34 y/o
For good luck!
183 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
seeing high in your tower, you had your power; i'll watch it slip through your hands
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było w Venus Carrington coś przyciągającego, czego nie potrafił dokładnie zidentyfikować.
Nie była to wyłącznie jej aparycja, której wyłącznie głupiec nie dostrzegłby jako co najmniej przyjemnej dla oka. Nie był to jej charakter, serdeczny uśmiech, w którym chowała się pewna przebiegłość - ładne usta stworzone do wypowiadania wyłącznie okrutnych rzeczy. Nie był nawet jej status, to, w jaki sposób unosiła swój podbródek, jak kroczyła przez restaurację jakby była dokładnie w miejscu, w którym powinna się znaleźć. Było to coś i n n e g o.
Jakiegoś rodzaju zadziorność, schowana pod powierzchnią tego wszystkiego, zupełnie obojętna na zwycięstwa, przegrane i czeki na grube tysiące dolarów. To właśnie przez nią jego usta rozchyliły się w uśmiechu na dźwięk zawoalowanej obelgi, określeniu go jako nudnego prawnika.
- Jestem zaszczycony - westchnął, unosząc dłoń do swojej klatki piersiowej w tym uniwersalnym geście bycia ujętym - przez coś, co miało go przecież obrazić.
Czerwone wino było ostatnią rzeczą, która go w tym momencie interesowała. Mimo wszystko, nie przerywał kelnerowi w jego dywagacjach na temat wyboru, cierpliwie siedział w miejscu gdy rozpoczęła się ceremonia otwarcia - godna z pewnością drogiej pozycji, którą wybrał za nich, a za którą Myers miał zapłacić, ponieważ już sobie to tak z a p l a n o w a ł.
Potrafił mówić. Potrafił grać idiotę, jeśli miało mu to przynieść jakąś korzyść, ale mało która interakcja społeczna, na pewnym poziomie, nie była przez niego całkowicie zaplanowana. Zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób musiała postrzegać go Venus Carrington - jako uroczego prawnika z kancelarii, przydzielonego do tej sprawy i jeszcze nieświadomego, że miał ją przegrać.
Rola, którą lubił w życiu odgrywać - ponieważ widząc osobę taką jak Venus, ludzie z góry zaczynali się przygotowywać na najgorsze, nie spodziewając się zimnej kalkulacji po kimś takim jak Jonathan Myers.
- A ma to znaczenie? - odparł, beztrosko, gdy jego prawdziwa osobowość przeniknęła przez z góry założone ramy jej roli, w której powinien preferować pocztówkę. Sięgnął po butelkę, nachylając się nad stolikiem by nalać czerwonego alkoholu do jej kieliszka, a później do swojego.
Z tej odległości zapach jej perfum docierał do niego z większą intensywnością.
- Wygląd bywa mylący - dodał, opadając z powrotem na oparcie swojego krzesła. Kieliszek znalazł się w jego dłoni, malując podniebienie nutami, których nigdy nie był w stanie w szczególe rozpoznawać. - Na przykład nigdy nie powiedziałbym, że słynna Venus Carrington wygląda w ten sposób - dodał, skinieniem głowy wskazując ją c a ł ą, jakby jej wygląd był dla niego, w istocie, głęboko zaskakujący. - Z opowieści moich kolegów i koleżanek zawsze wnioskowałem, że musi być pani co najmniej pięćdziesięcioletnią wiedźmą o nieprzyjemnej twarzy i zgarbionych plecach.
Odstawił kieliszek na blat, choć nie wypuścił go z dłoni. Jego palce kręciły naczyniem lekko, a wino odbijało się od jego ścianek. Jej pytanie było bezpośrednie, w dodatku zasygnalizowało mu, że Venus faktycznie n i c o nim nie wie. Fakt ten przyjął z głęboko skrywaną radością.
- Które by pani preferowała? - zbił piłeczkę, odbijając jej pytaniem na własnym.
Niedoświadczonego prawnika, czy nieznane zagrożenie nadciągające spoza miasta? Prawda nie leżała w żadnym z tych miejsc. Myers zwyczajnie trzymał swój profil nisko, zajmując się sprawami, które nie były tak nagłaśniane - ponieważ choć potrafił rozmawiać z prasą, absolutnie tego nie znosił.

wiedźma
31 y/o
For good luck!
165 cm
pani adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Even good boys bleed. How bad do you want me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wodziła uważnym, ale i szczerze zaciekawionym, spojrzeniem po jego twarzy i za każdym ruchem, kiedy sięgał po butelkę i nalewał im wina. Chciała wiedzieć czy naprawdę jest taki pewny siebie, czy tylko udaje. Sprawdzała czy drżą mu dłonie, czy stara się nalać szybko i mieć to z głowy, czy może daje sobie czas, żeby zrobić to spokojnie i dokładnie.
Uśmiechnęła się, słysząc jego odpowiedź. Doceniała fakt, że starał się być bardzo opanowany, podchodzić do sprawy chłodno, kalkulować co mu się opłaca, a co nie. Być może byłby dobrym aktorem, chociaż tego nie powiedziałaby na głos, bo nie znała zasad, panujących w świecie filmu i teatru. Wiedziała jednak jak poruszać się po scenie prawniczych kruczków, osądów i walki o sprawiedliwość, która rzadko była równa. Być może Pan Myers zaintrygował ją dlatego, że podchodził do tego tak, jak ona. Jak do gry, jakby słowne przepychanki sprawiały mu radość i jakby też chciał odkryć, jak działa druga strona. Tworzył strategię, zbaczając z najmniejszej linii oporu i decydując się na podejście bardzo ambitne.
Wbrew temu, co Venus powiedziała, Johnathan wcale nie był nudny.
Nudni prawnicy znikali z sali rozpraw jako pierwsi, śpiesząc się do swoich nudnych żon i nudnych dzieci. A oni siedzieli tutaj, wchodząc w przepychankę słów i spojrzeń. I ta walka stawała się coraz bardziej zaciekła, co Venus z jakiegoś powodu całkiem się podobało.
Pańscy znajomi poruszają ciekawe tematy 一 przyznała, po czym upiła łyk wina i przesunęła językiem po wargach, zbierając z nich resztki cierpkiego, lekko słodkawego smaku. 一 Czy pięćdziesięcioletniej wiedźmie też pozwoliłby Pan zaprosić się na obiad? 一 zapytała po chwili, unosząc wzrok bystrych oczu znad kieliszka. Odstawiła szkło na stolik, oparła dłoń na brzegu i założyła nogę na nogę, po czym poruszyła stopą, na której pięknie prezentowała się dziesięciocentymetrowa szpilka.
Słysząc pytanie, powoli pokręciła głową. Była ciekawa co założył po jej słowach. Obecnie wiedziała o nim to, czego mogła dowiedzieć się z oficjalnych informacji, z sieci i od współpracowników, ale to prawda, że wcześniej o nim nie słyszała. Była ciekawska i chciała wyciągnąć więcej. Teraz miała do tego okazję. Zacmokała z lekką dezaprobatą.
To nie jest istotne. Wolałabym się skupić na tym, jak to wygląda w rzeczywistości. Proszę mi coś o sobie opowiedzieć, zaskoczyć mnie 一 powiedziała, wpatrując się w niego z delikatnym, trochę powściągliwym uśmiechem, ale i błyskiem ciekawości w oczach. Trudno powiedzieć czy chodziło jej o zebranie konkretnych, prawdziwych informacji czy po prostu o to, żeby zapewnić sobie trochę rozrywki. Może o obie te rzeczy?
Na stole pojawiły się przystawki i poinformowano ich, że dania główne zostaną podane wkrótce. Trochę skłamała, że przyprowadzała tu tylko nudnych prawników. Właściwie wybierała się tutaj również ze znajomymi lub swoim bratem, bo po prostu lubiła to miejsce. Wina i drinki jej smakowały, przystawki były wyśmienite i większość potraw dobrze przyrządzona. Często brała coś też na wynos, bo raczej nie była z tych kobiet, które lubią tracić czas w kuchni.

Dżonafan
34 y/o
For good luck!
183 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
seeing high in your tower, you had your power; i'll watch it slip through your hands
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On był jednak przekonania, że nie mógłby bardziej różnić się od Venus Carrington.
Klienci, jakich sobie brała, byli niczym wyrok dla jej moralności - nieważnym było, jaką była prywatnie osobą, sam fakt jej skłonności do obrony osób, którzy być może na tę obronę nie zasługiwali, malował ją w odpowiednim świetle. Świetle, w którym nie było Jonathanowi do twarzy - on pławił się w świadomości tego, że robił w tym życiu coś dobrego. W tym kontraście do blondynki niemal był w stanie doszukać się potwierdzenia, że był dobrym c z ł o w i e k i e m, jakby bardzo się postarał.
Ale gdzieś głębiej, pod fasadą tego, czym się zajmowali, wiedział, że c o ś ich łączyło.
Pewien rodzaj spojrzenia na świat wyzbyty naturalnej empatii, malujący rzeczywistość w chłodnych, analitycznych barwach. Świadomość własnej prezencji, wykorzystywanie jej w sposób świadomy - wszak lubił zgrywać na salach sądowych pozór dobrego chłopaka o przyjemnej twarzy, któremu można było zaufać. Podejrzewał też, że Venus wiele rzeczy w swoim życiu zawdzięczała swojemu ładnemu obliczu.
Wodził teraz po nim wzrokiem, po jej zadartym nosie i dużych oczach. Wydatnych ustach rozciągniętych w tym pewnym siebie uśmiechu posiadanym przez kobiety, które czuły się swobodnie w swoim otoczeniu i panowały nad sytuacją.
Zastanawiał się, jak mogłaby wyglądać gdyby nad nią n i e panowała.
- Oczywiście, że nie - odparł swobodnie, bez drżenia rąk, lecz jednocześnie bez większego zastanowienia - jakby nie czuł potrzeby ważenia swoich słów, choć tak naprawdę dokładnie wybierał każde z nich. Po prostu robił to s z y b k o. - Ale nie wygląda pani na pięćdziesiątkę.
Rozbrajający uśmiech, który posłał jej nad krawędzią swojego kieliszka niemal był w stanie osłodzić wiedźmę, która zawisła w powietrzu, niewypowiedziana wprost - jak efekt bezmyślności, złego doboru słów, które przecież wybierał bardzo dokładnie.
Ten sam uśmiech posłał w stronę kelnerki, która znalazła się przy ich stoliku wraz z przystawkami. Całodzienne spędzanie czasu na sali rozpraw miało prawo kończyć się pustym żołądkiem, ale powiódł spojrzeniem po talerzykach bez większego zainteresowania. To siedząca naprzeciw kobieta konsumowała jego myśli, wraz ze wszystkimi swoimi sekretami, które pragnął poznać.
W przeciwieństwie do wydawania jej własnych.
- Mam o sobie opowiedzieć? - odbił piłeczkę, z udawanym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. - Nie wiedziałem, że zaprosiła mnie pani na randkę, panno Carrington.
Opieszale sięgnął po widelec, udając, że na moment to podane im danie skupiało jego uwagę bardziej niż siedząca naprzeciw kobieta. Pozwolił ciszy rozciągnąć się między nimi gdy zabrał się do jedzenia, każąc jej c z e k a ć na odpowiedź, jakby długo zastanawiał się nad tym, jaki sekret mógł jej zdradzić. Na myśl przychodziły mu wszystkie nieinteresujące - takie dotyczące jego życia prywatnego, wychowania, rodziny, wszystko to, co mogło zamydlić jej oczy i nie pokazać niczego p r a w d z i w e g o.
- W mojej pierwszej sprawie o morderstwo reprezentowałem mężczyznę, którego żona doprowadziła do śmierci ich dziecka. Wygrałem - odpowiedział, sięgając po prawdę tak, jak sięgał po kieliszek wina. Jego głos brzmiał bezosobowo, choć wspomnienia krzyków na sali w trakcie rozprawy wciąż odbijały się echem w jego głowie. - Mąż powiesił się dwa tygodnie później.
Ponieważ ich zawód nie był czarny ani biały, zwycięstwo nie zawsze było tryumfem, a sala sądowa przypominała pole minowe, a nie pole walki, którym powinna przecież być.
- Pani kolej - odrzucił, domagając się zapłaty za tę informację. Jego wzrok wodził po kobiecej twarzy, zatrzymując się na ustach gdy splamiła je kropla wina.

żmijka
31 y/o
For good luck!
165 cm
pani adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Even good boys bleed. How bad do you want me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jej oczy lekko się rozszerzyły i rozświetlił je dodatkowy blask, jakby usłyszała coś bardziej ciekawego, co ją poruszyło. Miała nadzieję, że Jonathan tak odpowie i nie zawiodła się. Uśmiechnęła się lekko, dosyć naturalnie, już rozmyślając leniwie jak to wykorzystać. To nie tak, że nie znała opinii o niej samej. z uporem maniaka naciskała na jej asystenta, aby dowiadywał się wszystkich plotek na jej temat i mówił jej o wszystkim, nawet o tych najgorszych bredniach. Potrzebowała tej wiedzy, aby przygotować się, gdyby ktoś chciał użyć tego przeciwko niej i ją zaskoczyć. Absolutnie się tym jednak nie przejmował. Ani opowieściami wyssanymi z palca, ani negatywnym opiniom, które były prawdziwe.
Oczywiście, że nie 一 powtórzyła i poruszyła się na swoim siedzeniu, jakby odrobinę niecierpliwie. W końcu wiedziała, że nie wygląda jak czarownica w średnim wieku, chociaż niektórzy mogli ją oczywiście tak postrzegać. Gdyby cofnęli się o kilkaset lat, to pewnie najlepsze miejsce, jakie mogłoby zaoferować jej społeczeństwo, to to na stosie, gdzie przywiązano by ją do pala i spalono żywcem. Ewentualnie na dnie rzeki z workiem kamieni u szyi, ale to by było mniej spektakularne.
Okazja do wykorzystania jego własnych słów nadarzyła się szybciej, niż oczekiwała. Nie miała zamiaru się wahać, w końcu po to tutaj byli, żeby zaznać odrobiny rywalizacji słownej, jakby mało im tego było w pracy. Kolejna rzecz, która być może ich łączyła. Miała ochotę na papierosa, w tej chwili. Czasami żałowała, że to już nie te czasy, kiedy można było zapalić w restauracji przy stole i zamiast reprymendy dostać niezwłocznie popielniczkę pod nos.
Nie? Czy to nie dlatego w ogóle się Pan zgodził? Inaczej nie zwracałby Pan uwagi na wygląd i wiek 一 zauważyła, nawiązując do jego wcześniejszej odpowiedzi. Uniosła widelec, którym zatoczyła w powietrzu kółko, podczas wypowiedzi. Nabrała niewielką porcję dania i wsunęła sobie do ust, by również niespiesznie zająć się jedzeniem, cierpliwie czekając na ciąg dalszy. Nie zamierzała go pospieszać, przecież mieli czas. Żadne z nich nie wyglądało na kogoś, kto by się spieszył.
Przeżuwała kęs dokładnie, spoglądając na mężczyznę, kiedy mówił o tragicznej, samej w sobie i w skutkach, sprawie, którą kiedyś się zajmował. Niespecjalnie ją to poruszyło, w swojej karierze spotkała się z wieloma gorszymi historiami i musiała wyrobić w sobie chłodny dystans i na stałe założyć maskę obojętności, żeby utrzymać się w tym zawodzie.
Zamruczała cicho, kręcąc przecząco głową, kiedy powiedział, że teraz jej kolej. Odłożyła widelec, sięgnęła po kieliszek z winem, po czym uniosła go do ust i napiła się łyka, aby następnie przesunąć językiem po wargach. Bardzo jej smakowało, można było dostrzec to po jej zadowolonej minie. A może nie chodziło tylko o jedzenie i wino? Spodek kieliszka cicho stuknął o blat stołu, kiedy go odłożyła.
I jak się Pan czuł będąc ostatecznie jedynym zwycięzcą tej sprawy? Śledził Pan losy wdowy? Złożył kondolencje? Kupił wieniec na grób klienta? 一 zapytała, odgarniając kosmyk jasnych włosów za ucho. Potrzebowała czegoś więcej, niż suchych faktów. 一 A może postąpił Pan według zasady wygrać i zapomnieć, hm? 一 dorzuciła, unosząc lekko kącik ust w delikatnym uśmiechu. Ona właśnie tak robiła. Rozpamiętywała tylko porażki, rozpracowując je długo na czynniki pierwsze i zastanawiając się co poszło nie tak i co mogłaby poprawić.

Dżonas Majers
34 y/o
For good luck!
183 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
seeing high in your tower, you had your power; i'll watch it slip through your hands
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carrington wszystko k a l k u l o w a ł a. Widział to w jej oszczędnym uśmiechu, w oczach, które w kontraście do przyjemnego wyrazu twarzy pozostawały uważne i skupione. Słyszał w wypowiadanych z rezerwą słowach, jakby każde z nich musiało być dokładnie przemyślane, a ich celem było wyciągnięcie z niego jak największej ilości informacji.
Czy nie robił tego samego?
Była jednak w jakiś sposób nieskrępowana tym, w jaki sposób podejmowała decyzje. Myers od zawsze preferował ukrywanie swojego wyrachowania, wolał sprawiać wrażenie dobrego gliny, który zawsze kierował się sercem - tymczasem Venus zdawała się chować własne głęboko pod warstwami, którymi się obudowała. Jej wspomnienie o ich randce nie miało w sobie nic z beztroskiej, dziewczęcej pogawędki - było zagrywką, chwyceniem jego słów i obróceniem ich przeciwko niemu.
- Panno Carrington, a może zgodziłem się z uprzejmości? - odrzucił, nagle obierając zupełnie inną drogę. W jego słowach brzmiała nonszalancja, twarz przyjęła beznamiętny wyraz i wyłącznie w spojrzeniu chowały się drapieżne iskierki. - Nie jest pani w moim typie.
Kłamstwo opuściło jego usta z łatwością, mimo tego, że nie miało nawet podstawy. Jego spojrzenie nieustannie błądziło po kobiecej twarzy, od której trudno było je oderwać. Jasne włosy otaczały ją niczym aureola, dopełniając ironicznego obrazu niewiniątka, na które w jego oczach wyglądała Venus tak długo, jak się nie odzywała.
Na krótką chwilę zapomniał o tkwiącym przed nim talerzu, gdy jego wzrok przesunął się w dół, na jej usta, pełne, czerwone wargi zwilżone winem, po które sięgnęła. Aparycja kobiety dodawała pewnej warstwy ich słownej gierce, która nie pojawiała się zwykle w rozmowach z innymi adwokatami.
Warstwy, w której pragnął zedrzeć z jej ust tę pewność siebie tak wraz z tym, w co była teraz ubrana.
- We właśnie taki sposób pani postępuje, prawda? - odbił piłeczkę, nie odpowiadając na jej pytanie. Pamiętał szok i wściekłość, które wzięły go we władanie tej pierwszej nocy. Pamiętał ten egoistyczny zawód, gdy cała jego praca poszła na m a r n e, do którego jednak nie przyznał się przed nikim. Do pewnego stopnia nawet nie przed samym sobą. - Od klienta do klienta, kto da więcej pieniędzy tego wypuści pani na zewnątrz, gdzie będzie stanowił dalsze zagrożenie dla reszty populacji.
Sięgnął do widelca, przypominając sobie o istnieniu jego talerza tak, jak przypomniał sobie o tym, że Venus była jego w r o g i e m, o czym na krótką chwilę przypadkiem mu się zapomniało.
- Czy ma pani jakieś własne granice? - drążył, między jednym kęsem posiłku a drugim. Musiał jej przyznać, że jedzenie było bardzo dobre. Może nawet przyjąłby tę restaurację za własną i też w niej bywał, wyłącznie po to, by wzbudzać w niej irytację gdy już ją p o k o n a. - Czy obroni pani gwałciciela lub terrorystę, jeśli tylko będzie go na panią stać?
Sięgnął po kieliszek wina, przenosząc swój wzrok na kobietę.
- Każdy ma jakieś zasady.

Venus Carrington
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”