ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Blossom by blossom, the spring begins.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Frostine doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każde samotne wyjście wiązało się w pewnym sensie z ryzykiem. Może to zabrzmi nieskromnie, ale była świadoma tego, jak mężczyźni reagowali na jej urodę, choć niekoniecznie czerpała z tego jakąś korzyść. Zawsze w tych bardziej zagrażających momentach przed jej oczami stawał obraz z dzieciństwa, gdzie stała przed jakimś obleśnym typem, wszystko dzięki kochanej mamusi, która pragnęła wykorzystać jej dziecięce piękno do swoich własnych celów. Nie było to nic miłego, ani nic, co potencjalnie mogło wydawać się jej atrakcyjne. Obraz związku i prawdziwej miłości miała przez to tak zaburzony, że każda potencjalna relacja romantyczna wiązała się z ogromem myśli, które u normalnego człowieka występowały rzadko, a nawet wcale.
Nie przyszła jednak na koncert po to, by myśleć o swoich traumach. Chciała się wyluzować, odpocząć od życia codziennego, pracy. Nawet, gdy ta nie sprawiała, iż nie sypiała po nocach. Nigdy nie czuła się przytłoczona zleceniami, może bardziej faktem, że czasami musiała wyjść do ludzi, na salę sądową. Kontakty międzyludzkie były stresujące, ale uczyła się cały czas. Pracowała też z terapeutą. Przy znajomościach jawność emocjonalna nie była aż tak wymagana, co też trochę ratowało jej tyłek. Przynajmniej w większości przypadków.
Stojąc jednak wśród tłumu, nie pod samymi barierkami, bo wiedziała że to dla niej byłoby bardziej zabójstwo, czuła czyjś wzrok na sobie. Zawsze tak miała, trochę niczym paranoja, ale tutaj to uczucie się nasilało. I wkrótce go dostrzegła – jakiś łysol, który zamiast obserwować zespół, gapił się prosto na nią. I nawet się z tym nie krył. Paradis nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś w jego twarzy krzyczało do niej „jestem niebezpieczny”, ale zdecydowanie za często oceniała ludzi po wyglądzie. Tak, jak inni ją. Takie błędne, chore koło, któremu nie do końca umiała się przeciwstawić.
Poczuła się na tyle niekomfortowo z tą uwagą, że w pewnym momencie zapragnęła po prostu wyjść, albo chociaż przeczekać chwilę w toalecie. Wyczuła zatem idealny moment, by zniknąć między tłumem i czmychnąć do damskiej toalety, która była nieopodal sali, na której grany był koncert. Tylko, że nie przewidziała jednego. Że facet miał na tyle sokoli wzrok, że od razu dostrzeże jej próbę ucieczki. Że podąży za nią, a gdy ona zorientuje się, co się święci, będzie już za późno. Korytarz był praktycznie pusty, więc gdy facet przygwoździł ją do ściany, poczuła się jak w pułapce.
Puść mnie! — wydusiła od razu, ciesząc się, że nie zatkało jej z wrażenia. Żeby to tylko miało jeszcze jakiś skutek, a w odpowiedzi łysy jedynie uśmiechnął się parszywie, sprawiając, że żołądek podszedł jej do gardła. Oczywiście podjęła się próby wyrwania z jego uścisku, natomiast był on zbyt silny, by mogła sobie samodzielnie z nim poradzić.

Elwood Madry
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

002


Koncerty to był prawdziwy żywioł. Elwood coś o tym wiedział. Ludziom nakręconym muzyką oraz używkami często odwalało. Przestawali myśleć rozsądnie. Rozbite nosy, rozcięte brwi, skręcone kostki, wybite zęby. Widział to nie raz. Wystarczył jeden nieszczęśliwy łokieć, aby pozbawić kogoś jedynki. No, ale oni grali ostro. W rytm Broken Society nie szło bujać się z nóżki na nóżkę. Tak czy siak, z perspektywy chłopaka to było najgorsze co mogło przydarzyć mu się w klubie. No, ewentualnie obita gęba. Madry niestety był z tych, którzy nie unikają konfliktów. On czasem wręcz sam ich szukał, szczególnie jeśli wypił za dużo. Był wysoki, szybki i wysportowany, więc częściej wracał z tarczą niż na tarczy. Druga sprawa, że zawsze mógł liczyć na chłopaków. Co tu dużo mówić, kochali adrenalinę, a w razie przegranej zawsze mieli jak szybko prysnąć. W tym też posiadali wiele doświadczenia.

Ale nie dziś. Dziś Woody zdany był na samego siebie. W sensie, że przyszedł sam. Wprawdzie miał się ma miejscu spotkać z jedną panną, ale wystawiła go krótko przed tym jak tu dotarł. No nic, to widocznie nie był jego dzień. Gwiazdę wieczoru na szczęście kojarzył, a koncert zamierzał wykorzystać by poznać ich muzykę bliżej. Skoro już się tu pofatygował, sprawdzi co gra konkurencja.

Piwo w barze było tanie i kiepskie, czyli takie jakie lubił najbardziej. Bardziej wyszukany gust być może przyjdzie z wiekiem. Pęcherz przypomniał o sobie gdzieś w połowie setlisty. Madry nie zastanawiał się zbyt długo. Stał z tyłu, więc po prostu odstawił gdzieś plastikowy kufel i zawinął się z sali. Do kibla już tradycyjnie prowadził długi korytarz, na szczęście pusty. Elwood załatwił to co miał, a myjąc ręce w ustach już czuł smak papierosa. Należał mu się szybki dymek.

Po wyjściu, kątem oka zarejestrował obściskującą się pod damskim szaletem parkę. Serio, mieli do wyboru co najmniej dwie wolne kabiny. Gdyby nie był w sosie, pewnie skomentowałby coś o wynajęciu pokoju do takich rzeczy, a tak tylko sięgnął do płaszcza po paczkę fajek. Zdołał odejść na tyle daleko, że prawie przegapił niewyraźny głos dziewczyn, który zaraz uznał za jakieś jęki rozkoszy. Zniesmaczony obrócił się więc na pięcie - Serio ludzie, musicie tutaj? - zawołał, początkowo nie mając w planie przyglądać się zbytnio parce. Coś mu jednak nie pasowało w języku ciała dziewczyny. Wyglądała zupełnie, jakby próbowała się … bronić.

- Hej Ty, odwal się od niej ! - krew momentalnie przyspieszyła w żyłach bruneta, kiedy ruszył na odsiecz. Miał do pokonania co najmniej kilkanaście metrów - Pojebało Cię typie? Zostaw ją! - Plan działania? Jak najszybciej ich rozdzielić, a potem zająć się łysolem.


Frostine Paradis
Stasz
nie czytaj mi w myślach
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Blossom by blossom, the spring begins.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kobiety, zamiast obitej twarzy, musiały się mierzyć zaś z nieco innymi problemami. Te konsekwencje potrafiły czasami owocować w traumy, z którymi pracowało się całe życie. Frostine zdawała sobie z tego sprawę. Koncerty były jednak dość nieprzewidywalne, również i pod tym względem. Zazwyczaj nie spotykała aż takich nachalnych amantów, ewentualnie potrafiła ich odprawić grzecznie, acz stanowczo. Często też miała wsparcie w postaci znajomych. Dzisiaj spodziewała się raczej luźniejszej atmosfery (może jednak nie powinna była wierzyć w pierwsze wrażenia związane z fandomem występujących dzisiaj artystów), a dodatkowo nie wszyscy mieli ten dodatkowy czas, by z nią wyskoczyć. Nie była tą osobą, która przymuszała innych do wyjścia, traktując ich tak samo, jak ona potraktowałaby siebie. A nie znosiła wyciągania na siłę.
Nienawidziła również bezwstydnych, skupiających się na niej aż za bardzo mężczyznach. Dla jednych uroda była skarbem, dla niej natomiast była głównie klątwą. I to od najmłodszych lat, gdzie stała się żywą lalką dla własnej matki, przynajmniej dopóki nie wkroczyli dziadkowie. Dobrze, że nic takiego się nie zadziało. Mężczyźni, wokół których obracała się jej kochana mamusia, dość szybko zaczęli jej przypominać tego właśnie łysego typka, który postanowił się do niej przykleić niczym rzep.
Nawet nie zwalała tego na alkohol, a jej matka też piła, więc widziała co i jak. Znała to spojrzenie, sugerujące o stanie upojenia alkoholowego. Typ był jednak trzeźwy. Aż za trzeźwy. Tak, jakby był jednym z tych drani, którzy lubili umilać sobie czas na napastowaniu kobiet, które nie miały na to absolutnie żadnej ochoty.
Pod wpływem szoku i strachu nawet nie zauważyła, że akurat ktoś przechodził obok nich. W takich momentach uruchamiał jej się instynkt, a ten nakazywał jej walczyć samodzielnie, aż do krwi. Tego ją nauczyło życie z własną matką. Skoro umiała liczyć, musiała liczyć na siebie.
Szamotała się na tyle silnie, że wyswobodziła jedną dłoń, którą od razu przyłożyła facetowi w twarz. Bez samoobrony jednak ani rusz. Cios był solidny, ale nie na tyle mocny, by ten ją wypuścił. A jego reakcja wyglądała wręcz na taką, jakby przemoc tylko bardziej go nakręcała. Świetnie.
Wtedy też usłyszała jakiś głos. Łysy chyba też, bo zarówno pod wpływem jej ciosu, jak i na dźwięk czyjegoś wtrącenia postanowił się odwrócić, wciąż trzymając ją natomiast za ramiona. Frostine sprytnie to wykorzystała, całym swoim ciałem napierając na gościa, by choć trochę wytrącić go z równowagi. Miała nadzieję, że faktycznie mogła liczyć na jakąś większą pomoc ciemnowłosego mężczyzny, który dostrzegł ją w tym okropnym momencie i nie zignorował. Może była jakaś nadzieja w tej ludzkości.

Elwood Madry
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Kobiety, dzieci, czasem zwierzęta. Faceci rzadko za ofiary obierali równych lub silniejszych od siebie. Stąd Madry wiedział, że większość z nich była beznadziejnymi tchórzami bez prawdziwych jaj. Gardził takimi. A koncerty powinny być bezpiecznym miejscem dla wszystkich, wydarzeniem artystycznym i kulturalnym. Ludzie przychodzili się na nie dobrze bawić, czasem odstresować. Muzyka grana na żywo miała magiczną moc. Elwood nigdy nie potrafił stać przy niej nieruchomo. Jeśli dodatkowo kawałek miał wyraźną, melodyczną linię basu, brunet był sprzedany. Miał swoje preferencje, więc często pojawiał się solo na różnych koncertach. On traktował to jak okazję by poznać nowych ludzi. Tylko spokojnie, robił to z szacunkiem. Nie jak kolega spod toalety.

Co taki człowiek mógł mieć w głowie? Był drapieżnikiem na polowaniu? Myślał, że sala koncertowa jest jak sklep i może wybrać z niego to co mu się podoba? Woody nie miał pojęcia. Rozumiał pożądanie, rozumiał żądze, ale nie brak kontroli nad nimi. Przeszedł przez dojrzewanie, niedawno jeszcze sam był nastolatkiem. To prawda, że czasem wystarczył niewielki bodziec żeby rozbudzić hormony, ale jeśli twoją pierwszą reakcją na pobudzenie była wyprawa na koncert w celu napastowania jego uczestniczek, twoje miejsce jest w więzieniu, nie społeczeństwie.

Zapewne dokładnie tak Madry zamierzał elokwentnie wyjaśnić kwestią z napastnikiem. Cierpliwie wytłumaczyć mu, gdzie popełnił błąd, może nawet przytulić. Kto wie, mógł mieć przecież ciężkie dzieciństwo, prawda? Bullshit. Życie nikogo nie rozpieszcza. Elwooda również. To czy potraktuje się to jako wymówkę do krzywdzenia innych, to kwestia osobistego wyboru, nie konieczności. Gdyby każda ofiara z czasem zamieniała się w oprawcę, bezpieczne wyjście na ulicę stałoby się chyba niemożliwe. Na koncert tym bardziej.

Odgłos celnego plasknięcia odbił się od ścian wąskiego korytarza dość wyraźnie. Cholera, sytuacja była jeszcze bardziej poważna. Dziewczyna usiłowała walczyć, a typ nie odpuszczał. Woody miał nadzieję, że nie miał przy sobie broni. Ze świrami nigdy nie wiadomo. Zboczeńcy, to inna kategoria. Najczęściej chcieli albo być oglądani, albo sami oglądać innych. Ten tu wyglądał chłopakowi na desperata. Miał to coś w oczach, gdy łysol wreszcie obrócił głowę żeby na niego spojrzeć. Właśnie z tego powodu Kanadyjczyk się nie hamował, wpadając w tułów mężczyzny z całą siłą, niczym napastnik rugby. Jak widać znajomi nie bez powodu twierdzili, że brakuje mu kilku klepek. Koniec końców jednak, z impetem oraz pomocą szatynki udało się powalić osobnika na ziemię. Był od Madry'ego cięższy, dlatego chłopak próbował wykorzystać przewagę póki ją miał, wdrapując się na faceta i okładając pięściami.


Frostine Paradis
Stasz
nie czytaj mi w myślach
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Blossom by blossom, the spring begins.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Koncert, jako impreza masowa, faktycznie powinna trzymać poziom. Niby takie wydarzenia posiadały ochroniarzy, ale ci najpewniej bardziej uważali się za koncertowiczów, ewentualnie jak już to byli skłonni bronić występujących artystów. Bo przecież to publiczność była dość powszechnie nazywana dziczą, czyż nie? Tylko, że ta dzicz dość często nawet nie miała dostępu do występującego, a przez to cierpiały osoby postronne. I to już nawet nie mówiąc o oblechach, bo napieranie na całą resztę by się choć minimalnie zbliżyć do barierek to była praktyka dość powszechna. Frostine wydawało się, że ominęła taki problem, a w międzyczasie mierzyła się z jeszcze innym. Szkoda, bo koncerty zrobione dobrze i porządnie były naprawdę fajną odskocznią, którą lubiła.
Też mogłaby się zastanawiać co tacy ludzie mają w głowach, ale od dawien dawna znała odpowiedź. Nie mieli oni nic, nawet mózgu. Każdy zdolny do rozumienia człowiek wiedział, że istnieją twarde moralne granice i ich przekraczanie w tym sensie było już faktycznie karalne. Za zwykły dotyk bez zgody można było dostać karę, a co dopiero za coś więcej. Niektórym to jednak nie przeszkadzało. Paradis ani nie chciała wiedzieć, ani nie chciała rozumieć tak bezmyślnego postępowania.
Złe dzieciństwo czy zaniedbanie ze strony rodziców nie było wymówką. Frostine sama pochodziła z takiej rodziny, a jakoś nie napastowała innych panów. Nie miała też za grosz empatii do takich jednostek jak ten pan. Wyjątkiem była jej matka, ale i tak okazała jej serce tylko jeden jedyny raz, wsadzając ją w ośrodek dla osób wymagających stałej opieki. Gdyby nie wyniszczyłby jej alkohol i narkotyki sytuacja też miałaby się pewnie inaczej, no ale cóż.
Nawet nie pomyślała, że facet mógł mieć broń. Działa szybko, instynktownie, czując zagrożenie napierające na nią z każdej strony. I dzięki Bogu za owego młodzieńca, który rzucił się jej na ratunek, nawet dosłownie. Frostine aż wybałuszyła oczy, a ten widok był naprawdę rzadki z jej stałą, pokerową twarzą. Gdy łysy był już pod jej wybawicielem, dostrzegła że ten okłada go pięściami i… nie zatrzymała go. Trochę tak, jakby jej podświadomość podpowiadała jej, że musieli trochę popracować nad tym, by mieć pewność że ziomek straci ochotę na amory.
Z drugiej strony zaczęła rozglądać się za ochroną, widząc jednego tuż przy wyjściu. Obróconego tyłem, a przodem do sali koncertowej. No klasyk. A i tak pewnie patrzył tylko na scenę.
Halo, ochrona! — zawołała, a jej głos aż ochrypł z wrażenia. Wątpliwe jednak, by ten usłyszał, gdy stał w sali która dudniła muzyką w każdym zakamarku. Westchnęła, czekając jeszcze parę sekund, po obróciła się z powrotem do mężczyzn na ziemi. Bała się trochę o tego młodego, a sama nie bardzo mogła mu pomóc, zwłaszcza w tej pozycji.

Elwood Madry
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Ochroniarze obstawiali salkę, a więc miejsce, w którym aktualnie przebywało 99% uczestników koncertu. Elwood nie miał im za złe. Z drugiej strony, okoliczności były idealne by wydarzyło się właśnie coś takiego. Strach pomyśleć, jak skończyłaby dziewczyna gdyby Madry'emu nie zachciało się odlać w połowie występu. Jeszcze nie wiedział, że obleśny typ śledził ją tutaj aż spod sceny. Niewiarygodne. A jak rozwiązać problem na przyszłość? Chyba jedyne co jej pozostało to nie wybierać się w takie miejsca w pojedynkę. Smutne, ale prawdziwe. Woody mógł wszędzie szwędać się sam, nawet nawalony, bo nie był kobietą.

Mózgu wykolejeńcom nie odmawiał. Posiadali je, aczkolwiek spaczone. Potrzeba było inteligencji oraz zimnej kalkulacji żeby nie dać się przyłapać na gorącym uczynku. Łysol mimo wszystko doprowadził dziewczynę tam gdzie chciał - oddalone puste miejsce na uboczu. Odseparowanie się od tłumu było jej pierwszym błędem. Oblech nigdy by się na coś takiego nie zdecydował pośród innych ludzi. Teraz nie ma co jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Ważne, że Madry był w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie. Plus posiadał sporo empatii. To ten element, którego brakowało psycholom.

Chłopakowi zabrakło jej tylko dla napastnika, z którym gruchnął o ziemię. Frostine nie musiała się jednak martwić. Elwood wiedział co robi. Nauka upadania była pierwszą lekcją sztuki parkour, którą uprawiał z kolegami. Skoro chcieli nocami zdobić miasto graffiti, musieli umieć skutecznie wdrapywać się na konstrukcje, a także uciekać przed policją. Miał lata doświadczenia, w bitce też. Stąd tak zaskakujący plan działania. Skoro łysy zaatakował dziewczynę pierwszy, mieli pełne prawo do obrony. Madry nie bił jednak na oślep, zamiast tego usiłował pozbawić typa przytomności. Wyglądał na cięższego i silniejszego, więc brunet nie chciał wdawać się w bezpośrednie starcie. Słusznie, bo kiedy jego przeciwnik złapał oddech, a potem zorientował się co się dzieje, momentalnie chwycił chłopaka za fraki i odrzucił na bok. Korytarz był wąski, Woody wylądował na ścianie. Impet wypchnął część powietrza z jego płuc.

- Cholera, uważaj! - krzyną do dziewczyny, widząc jak napastnik podnosi się z ziemi. Nie mieli pewności co planował dalej. Jak dotąd nie sięgnął po broń, więc albo jej nie miał, albo nie chciał nikogo zabić. Ucieczka pozornie wydawała się sensowna, jednak i ofiara i świadek wiedzieli jak wygląda. Elwood dopilnował, żeby porządnie mu się przyjrzeć. Sam właśnie zbierał się na nogi na wypadek gdyby oblech zaatakował ponownie - Na Twoim miejscu bym stąd spierdalał, wiesz co z takimi jak ty robią w więzieniu? - rzucił, licząc że ten go słyszy - Nieeegrzeczne rzeczy.


Frostine Paradis
Stasz
nie czytaj mi w myślach
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Blossom by blossom, the spring begins.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Bycie kobietą, w dodatku ładną było prawdziwym przekleństwem. Zwłaszcza dla Frostine, która unikała jakichkolwiek zbliżeń przed lepszym poznaniem jakiejś osoby, a nawet wtedy miała jeszcze swoje osobiste opory. Z drugiej strony była świadoma potencjalnego ryzyka, natomiast byłaby zwyczajną paranoiczką, gdyby na każdym kroku obracała się za siebie z obawą, że ktoś będzie chciał ją zaatakować. Nie przypuszczała, że z ochroną w takim miejscu będzie musiała się czegoś obawiać, ale miała tym samym nauczkę na przyszłość.
Być może to właśnie niespodziewanie się takiej eskalacji sprawiło, że popełniła tak dziecinny błąd. Tylko, że w tłumie też potrafiły wydarzyć się różne rzeczy. Faceci tylko korzystali z okazji, niby przypadkowo się przysuwając czy ocierając, a potem to już mogło wyrosnąć do wiadomo czego. Nigdzie tak naprawdę nie było się bezpiecznym, nawet na koncercie. Paradis przekonała się o tym na własnej skórze, choć i tak dopisało jej duże szczęście w postaci Elwooda. Gdyby nie jego interwencja, kto wie jak daleko sprawy by zaszły, zanim zdołałaby się uwolnić i uciec.
Z trwogą obserwowała, jak jej wybawiciel usiłuje zgasić światło łysolowi, ale niestety nie było to aż takie łatwe jak mogło to wstępnie wyglądać. Aż wybałuszyła oczy, gdy łysy rozpoczął odwet, a ciemnowłosy z impetem wleciał na ścianie. Od pewnej chwili wycofywała się w stronę sceny, chcąc tym samym zawołać ochroniarza. Teraz już wiedziała, że bez niego się nie obejdzie. Z ulgą uświadomiła sobie, że tym razem nie wmurowało ją w ziemię, przez co rzuciła się pędem do wejścia na salę jak tylko dostała ostrzeżenie od jej wybawcy. Nie zrobiła tego, żeby uciec, ale żeby w końcu ktoś odpowiedni zrobił z tym porządek. Ochrona już dawno temu powinna była zobaczyć, że coś tu nie grało, nawet jeśli miało to miejsce na korytarzu.
Łysol z pewnością widział, co się święci. Laska mu się wyrwała, dostał trochę wpierdolu od przypadkowego chłopaka, a teraz jeszcze miała do akcji wkroczyć ochrona. Madry też nie wyglądał na takiego, który miałby uciec po jednym ataku zwrotnym. Tina cały czas obserwowała go, oglądając się za siebie praktycznie co sekunda. W tej sytuacji liczył się czas. A nie chciała też, by jej wybawca dostał rykoszetem za to, że postanowił wykazać się odrobiną współczucia, którego brak u łysola był aż nazbyt widoczny.
Przepraszam, można prosić? Mamy incydent na korytarzu, mężczyzna próbował mnie zaatakować. — zwróciła się do ochroniarza, gdy już dotarła na miejsce. Była zdyszana i wstrząśnięta, ale mimo to jej głos nie drżał wcale aż tak mocno. Może to ze względu na fakt, że musiała przekrzyczeć muzykę, by cokolwiek dotarło do ochroniarza. Na całe szczęście udało jej się zwrócić jego uwagę na tyle szybko, że po krótkiej chwili i drobnym rozwinięciu sytuacji ten od razu ruszył w stronę korytarza, a ona razem za nim.

Elwood Madry
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Cóż, jak widać takie zbliżenia mimo wszystko nie chciały unikać jej. Może napastnik to wyczuł? Może kręciło go jej przestraszone spojrzenie. Chore. Elwood nie wyobrażał sobie tak spaczonego podejścia i jakkolwiek by nie myślał, nie znajdował nic na usprawiedliwienie mężczyzny. Jedno jest pewne, w normalnych okolicznościach łysy nie miałby u Frostine żadnych szans. Właśnie dlatego wykorzystał fizyczną siłę by spróbować się do niej jakkolwiek zbliżyć. Z tego też powodu Woody nie miał żadnych oporów przed przestawieniem mu szczęki. Mogli być tak blisko jak tylko koleś tego potrzebował.

Nie wpaść w panikę zapewne również było ciężko, a emocje wyłączają logiczne myślenie. Udając się do toalety Paradis chciała zwiększyć dystans pomiędzy nią oraz oprawcą. Niestety jednocześnie oddaliła się od głównego skupiska ludzi. Chyba powinna popracować nad swoim instynktem przetrwania lub co najmniej zakupić środki obrony osobistej. Madry mógł dać jej kilka cennych wskazówek, jeśli tylko przyjmie je od kogoś tak 'młodego'. Choć ciężko to wytłumaczyć, rozumiał zasady gry, nawet jeśli nigdy w nią nie grał. Wrodzona empatia pozwalała mu gładko wchodzić w czyjeś buty i ogólnie brunet postrzegał to bardziej jako zaletę niż wadę. To empatia nie pozwalała mu bezczynnie przechodzić obok takich sytuacji, a czasem wręcz zmuszała do nadstawiania karku. Dlatego się z tym zbytnio nie obnosił. Lepiej wychodził na uchodzeniu za dupka.

Wbrew pozorom mieli z Frostine coś wspólnego. Oboje unikali zbliżania się do innych. Paradis bardziej dosłownie, Madry częściej po prostu nie dopuszczał innych do siebie. Z każdym potrafił zagadać, z wieloma osobami utrzymywał kontakt, ale nikt tak naprawdę nie znał go i nie wiedział co myśli. Ludzie wyrabiali sobie na jego temat najróżniejsze opinie, a jemu nie zależało by kogokolwiek wyprowadzać z błędów. Wracając jednak do koncertu.

Brunetka słysząc ostrzeżenie chłopaka na szczęście go nie zignorowała, tylko rzuciła się biegiem w stronę hali pełnej ludzi. Rozsądnie. Zostając w zasięgu łap napastnika tylko niepotrzebnie się narażała. Madry? On sobie poradzi. Nie trwało to długo zanim znów stanęli z łysolem twarzą w twarz. Smarkacz miał na ustach szeroki uśmiech, gdy wspominał mu o przyjemniaczkach z więzienia. Widział w oczach mężczyzny jak szybko kalkuluje swoje opcje, wzrokiem łypiąc za dziewczyną, która popędziła przed siebie. Elwood tylko czekał, aż chłop rzuci się do ucieczki. Wdali się w krótką szarpaninę, którą zakończył łokieć wymierzony w nos Kanadyjczyka. Cios był na tyle przekonujący, że Woody'ego ponownie odrzuciło na podłogę. Na tym etapie nie był pewny, czy bardziej zabolały go tyłek, na którym wylądował, być-może-złamany nos czy męska duma.

- Łapcie go, ucieka! Łapać zbokola! - krzyczał, usiłując zatamować krwotok z nosa ręką. W oddali słyszał jakby kroki oraz damski głos. Chyba im się udało.


Frostine Paradis
Stasz
nie czytaj mi w myślach
26 y/o
For good luck!
168 cm
tłumacz sądowy w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
Blossom by blossom, the spring begins.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracji1os (bio), 3os (reszta)
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Niestety miało się tego pecha w życiu, który za Frostine ciągnął się wręcz od samego początku. Dobrze, że nie doszło do niczego tragicznego czy gorszego niż to, co spotkało ją w dniu dzisiejszym. A okazji było wiele, przynajmniej dopóki nie interweniowali jej dziadkowie, czy potem ona sama nie zachowywała wręcz paranoicznej ostrożności. Może nigdy nie powinna była tak naprawdę spuszczać gardy? Niebezpieczeństwo zdawało się czyhać na nią na każdym kroku. Niby z ostrożnością można było przesadzić, ale chyba lepiej było przegiąć w drugą stronę niż mierzyć się z naprawdę przykrymi skutkami lekkomyślności.
Koncerty były miejscem specyficznym, a na niektóre ciężko było wnieść nawet butelkę wody, a co dopiero jakiś gaz pieprzowy. Ten posiadała w swojej torebce, która wisiała sobie pośród innych plecaków czy kurtek w wyznaczonej do tego szatni. W takich miejscach ofiarom było trudniej, za to oprawcom zdecydowanie łatwiej szło urealnianie swoich własnych, chorych wytworów. Zwłaszcza w takich korytarzach, które w trakcie koncertu były wręcz niepilnowane. Jedną dobrą rzeczą z tego mogły być późniejsze nagrania jako dowody w sprawie, ale i tak tu już byłoby za późno, by zapobiec czemuś potwornemu.
To też nie tak, że Frostine całkowicie stroniła od ludzi. Jej zawód był niestety ściśle powiązany z udziałem innych osób, ale jej zawodowe ja a prywatne życie było dwiema różnymi rzeczami. Ale nawet prywatnie dość rzadko zwierzała się z czegokolwiek, nie tyle nie chcąc, ale mając z tym zwyczajny problem. Nigdy nie nauczyła się poprawnego otwierania przed innymi, a z terapeutą pracowała nad tym do tej pory. Kto wie, gdyby miała za sobą inne życie, być może byłoby jej z tym prościej. Cieszyła się natomiast, że zwyczajnie kierowała się również i ostrożnością z obdarzaniem kogoś swoim zaufaniem. Gdyby była naiwna ze swoim magnesem na złych ludzi to już dawno byłaby zniszczona.
Gdy jej „ucieczka” się powiodła, martwiła się z kolei o swojego wybawiciela. Dlatego też cieszyła się, że ochroniarz nie psioczył pod nosem ani nie dopytywał o żadne szczegóły, tylko ruszył za nią. Frostine z przerażeniem dostrzegła, że ciemnowłosemu po raz kolejny się oberwało, tym razem w nos. Nieciekawie to wyglądało, ale miała nadzieję że to wina oceny obrażeń z dystansu.
To tamten mnie zaatakował. O, ucieka! — najpierw wskazała na łysola, tylko po to by zobaczyć jak szarzeje mu twarz na widok ochrony. Potwórzyła słowa po Elwoodzie, przez co ochroniarz rzucił się za nim w pogoń. Sama raczej nie była mu potrzebna do powalenia gościa, więc prędko podeszła do krwawiącego Madry’ego, ściągając jednocześnie sweter. Pod spodem miała koszulkę z długim rękawem, więc nie namyślała się zbyt długo. Ukucnęła, przyglądając się nosowi nieznajomego, po czym podetknęła mu materiał. Nie miała przy sobie nic innego, więc musiała improwizować.
Kurczę, nie wygląda to dobrze… — przyznała na sam początek i choć chciała mu podziękować za ratunek, na tę chwilę była zbyt wstrząśnięta, by wykrzesać z siebie coś, co wymagało od niej nieco większego wysiłku. — Tylko głowa w dół, nie w górę jak coś. — dorzuciła jeszcze, próbując sobie przypomnieć jakieś zasady przy krwotokach z nosa. Nie miała wielkiego doświadczenia z pierwszą pomocą, ale chociaż tyle mogła uczynić.

Elwood Madry
Lin (dc: shad0wlin_)
sterowanie moją postacią bez mojej wiedzy i zgody / posty pisane przez AI
23 y/o
For good luck!
187 cm
To skomplikowane
Awatar użytkownika
My shadow's the only one that walks beside me
Sometimes I wish someone out there will find me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracji
postać
autor

Paranoja to nie był najlepszy doradca, aczkolwiek bardzo przekonujący. Woody też czasem z nią polemizował. Jemu akurat podpowiadała, że w głębi duszy jest dokładnie taki jak ojciec i kiedyś, tak samo jak on, bez jakiejkolwiek zapowiedzi, skrzywdzi najbliższe mu osoby. Dlatego zawsze trzymał się z boku, gdzieś na uboczu. Blisko, ale bez przesadnych zobowiązań. Nigdy nie chciał się angażować. Wciskał hamulec bezpieczeństwa jak tylko zaczynało robić się poważnie, jednak gdyby miał mówić szczerze, powierzchowne relacje zaczynały go powoli męczyć. Może dlatego szukał mocniejszych emocji wplątując się w ryzykowne sytuacje jak ta.

Co do pracy w sądzie, chyba raczej powinna ją do ludzi zniechęcić niż zbliżyć. Na sale nie trafiały przecież osoby szczęśliwe, z czystym sumieniem. Elwood wiedział, do czego były zdolne takie jednostki. Oszustwa podatkowe, sprawy rozwodowe, morderstwa, rozboje, napaści, gwałty. Był tego blisko na co dzień i miał wielu znajomych z wyrokami. Słusznymi lub mniej. Sam też kilka razy prawie beknął za graffiti oraz bójki. Madry nie był może święty, jednak nie przeszkadzało mu to być przyzwoitym człowiekiem. Posiadał własny kodeks moralny. Taki, który nie pozwalał mu zostawić szatynki bez pomocy.

W sumie wyglądało na to, że ona miała podobny. Zamiast po prostu uciec, dziewczyna zatroszczyła się o załatwienie posiłków i sprowadzenie ich na miejsce zdarzenia. Zuch. Woody nawet nie miał jej za złe, że uznała, że sam sobie nie poradzi. Nie myliła się. Została też z tyłu, kiedy ochroniarze rzucili się w pościg za wskazanym mężczyzną. Dopiero wtedy Madry mentalnie zwolnił gardę, a jak tylko odpuściła adrenalina, do głosu zaczął powoli dochodzić ból. Chłop miał niezłą krzepę. Rzucił nim o ścianę jak manekinem. Przerażające jaką krzywdę mógłby wyrządzić szatynce.

- Skurwysyn - syknął pod nosem, orientując się, że jedyny pozostały w korytarzu dźwięk to odgłos zbliżających się, lekkich kroków. Krew cienką stróżką lała mu się przez palce i kapała na spodnie, gdy wreszcie podniósł głowę aby spojrzeć kogo też los postawił tego dnia na jego drodze. Elwood musiał chyba zrobić ostatnio coś dobrego, bo zanim ujrzał tajemniczą twarz, najpierw spod ściąganego pospiesznie sweterka wyskoczył biust. Hello. Oh, do tego solidna 10tka. Trafiła się okazja nieco jej przyjrzeć, kiedy zbliżyła się obejrzeć nos bruneta. Jego czekoladowe tęczówki śledziły uważnie każdy ruch.

- W porządku? Nie zdążył Ci nic zrobić? - to nie Woody był tu poszkodowany, nawet jeśli wyszedł z tego lekko poturbowany. Szczerze mówiąc był przyzwyczajony, że raz na jakiś czas wraca do domu obity - O dzięki, ale serio, szkoda swetra - mogła nie wiedzieć, ale krew się nie spiera. Wygodniej, żeby kapała na podłogę, co z resztą nieznajoma po chwili doradziła - Spoko, raczej nie jest złamany. Jestem Elwood, tak swoją drogą.


Frostine Paradis
Stasz
nie czytaj mi w myślach
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”