33 y/o
Welkom in Canada
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Jesteś rozczarowana, bo rozmawiam z innymi milej niż z Tobą? — spytał, unosząc jedną z brwi. Rozbawiło go to. Musiał skrzyżować ręce, by powstrzymać się od śmiechu. Tego rodzaj rozczarowania dalej należał do swego rodzaju zazdrości, którą musiała ukrywać. Znał się przecież na dupach. Flavia była przepiękna, ale widział już podobne sceny. Tylko że ta musiał przyznać, dawała mu największy rodzaj satysfakcji.
A nie danie dupy nie jest koszem? — spytał lekko rozbawiony. Jego światopogląd pewnie zacząłby właśnie topnieć, tylko że znał własną rację. Był uparty, nieustępliwy, ale kiedy ktoś nie chciał jego obecności, to nie próbował zabiegać o jego względy, nie widząc w tym sensu — zakonnicą jesteś, czy o chuj chodzi? — rozbawiła go. Odmowa hajdów po części była dla niego koszem. Zostanie odrzutkiem, to zostanie odrzutkiem. Nie było, co drążyć tematu. Zresztą co on by biedny zrobił, gdyby rzuciła go po drugim razie? Albo trzecim? Chłopak się po prostu zabezpieczał! — kosz to kosz, po chuj drążyć temat? — spytał lekko zirytowany, rozkładając przy tym obie ręce. Ile miesięcy musiało dla niej minąć, by zrozumiała własny błąd? Jasne, usilnie próbował jej unikać. Tylko złamanego męskiego ego nie leczyło się z dnia na dzień. Do tego potrzebny był niewątpliwy czas, którego potrzebował. Za to dla Flavii ten czas dobrze nie minął, skoro cały czas o nim myślała.
Mam jeszcze odrobinę honoru panienko Rosendale — mruknął pod nosem, słysząc o kumplowaniu się z kobietami. Kompletnie tego nie widział. O czym miałby im opowiadać? O jego bujnym życiu erotycznym? Sportowych autach? A może o koszu, który dostał od pewnej atrakcyjnej stewardessie? — to czego ode mnie chcesz, Flavia? — spytał finalnie. Był prostym facetem. Do niego trzeba było mówić jak chłopie na rowie — nie rozumiem babskiego bełkotu — stwierdził finalnie, rozkładając przy tym ręce. Po prostu nie rozumiał, co się działo dokładnie w jej głowie.
Nie chcę kumplowania się, od tego mam ziomeczków — miał nadzieję, że podkreślił to raz a dobrze. Mógłby właśnie machnąć na nią ręką, ale chciał usłyszeć, co miała mu do powiedzenia. Jakie myśli krążyły pod jej czarną czupryną?
30 y/o
For good luck!
166 cm
stewardessa w Air Canada
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Nie chodzi mi o innych… — kłamała, bo oczywiście, że chodziło ale nie miała zamiaru wychodzić na tę zazdrosną. — Po prostu rozczarowana. — Nie umiała wymyślić wymówki, która w żadnym stopniu nie odnosiłaby się do tego, że traktował ją inaczej niż inne. Gorzej. Flavia zaczynała podejrzewać, że naprawdę wszyscy faceci są tacy sami. Choć w gruncie rzeczy, baby też miały swoje utarte zachowania; czy właśnie tego nie pokazywała? Zależało jej, w jakiś kompletnie pokręcony i niezrozumiały dla niej sposób, ale zależało. Nie była w stanie przyznać tego przed sobą, a co dopiero przed nim, tym bardziej że nie zależało jej na zostaniu jedną z wielu.
— Słucham? — uniosła lekko brwi, nie dowierzając, co właśnie usłyszała. Ich światopogląd był zupełnie różny i okej, ona sama święta nie była, czasami zależało jej, żeby pierwsze spotkanie skończyło się w łóżku, ale to nie była dla niej reguła. Czasami miała świadomość, z kim ma do czynienia i testowała granice — tutaj było podobnie, choć najwidoczniej Ryan był mocno zero jedynkowy. — Sugeruję, żebyś nauczył się rozdzielać chodź na randkę od chodź się ruchać, bo uwaga, nie jest to jednoznaczne — rzuciła. Nie liczyła na nie wiadomo co, ale przynajmniej miała nadzieję, że trzydziestoparoletni facet zachowuje się lepiej niż młody podlotek. — Bo to nie był kosz! — rzuciła, rozdrażniona już jego upartością. Co ja w ogóle robię; ta myśl krążyła jej po głowie, wysłuchując jego kolejnych słów.
— W tym momencie, to chcę pójść na drinka. Po tej rozmowie zwłaszcza potrzebuje alkoholu — stwierdziła. Cały dzisiejszy dzień był wymagający a jego druga połowa zwłaszcza. Najpierw jego oschłe traktowanie, wymagający lot, a teraz próbowała przetłumaczyć mu, że wcale nie dała mu kosza. Musiała powiedzieć to kompletnie łopatologicznie, żeby to zrozumiał, a jednak ubranie w proste słowa swoich nie do końca jasnych myśli, było trudnym zadaniem. — A ja nie rozumiem twojego rozumowania. A jednak stoimy tu i próbujemy się nawzajem zrozumieć — zauważyła, bo mógłby odejść i ona również mogłaby w połowie rozmowy odwrócić się, stwierdzając że nie ma to jednak najmniejszego sensu. — A ja nie chcę być kolejnym trofeum zdobytym po kilku ładnych uśmiechach — odparła, wzruszając lekko ramionami. Przynajmniej nie w momencie, gdy sama nie miała tego celu. — Ale to już nie ode mnie zależy, czy jesteś w stanie przyjąć inną definicję kosza. — Sama chciała wiedzieć, na czym stoi. Jej ostatnie miesiące nie były jasne, bo nie rozmawiali. A ona jednak była przyzwyczajona, że w dorosłym świecie tak rozwiązuje się właśnie problemy i niedopowiedzenia.

Ryan Lee
33 y/o
Welkom in Canada
184 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
Last Christmas
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Flavia Rosendale

Czegoś tu nie rozumiem — założył jedną rękę na drugą. Im dłużej jej słuchał, tym w jego głowie wywalało coraz większy błąd. Nie chodziło jej o inne, a jednak miał wręcz odwrotne wrażenie. Nic dziwnego. Był przystojny, miał gadane, a jego uśmiech potrafił sprawić, że kolana się uginały. Pod wieloma względami mógł nosić miano idealnego. No oprócz zostawiania kobiet na lodzie, kiedy pomyślałaby sobie odrobinę zbyt wiele — to czym jesteś rozczarowana? — spytał wprost, licząc na podobną odpowiedź. Bez kręcenia niepotrzebnych dram, dziwnych scysji. Chciał wiedzieć, co dokładnie chodziło jej po głowie. Chociaż im dłużej ta rozmowa trwała, tym bardziej był nią zmęczony. Lot nie był wymagający, ale potrzebował odpocząć.
Jedno zmierza do drugiego — stwierdził kompletnie niewzruszony jej reakcją. Czy właśnie tak nie było? Poznajecie się, całujecie, dotykacie ciał, by później pojednać się w kluczowym momencie. Jemu tego zabrakło, skosztował jej warg i potrzebował więcej. Ta zniewaga wymagała krwi, a przynajmniej czegoś, co sprawiłoby, że przez moment połączyłby fakty przedstawiane przez Rosendale. Tylko pierwszy raz ktoś postawił go w takiej sytuacji — to był kosz, randki prowadzą do łóżka — takiego było jego rozumowanie. Wydawało się dość proste. Chwycić kobietę w ramiona, sprawić jej największą przyjemność na świecie, by później zatracić się w pocałunkach na jej ciele. We Flavii też chciał się zatracić.
Nie powiedziałbym, że próbuję Ciebie zrozumieć — rozłożył zaraz ramiona na boki. Nie wiedział, co powinien jej powiedzieć. Na pewno nie chciał jej zrozumieć. Wydawała mu się istotą, która komplikowała mu życie. Poświęcił dla niej kilka godzin planowania, spędził miło czas, a później drzwi. Cholera, cały czas siedziały w jego głowie i nie dawały mu z niej wyjść — ah, a więc oto chodzi? Bałaś się zostania trofeum? — prychnął pod nosem. Jakby jeszcze chwalił się zdobytymi trofeami. Zwyczajnie zapominał o kobietach, których nie był w stanie zapamiętać — nie jestem — definicja kosza pozostanie niezmieniona — ale zabierz mnie na drinka — czuł, że nie da mu spokoju. Na twarzy pojawił się zadziorny uśmiech. Teraz to niech Rosendale się stara.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Pearson International Airport”