24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Nauczony odpowiadać na komplementy lekkim pochyleniem głowy - ale bez słowa - poszedł za odruchem, pozwalając by automatyzm zdecydował za niego.
Dzięki temu zakłopotanie nie było aż tak widoczne, a chociaż na ogół liczył się z tym, że większość przychylnych komentarzy jakie kierowano w jego stronę wynikała z czystej kurtuazji albo interesowności, tym razem czuł, że chodziło o coś innego. I dlatego nie miał pojęcia jak zareagować, ani jak sobie tę uwagę ułożyć, żeby nie wydawała się aż tak obca.
Na krótko przed dramatycznym potknięciem Lian zdążył jeszcze zauważyć, że Daniel uśmiechał się tego dnia również nieco inaczej, częściej i bez nerwowego chowania się za swetrem albo kołnierzem.
I właśnie to mnie martwi 一 przemruknął pod nosem, tak samo świadomy, że gdyby nie udało mu się w porę złapać równowagi, prawdopodobnie obydwaj zakończyliby ten dzień z porcją nowych siniaków. 一 Wolałbym nie połamać cię na pierwszej randce bo mam już kilka nowych pomysłów na następne, a SOR nie jest na liście.
Bo to, że po oceanarium Lian zdążył zaplanować inne opcje oraz kolejne okazje do spotkań było faktem, którym dopiero teraz przyszło mu do głowy podzielić się z Danielem. Kiedy rozważał swoje możliwości jeszcze przed spotkaniem zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nigdy nie odwiedził wielu miejsc choć wizytował na każdym kontynencie poza Afryką. Po mozolnym procesie dojrzewania tego mankamentu ze stadium problemu do fazy nowego potencjału Lian zaczął tworzyć listę możliwych kierunków i na wyczucie dostawiał do nich Moore'a jakby tworzył zaimprowizowany kolaż.
Ze wszystkich na jakie wpadł, Daniel widocznie najlepiej prezentował mu się na tle błękitów, z rybami oraz rafą koralową przypiętą po bokach dla poruszenia zastanej wyobraźni.
Przy pstrokatym akwarium z krewetkami w każdym kolorze tęczy nie poświęcił zbyt wiele czasu kolonii skorupiaków, zamiast tego wolał obserwować jak głowa Moore'a zbliża się niebezpiecznie do przedniej szyby zbiornika.

Z pewnością nie jestem rybą 一 skomentował sucho, pijąc do dość oczywistego upodobania do monokoloru. 一 Czyli jak to właściwie jest? Widzą jakby... więcej?
Łagodnie zaciekawionym spojrzeniem smagnął drepczące po dnie krewetki i to był błąd, bo Daniel wymknął mu się spod kurateli gwarantowanej pozostawaniem w zasięgu wzroku. Ledwo zdążył zlokalizować błękitno-zielone stworzonko robiące podkop w drobnym żwirze, a usłyszał głuche, znajome stuknięcie z prawej strony.

Widzę jak obijasz się o wszystko jak ćma o klosz lampy 一 odparł z westchnieniem pod koniec, a wypuszczane ciężko powietrze poruszyło skrzydełkami jego nosa. 一 Nic ci nie jest?
Wykręcił się nieelegancko bokiem do ferajny krewetek by móc odrobinę zrekonstruować układ niektórych nieposłusznie plączących się loków, z których kilka zdawało się czekać na okazję by wpaść mu do oczu. Opuszką palca wskazującego w skupieniu zagarnął wszystkie za uszy, przy czym ani razu nie przerwał bezpośredniego kontaktu, jakby skupiał się nie na włosach, a na wyrysowywaniu mu jakiegoś zawiłego wzroku na czole i skroniach. A potem delikatnie aczkolwiek w znaczącym akcencie stuknął go bardzo delikatnie w sam środek, pomiędzy brwiami, ni to nawiązując do tendencji Daniela do zderzania się z otoczeniem głową, ni w celu zaskarbienia sobie jego ponownej uwagi.

Ta różowa 一 wypalił bez zastanowienia, z pełną powagą na jaką było go stać, co więcej, całkiem szczerze. 一 Zaraz obok twojej.
Ale zamiast pozwolić mu od razu zabawić się w nową wersję gry Where is Waldo Lian jeszcze przez parę sekund uparcie utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, mimo że jego dłoń dała wreszcie spokój kapryśnym loczkom.
Nieco dłuższa obserwacja zbiornika - gdy już odpuścił sobie dręczenie Daniela walką na spojrzenia - pozwoliła mu odnaleźć rawki, mniej więcej w tym samym momencie w którym usłyszał entuzjastyczne „O właśnie“.
Nie pierwszy raz tego dnia Moore ciągnął go gdzieś za sobą, zmuszając do podążania w wybranym przez niego kierunku jak zjawę, która przyczepiła się złośliwie bogu ducha winnej duszy, ale ani razu nie zaprotestował. Właściwie, gdy dał temu jedną czy dwie swobodne myśli, Lian zauważył, że trzymanie się każdego jego kroku jak wierny cień zaczynało mu się podobać.
Na chwilę rozsupłał ich dłonie, a zanim Moore zdążyłby zeźlić się i zacząć narzekać, Mei stanął sobie spokojnie za jego plecami, oburącz chwycił go za ramiona i oparł brodę na czubku jego głowy, chłonąc to niezwykle uzależniające ciepło oraz w oczywisty sposób ograniczając jego ruchliwość. Mimo to wciąż był w stanie wyczuć każde drgnięcie i każdy przechył, bo ewidentnie ciało Daniela nie było zdolne do wystania w kompletnym bezruchu.
Pamiętał jak raz w życiu pozwolono mu potrzymać przez chwilę królika i z jakiegoś powodu uderzyło to w niego teraz, po wielu latach, w cichym oceanarium w Toronto.
Wówczas odrobinę niepokoiła go kruchość zwierzęcia, jego zastanawiający upór w pozostawaniu w jednej pozycji, pomimo że przy złożeniu rąk Lian czuł w nich to płoche, ciepłe drżenie i napięcie - nie wiedział tylko czy swoje czy królicze. Stan niepewności przybrudził to pozytywne doświadczenie, bo nie będąc w stanie przewidzieć czy i kiedy nadejdzie skok ani nie znając sposobów obchodzenia się z czymś tak filigranowym i podatnym na uszkodzenia, mógł jedynie próbować nacieszyć się tą kulką miękkości na zapas i zawczasu żałować, że w końcu miała od niego uciec.
To był tylko przystanek w Dijon, w drodze do Paryża na koncert bożonarodzeniowy, a on miał wówczas czternaście lat.

Nie jestem zbyt ciężki? 一 zapytał bardzo ogólnikowo, dla jasności jednak ścisnął go porozumiewawczo palcami w ramionach. Jego oddech mieszał się z lokami łaskoczącymi go w szczękę i nos, bo nie potrafił odmówić sobie przyjemności spędzenia wśród nich tych kilku wykradzionych momentów.
Moore pachniał ciepłem, czymś czego nie określała żadna znana mu nuta obecna w nawet najdroższych perfumach i dla Liana (dla którego to abstrakcyjne skojarzenie również było tak nieprecyzyjne, że aż wywołało konsternację) po prostu pachniał jak dom.
Lub, do czego zdążył dotrzeć kiedy znów na chwilę się zawiesił, przypominało mu to powrót do rozgrzanego, zalanego światłem i zapachem kolacji mieszkania, gdy zbyt długo przebywało się zimą na zewnątrz.

Możemy tak chwilę zostać? Opowiedz mi o rawkach. 一 Sam nie przeczytał z tablicy informacyjnej nic poza tytułem i nazwą gatunkową, zdążył jednak poznać Daniela wystarczająco dobrze by wiedzieć, że on sobie tej przyjemności nie odmówił.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Na pewno byłaby niezapomniana - wytknął od razu na wspomnienie o wizycie na pogotowiu. Wbrew pozorom, pomimo wrodzonej niezdolności do unikania wypadków, praktycznie od dziesięciu lat nie zrobił sobie nic, co wymagałoby odwiedzenia oddziału ratunkowego. Dłuższą chwilę zajęło mu pełne zrozumienie sensu słów Liana, po czym niemalże fizycznie poczuł jak podświadome wątpliwości opuszczają jego ciało. - Czekaj, masz... Och. Czyli chcesz..? - mruknął, nie do końca pewny jak ująć w słowa fakt, że dopiero dotarło do niego, że Mei rozważał spotkanie się z nim ponownie. Przeciągnął zębami po dolnej wardze i zerknął na niego z wesołymi ognikami w oczach. - A... tym razem dowiem się ja-jakie to plany czy..? - przeciągnął, jako że otrzymał od niego dostateczną ilość zapewnień o chęci spędzania razem czasu by tym razem przyjąć to dość gładko, oczywiście po przejściu pierwszego szoku.
- W pewnym sensie, ale powiedziałbym bardziej, że inaczej..? Tak jak... na-na przykład psy, widzą świat z mniejszą ilością barw, bo mają mniej tych... jak one miały, no receptorów w oczach. Ryby mają więcej, czyli rozszerzone spektrum wcho-wchodzące w ultrafiolet - podzielił się tym, co wiedział w temacie, łagodnie marszcząc brwi, gdy próbował przywołać fakty znajdujące się gdzieś z tyłu jego głowy. - Fa-fale są fascynujące, wiedziałeś, że purpurowy tak właściwie nie istnieje? - zagadnął z kolejną, całkowicie zbędną do życia ciekawostką, tym razem w miarę świeżą. Do tego tematu dobił podczas nieudanych prób zaśnięcia na kilka nocy przed randką. I szczerze wątpił, by dał radę zasnąć także i tej nocy przez ilość wrażeń, zwłaszcza gdy Lian zaczął odgarniać mu z twarzy loki i przyglądać mu się jakby realnie przejął się tym małym, niegroźnym zderzeniem z szybą.
- Za czysta ta szyba - zadecydował, pomimo pogłębiającego się rumieńca utrzymując na twarzy uśmiech. Nie mógł zbyt wiele na to poradzić, tego typu niegroźne potknięcia bawiły go już od lat. Lepsze to niż płacz. - Och, nie, co-coś ty, to tylko... Nic mi nie jest - zapewnił, potykając się o słowa, gdy przedłużony kontakt wzrokowy stopniowo wyłączał mu kolejne procesy myślowe. I chociaż wewnętrznie, oraz trochę zewnętrznie, płonął, nie uciekł spojrzeniem od ciemnych tęczówek, dopóki nie został uwolniony spod chwilowej kontroli jaką nad nim sprawowały. Nie miał zielonego pojęcia kiedy ostatnio, jeśli w ogóle, tak często patrzył komuś w oczy, a posiadanie na sobie tak niezachwianej uwagi Liana było na równi przerażające i odurzające. Za każdym razem, gdy jego oczy znajdowały nowy obiekt zainteresowania, zalewała go zarówno ulga, jak i niedosyt.
Po znalezieniu wspomnianej różowej krewetki i zaciągnięciu Mei'a do tabliczek informacyjnych, dostał chwilowe rozproszenie od reszty bodźców i pędzących myśli. Przynajmniej dopóki chłodna ręka nie wyślizgnęła mu się z chwytu, na co zdążył zmarszczyć czoło i podnieść głowę, idealnie by dopasować się jej czubkiem pod brodę mężczyzny. Zamrugał i spuścił wzrok na palce trzymające go za ramiona, jakby potrzebował wizualnego potwierdzenia tego fenomenu.
- Nie... Ani trochę - wymamrotał, zerkając z powrotem na tabliczkę, chociaż pomimo dłuższego wpatrywania się w znajdujące się na niej słowa, nie przyswoił ani jednego od kiedy czuł przyklejonego do swoich pleców Liana. Chociaż rozpraszało go także coś poza samą jego obecnością.
- Hm? Ja-jasne, tylko... możesz też... - urwał i zamiast tłumaczyć co miał na myśli z użyciem słów, podniósł dłoń by odkleić palce od materiału swojego płaszcza i pociągnąć jego rękę w przód po skosie, w ramach zachęty by całkowicie się na nim uwiesił, albo go objął, to już zostawiał jego własnej interpretacji. - I daj mi moment, muszę tylko... Okay, więc są z Indo-pacyfiku, to drapieżne ustonogi, bo mają szczęko... szczękonóża jak modliszki, tylko zakończone zgrubieniami, którymi... się biją..? - zmrużył oczy i w pierwszej chwili chciał ponownie pochylić się bliżej tabliczki, jednak w ostatnim momencie przypomniał sobie, że miał na głowie Liana, więc ostatecznie tylko niespokojnie drgnął. Rzucił okiem w stronę akwarium, jakby spodziewał się zobaczyć w nim ring bokserski, zanim wrócił do czytania. - Mają... O, widzą pełne 360 stopni, ale ich oczy poruszają się niezależnie od siebie, co jest... okay, dziwne, chcę tak - mruknął, po czym podniósł dłoń i entuzjastycznie postukał palcem w fragment opisu. - Zakres widzenia obejmuje ultrafiolet i podczerwień. Czyli dobrze pamiętałem! O i... prędkość ciosów dochodzi do stu kilometrów na godzinę, co... jest rekordem w świecie zwierząt. Wiesz co... To na pewno nie jest krewetka - podsumował, wydając swój profesjonalny osąd, po dokładnym zapoznaniu się z tematem. Nie wiedział o krewetkach zbyt wiele, jednak dostatecznie dużo by stwierdzić, że poza wyglądem pod żadnym innym względem nie przypominały tego konkretnego stworzenia.

Lian Mei
24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Naturalnie nie podzielił się z nim żadnym konkretem co do planów, podarował mu jedynie pobłażliwy uśmiech by nie pozostawiać pytania całkiem bez odpowiedzi. Tymczasem w myślach, podczas gdy Daniel rozwijał się już w temacie percepcji poszczególnych zwierząt, Lian układał według priorytetu te miejsca, które chciał z nim zobaczyć w najbliższym czasie i póki co raz na jakiś czas musiał wybić sobie z głowy te opcje, które wymagały dalszej eskapady, na przykład samolotem.
Gdyby to zależało wyłącznie od niego, w przyszłym tygodniu Moore leciałby z nim pierwszą klasą do Kyoto z okazji zbliżającego się Hanami.
Kłamstwo 一 odparł marszcząc brwi, a nawet kręcąc przecząco głową. 一 Oczywiście, że istnieje, mam co najmniej dwa zestawy do parzenia herbaty w tym kolorze.
Wiedział oczywiście, że Daniel wychodząc z argumentem miał w tym poparcie badaniami z których najpewniej wyciągnął tę ciekawostkę, ale Lian nie był człowiekiem nauki. Był zwykłym człowiekiem nie mającym w zwyczaju nadmiernego studiowania swojego czajniczka, wolał raczej zgłębiać każde maleńkie uszczerbienia na krawędziach w celu ustalenia ich przyczyny, kontemplować załamania świateł na lakierowanej ceramice i podlewać filiżankę herbatą.

Za to nie mam pojęcia jak ty to robisz, że na każdą okazję masz jakąś anegdotkę. Nie zrozum mnie źle, to nie przytyk 一 dodał od razu, zanim Daniel dorobiłby sobie do tego własną interpretację. 一 Po prostu sam ledwo ukończyłem kursy korespondencyjne i gdyby nie to, że coś-niecoś gram, wątpliwe by przyjęli mnie na studia. Jestem pod wrażeniem, że to wszystko pamiętasz, jak... chodząca encyklopedia.
Ton jego głosu wskazywał na podziw, nie było w nim nic z kpiny czy znużenia, zresztą Lian wątpił by po tym jak wypytywał go praktycznie o każdy element wystawy można było mieć jakiekolwiek wątpliwości.
Nigdy nie miał okazji wypróbować konwencjonalnej ścieżki edukacji więc nie wiedział do końca jaki zakres materiału przekazywali w szkołach, mimo to poznał wystarczająco wielu ludzi by wiedzieć, że Moore i tak mocno wystawał ponad średnią. A sposób w jaki opowiadał o każdej, nawet największej głupocie, z wypiekami na policzkach i drżącym od nadmiaru emocji głosem? Lian był zachwycony.
Spodziewał się prostej odpowiedzi, krótkiego tak lub nie z nadzieją na to pierwsze, jednak kiedy Daniel samodzielnie podjął inicjatywę i przełożył sobie jego ręce tam gdzie chciał je mieć, stojący mu za plecami Lian poczuł momentalnie kurczący mu się żołądek, jakby ktoś strzelił go właśnie łokciem.
Reakcja nie była nieprzyjemna - jedynie intensywna i być może tęsknił za tego typu jednoznacznym kontaktem tak mocno, że coś tak prostego było w stanie wytrącić go z równowagi.
Nie powiedział nic ani wtedy, gdy Moore ostatecznie ustawił się wygodnie w tej konfiguracji, ani wówczas, gdy w parafrazę informacji zapisanej na tabliczce wkradały się osobiste wstawki. Zamiast tego pomału zagarnął go do siebie bliżej, tak jakby chciał go wchłonąć, na spróbowanie oparł go sobie komfortowo o klatkę piersiową i kiedy po kolejnej małej flaucie Lian nie zauważył u Daniela oznak niewygody, sam wreszcie nieco się rozluźnił.
Podczas gdy Moore opowiadał o rawkach bijących rekordy, on słuchał jednym uchem i jednocześnie wwiercał się policzkiem w chmurkę kasztanowych loków.

Myślisz, że smakują inaczej? 一 zapytał po podsumowaniu, jakiego doczekał się po bogatym opisie krewetko-podobnego stworzenia zasuwającego przez akwarium. Z pewnością było interesujące, Lian nawet poświęcił mu pełne pół minuty swojej uwagi i ze dwa spojrzenia, ale nie było wątpliwości co tak naprawdę znajdowało się w centrum jego zainteresowania.
Małe odkrycie jakiego w tym czasie dokonał nie było może i przełomowe, tego domyślał się już od dawna, właściwie odkąd zaczął postrzegać Moore'a jako coś więcej niż tylko przypadkową znajomość, mimo to był nim tak zaintrygowany, że niepomny na kolejne obiecane atrakcje jeszcze przez jakiś czas sterczał uparcie w miejscu, unieruchamiając ich obu.
Konkluzja brzmiała następująco: Daniel doskonale układał się, cóż, właściwie sam, czy to w ramionach czy pod brodą, grzał jak mały piecyk emitując to niekończące się ciepło, jakby połknął słońce i był tak miękki w dotyku, że Lian musiał zaangażować całą swoją wolę by nie pójść za ciosem i nie sprawdzić tego samego pod warstwą jego swetra i koszuli.

Więc... płaszczki, tak? Pokaż mapę 一 zadyrygował z nagłym ożywieniem, choć nie kiwnął nawet palcem by pomóc. Zamiast tego czekał cierpliwie aż Moore rozwinie plan oceanarium i pozwoli mu zerknąć. 一 To nie jest tu obok? W pra...w lewo. Zdecydowanie w lewo, hmm? 一 mamrotał mu nad uchem, oblegając go jak wielki czarny nietoperz. 一 Sprawdzimy, czy twój przyjaciel ma ci coś nowego do opowiedzenia?


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
18 y/o
For good luck!
168 cm
licealista w Riverdale Collegiate Institute
Awatar użytkownika
singing Radiohead at the top of our lungs, with the boom box blaring as we're falling in love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaprzeczenie jedynie wyciągnęło z niego szerszy uśmiech. Poprawił okulary nawiniętym na palce rękawem, entuzjastycznie przetrzepując swoje zbiory wiedzy bezużytecznej by dotrzeć do szczegółów, które dałby radę przekazać dostatecznie zwięźle. I tych, które faktycznie rozumiał, jako że biologia, o ile ciekawa, nie należała do jego specjalizacji, przez co zbyt skomplikowane słowa wpadały jednym uchem i wypadały drugim.
- To mieszanka niebieskiego i czerwonego, które są na przeciwnych końcach widzialnego spektrum, czyli teoretycznie nie powinny być w stanie się zmieszać. Nie jak... jak fiolet, który ma swoją długość fali i istnieje w tęczy, purpura to w pewnym sensie... no, iluzja, zapełnienie luki w oparciu o sygnały tych dwóch kolorów, które znamy - podsumował pobieżnie, chociaż byłby w stanie opowiadać o temacie znacznie dłużej i zagłębić się w niego na tyle, że zapewne zanudziłby Liana na śmierć. - To... czekaj, to ile zestawów masz tak w sumie? - podłapał jeszcze, jako że co najmniej dwa w jednym kolorze sugerowały obecność innych. Dla Daniela, posiadającego okrągłe zero zestawów do herbaty, już dwa brzmiały jak pokaźna kolekcja.
Zagryzając policzek od środka, przyjął komentarz i garść szczegółów z życia Liana. Po raz pierwszy określenie chodząca encyklopedia było w jego stronę wymierzone w pozytywnym sensie, zwykle pojawiało się raczej w zestawie z kujonem czy nerdem i paroma innymi wesołymi wyzwiskami.
- Coś-niecoś? - powtórzył po nim z nutą niedowierzania w głosie. Nie miał jeszcze okazji usłyszeć go na żywo, z ciekawości zerknął tylko na jedno nagranie z jego występu i to starczyło by wbić go w fotel. Brak wyćwiczonego ucha i pojmowania muzyki na bardziej profesjonalnym poziomie nie były mu potrzebne by dodatkowo wydedukować, że byle kto nie był zapraszany na renomowane, międzynarodowe wydarzenia. - Ja po-po prostu... Hm... Świat jest niesamowity - wyjaśnił pokrótce na czym polegała jego fascynacja każdym możliwym tematem po trochu. Od dziesięciu lat regularnie zdarzało mu zastanawiać nad tym, co mógł odkryć w pierwszej połowie życia i całkowicie o tym zapomnieć, więc stale nadrabiał, zbierając i katalogując wszystko co w jakimś stopniu wydawało mu się interesujące. - I szczerze wątpię, aby większość z tego, co wiem, miała przydać mi się na studiach - dodał z lekkim rozbawieniem. Radził sobie w szkole, olimpiady nie pisały się same, a średnia otwierająca mu drzwi do większości uniwersytetów mówiła sama za siebie, jednak dotychczas faszerował Liana ciekawostkami z serii tych, które zbierało się wyłącznie dla własnej rozrywki, a ich posiadał najwięcej.
Z walącym w piersi sercem i uniesionymi w niekontrolowanym uśmiechu kącikami ust wpasował się w ciało Liana z wrażeniem, że znajdował się w tym momencie dokładnie tam, gdzie powinien. W jego ramionach czuł się bezpiecznie, dostosowywał własny oddech do wydechów przepływających między kosmykami włosów, a bliskość rozlewała się ciepłem po całym ciele, przechodząc mrowieniem przez zakończenia nerwowe budzące się do życia po tak długim czasie w samotności. Nigdy nie przyznawał tego na głos, zbywając żartami i wymuszoną nonszalancją brak powodzenia w bliższych relacjach międzyludzkich, a po cichu wzdychając z pudełkiem lodów do ekranu telewizora czy stron kolejnej powieści romantycznej - od niedawna także do sąsiada karmiącego karpie za płotem.
- Niż krewetki? Chyba... Raczej tak, chociaż trochę. Jak planujesz to sprawdzić to u-uważaj, żeby nie złamały ci ręki - poprosił, nagle uznając te nie-krewetki za aktywne zagrożenie dla reszty stworzeń, małych i dużych. Sam na pewno nie spróbowałby takich zbierać, najchętniej w ogóle by się do nich nie zbliżał, starczyło mu patrzenie na nie przez szybkę. Jak się okazuje - specjalnie wzmacnianą, jako że rawki potrafiły poważnie uszkodzić zwykłe szkło akwariowe.
Chwila przerwy po czytaniu o drobnych skorupiakach została przyjęta przez Daniela bez słowa sprzeciwu, w końcu zgodził się na pozostanie w bezruchu na jakiś czas i bynajmniej nie zamierzał mu teraz uciekać. Nie, kiedy sam miał wrażenie, że mógłby spędzić w ten sposób długie godziny. Jedynie narastający ucisk w żołądku, nie tyle z głodu, co z wyczuwalnego braku, sugerował mu chęć obrócenia się w chwycie mężczyzny, by być w stanie odwzajemnić jego uścisk i jeszcze bardziej zniknąć w jego ramionach. Nie odważył się, zostając w bezruchu jak zaklęty i doceniając to, co i tak już otrzymał.
- Płaszczki - zgodził się ze świeżym entuzjazmem, sięgając do kieszeni płaszcza i wyplątując program zwiedzania spomiędzy pęku kluczy zwieńczonego nowym breloczkiem, pobrzękującej puszki landrynek i walającego się na samym dnie inhalatora. Rozłożył mapę, obrócił ją w rękach, by nie trzymać jej do góry nogami, i mrużąc oczy rozejrzał się wkoło, by odczytać ich aktualne położenie. Nie miał najlepszej orientacji w terenie. - W... tak, w lewo. Chyba - podkreślił własną niepewność, by uniknąć potencjalnej odpowiedzialności za zaprowadzenie ich w złym kierunku. Najwyżej zrobiliby kółko. - Jakoś je znajdziemy, to duży zbiornik. Myślisz, że dalej tam jest? - podłapał kwestię swojego wcześniejszego kompana, składając mapkę po zdecydowaniu, że nic więcej już z niej nie wyciągnie. - I... uh, Lian? Raczej b-będziesz musiał mnie puścić. Jak mamy... wiesz, iść? - wytknął, rozdarty między chęcią zobaczenia płaszczek i pozostania w jego ramionach do zamknięcia oceanarium.

Lian Mei
24 y/o
For good luck!
188 cm
Pianista | Student w York University
Awatar użytkownika
social battery at 1% and nobody brought a charger
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiwhatever
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Sam koncept barwy jako fali lub częstotliwości wydawało mu się nierealne, a jego nienawykły do zagadnień ścisłych umysł nie był w stanie tego pojąć nawet gdy Daniel usilnie starał się przedstawić mu to w przystępny sposób. Tak jakby jego mózg był zdolny wręcz w sposób bierny chłonąć wszystko, co posiadało związek z muzyką lub literaturą, posiadał również predylekcję do nauki języków, jednak typowo szkolne przedmioty - zwłaszcza te, które porządkowały świat za pomocą wzorów i obliczeń lub skomplikowanych definicji - stanowiły największą bolączkę.
Pamiętał, że nauka matematyki, fizyki i chemii w najbardziej podstawowym zakresie, gdy lata temu robił to na własną rękę pomiędzy ćwiczeniami gry na pianinie i ściśle wytyczonym przez agencję grafikiem były prawdziwym utrapieniem. Głównie dlatego, że kiedy trafiała mu się blokada i jakiś temat opierał mu się szczególnie wytrwale, nie miał kogo zapytać, nie wspominając o tym, że w pewnym okresie dieta oparta o pięć migdałów dziennie i ssanie kostek lodu nie sprzyjała skupieniu.
Marny wynik, który wyciągnął w pierwszej fali egzaminów wstępnych do szkoły średniej nie wystarczył by placówka wyraziła entuzjazm na przyjęcie go w trybie korespondencyjnym, a na stałe uczestnictwo nie było mowy. Nie musiał pytać, po prostu wiedział, że ani matka ani Serena nie zaaprobowałyby tego pomysłu i dopiero po roku, gdy podszedł do powtórki uzyskując jedynie nieco lepszy wynik, udało mu się dostać na listę rezerwową.
Może właśnie dlatego nawet najbardziej ogólna wiedza jaką dzielił się z nim Daniel windowała wysoko w górę na liście cichych powodów do podziwu. To, że Moore posiadał wyjątkowo szeroką paletę reakcji rzutujących na ogólny obraz jego ekscytacji w trakcie poruszanych na głos ciekawostek dodatkowo korciło, by podpytywać go o każdą głupotę jaka nawinęła się po drodze.
Siedemnaście 一 odparł tonem wskazujących na przekonanie o absolutnej normalności posiadania niemal dwudziestu pełnych zestawów do parzenia herbaty. 一 Parę miesięcy temu zacząłem je chyba kolekcjonować, mam cały regał na... nie, osiemnaście jednak 一 zmienił zdanie w trakcie, z nosem zanurzonym głęboko w kępie ciemnych loków, jakby konwersował nie z Danielem, a jego włosami. 一 Zapomniałem, że ostatnio dostałem paczkę od znajomej z Tajwanu. Jest czajniczek i gaiwan malowany podszkliwnie. Dwa gaiwany 一 doprecyzował, widocznie tak dumny z nowego eksponatu, że nie chciał go w żaden sposób uszczuplać. Inaczej rzecz się miała z kwestiami związanymi z pianinem.
Coś-niecoś 一 zgodził się, ale nie pociągnął tego wątku w rozmowie. O wiele lepiej wychodziło mu tego dnia bredzenie o porcelanie niż muzyce, mimo że wielkimi krokami zbliżał się doroczny festiwal Sakura Oto Yoru w Kyoto i naturalnie nie planował sobie tej przyjemności odpuszczać. Z jakiegoś powodu w powszechnym przekonaniu pianiści żywili się wyłącznie papierem nutowym i rezonowali wyłącznie z dźwiękami pianina.
A musi? 一 zapytał całkiem poważnie, nie do końca przychylny podejściu, wedle którego wiedza musiała być albo wyłącznie praktyczna albo przydatna w kontekście studiów by posiadała wymierną wartość. Czując jak Moore sam zaczyna szukać sobie miejsca i przypasowywać się na próbę to bardziej pod lewe, to pod prawe ramię Lian jedynie odetchnął głębiej z zadowoleniem prosto w jego loki i na krótką chwilę zmrużył oczy.
Głęboko zakorzeniona luka, która od czasu do czasu odzywała się tępym, promieniującym ni to bólem ni mrowieniem zdawała się nagle mniej wyczuwalna i chociaż Mei nie miał wątpliwości, że jedna wizyta w oceanarium nie byłaby w stanie wypełnić jej na dobre, pozwolił sobie wstępnie uwierzyć, że być może istniało coś, co poza muzyką było w stanie zahamować jej rozrost.
Zanim Daniel zakończył studiowanie uproszczonej mapy Lian był już kontent z powodu wędrującego po jego ciele, zagrabionego ciepła, a lekki aperitif w postaci parominutowej bliskości jaka została mu zaoferowana zaspokoił pierwszą potrzebę. Skoro wiedział już, że na tym etapie Moore nie postawił jeszcze widocznej granicy pozwalał sobie na nieco większy optymizm względem reszty dnia, nawet bez słowa pretensji (choć krótkie przytrzymanie go w tej samej pozycji przez parę długich sekund tuż po tym, jak zgodził się go puścić i cierpiętnicze westchnienie rzucone mu jeszcze w plątaninę loków dopowiedziało wszystko za niego) dał się przekonać do podjęcia dalszego spaceru w celu odnalezienia tych upragnionych płaszczek.
Cichy szelest materiału i odjęcie ciężaru z danielowych ramion zaanonsowały zmianę, niechętną ale konieczną.

Myślę, że jak podpytasz to ci powiedzą. Właściwie to dlaczego akurat płaszczki? 一 zainteresował się, kiedy zgodnie pociągnęli w lewo, zostawiając w tyle krewetki i krwiożercze rawki, a jego ręka już w nowym odruchu i bez złudzeń co do zamiarów chwyciła dłoń Moore'a by razem ze swoją upchnąć ją w kieszeni płaszcza. Nie szukał już okazji - intencja była oczywista.
Czy to czasem nie jest tak, że one mają te... kolce jadowe? Upatrzyłeś sobie dość niebezpieczne zwierzątko 一 zauważył po paru krokach, krzywiąc się nieprzyjemnie na widok grupki przedszkolaków stłoczonych przy akwarium z ławicą małych, srebrzystych rybek. Przedszkolaki w większości odpowiedziały mu ze swojej strony wgapiając się w plamę czerni jaką dla nich zapewne był w pierwszym skojarzeniu, dopiero później kilkoro z nich pokazało mu język, a Mei, jako odpowiedzialny, dorosły mężczyzna zmrużył oczy traktując to jako wyzwanie.
Więc przechodząc obok tych kilku odważnych, ze wzrokiem wbitym twardo przed siebie, tak jakby w ogóle nie zauważał ich obecności, przystanął ni z tego ni z owego i...

Słyszałeś, że podobno z akwarium w piwnicy zwiał im ten zmiennokształtny rekin-ludojad? Podobno zajebiście głodny, ale na szczęście jest w stanie zmieścić tylko coś wielkości... hmm, przeciętnego siedmiolatka. Cóż za ulga, wygląda na to, że nie jesteśmy w menu.
Parę dzieciaków odwróciło wzrok od zbiornika z rybkami i w wyrazie bezkresnego przerażenia wbiło w niego szeroko otwarte oczy, a zbiorowy odruch stłoczył ich razem w zbitą, podobną do tej w akwarium, ławicę dziecięcej pstrokatości.

Kto wie, pewnie poluje na tych, co oddalili się od stada i... to znaczy, od grupy. Nikt by nawet nie zauważył, gdyby kilka takich płotek rozpłynęło się w powietrzu.
Zniesmaczona jego poczuciem humoru przedszkolanka wymamrotała coś na temat niedojrzałych emocjonalnie turystów robiących zamieszanie i w pośpiechu zaczęła zgarniać swoje spłoszone stadko zlęknionych smarkaczy na bok, na co Lian rzucił tylko w eter, że jest całkiem tutejszy i zadowolony, że dzięki tej interwencji sala z płaszczkami całkowicie się właśnie wyludniła, uśmiechnął się blado z wyraźną satysfakcją.

Masz teraz cały pierwszy rząd dla siebie, więc szukaj kolegi.


Daniel Moore
default (dc: default_1010)
my standards are low but my delusions are high
ODPOWIEDZ

Wróć do „Ripley's Aquarium of Canada”