-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Propozycję Charlesa na poranny wspólny jogging przyjął z entuzjazmem, dostrzegając w tym szansę na dowiedzenie się czegoś więcej o firmie. I o niej. Dlatego następnego ranka w umówionym miejscu znalazł się tuż przed czasem, który wykorzystał na rozciąganie, zanim dotarł do niego Marshall. Ze względu na ledwie kilku stopniową temperaturę powyżej zera powietrze było rześkie i orzeźwiające. Jak dla niego wprost idealne na trening przed pracą i uporządkowanie myśli.
— Widzę, że nie tylko pani prezes upodobała sobie to miejsce na biegi - uśmiechnął się lekko na widok mężczyzny, któremu uścisnął krótko dłoń. Nie miał pojęcia, na ile Charity była zżyta z bratem, ale nie zamierzał ukrywać, że poznał ją w zupełnie innych okolicznościach, niż tych związanych stricte z pracą. - Witam, i proszę prowadzić. Dostosuję się - stwierdził, gotów ruszyć gdziekolwiek, gdzie wiceprezes go poprowadzi. Ten park najwidoczniej musiał być ulubionym rodzeństwa, skoro znów spotkał tu któregoś z Marshallów. Niestety, po kilku długich latach poza Toronto nie znał terenu na tyle, by czuć się tak swobodnie, jak zapewne którekolwiek z jego szefostwa. Poza tym wypadało okazać szacunek komuś będącemu na wyższym stanowisku.
Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Ethan Hartley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Ruszył zaraz za Charlim, dając mu krok przewagi i ciesząc się w duchu, że jego szef nie zamierzał już na wstępie testować jego sprawności fizycznej. Przy okazji nie mógł oprzeć się myśli, że Cherry postąpiłaby zdecydowanie na odwrót. Pewnie nigdy nie zapomni mu, jak ją zmusił do kapitulacji. Zarówno park, jak i pytanie mężczyzny pozwoliło mu wrócić do wspomnień tamtego iście interesującego spotkania.
— Znalazłem jej psa. A właściwie to Koko znalazła mnie, gdy ta jej uciekła. I muszę przyznać, że Charity w zaskakująco ciekawy sposób okazuje swoją wdzięczność - ściągnął brwi i mimowolnie rozszerzył usta pod wpływem niewielkiego rozbawienia, gdy starał się dobrać odpowiednie słowa. Wariatka, to właśnie nasuwało mu się na myśl, ilekroć przypominał sobie jej początkowy atak słowny, który przeszedł w rękoczyny. Na szczęście była na tyle drobna, że obyło się bez sporządzania obdukcji. — Niestety, w związku z tą, delikatnie mówiąc, drobną sprzeczką, mam przeczucie, że współpraca z Pana siostrą będzie stanowiła dla mnie nie lada wyzwanie. - Starał się brzmieć dyplomatycznie, ale był więcej, niż pewien, że Cherry nie ułatwi mu tej pracy, a przynajmniej dopóki nie zdobędzie u niej zaufania. Ale czy była na to jakakolwiek szansa, skoro wyraźnie podkreśliła, że nie zamierzała go widywać częściej, niż było to konieczne?
Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Ethan Hartley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Marshall już na pierwszy rzut oka wydał mu się całkiem w porządku, a świadczyło o tym nie tylko wymalowane na jego twarzy rozbawienie, ale i postanowienie przejścia na ty, co pozbawiło ich trochę przytłaczającego dystansu. - Jasne - przytaknął więc, w duchu czując ulgę. Przynajmniej jedno z rodzeństwa było rozsądne. Usłyszawszy o tym, że życie jej nie oszczędzało, pokiwał tylko głową, nie komentując tego. Przez jego głowę przeszło mnóstwo pytań, ale żadne z nich raczej nie nadawało się, by zadać je na głos. - Pewnie ma to związek z potrzebą poczucia kontroli i zaciekłym, choć bezpodstawnym kontratakiem? - zagadnął, zatrzymując się przy Charlim, bo czuł podskórnie, że za jej bojową postawą kryło się coś więcej. Nie znał jej długo i dlatego nie zaszufladkował jej jako pustej, bezwzględnej królowej lodu. Potrzebował czasu, żeby móc poznać ją lepiej. Gdyby tylko się dała… Na pytanie mężczyzny westchnął i podparł się pod boki.
— Koko mnie polubiła, a to się Cherry nie spodobało, przez co nazwała mnie złodziejem. Kazałem jej więc samej sobie odebrać psa. A ona rzuciła się na mnie jak wariatka, do tego jeszcze próbując mi przyłożyć - pokręcił głową z rozbawieniem, w pełni zdając sobie sprawę z jej niedorzecznego podejścia. Bo chyba nie wyglądał na takiego, któremu była w stanie zrobić krzywdę? - Koniec końców wymogłem na niej przeprosiny. To raczej nie jest typ, który szybko zapomina? - ściągnął brwi, spoglądając na Charliego. Niestety, miał przedziwne wrażenie, że nigdy mu tego nie zapomni.
Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Ethan Hartley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Wspomnienie o współpracy i najstarszym Marshallu wywołało jedynie nieznaczne drgnięcie brwi, spowodowane bardziej padnięciem w niespodziewanym momencie, niż rzeczywistym zaskoczeniem. Zadane mu pytanie wcale go nie zdziwiło, na takie również musiał się przygotować. - Jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniądze - skwitował, unosząc kącik ust w półuśmiechu. Zawsze chodziło o pieniądze, a to przecież był jego konik. - Ja wiem tylko tyle, że przyda wam się nowa strategia i świeższe podejście, żeby poprawić rentowność firmy, stąd pewnie jego prośba o pomoc - wzruszył ramionami. Oczywiście prośba to było spore nadużycie, bo w rzeczywistości to nie on się z nim układał. Ethan nie miał w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia, skoro zostało to ustalone z góry przez starszych z obu rodów. On jedynie miał wyglądać, zakręcić się wokół Cherry i zapracować na wyniki finansowe. Przy czym wbrew pozorom najtrudniej było o to drugie, bo kobieta najwyraźniej postanowiła za wszelką cenę go unikać.
Reakcja Charliego na jego wyznanie dotyczące przeprosin sprawiła, że w pierwszej chwili zmrużył trochę oczy i pokiwał głową, zdając sobie sprawę, że jego przeczucia go nie myliły. Naraził się wybitnie pamiętliwej kobiecie. Aż parsknął śmiechem na słowa Marshalla. - Chyba nie ma czego gratulować. - Odwagi? Bardziej pasowałoby tu słowo głupoty. - Diablica w owczej skórze? Zapamiętam - przyjął do wiadomości z rozbawieniem wymalowanym na twarzy. To określenie wydawało się pasować do niej idealnie. Jej ładna, o delikatnych rysach twarz stwarzała tylko pozory, gdyż zdążył się już przekonać, że Cherry potrafiła kąsać.
— Aczkolwiek jasno dała mi do zrozumienia, że mam przychodzić do niej wyłącznie w sprawach pilnych, o reszcie informując ją mailowo. Zawsze tak wygląda współpraca z nią? - Zerknął na Charliego z zainteresowaniem, bo trochę martwiło go, że postanowiła go unikać, a mężczyzna wydawał się naprawdę w porządku gościem. Gdyby nie ich wizualne podobieństwo, jakoś nie przypominali rodzeństwa. Już na pierwszy rzut oka widać było różnice w temperamentach. Charlie wyglądał na znacznie bardziej wyważonego i przystępnego, podczas gdy Cherry była… gorącym płomieniem. Czy podchodząc zbyt blisko, mógł się sparzyć?
Charlie Marshall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Ethan Hartley
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Śmiech Charliego na jego twarzy również wywołał szeroki uśmiech. - A co, często ponosi ją… - ułańska fantazja? - ...temperament? - zagadnął z rozbawieniem, bo właściwie był w stanie sobie wyobrazić, jak po stąpnięciu jej na odcisk zajadle o wszystko walczyła. Chociaż, jakoś nie wydawało mu się, żeby zachowała się tak na przykład przy jakimś członku zarządu. Może tylko on działał na nią jak płachta na byka? Jeśli tak to mógł traktować to jak pochlebstwo.
— Dzięki. Postaram się dowieść, że jestem w prawidłowym miejscu - zapewnił zdecydowanym tonem. Rodzeństwo nie mogło wiedzieć, że swoje stanowisko na razie miał zagwarantowane pod warunkiem, że uda mu się zawrócić Cherry w głowie. Oprócz widnienia jego nazwiska na drzwiach musiał też coś sobą rzeczywiście zaprezentować. A najlepszym na to sposobem były wyniki jego pracy.
Na słowa o tym, by dać jej czas, pokiwał głową. - Jasne, rozumiem. - Wiedział, że nie powinien na nią zbyt naciskać. Zwłaszcza, że przez chwilę myślała nawet o tym, czy nie znalazł się w tej firmie po to, by ją zdetronizować. Musiał więc po prostu poczekać na dobrą okazję, aż będzie miała humor trochę mniej skłonny do podejmowania kolejnych walk. - Wiesz, zarzuciła mi nawet, że chcę ją wygryźć - wyznał, wciąż nie będąc pewnym powodów za tym stojących. Z resztą, zarzuciła mu jeszcze wiele innych, niedorzecznych rzeczy. - Widzę, że firma dużo dla niej znaczy - zauważył, mając cichą nadzieję, że Charlie jakoś podejmie ten temat. Nie umniejszał roli Marshalla w firmie, tylko ciekawiła go jego perspektywa.
— Hmm… Na razie zapowiada się… ciekawie - mimowolnie kąciki jego ust uniosły się nieznacznie do góry, gdy pomyślał o Cherry. Czy był w stanie wyrzucić ją z głowy? - Jestem w trakcie analizowania starszych strategii, ale mam już kilka propozycji, jak można usprawnić pewne rzeczy - powiedział już bardziej rzeczowo, choć wciąż gdzieś tam z tyłu głowy miał w myślach to, jak szybko można było Cherry wytrącić z równowagi. - Ale z takich inwestycji na przyszłość - myślę, że mogłyby się w biurze przydać takie kabiny dźwiękoszczelne, w których ludzie wchodziliby po to, żeby się wykrzyczeć i dać upust swoim emocjom. Chyba znamy kogoś, komu by się to przydało - ściągnął brwi, próbując nieudolnie powstrzymać śmiech, który zaraz wydobył się z jego ust. Byłby w stanie poświęcić na to część
Charlie Marshall