryźć się w język i darować sobie tą drobną szpilkę, a z drugiej… widząc jego szczere zaskoczenie – zwątpiła. Był dobrym kłamcą, ale czy aż tak? Na ułamek sekundy straciła rezon, pozwalając mu wyrzucić z siebie te wszystkie słowa i odbić piłeczkę, ale zaraz ściągnęła mocniej brwi, a na jej czole pojawiła się gniewna pionowa zmarszczka. Chociaż zbliżała się do trzydziestki ciągle odmawiała przyjęcia dawki botoksu i teraz żałowała… przynajmniej mogłaby się tak nie zdradzać.
- Oh, nie odwracaj kota ogonem, Ballore. – rzuciła, pozwalając sobie na odrzucenie przesadnej uprzejmości, do czego nie dałaby sobie prawa przy świadkach, ale tutaj? Teraz? Aż wymownie wywróciła przy tym oczami – Nie byłeś zwykłym gościem wieczornego programu. Mogłeś stawiać warunki i dobrze wiemy, że jednym z nim mógł być brak mojej osoby przy stole. To nawet nie byłoby szczególnie zaskakujące, nie wzbudziłoby wielkich podejrzeń… pewnie nawet nie byłbyś pierwszym. – który odrzucił zaproszenie w momencie, gdy to ona miała być prowadzącą. Faceci byli… specyficznym gatunkiem i w pracy tylko się w tym upewniała. Albo uważali, że jest młoda, ma ładną buźkę i nic ciekawego do powiedzenia… albo tchórzyli, bo doskonale wiedzieli, że nie będę mogli się skupić a później Internet obiegną prześmiewcze klipy o tym jak nieprofesjonalne zerkali w dekolt prowadzącej. Tak, zdawała sobie sprawę, że nie jest ulubioną prowadzącą wielu gości, ale nie wszyscy mogli sobie pozwolić na stawianie warunków.
On jej zdaniem tak. Czy mogła się aż tak mylić?
- Mi powiedzieli przed południem… więc miałam całkiem sporo czasu, żeby się wściekać, bo wcześniej nie podejrzewałam, że możesz być tak małostkowy. – i dlatego nie życzyła mu za dobrze. Nie przypuszczała jednak, że jej życzenie może się spełnić, a jemu pójdzie tak źle – Gorzej, że jeśli to nie był twój pomysł a ich… – zerknęła na mężczyznę, zadzierając lekko głowę, żeby ich spojrzenia mogły się spotkać, a ona mogła raz jeszcze ocenić, czy naprawdę mogła się tak pomylić i to naprawdę nie była jego sprawka? Ktoś z góry ją odsunął i zamienił na tego… ugh, aż ją wzdrygnęło, bo możliwe, że kolega z pracy nie zasługiwał na tak długą listę epitetów, które pojawiły się w jej głowie – I poszło im tak dobrze to mogę zapomnieć o powrocie do programu. – i to nawet nie była jej wina! – Nie jesteś w formie? – ciekawość wygrała, a poza tym chciała wiedzieć – to jego wina, czy tamten jednak był tak dobry?


anthony bellore
45 y/o
For good luck!
185 cm
member of parliament
Awatar użytkownika
there's an old Italian saying: "you f*ck up once, you lose two teeth"
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjipłynny?
postać
autor


Wystarczyło zapytać. W tej konkretnej chwili bowiem Anthony nie miał co do tego żadnych wątpliwości – to, że jednak spotkali się na uboczu, być może uratowało dwie kariery, dwa dobre imiona i jedno małżeństwo. Skoro nawet „młode koty” łapały się na sztuczkę z ładną buźką i dekoltem, to dlaczego on miałby być na nią odporny? Bo nie zatrzymał się tylko na nim i widział trochę więcej? Bo miał dużo do stracenia? Litości, Bill Clinton się z tego śmieje.
Wystarczyło przecież choćby pół takiego klipu, żeby domino ruszyło – żeby recepcjonistka z ich hotelu uświadomiła sobie, że pan Bradley nie jest tylko podobny do tego „bałwana z Izby”, żeby jej koleżanka-tiktokerka przypadkiem nagrała o tym viral i żeby obejrzała go któraś z koleżanek Kimberly. Albo Brooke. Albo Love.
Strasznie mi schlebia, że tak o mnie myślisz… – Podjął Anthony. Ktokolwiek inny na jego miejscu pewnie dopatrywałby się kolejnej szpileczki, bo hej – potrafiła je wbijać, ale Bellore momentami bywał w siebie tak zapatrzony, że zupełnie odrzucał ewentualność, w której ktoś śmiałby go kąsać. I to był właśnie jeden z tych momentów; bo potrzebował odbudować samoocenę. – Ale obawiam się, że mijasz się z prawdą. Nie jestem już „debiutantem roku”. Są rzeczy, których nie wypada mi robić. To jedna z nich – powiedział to tak flegmatycznie, że aż kpiąco; zupełnie jakby wyśmiewał zjawisko, o którym opowiadał. Tylko, że… Nie do końca je wyśmiewał. W swojej drugiej kadencji starzał się szybciej. Widzowie jej programu widzieli to na własne oczy. – Poza tym – pośle Bellore albo panie Bellore. Tak będzie bezpieczniej – dodał, ale bez triumfu czy przekąsu. Ot, chłodne wyliczenia skalkulowane na utrzymanie tajemnicy, którą – chcąc, nie chcąc – ciągle musieli chronić. Zwłaszcza na tak grząskim gruncie, jakim było jej miejsce pracy.
”Tak małostkowy”? Powinienem się obrazić? – Odparł przewrotnie – niby żartobliwie, ale nie nachalnie; po swojemu po prostu. Zaraz jednak odchrząknął i podrzucił ramionami w geście obojętności. – Gdybym wiedział przed południem, to może dałoby radę to odkręcić. Wiesz, jeśli masz rację i moje tupnięcie nóżką by ich wystraszyło. – Tylko niby skąd miałby to wiedzieć? Telewizja trzymała karty przy orderach aż do chwili, w której wszedł do studia, a z kolei Love nawet nie mogłaby wysłać mu wiadomości. Straszny pech. – Och, wiesz, że to nie był mój pomysł. Nie myślisz o mnie aż tak źle – mruknął z nutką autentycznej irytacji w głosie, a kiedy ich spojrzenia faktycznie się ze sobą spotkały – wymownie wywrócił oczami. Innych pomysłów, żeby ją przekonać – nie miał. Jeśli chciała wkładać palec w ranę, to musiała szukać naczelnego. – To prawda. Niezły skalp. Gość będzie nieznośny na tych wszystkich kolegiach. – Pokiwał głową. Co prawda Love prawdopodobnie poradziłaby sobie z nim co najmniej tak samo dobrze, ale tymczasowo nie zamierzał jej o tym przekonywać. To i tak nie miało żadnego znaczenia. – Widziałaś. Jestem postrzelony – rzucił zdawkowo, ale luźno i nawet się do siebie uśmiechnął. Blado, bo blado, ale jednak. Już nie powtórzył o kulce, którą zarobił na pustyni. – Chyba po prostu towarzystwo ma znaczenie. Masz nudnych kolegów – dodał, choć wcześniej przeszło mu przez myśl, czy na pewno powinien to powiedzieć. Winda jechała wystarczająco wolno, żeby dać jej sporo czasu na zinterpretowanie tych słów. – Skoro nie byłbym pierwszym, to znaczy, że ludzie cię unikają? – Zapytał więc po krótkiej chwili ciszy i żeby stworzyć jej przynajmniej pozory intymności (domyślił się, brawo, że to było dla niej ważne i że ją uwierało), znów odwrócił wzrok. Wydawało mu się, że rozstawali się, kiedy zaczęło jej się układać. Teraz nie był tego taki pewien.

Love Roderick
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
chat gpt
28 y/o
CHRISTMASSY
159 cm
prezenterka w CBC News
Awatar użytkownika
This is my resting Grinch face
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracji3os.
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Gdyby mogła zrobić coś inaczej… nie weszłaby do tej windy. Nie zostałaby w telewizji, żeby obejrzeć jego rozmowę albo zostałaby przy biurku dwie minuty dłużej. Cokolwiek, żeby nie musieć być z nim teraz w jednej windzie i roztrząsać rzeczy, które przyprawiały ją o ból głowy… bo tak, boleśnie zdawała sobie sprawę, że w grę wchodziły dwie kariery, dwa imiona i jedno małżeństwo. I zdecydowanie nie powinna tak ryzykować skoro ewidentnie nie potrafiła utrzymać języka za zębami. Zdecydowanie.
- Nie wypadało wielu rzeczy… – mruknęła pod nosem, zdecydowanie bardziej do siebie niż do niego i nie miała pewności, czy w ogóle ją usłyszał, ale nie przeszkadzało jej, gdyby nie. Przecież to też oboje wiedzieli… gdyby robili tylko to, co wypadało – zagrożone nie były dwie kariery, dwa nazwiska i jedno małżeństwo. Panie Bellore dodała już w myślach, ale spojrzenie, które mu posłała było bardziej niż wymowne, bo miał rację, ale to wcale nie przychodziło jej łatwo. Przyznanie mu jej i utrzymanie chłodnego dystansu… i nie oszukujmy się – dużo trudnej było z przyznaniem mu racji.
- Nie myślę? – odbiła piłeczkę, poniekąd rzucając mu wyzwanie, bo naprawdę uważał, że nie myślała o nim tak źle? Skąd ta pewność? Dlaczego ona miałaby nie myśleć o nim tak źle? Naprawdę dziwiło go, że to była jej pierwsza myśl? I może swój pokręcony układ zakończyli w pokoju, obeszło się bez łez i rzucania talerzami, ale jednocześnie… zakończyli coś, co teoretycznie nigdy nie powinno się wydarzyć i było niebezpieczne. Rozdrapywanie tego w jakikolwiek sposób, chociażby zawodowy, było ryzykowne i naprawdę nie zdziwiłoby jej, gdyby nie chciał się z nią spotykać na wizji. Potrafiłaby to zrozumieć. Zabawne, ale teraz, gdy zaczęła się nad tym zastanawiać dotarło do niej, że łatwiej zrozumiałaby, gdyby to on nie chciał jej w tym programie, a nie góra. Nieprzyjemny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, bo wszystko wskazywało na to, że miała problemy i nie wiedziała dlaczego. Niewiedza była najgorsza.
A przez to, że skupiła się na własnych myślach jego słowa dotarły do niej z lekkim opóźnieniem. Towarzystwo miało znaczenie… - Ja nie byłam nudna? – wypaliła zanim zdążyła pomyśleć i momentalnie tego pożałowała – Nieważne. Nie odpowiadaj. – najchętniej uderzyłaby kilkukrotnie głową w ścianę windy, ale mogła tylko mentalnie dać sobie po łapach – Panie Ballore. – dodała, wbijając w niego uważne spojrzenie, gdy on swoje odwrócił – I ludzie mnie nie unikają. Unikają mnie ci, którym brakuje pewności siebie i boją się, że zagada ich byle prezenterka przed trzydziestką… albo ci, którzy nie potrafią utrzymać wzroku na wysokości oczu. Powiedziałam ci, że TikTok jest teraz ważny, a tam nie mają litości. – wyjaśniła, wzruszając ramionami – W każdym razie… powiedzmy, że ci wierzę, że to nie byłeś ty. Nagle ten program przestał być zabawny. Chociaż postrzelony Tony już ze mną zostanie. – nie mogła sobie odmówić, a kącik ust drgnął jej w rozbawieniu. I nawet nie zdawała sobie sprawy, że znowu to zrobiła, znowu zatarła granicę, zapominając o uprzejmościach. Błąd, poniekąd.
Winda się zatrzymała na jednym z pięter tak blisko parteru, a za drzwiami stała młodziutka stażystka, która chyba nie spodziewała się stanąć twarzą w twarz z politykiem, gwiazdą dzisiejszego wieczoru… aż zamarła. Kilkukrotnie otworzyła usta jak wigilijny karp, ale nie wyszły z nich żadne słowa, dopiero po chwili wydukała z siebie, że pójdzie schodami, a drzwi się zamknęły. Mimo wszystko nadal byli sami, a Love? Bardzo starała się zachować profesjonalny, obojętny wyraz twarzy, ale rozbawiło ją to. Aż odchrząknęła, żeby ukryć śmiech i zacisnęła wargi, żeby się nie szczerzyć.
Nadal robił wrażenie na zdecydowanie zbyt młodych dziewczynach..


anthony bellore
ODPOWIEDZ

Wróć do „CBC Toronto”