-
I lost my heart under the bridge, to that little girl so much like me. I walked down to the water, I lay down in the sand. I’m never going back there, I’m never going home. I’ve found a new place where the river flows cold and the silence is gold
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Naprawdę chcę wierzyć w to, że tak to wszystko się potoczy - westchnęła, choć za sprawą słów Vivienne pojawiła się w niej odrobina nadziei. Nie chciała zadręczać się myślami o czymś, co nie było jeszcze przesądzone. Skoro oficjalne pismo z prokuratury wciąż do niej nie dotarło, uznała to za cenny czas, którego nie mogła zmarnować na paraliżujący strach. Zamiast snuć czarne scenariusze, wolała spożytkować tę energię na gruntowne prześwietlenie budżetu firmy i znalezienie odpowiedzi, zanim ktokolwiek zdąży zadać jej oficjalne pytania.
- Tak właśnie zrobię - nie zamierzała ignorować porad przyjaciółki. Wiedziała, że Morelisse próbowała jej pomóc, w przeciwnym razie nie siedziałaby teraz w jej salonie i nie informowała o rzeczach, które były w stanie zrujnować jej życie. - Z samego rana skontaktuję się z kimś, komu będę mogła zaufać - zapewniła, pozwalając sobie na delikatny, ledwo widoczny uśmiech. Nie chciała podejmować żadnych kroków w tym momencie, bo zapewne kierowałyby nią emocje, a do podobnych spraw należało podejść rozsądnie. Także i w tym przypadku Viv miała rację, powinna nieco ochłonąć i przespać się z tym wszystkim, by następnego dnia spojrzeć na liczby chłodnym, analitycznym wzrokiem. Nocna przerwa była jej potrzebna nie tylko po to, by odpocząć, ale by odzyskać tę niezłomną pewność siebie, która pozwalała jej przetrwać każdy dotychczasowy kryzys.
W świecie biznesu istniało wiele osób, które nie życzyły jej najlepiej. Aczkolwiek jej myśli skierowały się prosto w stronę kobiety, która niejednokrotnie blokowała jej projekty - upartej urbanistki, znajdującej satysfakcję w kwestionowaniu każdego z jej planów. Szybko jednak odrzuciła tę myśl, kręcąc z niedowierzaniem głową. Choć ich relacje były fatalne, a kobieta uwielbiała wtrącać się w jej pracę, Niamh nie dopuszczała do siebie myśli, by ta posunęła się do tak prymitywnych kroków.
- Zajmę się tym na spokojnie - w końcu oderwała się od oparcia fotela, okrążyła go spokojnie i ponownie zajęła miejsce siedzące. - Dziękuję za twoje zaufanie - wyciągnęła dłoń po szklankę z wodą. - Zapewniam cię, że nie mam z tym nic wspólnego i zrobię wszystko, by dowieść swojej niewinności - upiła kilka łyków.
Temat uznała za zakończony. Nie było sensu roztrząsać czegoś, z czym nie była w stanie nic zrobić w obecnej chwili. Poza tym musiała podejść do tego z ogromną rozwagą, by nie wzbudzić żadnych podejrzeń.
- U ciebie wszystko w porządku? - zapytała, decydując się przejść z rozmową na nieco przyjemniejszy tor, skoro i tak obie uznały, że sprawą powinna zająć się dopiero następnego dnia.
Vivienne Morelisse
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Informuj mnie proszę, gdy się dowiesz czegoś konkretnego - poprosiła, bo była ciekawa rozwoju sytuacji i tego, jak ta dalej się potoczy. Oczywiście była dobrej myśli, bo nic nie było przesądzone, ale jednocześnie nie można było tego zawiadomienia olać, bo wtedy mogłoby zrobić się nieciekawie. A ona naprawdę nie chciała, żeby Niamh miała problemy. Szczerze ją lubiła i doskonale wiedziała, ile pracy i wysiłku ta poświęciła na zbudowanie swojej firmy. Podziwiała ją, bo była świadoma, jak ciężko było się przebić w branży zdominowanej przez facetów. A mimo wszystko Kilroy się to udało, co samo w sobie było dużym osiągnięciem.
- Jeżeli będę mogła ci jeszcze jakoś pomóc, to pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć - zapewniła. Miała kontakty, które była w stanie uruchomić, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Póki co jednak Niamh musiała sama poświęcić trochę wysiłku, by się tym wszystkim zainteresować i znaleźć kogoś, kto specjalizował się w takich sprawach. Kogoś, kto nie będzie stronniczy i za odpowiednią opłatą rzetelnie przyłoży się do zleconego zadania, które z pewnością było trudne, ale nie niewykonalne.
- Wierzę ci Niamh. W innym przypadku pewnie by mnie tutaj wcale nie było - odparła, bo o ile lubiła kobietę, to nie przyczyniłaby się do tuszowania jakichś krzywych akcji z jej strony. Jej moralność by na to nie pozwoliła.
Zaraz zamyśliła się nad pytaniem Kilroy, bo było ono z pozoru bardzo proste, ale życie Vivienne już takie nie było. Żyła w ciągłym stresie i choć zdążyła do tego przywyknąć, to w jej życiu cały czas coś się działo. Coraz to nowe sprawy, rzucanie kłód pod nogi i ciągłe podważanie jej autorytetu. Dzień jak codzień.
- Tak, można by rzec, że po staremu - skinęła głową. - Jest taki jeden adwokat, który przysięgam, że doprowadza mnie do szału - aż się skrzywiła na myśl o Haroldzie Carnegie, z którym od zawsze miała na pieńku i z którym od zawsze prowadziła wojnę. Na salach sądowych, jak i poza nimi.
- Typ dosłownie stanąłby na głowie, żeby tylko wyprowadzić mnie z równowagi. Mam wrażenie, że znalazł w tym swoje hobby - westchnęła. - Ale spokojnie, nie pozostaję mu dłużna. Nie ma ze mną tak lekko, bo sama wiesz, że jestem wybitnie zawziętą jednostką.
Niamh R. Kilroy