-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Śpisz z zabawkami? - zapytała zaciekawiona - Znaczy: z maskotkami? A nie jesteś jus na to za duży?
Rzeczywiście jednak podpowiedź Salvy jej wyraźnie pomogła, bo popatrzyła na swoje maskotki i po chwili namysłu spakowała do torby fokę, długiego kota, wyglądającego jak wałek i spróbowała upchnąć misia, będącego prawie jej wielkości.
- Sallyyyy... - poskarżyła się z buzią w podkówkę, kiedy jej się to nie udało - Chcem, żeby on pojechał teraz.
Usiadła na podłodze, tuląc misia i wyglądając na zrozpaczoną, że nie może spakować go do torby.
-------------------------------------
Saul pokiwał głową w odpowiedzi na słowa kobiety i przygryzł wargę w zamyśleniu.
- Kumam - powiedział ze smutkiem. Współczuł jej, bo widział, że cierpi, boi się więzienia i martwi o małą - Ale pół roku to nie tak znów dużo. A dlaczego kradłaś? Nie masz na życie czy coś...? W razie czego mogę cię jakoś wesprzeć, pożyczyć...
Oczywiście płacił alimenty, ale był zdania, że to jest po prostu jego obowiązek jako ojca, więc nigdy nie dyskutował na ten temat - nie trzeba było nawet iść z tym do sądu, bo sam zaraz po rozstaniu zaproponował jakąś kwotę, na którą ona się zgodziła. Nie miał też problemu z kupowaniem małej rzeczy, jeśli ich potrzebowała: nowych ubrań, butów, zabawek czy zeszytów do szkoły.
- Wiesz, że nie mam dużo, sam jestem zapożyczony, ale no nie jest tak, że przymieram głodem i nie mogę się podzielić, jeśli potrzebujesz. Chyba, że to, co ukradłaś, to było coś ekstra albo to tak dla sportu...? Co się stało?
Nie oceniał jej w żadnym stopniu - po prostu pytał, bardziej zaciekawiony i zmartwiony, niż potępiający kradzieże. Sam zresztą czasami kradł, tylko on to robił dla pieniędzy na prochy. Jakimś cudem nigdy go nie zgarnęli, choć wielokrotnie bywało blisko. Częściej jednak był po prostu paserem.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Tak, śpię z maskotkami. I prawdopodobnie jestem na to za duży, więc schowałem je, gdy twój tata u mnie nocował. - zaśmiał się cicho pod nosem, spoglądając na dziewczynkę i wyciągając w jej stronę dłoń z uniesionym nieco małym palcem; jego ulubiona przysięga, którą pamiętał jeszcze z czasów, gdy był mniej więcej w wieku małej. - Nie powiesz mu, prawda?
Wracając do Isli i do rzeczy, które trzeba było spakować - jej matka nie wspominała nic o lekach, które mała musi przyjmować, więc wnioskował, że chyba nie choruje na nic i przynajmniej ten aspekt zajmowania się dzieckiem mogli z Saulem skreślić. Miał jednak wrażenie, że sytuacja przeprowadzki wymagałaby nieco więcej rzeczy, które powinni ze sobą mieć, niż tylko ubranka, maskotki i szczoteczka do zębów. I nagle go olśniło!
- Ej, ty chodzisz do szkoły, prawda? Jesteś już dużą dziewczynką i tak sobie myślę, że pewnie już się uczysz... - podniósł się z łóżka małej i podszedł do biurka stojącego pod oknem, otwierając drzwiczki i zaglądając do środka. - Spakuj książki i zeszyty, których będziesz potrzebowała w poniedziałek. Jak będziesz w szkole, to przyjadę i przywiozę resztę, możesz naszykować te przybory, których używasz i z których aktualnie się uczysz. - podszedł do dziewczynki, która wyglądała na zrozpaczoną swoimi zmaganiami z dużym miśkiem, niemalże jej wielkości. - Nie musisz go pakować, mi sol - uśmiechnął się do niej ciepło i wyciągnął ręce, żeby mogła mu dać maskotkę. - Wezmę go na ręce i zaniosę do samochodu, jak tylko twój tata wróci, dobrze? Będzie siedział obok ciebie, na tylnym siedzeniu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oderwała wzrok od szyby i popatrzyła na Saula z lekką irytacją. Prawdę mówiąc nie zrobił jej teraz nic złego, ale była zestresowana tym, że musi zostawić małą i jechać do więzienia, więc teraz wszystko sprawiało, że piorunowała otoczenie wzrokiem. Zaraz potem jednak dotarło do niej chyba jak na niego patrzy i jakie wrażenie musi sprawiać, ukryła więc na moment twarz w dłoniach, wzięła głębszy oddech, po czym odezwała się, cofając ręce i opierając się plecami o fotel:
- Nie, to nie tak, że potrzebowałam tego, co ukradłam. Myślę że gdyby tak było to byłabym mniej wkurzona sama na siebie. - pokręciła głową i obróciła ją w jego stronę, przytulając teraz policzek do siedzenia. - Spotykałam się z takim facetem, który... no, który robił to bardziej zawodowo. Któregoś razu zabrał mnie ze sobą "na akcję" do sklepu, powiedział, czego potrzebuje i co mam zabrać... a ja byłam głupia i to zrobiłam. On zwiał, a mnie zgarnęli. - jej podbródek zadrżał lekko; naprawdę była na siebie zła i była załamana własnym zachowaniem, bo wiedziała, że idzie siedzieć za własną głupotę, a to chyba bolało w tym wszystkim najbardziej: że sama sprawiła, że teraz będzie musiała spędzić pół roku bez Isli. - Jestem taką kretynką, Saul - jęknęła cicho.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Nie powiem mu - powiedziała, zadowolona, że wie coś, czego nie wie jej ojciec. Poczuła się dzięki temu taka Wtajemniczona - A pokażesz mi je? Dużo ich masz? Fajne są? Jakie masz maskotki?
Chwilę później obserwowała uważnie, jak Salva podchodzi do jej biurka. Podniosła się niechętnie i wyjęła książki i zeszyty, które miała zabrać do szkoły w poniedziałek. Spakowała je do swojego szkolnego plecaka, w którym tkwiła kanapka sprzed kilku dni, do której mała bała się przyznać, bo obawiała się, że mama może nie być zadowolona, jeśli dowiedziałaby się, że ta kanapka wciąż tam jest.
Oddała mu też misia, ucieszona, że jednak uda się go teraz zabrać - zależało jej na nim, bo uwielbiała się do niego tulić, zwłaszcza kiedy mama nie miała dla niej czasu w danym momencie, a ona potrzebowała przytulania.
- Co to znaczy "mi sol"? - zapytała, zabierając się za wybieranie ubrań. Nadal trudno jej się było zdecydować, co chce teraz ze sobą zabrać, ale w końcu wygrzebała kilka koszulek i spodenek. Nie myślała o zabraniu bielizny i skarpetek, ale pomyślała o szczoteczce i paście do zębów. Wrzuciła to wszystko do torby jakkolwiek, nie kłopocząc się tym, żeby zajmowało jak najmniej miejsca i żeby się nie pogniotło.
- A kim jesteś? Jesteś psyjacielem taty?
----------------------------------------
Saul popatrzył na dziewczynę ze współczuciem, ale to było krótkie spojrzenie, bo musiał patrzyć na drogę. Zajechali już pod więzienie, więc zaparkował, zgasił silnik, zaciągnął hamulec i opadł na oparcie swojego fotela z ciężkim westchnieniem. Położył dłonie na swoich udach, patrząc gdzieś w dół ze smutkiem.
- Nie uważam, że jesteś kretynką - odezwał się wreszcie - tylko zrobiłaś coś głupiego, bo chciałaś zaimponować facetowi, który nie był tego warty. I co, więcej się nie pojawił w twoim życiu pewnie? Nawet się nie zainteresował, co się z tobą dzieje po tym skoku?
Spojrzał znów na nią ze współczuciem i odgarnął jej kosmyk włosów z czoła.
- Ja też nie jestem przecież święty, więc nie będę cię oceniał i nie uznam, że jesteś głupia. Nie zrobię ci awantury, jeśli tego się spodziewałaś. Przykro mi, że tak się wydarzyło w twoim życiu. Ale pół roku szybko minie i znów wrócisz do córeczki, znajdziesz jakiegoś chłopa, który będzie odpowiedni dla ciebie i nie będzie cię namawiał na takie rzeczy... Będziesz szczęśliwa. A te pół roku jakoś przetrwasz. Będziemy cię odwiedzać z małą. I nie pakuj się tam w żadne kłopoty.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teraz był w relacji z Saulem, to fakt, ale przez większość czasu był jednak sam; nie szukał partnera, raczej przygód na jedną lub kilka nocy i lubił swoje samotne życie. Nie postrzegał się też nigdy jako samotnika, po prostu życie singla mu odpowiadało. Być może wynikało to z tego, że zawsze ciągnęło go do Saula i że to właśnie nim był zainteresowany, a jakiekolwiek inne osoby nie mogły z nim konkurować. Czy to możliwe, że był w Saulu zakochany od dawna? Tak, przypuszczał, że tak; zastanawiał się czasem czy nie przepadł całkowicie już wtedy, w Meksyku, gdy się poznali lata temu, a z całą pewnością odkąd mieszkał w Toronto i odkąd mieli częsty kontakt, to nie interesował się nikim innym. To z Saulem chciał przebywać i z nim chciał być, nawet jeśli przyznanie tego przed samym sobą było trudne, a co dopiero przyznanie tego przed Saulem, na głos.
- Oczywiście, że ci je pokaże, jeśli tylko przyjedziecie do mnie w odwiedziny - poczochrał włosy małej, wciąż uśmiechnięty. - Są fajne i mam ich trochę. Mam podobnego misia, do tego twojego - wskazał na wielką maskotkę, której Isla nie mogła zapakować do torby. - Też jest taki duży, jasnobrązowy i ma kokardkę na szyi. Nazywa się Wielki Miś. - błysnął zębami.
Gdy dziewczynka pakowała ubrania Salva otworzył losowo dwie szuflady w komodzie, domyślając się, że właśnie tam znajdzie bieliznę. Zgarnął więc skarpetki i majtki w ilości kilku sztuk i również wrzucił do torby, z podobnym tumiwisizmem jak Isla wrzuciła tam ubranka.
- "Mi sol" oznacza moje "moje słoneczko". - odpowiedział po chwili, nieco zawstydzony; może nie powinien jej tak nazywać, w końcu dopiero się poznali, ale jakoś tak samo mu wyszło. Z serduszka, no. - Tak, jestem przyjacielem twojego taty. To znaczy... przyjaźnimy się od dawna, a wczoraj zostaliśmy parą. - dodał trochę ciszej, niepewny tego, jak Isla zareaguje na te nowości, ale z drugiej strony wiedział, że dzieci były znacznie bardziej otwarte w tych kwestiach i miał nadzieję, że młoda również to zaakceptuje. Ukrywanie tego przed nią raczej nie miało sensu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pokiwała głową ze smutkiem w odpowiedzi na pytanie swojego byłego i zwilżyła usta językiem; stresowała się coraz bardziej, tym bardziej, że teraz za przednią szybą widziała zakład karny, do którego zaraz miała wejść, a wyjść będzie mogła dopiero za pół roku. Bała się, nawet jeśli nie chciała tego przyznać na głos.
- Oczywiście, że więcej się nie pojawił i miał mnie w dupie. Tamtego dnia widziałam go po raz ostatni - wywróciła oczami. - Pewnie powinnam go wydać, ale on już swoje odsiedział i zakładam, że sąd nie będzie dla niego zbyt łaskawy, skoro to recydywa. Ale... nie wiem, może jak trochę posiedzę w celi, to uznam, że pierdolę to i i tak go zgłoszę. Pewnie powinnam, nie? - popatrzyła na niego z nadzieją na jakąkolwiek pomoc i jakiekolwiek wsparcie.
- Obiecujesz, że będziecie mnie odwiedzać? - uśmiechnęła się do niego z nadzieją, gdy ten próbował ją uspokoić (i chyba faktycznie mu się to udało) i gdy odgarnął jej włosy z czoła. Po chwili przytuliła się do niego, obejmując ramionami jego szyję i odetchnęła głęboko, już spokojniejsza niż jeszcze chwilę temu. - Nie wiem czy znajdę fajnego chłopa, ale mam nadzieję. Albo wrócę do ciebie, bo ostatecznie chyba nie byłeś taki zły - zaśmiała się i cmoknęła go w policzek. - Zajmuj się nią dobrze, ok? I nie daj się nabrać na to, że "mama pozwala mi oglądać bajki do późna/jeść słodycze przed kolacją/oglądać horrory przed spaniem". - popatrzyła na niego z mieszanką powagi i rozbawienia.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Ojej, a będę mogła go poznać? - zapytała mimo, że chwilę wcześniej usłyszała, że owszem, Meksykanin zamierza pokazać jej swoje przytulanki - Nasze misie będą mogły się zapsyjaźnić!
Była teraz wyraźnie bardziej rozkrochmalona, niż jeszcze chwilę temu, kiedy stresowała się przeprowadzką, tym, że nie wie, co spakować, że została sama z obcym mężczyzną (polubiła go i ufała mu, skoro przyszedł z tatą, ale jednak go nie znała, więc była nieco skrępowana) i że mama mówiła, że nie zobaczą się przez pół roku, bo musi wyjechać. Pół roku brzmiało jak cała wieczność w oczach małego dziecka - nie była w stanie objąć tego czasu rozumem, bo dla niej nawet kilka miesięcy wydawało się niesamowicie długim czasem.
- "Słoneczko"? - zapytała niepewnie, ale z uśmiechem - "Mi sol" jest łatwiej. To będę "mi sol".
Chwilę później przechyliła głowę na bok słysząc, że Salvador i Saul są parą. Musiała to chwilę trawić, ale nie dlatego, że to było dwóch mężczyzn razem: w szkole już słyszała nieprzychylne uwagi dotyczące takich par, słyszała, jak chłopaki obrzucają się obelgami oznaczającymi gejów, ale sama nie była nijak nastawiona do homoseksualności: była dla niej równie naturalna, jak heteroseksualność. Bardziej musiała przetworzyć w głowie informację, że tata w ogóle kogoś miał.
- Parą? To znaczy kochas tatę? I on kocha ciebie? - zapytała zaciekawiona. Uznała, że już jest spakowana, więc przestała się tym zajmować i usiadła na łóżku, przytulając Pana Słonika i patrząc na Salvę.
-----------------------------------------------
- No, moim zdaniem zdecydowanie powinien odpowiedzieć za to, co zrobił, tym bardziej, że idziesz siedzieć za to, do czego cię namówił, a nie za to, co zupełnie sama chciałaś zrobić - odparł Saul stanowczo, chwilę później obejmując dziewczynę i odwzajemniając uścisk. Pogładził ją po włosach, chcąc dodać jej otuchy - Nie widzę powodu, dla którego tylko ty miałabyś siedzieć. Chyba, że gość jest niebezpieczny i może ci jakoś zagrozić, to wtedy... lepiej nie ruszać gówna, bo zacznie śmierdzieć.
Potarł policzkiem o jej głowę, chcąc ją jeszcze bardziej rozluźnić. Widział, że ta rozmowa jej pomagała i dzięki niej dziewczyna już chyba trochę mniej się bała tego więzienia, więc chciał jej dodać jak najwięcej otuchy. Zaraz jednak nieco zesztywniał, kiedy stwierdziła, że "może wróci do niego", Z jednej strony poczuł się jak opcja zapasowa, co wcale nie było miłym uczuciem; a z drugiej...
- Jestem zajęty - powiedział cicho - I nie, nie dam się nabrać, nawet jeśli rzeczywiście na coś jej pozwalałaś. U mnie będą panować moje zasady i koniec.
Uśmiechnął się połową ust. Znów dopadł go stres, że jednak sobie nie poradzi, że będzie zbyt miękki, że mała okręci go sobie wokół palca, co wcale nie byłoby dobre ani dla niego, ani dla niej. Ale miał postanowienie, że da z siebie wszystko i rzeczywiście wprowadzi jakieś zasady, które uda mu się utrzymać.
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Oczywiście, że będą mogły się poznać - zapewnił ją z szerokim uśmiechem. - I myślę, że się zaprzyjaźnią, tak, z całą pewnością.
Cieszył się też, że dziewczynka wydawała się już mniej smutna, niż jeszcze chwilę wcześniej, chociaż temu jej smutkowi się wcale nie zdziwił. To musiało być dla niej ciężkie przeżycie, że nie dość, że jej matka idzie do więzienia na pół roku, co faktycznie dla dziecka w tym wieku musiało brzmieć jak wieczność, to jeszcze ona sama w dodatku zamieszka z tatą, którego na pewno kochała, ale z drugiej strony - przecież wcześniej pomieszkiwała u niego na krótko, nie opiekował się nią tak non stop, jak robiła to mamusia... Isla musiała więc przeżywać teraz niemały rollercoaster emocjonalny. Dobrze, że wydawała się teraz nieco bardziej pozytywna, o ile można to tak nazwać; to sprawiało, że Salva stresował się mniej tym wszystkim. Bo może i sprawa dotyczyła bardziej Saula, w końcu to pod jego opieką dziewczynka będzie przez najbliższe miesiące, ale on nie zamierzał go z tym zostawiać samego. Nie zrobiłby tego nawet wtedy, gdyby on i Saul wciąż byli przyjaciółmi, a nie parą, ale teraz - teraz nie zamierzał zostawiać go samego z opieką nad małą tym bardziej.
- Sí - skinął głową, uśmiechając się nieco niepewnie, gdy dziewczynka spytała, czy to że są parą oznaczało, że Salva kocha tatę, a tata kocha jego. To pytanie było wyjątkowo rozczulające i chwytające za serce, musiał przyznać. - Kocham twojego tatę. I mam nadzieję, że on kocha mnie. - usiadł na łóżku obok dziewczynki, choć w pewnej odległości od niej, zerkając na nią niepewnie. - I jeśli nie będziesz miała nic przeciwko, to będę mu pomagał w opiece nad tobą.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Nie wiem czy jest niebezpieczny - wzruszyła lekko ramionami. - Chyba nie. Chociaż... nie znałam go jakoś wyjątkowo długo, więc biorę pod uwagę to, że wielu rzeczy o nim nie wiedziałam.
Przyjrzała mu się z zaskoczeniem, odsuwając się od niego nieco, gdy ten przyznał, że "jest zajęty".
- Ach, zajęty? Czemu się nie chwaliłeś? - uniosła brwi, pozbywając się zaraz potem wyrazu zaskoczenia z twarzy i z uśmiechem klepiąc go po policzku. - No, proszę, mój drogi Saul chce się ustatkować. Cudownie! - pokręciła głową, wciąż z uśmiechem.
Chwilę później, żeby nie przedłużać i nie odwlekać tego, co i tak było nieuchronne, chwyciła swoją torbę, pożegnała się z Saulem kolejnym uściskiem i wysiadła z samochodu. Gdy odchodziła w stronę więzienia obejrzała się jeszcze raz za siebie, pomachała mężczyźnie, próbując się przy tym nie rozpłakać i chwilę później zniknęła razem ze strażnikiem za więziennymi bramami.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- Pozwolę - odpowiedziała wesoło i zaczęła machać nóżkami, oparłszy obie dłonie po bokach na pościeli - Mieszkasz z nim? Czy gdzieś indziej? Będziesz przyjezdzał?
Rozejrzała się i zastanowiła, czy może coś więcej spakować - nie była pewna, ile mogą zabrać od razu za tym pierwszym razem, a nadal chciała wziąć ze sobą wszystko. Przygryzła dolną wargę w skupieniu, marszcząc brwi i jej wzrok padł na klocki Lego.
- Mogę jeszcze to wziąć? - zapytała, wskazując je palcem. Były ułożone w domek, w którym mieszkały ludziki - Bo nie wiem, czym bendem się chciała pobawić, jak przyjedziemy, bo jeszcze duuuużo dnia jest przed nami i wiesz, mogę chcieć się bawić. Pewnie bendem chcieć. Muszę mieć co robić do wieczora. A poczytasz mi wieczorem bajkę?
Podobał jej się jego głos, a poza tym mężczyzna mówił z ciekawym akcentem, w którym Isla słyszała coś, co ją fascynowało, chciała posłuchać którejś ze swoich ulubionych historii, czytanych tym głosem i z tym akcentem. Z pewnością będą czymś zupełnie nowym, nabiorą nowego kolorytu.
- Właśnie, bajki!
Zerwała się z łóżka i podbiegła do regału z książkami. Wybrała trzy z nich, z czego jedną dużą i ciężką, liczącą około trzystu stron drukowanych na papierze kredowym. Zawierała baśnie i legendy z różnych stron świata - taki zresztą miała tytuł. Być może była przeznaczona raczej dla młodzieży albo wręcz dla dorosłych, bo historie w niej zawarte były dość krwawe i mroczne, ale ona je uwielbiała. Lubiła się bać i nie uważała, żeby dla dzieci w jej wieku miały być właściwe wyłącznie słodkie bajeczki o Śwince Peppie (zresztą tych konkretnych nie lubiła, bo były według niej głupie, a przede wszystkim - brzydkie). Położyła te trzy książki na kolanach Salvy i popatrzyła na niego z nadzieją.
-------------------------------------------
W odpowiedzi na pytanie kobiety, Saul wzruszył ramionami, opuszczając wzrok, nieco zawstydzony, jednak się uśmiechał. Chwilę później również się z nią pożegnał i odprowadził ją wzrokiem, unosząc rękę, gdy mu pomachała już spod bramy więzienia. Jeszcze chwilę posiedział w samochodzie, jednak w końcu odpalił silnik i ruszył w stronę jej domu, żeby zabrać stamtąd córkę, jej bagaże i swojego mężczyznę.
Cała ta sytuacja nie była łatwa również dla niego - współczuł swojej byłej, bo choć teoretycznie sama była sobie winna, bo nie musiała robić tego, co tamten typ jej kazał; to jednak rozumiał, dlaczego to zrobiła. Było mu przykro z jej powodu, ale z drugiej strony cieszył się, że to tylko pół roku.
A z trzeciej - było mu przykro, że to tylko pół roku, bo obawiał się, że przez ten czas przyzwyczai się do tego że Isla była cały czas przy nim i będzie chciał, żeby z nim pozostała. Chociaż nadal uważał, że może się okazać fatalnym ojcem: w końcu był ćpunem i prostytutką... Jednak miał najszczersze chęci, żeby jednak nie dodawać małej żadnych traum.
Niedługo później zaparkował pod budynkiem i wszedł do mieszkania, kierując się ostrożnie w stronę pokoju Isli.
- I jak tam? - zapytał od progu - Poradziliście sobie z pakowaniem?
Salvador Menendez
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimieszanetyp narracji3 osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie, nie mieszkamy razem. - kącik jego ust drgnął lekko. - Ale będę przyjeżdżał, tak.
Jego serce raz po raz fikało teraz radosne koziołki; naprawdę zawsze marzył o tym, żeby mieć dzieci i choć wiedział, że Isla nie jest jego córką, to jednak sam fakt, że będzie mógł się nią zajmować i że mała najwyraźniej go polubiła i chciała spędzać z nim czas sprawiały, że był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. I do tego jeszcze dochodziło to, że on i Saul byli razem, oficjalnie, nie jako przyjaciele, tylko jako para. I mógł się tym pochwalić młodej, a ona to zaakceptowała!
- Tak, możesz, pewnie - zaśmiał się, słysząc jej wywód na temat tego ile to dnia jeszcze zostało i że pewnie będzie chciała się jeszcze pobawić, tylko nie wie niestety czym. Była rozkoszna, a on nie mógł nic poradzić na to, że się w niej coraz bardziej zakochiwał. I nie, nie miało to żadnego negatywnego, creeperskiego podtekstu. - Pewnie, że ci poczytam. - zgodził się ochoczo, bo nie wyobrażał sobie, że mógłby się nie zgodzić na cokolwiek, co ta mała istotka by sobie nie wymarzyła. To pewnie mało wychowawcze, prawda?
Chwilę później popatrzył na książki, które ułożyła mu na kolanach, a na widok baśni i legend z różnych stron świata oczy mu zamigotały, a na jego ustach znów pojawił się szeroki uśmiech. Poczochrał jej włosy, znów totalnie rozkrochmalony tymi jej słodkimi oczkami, które właśnie w niego wlepiała.
- Masz dobry gust, młoda. Uwielbiam takie baśnie. Ciekawe, czy w tej książce są jakieś z moich stron - przekartkował książkę, wciąż zerkając na dziewczynkę.
Chwilę później w progu pojawił się Saul, którego wejście i kroki słyszał już od tych kilkudziesięciu sekund i które również, podobnie jak młoda, sprawiły, że mocniej zabiło mu serce. Podniósł wzrok, by spojrzeć na swojego przyjaciela, którego od niedawna mógł chyba tytułować swoim chłopakiem, po czym posłał mu wesoły, ciepły uśmiech, podnosząc się z łóżka, z tymi ofiarowanymi mu przez Islę książkami w dłoniach.
- No, wydaje mi się, że poradziliśmy sobie całkiem nieźle, co? - popatrzył na Islę, po czym wskazał Saulowi spakowaną torbę leżącą na łóżku, Wielkiego Misia siedzącego tuż obok niej i całą resztę, którą młoda sobie naszykowała. - Jesteś spakowana, tak? A spakowałaś szczoteczkę do zębów i szczotkę do włosów? Zakładam, że twój tata nie ma takiej super szczotki, żeby wyczesać te twoje długie włosiska.
Saul Devlin
-
Zalękniony, niepewny siebie mały ćpun
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn/onotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
- A skąd jesteś? - zapytała niemal w tym samym momencie, gdy jej ojciec pojawił siew drzwiach. Na jego widok Isla uśmiechnęła się i również rozejrzała po swoich rzeczach.
- Tak, spako... - zaczęła, ale kiedy usłyszała o szczotce do włosów, zrobiła przerażoną minę i pobiegła do łazienki, skąd wróciła za chwilę ze szczotką i pudełkiem gumek i spinek. Położyła jedno i drugie na torbie, pomyślała chwilę, po czym podbiegła jeszcze do regału i zabrała stamtąd inne pudełko - Jesce to - oświadczyła i również położyła na torbie.
Saul zmarszczył brwi, widząc, ile rzeczy nie pomieściło się w torbie podróżnej, podrapał się w głowę i wycofał z pokoju.
- Zaczekajcie chwilę - powiedział i powędrował do kuchni na poszukiwania jakichś toreb na zakupy, najlepiej takich materiałowych albo z rodzaju tych dużych, z mocnego, trzaskającego plastiku, jakie czasem można było dostać w wielkich supermarketach. Wrócił z największą, jaką znalazł i spakował tam książki, pudełka, szczotkę i klocki Lego, które wskazała mu Isla.
- Dobra, czy to wszystko? - zapytał małą - Tylko pamiętaj, że w tym momencie nie zabieramy wszystkiego, bo samochód też ma ograniczoną pojemność. Jutro wrócimy po resztę, a na razie i tak musimy gdzieś znaleźć miejsce na te rzeczy, które już spakowałaś.
Pomyślał, że chyba jest złym ojcem, bo nie przygotował jeszcze żadnej szafki ani nic dla małej. Co prawda miała małą komódkę na czas, gdy bywała u niego na kilka dni, ale tam nie zmieści się dużo - z pewnością nie tyle, żeby mogła tam umieścić cały swój dobytek. Mało istotne było dla niego w tym momencie to, że przecież o przeprowadzce Isli dowiedział się wczoraj w nocy.
Salvador Menendez