-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Polubiła go, a spędzanie z nim czasu zaczęła uważać za niesamowicie relaksujące. Przy nim nie tylko nie myślała o swoim związku i ewentualnym zagrożeniu, które w ciągu minionych miesięcy ściągnął na siebie Devon. Zapominała także o obowiązkach, które na co dzień ciążyły nad nią w pracy.
Kiedy byli razem, liczyli się wyłącznie oni oboje.
Nie zastanawiała się jednak nad tym, czy może w jego towarzystwie nie powinna być nieco ostrożniejsza. Wszystko to, co robiła, przychodziło jej naturalnie. Czymś takim był też pocałunek, którego nie analizowała nadmiernie, nie przypisując mu zbyt dużego znaczenia, bo przecież nawet nie mogła. Cokolwiek ich łączyło, nie było niczym poważnym, a to nie miało zmienić się za sprawą jednej, niezaplanowanej czułości.
Bawiła się więc bez większych przeszkód, całkowicie poddając się temu, co działo się wokół. Znów pozwoliła sobie na to, by za sprawą Radwella nieco sobie odpuścić, dlatego tańczyła, a choć nie znała wcześniej występującej kapeli, momentami nawet zdarzyło jej się zaśpiewać kilka słów, które akurat zdołała zapamiętać. Po prostu bawiła się d o b r z e.
To jednak ostatecznie musiało dobiec końca, jednak nie sposób powiedzieć, że była zawiedziona. Odrobinę zmęczona być może, ale mimo to naprawdę zadowolona. Kiedy dodatkowo poczuła, jak ustami musnął skórę jej szyi, usta Lacey wykrzywiły się w uśmiechu. — Czy…? — pociągnęła go za język i na ułamek sekundy przygryzła dolną wargę, delektując się jego pieszczotami. Jak widać, te drobnostki, na które decydował się on, także miały na nią spory wpływ. — Próbujesz mnie gdzieś zaprosić? — dopytała i obróciła się przez ramię, aby móc na niego spojrzeć, przy czym zaczepnie poruszyła brwiami.
Nie miała nic przeciwko temu, aby nieco przedłużyć imprezę, skoro i tak nic nie ciągnęło jej przecież do domu.
Sonny Radwell
-
kombinator, który rzucił medycynę i odciął się od toksycznych rodziców, żeby odzyskać kontrolę nad swoim życiem
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie zamierzał jednak specjalnie się nad tym zastanawiać. Utknęło to w jego głowie, było dla niego miłe, ale nie zamierzał z tego powodu stawiać na głowie ich relacji i wypytywać Tadwell, co to miało znaczyć. Dlatego pozostawił to bez większej reakcji i tak samo jak ona skupił się na dobrej zabawie podczas koncertu, co było łatwe, bo muzyka była w porządku, a towarzystwo jeszcze lepsze. Z Lacey łatwo było się bawić, bo angażowała się w to i nie bała się wyszaleć, nawet jeśli na początku ich znajomości w ogóle nie sprawiała wrażenia, że byłaby do tego zdolna. Wydawała się wtedy dość… sztywna. Ale prędko zdołała udowodnić mu, w jak dużym był błędzie.
Nic dziwnego, że kiedy koncert dobiegł końca, Sonny wcale nie miał ochoty się rozstawać. Chciał spędzić z Lacey więcej czasu, dlatego naszła go myśl, przed którą wcześniej się wzbraniał. Dziś jednak uznał to za najlepszą opcję, ale z podzieleniem się nią chwilę się wstrzymał, ponieważ na moment zajęło go coś innego, na tyle przyjemnego dla nich obojga, że blondyn przeciągnął to dłużej niż planował.
Ale w końcu musiał się od tego oderwać. – Mhm… Może powinniśmy wybrać się do mnie – zaproponował, podczas gdy po jego twarzy błąkał się zadziorny uśmiech. Jego intencje były oczywiste, ale czy było w nich coś złego? Oboje byli sobą zainteresowani, a po tym koncercie Radwell nabrał na nią o g r o m n e j ochoty. Na tyle dużej, że już od pewnego czasu podobne myśli krążyły mu po głowie i już wtedy planował, by nieco przeciągnąć ten wieczór, podczas którego miał nadzieję, że Tadwell znajdzie dla niego więcej czasu. Zwykle to nie stanowiło dla niej problemu, więc może dziś również dopisze mu szczęście?
Lacey Tadwell
-
skupiona na pracy służbistka w otwartym związku, któremu nie potrafi poświęcić dostatecznie dużo uwagi, aby działał jak należy
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale nawet jeżeli taka możliwość istniała, Sonny bynajmniej nie wyglądał na przestraszonego. Nie sprawiał też wrażenia kogoś, kto w okamgnieniu miał się wycofać, ponieważ nagle między ich dwójką zrobiło się zbyt p o w a ż n i e. Lacey miała wrażenie, że to im nie groziło, ale może po prostu zbyt dobrze udawali, że wszystko było dokładnie takim, jakim być powinno.
Ostatecznie przecież nie ciążyły na nich żadne zobowiązania.
Ale czy aby na pewno zachowywali się tak, jakby łączyła ich wyłącznie fizyczna bliskość? Względem tego można mieć pewne wątpliwości, jeśli spojrzeć na to, jak mocno lgnęli do siebie dzisiaj. Nie uciekali przed swoim dotykiem, ale nie był on naznaczony wyłącznie pożądaniem. Chodziło przede wszystkim o to, aby mieć to drugie blisko.
Lacey nie oponowała więc, kiedy jeszcze przez moment droczył się z nią, zamiast jej odpowiedzieć. Czegokolwiek by nie powiedział, odpowiedź Lacey wydawała się oczywista. Miała do niego słabość, p r z e o g r o m n ą słabość, więc jeśli jego propozycja miała oznaczać, że będą mogli spędzić w swoim towarzystwie jeszcze choćby chwilę, zamierzała dać temu szansę.
Kiedy wspomniał o swoim mieszkaniu, odrobinę ją zaskoczył. Dało się to zresztą zauważyć, kiedy jedna z jej brwi powędrowała ku górze, a twarz Lacey obróciła się w stronę blondyna. — Zapraszasz mnie do swojego królestwa? — zapytała, a kącik jej ust wygiął się w uśmiechu. Z tej niewielkiej odległości omiotła spojrzeniem tę część jego sylwetki, którą była w stanie dostrzec, a kiedy powróciła spojrzeniem do jego oczu, uśmiech na jej ustach stał się nieco bardziej zaczepny. — A dostanę też śniadanie? — zapytała, najwyraźniej skłonna przeciągnąć ich wspólne chwile jeszcze dłużej, choć jeszcze niedawno zastanawiała się, czy w ogóle powinna się tu pojawić. Nie wyglądała, jak gdyby miała tego pożałować.
Sonny Radwell