-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kolejna miała być kobieta w - jak się dowiedział od zapisującej ją recepcjonistki, oceniającej to po głosie i sposobie wysławiania się - trochę zbliżonym do niego wieku, co mogło świadczyć zarówno o dużym zamknięciu (ich pokolenie zdecydowanie nie miało łatwo w życiu, zaczynając od zwykle przemocowych ojców, bo taka była wtedy mentalność; a kończąc na ogólnym podejściu do jakichkolwiek pomocy z psychiką, bo przecież "do psychologa czy psychiatry chodzą tylko wariaci, a ja nie jestem wariatem"); jak i o dużych problemach, które narosły latami, dziesięcioleciami i teraz już były tak skostniałe i zaskorupiałe, że ciężko było sobie z nimi poradzić. Tym niemniej, Sergio zawsze doceniał sam fakt, że ludzie do niego przychodzili, co już świadczyło o nich dobrze i rokowało jakieś nadzieje na przyszłość. Większość jego pokolenia jednak była zamknięta na taką pomoc, o czym najdobitniej przekonał się ostatnio przy spotkaniu ze szwagrem, który w pewnym momencie, po awanturze domowej i wyglądając bardzo źle, oświadczył, że nie pójdzie do psychologa.
Tak czy inaczej - Sergio przygotował gabinet jak zwykle, kanapę pozostawiając dla pacjentki, a sam zamierzał usiąść w fotelu, ustawionym w bezpiecznej odległości od kanapy, tak, żeby nie naruszać ewentualnej szerokiej przestrzeni osobistej pacjenta.
- Pani Swanson? - zapytał, wychylając się z gabinetu i patrząc na siedzącą pod ścianą kobietę - Zapraszam, proszę usiąść - wskazał jej kanapę, a sam usiadł w fotelu, zakładając nogę na nogę, wcześniej przedstawiając się - Sergio Martinez, bardzo mi miło. W czym mogę pomóc?
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Westchnęła ciężko. Pragnęła nikotyny. Oraz świętego spokoju. Wiedziała jednak, że tego z pewnością nie dostanie zbyt szybko. Modliła się jedynie o to, aby faktycznie trafiła na dobrego psychologa, który nie będzie robił jej problemów i wszystko przebiegnie niezwykle szybko i sprawnie.
Podniosła wzrok znad telefonu, gdy tylko usłyszała głos mężczyzny, który zwracał się do niej z progu gabinetu. Nie wiedziała czy to lepiej czy gorzej, że nie trafiła na kogoś kto byłby młodym szczylem. Nie zdążyła go jeszcze wyczuć.
Skinęła głową i podniosła się z miejsca, aby przejść do właściwego pomieszczenia, gdzie miało się odbyć spotkanie. Przez moment się zastanawiała czy faktycznie usiąść, ale finalnie przysiadła na kanapie, bo nie było mowy o tym, aby z marszu opuściła gabinet.
- Potrzebuję po prostu nowego orzeczenia psychologicznego dla przełożonego. Wolałabym załatwić to tak sprawnie jak to tylko możliwe - odpowiedziała, mając nadzieję, że będzie to oznaczało jedynie zwyczajne podpisanie odpowiedniego świstka bez jakiejś głębszej rozmowy.
W końcu wystarczyłoby, aby doktor Martinez umieścił swój podpis na formularzu potwierdzającym jej świetną kondycję psychiczną. Ewentualnie mógł zadać kilka oklepanych pytań, na które odpowie według klucza, aby uzyskał pewność, że nie jest psychopatką lub potencjalną samobójczynią, której da się broń do ręki. To byłoby na tyle.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Cóż, załatwimy to tak sprawnie, jak tylko możliwe - oświadczył szczerze - Ale z całą pewnością nie będzie to natychmiast, jeśli na to pani liczy.
Tak przynajmniej odebrał jej słowa: jako prośbę, żeby po prostu rzucił jej świstek i cieszył się zaoszczędzoną godziną czasu wolnego, która mógłby wykorzystać na klepanie przysłowiowego pasjansa. Nie, nie z nim takie numery, Sergio nie był człowiekiem, który dawałby komukolwiek lewe papiery.
- Gdzie pani pracuje i dlaczego pracodawca potrzebuje świeżego orzeczenia? Stało się coś, czy po prostu stare wygasło?
Starał się nie dać tego po sobie poznać, ale w tym momencie, oczekując na odpowiedź zwłaszcza na drugie pytanie, obserwował Evinę dokładnie, śledził każdy jej najmniejszy ruch, całą mowę ciała. Jeśli się zepnie, to znaczy, że kłamie. Mogły o tym świadczyć nawet mikro gesty: lekkie, niezauważalne dla innych uniesienie ramion, oznaczające spięcie mięśni barków, łopatek i karku. Drgnienia mięśni na żuchwie, świadczące o zaciskaniu zębów. Zakrywanie ust. Pocieranie nosa - gest właściwy raczej kłamiącym mężczyznom, ale kobietom również się zdarzał: nos zaczynał swędzieć, kiedy człowiek się denerwował. Rozszerzone źrenice, mocniej pulsujące tętnice na szyi, o ile zdoła je dostrzec. Skrzyżowanie nóg lub rąk, mówiące "nie powiem ci nic ponad to, co muszę".
Najpierw trzeba było rozgryźć pacjenta, poznać jego sposób funkcjonowania w gabinecie (który mógł być zupełnie różny od tego, jaki prezentował na co dzień - ale jego akurat interesowało w pierwszej kolejności to, jak człowiek zachowuje się przy nim), żeby zacząć szukać sposobów na dotarcie do niego i pomoc w otworzeniu się. Tutaj - skoro chodziło o opinię dla szefostwa, to możliwe, że faktycznie nic się nie działo. Możliwe, że stara opinia się zdezaktualizowała i po prostu trzeba było wyrobić nową, jak każdy inny papierek medyczny lub okołomedyczny do pracy. Jednak żeby się o tym przekonać, tak czy inaczej musiał z Eviną porozmawiać i dowiedzieć się, kim jest i co przeżywa. Czasami czuł się przy tym, jakby przesłuchiwał ludzi, szukając luki w ich systemach obronnych - w podobny sposób działali przecież gliniarze - ale nic na to nie poradzi, że pod tym względem praca jego i policji była podobna. I on, i oni musieli zwracać uwagę na szczegóły zachowania rozmówców, żeby wyłapać nieścisłości i wyciągnąć z tego wnioski.
Evina J. Swanson
-
Bet I could change your life
You could be my wife
Could get into a fight
I'll say, "You're right"
And you'll kiss me goodnight
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Oparła się plecami o oparcie kanapy i skrzyżowała ramiona na piersiach. Nie trzeba było zbyt wielce rozbudowanego instynktu i wiedzy z ludzkiej psychologii, aby wyczuć kryjącą się wewnątrz niej irytację. Była zawiedziona. I znudzona o ile było to odpowiednie słowo.
Miała z pewnością ciekawsze i ważniejsze rzeczy do roboty niż spowiadanie się komuś z tego kim jest i dlaczego działa w ten, a nie inny sposób. Nie chciała, aby ktokolwiek zanadto grzebał jej w głowie. Już jej własna narzeczona narzekała na to, że często trzeba było pociągnąć ją za język, aby cokolwiek powiedziała, a teraz miała zacząć się spowiadać zupełnie obcej osobie?
- Wydział zabójstw Toronto Police Service - odpowiedziała bez zająknięcia, przechodząc od razu w bardziej formalny i pozbawiony emocji ton. - Wracam do służby po dłuższym zwolnieniu lekarskim. Przełożony zażyczył sobie nowych badań.
Sergio mógł nie dawać po sobie niczego poznać, ale Swanson zdawała sobie sprawę z tego, że jest uważnie obserwowana i każda jej reakcja będzie analizowana pod każdym kątem. Podobnie jak pojedyncze słowa na jakich dobór się zdecyduje w trakcie odpowiedzi.
Cała sytuacja przypominała jej niezwykle przesłuchanie. Przeprowadzała ich wystarczająco wiele w swoim życiu, aby wiedzieć na czym one polegają i jak zachowują się poszczególne osoby biorące w nim udział. Dlatego też niemal automatycznie przybrała dokładnie taką samą postawę jakby znajdowała się w pokoju przesłuchań.
Miała doświadczenie w podobnych sytuacjach. Oszczędność w słowach zaczęła się przekuwać w neutralną mimikę oraz równie skąpe gesty. Przez moment można było nawet odnieść wrażenie, że niejako rzuca wyzwanie psychologowi, aby spróbował coś z niej wyczytać i wyciągnął z niej o wiele więcej niż sama chciała mu dać.
Sergio Martinez