32 y/o
Welkom in Canada
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jak tak na niego patrzył, stwierdził szybko, że może sama kawa mu nie wystarczy. Właściwie myślał tak jeszcze nawet zanim przekroczyli próg tamtego przybytku, po prostu pozwolił Charliemu zamówić, co chciał... Gdzieś na świecie był już wieczór, prawda? Złapał spojrzenie jednego z kelnerów, podniósł lekko dłoń, żeby podszedł do stolika. "Hey, jest możliwość, żebyś dał mu shota whiskey do kawy? Facet ma ciężki tydzień." Dzień, miesiąc, rok, nie miało tak naprawdę znaczenia. Kelner przetuptał kawałek do baru, wrócił z kieliszkiem ciemnego płynu, odstawił go na stół. Theo przesunął naczynko w stronę Marshalla, bo o ile był ostatnią osobą na świecie, która chciałaby wciskać alkohol w kogokolwiek, to wyglądał, jakby potrzebował, by ktoś dał mu taką możliwość. Kierowcę miał, wszystko było git, a jeden kieliszek nie sprawi, że będzie ledwo chodził, nie?
Nawet nie mrugnął, słysząc w głosie kumpla irytację; zrozumiałe, oczywiste, ludzka reakcja w danej sytuacji. Wysłuchiwał go cierpliwie, marszcząc lekko brwi w cichym skupieniu, obracając swoją filiżankę w palcach. Cierpiał też na muzykalne nogi, trzęsąc nimi szybko, miarowo, podrzucając kolana w górę i dół. Beznadziejny nawyk, okropny dla piszczeli i mięśni przy nich, ale nawet sobie nie zdawał sprawy z tego, że to robił w tamtym momencie.
Wyłapał kilka rzeczy w jego słowach, które mu się ze sobą gryzły. Wydawał się uważać, że cały ten bałagan podział się przez jego brak lojalności, z czym się zupełnie nie zgadzał. A potem sam sobie zaprzeczył swoim słowom sprzed momentu, przyznając, że chciał powtórzyć wyskok. To właściwie tym bardziej utwierdziło Theo w przekonaniu, że lojalność wcale nie była tu niczemu winna.
- Nie, nie miałem. Ale z drugiej strony znałem wiele kobiet, które byłyby super, tyle że nic poza sympatią do nich nie czułem. - wzruszył lekko ramionami, przez moment przyglądając się swojej kawie, którą z resztą ledwo tknął. Powody powodów, które na tamten moment ani trochę nie miały znaczenia. Parsknął krótko pod nosem, nawet nie próbując się powstrzymać, bo jego koleżanka brzmiała, jakby mógł ją polubić. Brzmiało jakby chciała pomóc mu zachować twarz? Gadką o chłopaku, który był albo którego nie było, a potem propozycją przyjaźni.. Tak, brzmiała w porządku, mógł to szanować.
- Yep, brzmi jak nie-ktoś, kto ma się ożenić w tym roku. - wbił spojrzenie w Marshalla, stukając palcami w filiżankę, dokładnie w tym samym raptownym rytmie, w którym potrząsał nogami. Anxiety is a bitch. Opaska wokół jego klatki wydawała się zacisnąć trochę bardziej, zmuszając do nabrania głębszego oddechu. - Dla mnie to wszystko brzmi jakbyś był z Blair z przyzwyczajenia. Bo ją lubisz. I bo wypada. I to nie kwestia lojalności, bo gdybyś nie był z nią z przyzwyczajenia i rzeczywiście tamto stare uczucie gdzieś tam dalej w tobie było, to byś w życiu nie pomyślał o innej. - nie wierzył w to ani przez moment. Nie byli by przyjaciółmi, gdyby było inaczej. Potarł dłonią swoją klatkę, po raz kolejny biorąc głębszy oddech, na twarz wkradł się bolesny grymas, nawet jeśli nie był go świadomy. Fantastycznie, chyba jednak będzie musiał iść do jakiegoś lekarza.. Wcale nie chciał. Wolałby znacznie bardziej spędzić więcej czasu z kobietą która żyła bez czynszu w jego głowie.

Charlie Marshall
LemonSpice
none
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zareagował, gdy Theo poprosił kelnera o shota whiskey do kawy i nie protestował, gdy kieliszek wylądował przed nim. Zamiast jednak zgodnie z intencją Bachmanna dolać sobie alkoholu do zawartości kubka, wypił kieliszek jednym haustem. Niemal natychmiast poczuł pieczenie w gardle, które na moment skutecznie zagłuszyło natrętne myśli, ale ulga trwała zaledwie ułamek sekundy. Nie, nie miałem. Ale z drugiej strony znałem wiele kobiet, które byłyby super, tyle że nic poza sympatią do nich nie czułem. Charlie wpatrywał się w pusty kieliszek po whiskey i zacisnął szczęki. Wiedział, o czym mówił Theo. - Właśnie w tym problem, Theo. Sympatia jest bezpieczna i nie niszczy ci życia - odpowiedział Charlie. - Z Blair... jest właśnie tak. Jest super, bo jest moją najlepszą przyjaciółką i zna zasady rządzące naszym światem, ale przy Ivy... przy niej zapominam, jak się nazywam - podniósł wzrok na przyjaciela. To go przerażało najbardziej. Brak rozsądku przy rezydentce, którą poznał zaledwie miesiąc temu. Nagle dostrzegł nerwowe potrząsanie nogą kumpla. - Wszystko w porządku? - spytał mimochodem, bo on tu się tak bez ogródek uzewnętrzniał, a może Theo miał ważniejsze problemy niż rozterki sercowe faceta, który miał zbyt wiele opcji. Marshall poczuł nagłe poczucie winy - przez ostatnie kilkanaście minut to on wylewał swoje żale na temat narzeczonej i kobiety, która wywróciła jego poukładany świat od góry nogami, tymczasem Theo... no, po prostu może przeżywał coś ważniejszego! Yep, brzmi jak nie-ktoś, kto ma się ożenić w tym roku. - Naprawdę? Jezu, co ja robię... - mruknął, chowając na moment twarz w dłoniach, ale zaraz znów zerknął na Theo. Miał nadzieję, że nikt z jego najbliższego otoczenia - Blair, Cherry, Cora, rodzice - nie zauważyli zmiany w jego zachowaniu. Z drugiej strony musieli zauważyć, że ostatnio mniej skupiał się na pracy... Przesunął pustym kieliszkiem po blacie, bębniąc palcami o szkło. - Nie chcę ranić Blair. Jest... świetna. Na pewno chcesz o tym rozmawiać? Możemy zmienić temat - zaoferował się Charlie, widząc, jak Theo po raz kolejny usiłuje wziąć głębszy wdech. Westchnął ciężko, odchylając się na oparcie krzesła. Chciałby napić się więcej alkoholu. W domu. Sam. Oj, to trochę brzmiało jak wstęp do alkoholizmu. - Co byś zrobił na moim miejscu? Uciął relację z Ivy czy... - zawiesił głos, nie mając odwagi dokończyć pytania o zerwanie zaręczyn. Nie mógł sobie tego wyobrazić. Jednak zerwania relacji z Ivy Harrison też nie mógł sobie wyobrazić. Czyżby dopadł go ten słynny impas? Taka była prawda, Charlie utknął w martwym punkcie, a każda decyzja wydawała się błędna - jeśli zostanie z Blair, będzie żył w złotej klatce oczekiwań, a jeśli wybierze Ivy... zrani kobietę, która była mu bliska przez wiele lat (już nie wspominając o rodzinie, która uzna odtrącenie tak idealnej kobiety za porażkę życiową). Bębnił palcami o blat, coraz szybciej, próbując zagłuszyć narastającą w nim panikę. Nagle znowu zerknął na Theo i poważnie się zaniepokoił, gdy dostrzegł grymas bólu na twarzy przyjaciela. I znów ten głęboki wdech. I jeszcze potarł dłonią klatkę piersiową... Nie wyglądało to okej. - Theo? Na pewno dobrze się czujesz? - spytał Charlie, bardzo już zaniepokojony. Nie chciał, żeby Bachmannowi stało się coś poważnego.

Matheo Bachmann
isiek
wszystko jest okej
32 y/o
Welkom in Canada
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby chciał, mógł mu zamówić całą butelkę, ale wtedy chyba ich rozmowa byłaby ucięta krótko. Nie podejrzewał przyjaciela o alkoholizm (jeszcze), z drugiej strony sam był beznadziejny w rozumieniu własnego limitu, kiedy walczył z myślami i nie wiedział w którą stronę od nich uciekać. Czasami uciekanie wcale nie było dobrą opcją.. Dobra, zazwyczaj nie było dobrą opcją. Emocje odpychane na bok wcale się nie rozpływały w nicość, to tak niestety nie działało.
- Mogę się nie znać, ale to brzmi jakbyś był bliżej do zakochania się w Ivy, niż Blair. - rozłożył ramiona, unosząc lekko brwi. Tak jak przypuszczał, Marshall potwierdzał jego domniemania, że cała ta sytuacja z Blair jest tylko i wyłącznie czymś co wypadało. Myślał o całym tym pomyśle małżeństwa jak o biznesie i wcale się to Theo nie podobało. Tak nie powinno być. Zmarszczył brwi, przez moment też nie bardzo rozumiejąc o co Charlie pytał, dopiero wtedy zauważając, że jego nerwowe podrzucanie nogą, zaczęło też poruszać stołem. - Jest git. - rzucił, machnął przy tym dłonią, podkreślając, że nic mu nie będzie. Nerwowość była przelotna. Jasne, czasami odbierała mu oddech i wywoływała ból głowy, co było względnie nowym zjawiskiem, ale generalnie nie sądził, żeby jemu zdrowiu coś naprawdę zagrażało z tego powodu.. Chyba? Chyba. Wyciągnął nogi przed siebie, wchodząc w jego osobistą przestrzeń, ale umówmy się, wiedział, że nie będzie miał nic przeciwko, jeśli w ogóle zauważy. Znali się od zawsze, był jego przyszywaną rodziną, kopyta przy jego stołku nie powinny być ujmą.
- Charles. - zaczął, przybierając ton starszego brata, znacznie poważniejszy, marszcząc przy tym brwi i prostując się na swoim krześle. Po tym wszystkim co powiedział, dalej brał w ogóle pod uwagę żenienie się z Blair? Bo ją lubił i bo znała zasady ich relacji? Serio? - Pytasz mnie właśnie, czy na twoim miejscu zostałbym przy udawaniu szczęśliwej parki z Blair, bo wypada, czy wskoczyłbym w coś, co rzeczywiście może być prawdziwe. Naprawdę? To nie jest biznes, tylko twoje życie. - na dodatek Theo, jakkolwiek racjonalny mógłby się wydawać, preferował jednak szczerość do bólu, także z dwóch opcji, odpowiedź była naprawdę prosta. - Za dwadzieścia lat, chcesz być jak mój ojciec? Wiesz. Nigdy w domu, wiecznie gdzieś, tkwiący w legalnym związku z kobietą, z którą nic go nie łączy, bo tak wypada? Brzmi jak.. nie wiem, stary, nie chciałbym tego dla nikogo, a zwłaszcza dla ciebie. - w dodatku to, jak opisał przebywanie z Ivy.. To rozumiał. Zapominał jak się nazywał, przestawało się liczyć wszystko dookoła, wszystko poza bańką z tą fantastyczną osobą, z jego osobą. To akurat znał. Cynthia wywoływała w nim podobne uczucia, nawet jeśli było to względnie nowe. - Nie rób sobie tego. I Blair tego też nie rób, pozwól jej znaleźć kogoś dla siebie. - pokręcił głową, opierając plecy o oparcie krzesła. Łypnął na swoją kawę, którą ledwo tknął właściwie, ale miał wrażenie, że jest wystarczająco pobudzony. Nerwowa energia brzęczała w głowie, kilka dni emocjonalnego zapierdolu odbijało się na Theo fizycznie. Nie pamiętał ostatniego razu, gdy tak wyraźnie czuł neurologiczne podłoże swojej przypadłości. Brakowało mu tylko zaliczyć atak paniki, ha!
- Tak, gamoniu, wszystko świetnie. Uh. Chcesz drugą kawę? - przesunął swoją, praktycznie nietkniętą, w jego stronę, decydując, że kawa wyrządziłaby teraz więcej szkody, niż pożytku. - Po kolei. Jebło cię jak grom z jasnego nieba i wpadłeś po uszy z Ivy. W sumie dobrze, cieszę się, że ktoś z buta włamał się do twojego serca, SWAT-style. Gdybyś ożenił się z Blair, byłaby to najgorsza decyzja twojego życia i w dodatku wciągnąłbyś mnie w to za sobą, bo jako twój świadek musiałbym się kopnąć w dupę, gdybyś spotykał się z Ivy na boku. Chujowa opcja. Jestem beznadziejnym kłamcą, Blair by wiedziała. Pewnie już i tak wie, na swój sposób, kobiety są świetne w takie rzeczy, to z nas są debile. Daj sobie spokój. Na szczęście nie jesteś przywódcą żadnego trzeciego kraju i nie musisz wchodzić w ustawione małżeństwo. - mówiąc, stukał miarowo palcami w stół, za każdym razem, kiedy akcentował słowo. Marszczył przy tym brwi, próbując się skupić na tym, co mówił, nie na mrowieniu w dłoniach i skroniach, głuchym łomocie własnego serca w uszach, zagłuszającym skutecznie dźwięki gastro baru wokół. Koniec końców, nie ważne co mógłby powiedzieć Charlesowi, to do niego należała decyzja. Wydawało mu się, że powiedział wszystko, co leżało mu na wątrobie; nie chciał przyklepywać związku na pokaz. Chciał dla niego szczęścia, chciał być tym denerwującym "najlepszym kumplem męża" który wpraszał się na weekendowe grillowanie w lecie i był najlepszym na świecie wujkiem dla jego przyszłych dzieciaków. Blair w tym obrazku widocznie miało nie być. I okay, lojalność Theo leżała z Marshallem.
- Ja sobie pooddycham, a tobie coś pokażę, ok? - wyciągnął telefon, sprawnie otworzył wiadomości, jedną konkretną konwersację z niezapisanym numerem. Konwersację, mimo że była jednostronna i Theo ani razu nie odpowiedział. Położył swój telefon na stole, przesuwając go w stronę Charliego, jak wcześniej zrobił z filiżanką kawy. Wdech na raz - dwa - trzy - cztery, stop na cztery, wydech na sześć, stop na cztery.. Zmusić swoje ciało do wyjścia z trybu wysokiego alertu. Nie był w niebezpieczeństwie. Nie uciekał przed drapieżnikiem.. A może uciekał?

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Charlie Marshall
LemonSpice
none
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogę się nie znać, ale to brzmi jakbyś był bliżej do zakochania się w Ivy, niż Blair. Zakochanie? Charlie ani razu o tym nie pomyślał. On po prostu… chciał spędzać z Ivy czas. Chciał słuchać jej słów i śmiać się razem z nią. I chciał ją całować - tak, nawet nie miał siły już temu zaprzeczać. Zdecydowanie chciał czuć smak jej warg. I chciał zaciągnąć ją do łóżka, co do tego też nie miał wątpl... Znaczy co? NAPRAWDĘ O TYM TERAZ POMYŚLAŁ? On, Charles Marshall, który zawsze stawiał na profesjonalizm i chłodne opanowanie, wyobrażał sobie Ivy Harrison w swojej pościeli?! Dlaczego nie chciał wyobrażać sobie Blair w ich pościeli? Nie podobało mu się to ani trochę. Co to miało być? - Jeśli to jest zakochanie, to jest ono cholernie bolesne i niewygodne - stwierdził i skrzyżował ręce na piersi jak obrażona dziewczynka. W bajkach wszystko było prostsze. Była jedna księżniczka, jeden smok i jeden happy end. Czy w bajkach mogły być dwie księżniczki? Dla kolegi pytam. Gdy Theo przyjął postawę starszego brata, Charlie zaczął przyglądać mu się spod byka. Z jednej strony - tak, potrzebował wsparcia. Z drugiej strony - słowa Theo niespecjalnie mu się w tej chwili podobały, bo po pierwsze, Theo miał rację, po drugie, jego słowa miały sens, a po trzecie, Theo miał rację. A więc to była ta owiana złą sławą niewygodna prawda? - Nie udaję, Theo. To, co mam z Blair, też jest prawdziwe i budowaliśmy to przez wiele lat. Łatwo ci mówić, "to twoje życie". Moje życie to też Nortland Power i moja rodzina. Nie zrozum mnie źle, po prostu… chodzi mi o to, że życie to też zobowiązania. To obietnice dane rodzinie, firmie i... Blair. Nie mogę po prostu porzucić tego wszystkiego, bo nagle poczułem coś, czego nie rozumiem. Blair przyjaźni się z moimi siostrami, Theo. Cherry mnie wydziedziczy, jeśli się o tym wszystkim dowie. Sama doświadczyła czegoś… podobnego - wymamrotał Charlie. Westchnął. Doskonale znał stosunek Cherry do takich ekscesów. Jednak nawet już pomijając jego siostrę bliźniaczkę, pozostawała jeszcze druga kwestia... - Poza tym nic nie wiem o Ivy. Nie znam jej życia, rodziców, nawyków... Do cholery, nie wiem nawet, jaka jest jej ulubiona herbata - dodał. Tak w sumie to niespecjalnie go w tej chwili interesowało, jaką herbatę lubiła pić panna Harrison, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć. Po prostu nic innego nie przyszło mu w tej chwili do głowy. Zamilkł na chwilę, a w jego głowie pojawił się obraz Ivy ze słomą we włosach - tak bardzo kontrastowała względem Blair, która zawsze wyglądała nienagannie… Cholera. - Chyba nie jestem gotowy, żeby teraz zrezygnować z którejkolwiek z nich. Jestem niezdecydowanym dupkiem - dokończył. Nie zdziwiłby się, gdyby Theo spojrzał na niego zaraz z politowaniem albo po prostu się na niego wkurwił. Charlie przeczesał włosy palcami, czując narastającą frustrację. Anyway, były plusy tej sytuacji! Theo powiedział, że czuje się świetnie, mimo że nie wyglądał, no i zaproponował mu swoją kawę. No, to tyle z plusów. - Tak, dzięki - mruknął, po czym sięgnął po kubek z kawą i zawartość wypił duszkiem. - Raz poszedłem za głosem serca i wszystko się wali, co to ma być - mruknął pod nosem, uciekając wzrokiem w stronę okna. No, nie miał racji? No, miał rację. Jeśli zrezygnowałby z Blair, straciłby nie tylko narzeczoną, ale też o wiele więcej. Cherry by go zabiła, ojciec padłby na zawał… A jeśli zrezygnowałby z Ivy, nigdy nie dowiedziałby się, jaka jest jej ulubiona herbata albo jak wyglądałaby jej radość, gdyby w końcu zobaczyłaby ocean. Skala nie do porównania. - Byłoby prościej, gdyby Blair nie była taką idealną partnerką. Nie chcę łamać jej serca, Theo - jęknął. Na szczęście, nie musiał długo użalać się nad swoim losem, bo Theo przesunął w jego stronę telefon. OHO. - Pokaż, co tam masz - rzucił Charlie i pochylił się nad telefonem. Matty. Tęsknię. Pamiętam twoje dłonie. OHO. Im dalej brnął w wiadomość, tym wyżej unosiły się jego brwi. To na pewno była ona. TA KOBIETA. Oj, Charlie doskonale pamiętał, ile kosztowało poskładanie Bachmanna do kupy po tym wszystkim, co się wydarzyło, a teraz ta okropna baba znowu chciała zatopić w nim swoje pazurki. Gdy tylko skończył czytać, przesunął telefon z powrotem w stronę Theo. - Ehm. Mam nadzieję, że nie zadzwoniłeś? I nie poszedłeś? - spytał Charlie z rezerwą w głosie, chcąc przygotować się na każdy scenariusz i zachować postawę wspierającą. Słuchamy, nie oceniamy, czy coś tam. Skoro Bachmann wykazał się ogromnym zrozumieniem w temacie zdrady Charliego, to Charlie mógł wybić z głowy Theo spotkanie z kontrolującą kobietą. Wpatrywał się intensywnie w głęboko oddychającego przyjaciela - czy te oddechy to z jej powodu? - i czekał na odpowiedź, no bo co innego mu pozostało w takiej sytuacji.

Matheo Bachmann
isiek
wszystko jest okej
32 y/o
Welkom in Canada
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Umówmy się, z profesjonalizmem i opanowaniem to nie miał nic wspólnego, jeśli chodziło o Ivy i Theo wiedział to z tamtej krótkiej konwersacji, nie znając szczegółów. Pocałował laskę w windzie. Liczył na więcej. Wydawał się mieć ją w głowię na pełny zegar. Opanowanie? HA! Dobry żart. - Co ty nie powiesz, Sherlock. - mógł nie wiedzieć z własnego doświadczenia, ale życie generalnie rzadko było fair, komfortowe i układało się dokładnie tak, jak ludzie sobie to planowali. W sumie wręcz przeciwnie. Każdy się tylko starał jak mógł, by utrzymać się w pionie i jakoś pchać do przodu.
- Czy ty się słyszysz? - zapytał tylko, bo jego przyjaciel wydawał się tak zagubiony, że zaczął się zapętlać. Uniósł lekko brwi. Znów to samo. Firma, co ludzie pomyślą, tak trzeba... Wszystko to już słyszał i wszystko to uważał za nie warte zachodu. - Tak, bo firma ogrzeje ci łóżko i to z szeroko pojętą rodziną będziesz wychowywać dzieci i uczyć o tym czym właściwie jest ta mistyczna miłość. - z doświadczenia na własnej skórze wiedział, że to tak nie działało, bo sam był dzieciakiem z małżeństwa stworzonym bo tak wypada. Średnio przyjemnie, nadal nie do końca rozumiał o co tak naprawdę chodziło z tą całą miłością i generalnie czym się różniła... innych rodzajów miłości? Wyraźnie nawet ze względnie normalną rodziną, kwestia nie była taka łatwa, hm? -Stary, ja nie mówię, że obietnice się nie liczą, albo że wszystkie zobowiązania trzeba mieć w dupie, bo myślałeś przez moment innym mózgiem. Cherry poboczy się i jej przejdzie. Firma się nie zapadanie, bo zmieniłeś partnerkę, albo postanowiłeś wziąć więcej czasu, żeby się przemyśleć. Życie Blair też się nie kręci wokół ciebie. Świat się będzie nadal toczyć. - znów lekko zmarszczył brwi, machnął dłonią, łapiąc kolejny głęboki oddech. Trochę jak mówienie do ściany, prawda? Chciał usłyszeć konkretne rzeczy i nic więcej, tak naprawdę nie prosił o szczerą opinię, a bardziej odbicie jego własnych pragnień i zachcianek... Tyle że Theo w to nie wierzył. W bawienie się dwiema osobami na raz, w jednej znajdując znajomy komfort i bezpieczeństwo, a w drugiej ekscytację i pożądanie. Opcja, żeby wyjść za swoją przyjaciółkę była bardzo spoko opcją, pożądanie miało to do siebie, że się ulatniało.. Tyle że jaki był w tym wszystkim sens, jeśli tą przyjaciółkę zdradzał z kobietą, która fascynowała go bardziej?
- Pewny jesteś, że to był głos serca? Nie jakieś.. nie wiem, pół metra niżej? - byli w miejscu publicznym Theo wiedział lepiej, niż swoim głosem dużego człowieka oznajmić, wszystkim wokół, że jego kompan szedł za głosem penisa w tym konkretnym przypadku. Wzruszył lekko ramionami, ale i tak przez oczy przemknęło rozbawienie. Dobra, sytuacja z Blair nie była zabawna, zgadzał się z tym i będzie musiał zwrócić więcej uwagi na to, co Charles zdecyduje na dłuższą metę. Bachmann nie chciał przykładać ręki do zdrad i dram tego typu. - Tak, rozumiem, ale... Charlie, przecież złamiesz je bardziej, wzdychając po cichu w kącie i głupio licząc na to, że nie zauważy. Oczywiście, że zauważy. - bo miał rację, była też jego przyjaciółką, znała go, byłaby jedną z pierwszych osób, by wyczuć pismo nosem.
Pokręcił głową w odpowiedzi, kończąc rundę oddechów. Trochę lepiej. Głowa nadal go bolała, ale przynajmniej obręcz wokół klatki popuściła.
- Nie, jasne, że nie. Nie wiem czy potrafiłbym jej odmówić. - przyznał, opuszczając spojrzenie na własne dłonie przed sobą. Była kobietą, którą wydawało mu się, że kochał jako pierwszą. Była też osobą, która rozbiła go na kawałki, kilka ze sobą zabrała, a resztę pozostawiła jego bliskim, żeby poskładali go we względną całość. - Ale myślę, że to przyczyna mojego bólu głowy. Bo z jednej strony wiem, że to zły pomysł, a z drugiej.. Nie wiem, mógłbym zapytać? O.. wszystko? - pytanie główne było dlaczego. Czy miała taki fetysz, żeby sobie podporządkowywać młodszych chłopców, mieszać im w głowie, izolować od bliskich, przekonywać ich, że ona jako jedyna się nimi przejmowała, rozkochiwać ich w sobie, brać wszystko, co mogli dać, a potem.. Po prostu rozpływać się w nicości, kłócąc się, że to ich wina. Jego wina. Bo nie był dla niej wystarczający, bo był okropny i zły i generalnie marny był z niego człowiek i jeszcze marniejszy facet. Nie chciał w to wierzyć i zajęło mu trochę, zanim rzeczywiście zaczął odpuszczać, uczyć się, że nie miała racji. - ..ale za to poszedłem do baru, żeby sobie zrobić kimś krzywdę, jak zwykle, a skończyłem na bardzo miłej nocy nie taką nie-znajomą nieznajomą. Więc wyszło i tak nieźle? Yay? - parsknął pod nosem, czując jak policzki zapłonęły lekkim rumieńcem, jakby był jakąś niewinną panną. Nie był. Jedyne co było nowe, to tak naprawdę fakt, że nie sypiał z ludźmi których znał, nie chcąc się do nich zbliżać, bojąc się powtórki z rozrywki. Ups? Miał szczęście, że Cynthia, oprócz swojej elegancji, w niczym nie przypominała tamtej kobiety.

Charlie Marshall
LemonSpice
none
31 y/o
Welkom in Canada
188 cm
wiceprezes w Northland Power
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie no, serio, przez lata uważał się za gościa, który ma wszystko pod kontrolą - chłodna głowa, szybka analiza, król negocjacji, w końcu z jakiegoś powodu otrzymał stanowisko wiceprezesa i nie uważał się za żadne nepobaby (mimo że totalnie nim był, hihi). No ale potem pojawiła się Ivy Harrison i odebrała mu cały zdrowy rozsądek, jaki posiadał. Normalnie przecież Charlie nie rzucał się na nieznajome kobiety w windach, niezależnie od stopnia relacji, jaki go z nimi łączył - to przy Ivy czuł się jak dzieciak i to przy Ivy mógł pozwolić sobie na wszystko to, na co nie pozwalano mu na co dzień, bo… była wyjątkowa. Jeszcze trochę i zacznie się przy niej zachowywać jak zakochany szczeniak. - Theo… To nie tak - żachnął się Charlie i westchnął. Czasem naprawdę zazdrościł przyjacielowi - tej swobody i tego, że w większości przypadków po prostu robił to, na co miał ochotę, bez patrzenia na rodziców, rodzeństwo i zarząd. Na Charliem jednak spoczywała odpowiedzialność, i to nie tylko za siebie samego. - Tak szczerze mówiąc, to firma zapłaciła mi za łóżko i nie wiem, czy kiedykolwiek będę chciał mieć dzieci - rzekł Charlie w zamyśleniu. Nawet nie rozmawiał o tym z Blair - większość poważnych tematów zostawili w folderku do przedyskutowania po ślubie. Jeszcze niedawno, będąc w restauracji z Blair, dopiero co rozmawiali o ślubie w Vegas, żeby zrobić na złość rodzicom, a teraz? Teraz najchętniej nie brałby żadnego ślubu. - Czy ty w ogóle znasz Cherry? Prawie pobiła nowego dyrektora finansowego przez zwykły misunderstanding - rzekł Charlie. Kiedy usłyszał tę historię po raz pierwszy, nawet się zaśmiał, ale teraz? Teraz on mógł paść ofiarą jej nieobliczalnego zachowania. - Ciekawe co zrobi ze mną, jeśli dowie się, że zdradzam Blair - dodał powoli po krótkiej chwili, marszcząc brwi. Czy nazwał to otwarcie pierwszy raz? Być może. Czy wyrzuty sumienia urosły mu do rozmiarów diplodoka albo innego brachiozaura? Oczywiście. Czy nabrał chęci na szczerą rozmowę z Blair? Ani trochę. Patrzył na rozbawionego przyjaciela i miał ochotę sprzedać mu przyjacielskiego kuksańca w bok za pomocą krzesła, ale nie ruszył się z miejsca. See? Był opanowany! Westchnął i rozprostował nogi pod stołem, idąc przykładem Bachmanna. No ale on naprawdę sądził, że myślał penisem?! - Stary, musiałbyś poznać Ivy, ona jest jak… Nie wiem. Nie potrafię tego opisać. Czuję się przy niej jak dzieciak - wzruszył ramionami. Nie wiedział, dlaczego jego mózg zaczął utożsamiać Ivy ze śmiechem i zabawą, a Blair z obowiązkami i ślubem, którego nie chciał brać. Zresztą, już ostatnio Blair wydawała się… zamyślona. Smutna. Czy to przez niego, Charliego? Przestał poświęcać jej tyle czasu to wcześniej, ale to nie była tylko i wyłącznie wina Ivy - z powodu nadchodzącego wyjazdu na Teneryfę, gdzie miał podpisać kontrakt na naprawdę ogromne pieniądze, przez ostatni tydzień zostawał w pracy dłużej, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. - Nienawidzę, gdy masz rację - skomentował Charlie i oparł policzek na łokciu. Za to doceniał towarzystwo Theo - potrafił przekazać mu niezbędne informacje bez owijania w bawełnę. Nie bez powodu ich przyjaźń trwała aż do tej pory, nieważne, jak wiele razy każdy z nich się w życiu zagubił. Zaraz temat zszedł na Theo. Nie, jasne, że nie. Nie wiem czy potrafiłbym jej odmówić. Dobrze. - Cieszę się, że do niej nie poszedłeś - powiedział Charlie, kiwając głową z uznaniem. To oznaczało, że te wszystkie dni i noce pełne tłumaczeń nie poszły na marne. - I nic jej nie odpisuj. Usuń tę wiadomość, żeby cię nie kusiło - poradził Bachmannowi, wykonując nieznaczny ruch głową w stronę telefonu. Nie ma co kusić losu - Charlie coś o tym wiedział, po tym jak otwierał konwersację z Ivy Harrison raz za razem, gdy siedział sam w swoim gabinecie w Northland Power i walczyć z chęcią wysyłania jej coraz bardziej śmiałych wiadomości. Jak bardzo chujowym zachowaniem z jego strony był fakt, że myślał o sprawieniu sobie zapasowego telefonu? Bardzo chujowym, prawda? Shiiiiiit. - Widzisz, jednak mam coś mądrego do powiedzenia w tym wszystkim - skwitował ostatecznie i po raz pierwszy, odkąd weszli do kawiarni, na jego twarzy pojawił się blady uśmiech. Zwłaszcza, że po chwili Theo pochwalił się nocnym podbojem! Przez chwilę Charlie poczuł ukłucie zazdrości, że Theo wolno, a jemu nie wolno, ale Theo był wolnym facetem, a Charlie długoletnim narzeczonym. Tak, to zapewne była najważniejsza różnica między nimi. Cóż. - One night stand czy zobaczycie się jeszcze? Dobrze się bawiliście? - parsknął w odpowiedzi Charlie, posyłając Bachmannowi porozumiewawcze spojrzenie. Jakby co Charlie nie oczekiwał żadnych szczegółów z przygody Theo, ale pożartować sobie mógł, okej? Zaraz jednak Charlie spoważniał - nie chciał pozostawiać po sobie żadnego unfinished business. - Theo… Tak jeszcze kończąc wcześniejszy temat. Przemyślę to wszystko w spokoju i… porozmawiam z Blair. Będę z nią fair - postanowił Charlie. Skoro Theo potrafił nie pójść na spotkanie ze swoją uwodzicielką, to tym bardziej Charlie powinien posłuchać jego rad i przestać okłamywać Blair. - Jak się czujesz, lepiej ci już? Pooddychałeś? Chyba odpuścimy sobie już jogging, mam nadzieję, że się z tym zgadzasz. Zjadłbym coś włoskiego… - rzucił pod nosem, rozglądając się po kawiarni, ale mieli tu chyba tylko kawę zwykłą, kawę słodką, ciastka i kanapki. Nic, na co Charlie miałby ochotę.

Matheo Bachmann
isiek
wszystko jest okej
32 y/o
Welkom in Canada
197 cm
kucharz The Beaches Boardwalk
Awatar użytkownika
come as you are
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkija?
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I dobrze, że nie powiedział tego na głos, bo wtedy już Theo na sto procent wiedziałby, że jego przyjaciel się zakochał. Bo czy to właśnie nie była prawie definicja miłości? Kiedy relacja z kimś była idiotycznie naturalna i wyciągała z obu osób te strony gdzieś głęboko schowane, te szczęśliwsze, bardziej żywe? Absolutnie tak uważał.
Słuchał go, wywracając oczami tak mocno, że zabolało, na co się zmarszczył, bo idiota zapomniał o własnym bólu głowy. Zdarza się, ale jego kompan mówił absolutnie z dupy, zakładając najgorsze z góry i.. Serio? Miał wrażenie, że ten pociąg zaczął się wykolejać bardzo szybko. Przyznał, że zdradza Blair, nazwał to po imieniu.. Może coś jeszcze z niego będzie? Może. - Głupi jesteś. - skwitował, wzruszając lekko ramionami, zaraz unosząc lekko brwi. - Mogę ci tylko powiedzieć, że na twoim miejscu, wolałbym być bezdomny i nie mieć grosza przy dupie, niż... cokolwiek myślisz, że robisz, jeśli wyjdziesz za Blair. I nie będę ci pomagać jej zdradzać, to poniżej mnie, okay? - tym razem swoje brwi zmarszczył, wiedząc jak brudny czułby się gdyby musiał coś dla niego ukrywać. Nie byłby w stanie pokazać mordy w jego mieszkaniu w obawie, że Blair wyłoni się z jakiegoś kąta, a on nie będzie potrafił kłamać dla Charliego. Nawet jeśli kibicował jego prawdziwej miłości i nie pochwalał związków na siłę, po prostu nie potrafił kłamać i był absolutnie beznadziejnym aktorem z którego można było czytać, jak z książki.
- Wyjdź za Ivy, to poznam. - rzucił mimochodem, rozbawiony uśmiech zatańczył na jego ustach. Nie musiał za nią wychodzić, jasne, bardziej chodziło mu o to, żeby przestał się z nią chować po kątach, ogarnął sprawę z Blair z jego pomocą czy bez i był wolny. No, z Ivy tak na serio, cokolwiek miało by to znaczyć. Nie znał się na związkach, bycie czyimś wydawało mu się trochę obce i mimo, że do kogoś należał, nadal musiał sobie przypominać, że jego życie przestało należeć tylko do niego. Dziwne uczucie. Nie przytłaczające, po prostu.. Zapominał się sobą dzielić? Swoją codziennością, pierdołami które ogarniał, swoimi myślami czy planami; spędził tyle lat sam, że kiedy Ward wpadła w jego życie z buta, potrzebował momentu, żeby się ogarnąć. Może Charlie też potrzebował momentu, żeby się ogarnąć? Oby.
Miał rację i Bachmann nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle jeszcze tego nie zrobił. Zmarszczył brwi, zamrugał szybko, zanim złapał swój telefon, najpierw blokując numer, a potem w ogóle usuwając konwersację. Spam. Nie potrzebne. Gówno warte. Nie miał na to czasu, ani ochoty. Potrzebował tylko, żeby ktoś, komu ufał, wprowadził odpowiedni kod do jego głupiej głowy i wcisnął enter. Zrobione. Ciężar na jego klatce zelżał, pozwalając by złapał głębszy oddech, który w końcu go usatysfakcjonował. Nareszcie.
- Idę jej gotować jutro. Dzisiaj jeszcze idę do pracy... Yeah. Naprawdę ją lubię. - wzruszył lekko ramionami, też nie będąc z tych, którzy wchodzą w szczegóły swoich podbojów, bo.. No, zwykle nie było o czym gadać, okay? Jakaś losowa baba, której nie pamiętał, której podał fałszywe imię i z którą miał się nigdy więcej nie zobaczyć. Unikał związków jak ognia, raz piekielnie oparzony.. Tylko tym razem tak wyszło, że jednak pani, która mu się mocno podobała, wzięła go do siebie do domu i wpuściła do łózka. Ups? Utonął i chciał więcej. Taki był zachłanny.
- Wiem. Gdybyś potrzebował w czymś pomocy, to daj znać, tylko.. Proszę cię, nie zmuszaj mnie, żebym za ciebie kłamał, hm? - właściwie to było jedyne ale, jakie mógłby mu w tamtej sytuacji postawić. Którąkolwiek z bab nie wybierze, jeśli tylko będzie się swojej wersji trzymał i nie rozglądał jak debil dookoła.. Byle był szczęśliwy i Theo też będzie. Pokiwał głową, wstając złapał spojrzeniem znów tego samego kelnera, by mu zapłacić. - Mam jakąś godzinę, jest coś w okolicy, co się wyrobi? - fancy restauracje miały to do siebie, że lubiły kazać swoim gościom czekać DLA DOŚWIADCZENIA. Eh. Czy ludzie życia nie mieli?

Charlie Marshall
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „Corktown Common”