27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

I niby jak on mógłby zareagować na jej zachowanie? Zmierzył ją od dołu do góry wzrokiem. Nie pożerającym, a bardziej pełnym troski. Na jego twarzy wymalowało się coś na wzór troski, ale szybko zamieniło się w coś w rodzaju rozśmieszenia. Naprawdę nie potrafił jej zrozumieć, uratował ją z łap Daniela. Zamiast wdzięczności dostał szczekanie chihuahua.
A zachowujesz się jak durna szesnastka — prychnął pod nosem i uniósł dłoń, by zmierzwić włosy na jej głowie. Zdecydowanie, zachowywała się jak nastolatka. Nigdy nic jej nie pasowało, wszystko było nieodpowiednie, niedoskonałe. Tak, będzie do usranej śmierci, przypominał jej, że miał rację. Nie znał tej twarzy Daniela. Odbijał mu laski, momentami łączyła ich iskra rywalizacji, ale nie podejrzewałby go o zostanie drapieżcą wobec kobiet.
Tobie powinno być — wycedził przez usta, dotykając ją wskazującym palcem w czoło i pokręcił głową — tak się odwdzięczasz za ratunek? — mógł ją przecież zostawić, a przecież zgodnie z danym jej słowem pilnował jej. Miał cały czas ją na oku. Pograł w tego nieszczęsnego beer ponga, ale cały czas miał ją na oku, gdyby jednak stało się coś niedobrego. Jedynie obserwował, jak zakłada jego kurtkę. Wyglądała w niej dobrze, wręcz za dobrze.
Skończ o nim pierdolić, nie warto — mruknął, patrząc w jej zielone oczy. O debilach, idiotach się nie rozmawia. Williams mógł być dupkiem, ale jego dupkowatość ograniczała się jedynie do słów. Ewentualnie do nie zapamiętywania panienek poprzedniej nocy. Tylko pijanych nie brał, to jedna z ważniejszych zasad, które kiedyś sam sobie narzucił — czasem mogłabyś się mnie posłuchać, wiesz? — albo po prostu spokornieć. Zaraz prychnął głośno, bo skąd miał wiedzieć o tym, w jaki sposób postąpi Daniel? No nie mógł, nie wszedł nigdy z nim do łóżka — a skąd miałem wiedzieć, że to mogłaby być prawda? — założył rękę na rękę, a jedną ze swoich brwi uniósł wysoko — dla mnie jest chamski, nie wiem, co robi za zamkniętymi drzwiami — zaraz wzruszył ramionami. Gdyby nie sytuacja w której znalazła się Cora, to nigdy by się nie dowiedział. Nie był na tyle wścibski, by się tego dowiadywać. Łatwiej żyło mu się w przeświadczeniu, że tak naprawdę nic złego się nie działo. Na wzmiankę o przeleceniu dupy, tylko strzelił oczyma. Przecież przyszedł tu z nią.
Gdzie leziesz? — spytał, pociągając ją za rękę. Na tyle mocno że znalazła się bardzo blisko niego. Spojrzał w dół, by móc jeszcze raz spojrzeć w jej zielone oczy — i po co ten atak, lala? — chodziło o przelecenie laski. Przyprowadził ją, bo chciała. Opiekował się nią, bo on tego chciał.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Znowu. Znowu zmierzwił jej włosy niczym młodszej, szesnastoletniej siostrze. Cora próbowała się uchylić od jego dłoni, ale nie udało jej się, więc zaraz zaczęła poprawiać włosy po jego tarmoszeniu. Czuła się jak mała dziewczynka, z której się nabijał i to było tylko nieco lepsze uczucie od myśli, że wszyscy widzieli jej tyłek.
Jednak miał rację - należały mu się podziękowania. Wciąż był dupkiem i jej dogryzał, chociaż przed chwilą była w bardzo niebezpiecznej sytuacji, napastowana, obmacywana, zamknięta w łazience ze świadomością, że Daniel ma nad nią kontrolę. Prince mógłby być dla niej delikatniejszy, ale i tak chyba właśnie był - na swój własny, pokręcony sposób. I niestety, ale miał rację. Westchnęła głośno i spojrzała na niego.
- Ok, dziękuję- jej głos był pewny , bez żartów i pretensji. Podziękowała mu, bo naprawdę uważała, że ma za co. Ten pierwszy i pewnie ostatni raz. I oczywiście niewiele musiało minąć czasu, aż ponownie ją zirytował. - To Ty zacząłeś jego temat, ja nie chciałam do tego wracać- teraz już jej głos był pełen wyrzutu. To ona chciała udawać, że nic się nie stało i jak najszybciej zapomnieć o tym, że jakiś chuj zmiażdżył jej granice prywatności i splunął na jej pewność siebie. Wciąż czuła przeszywający chłód na to wspomnienie, a Książę jeszcze jej dokładał i nie miał dla niej litości. Jak on to robił? Tylko on potrafił działać na nią tak, że w ciągu dwóch minut zmieniała się narracja z dziękuję Ci za uratowanie życia na uduszę Cię we śnie przy najbliższej okazji.Czuła się w tym momencie jakby właśnie żywił się jej strachem, przerażeniem i poczuciem wstydu. Bolało ją to, więc aż się zaczęła znowu gotować w środku. - A w czym się nie posłuchałam? Przecież to on mnie zamknął w łazience wbrew mojej woli, ja go tam nie zapraszałam- syknęła wkurzona, próbując nie krzyczeć. Nie chciała, żeby to usłyszał ktokolwiek, chociaż wieść się pewnie bardzo szybko rozejdzie po ludziach. - No to teraz już doskonale wiesz. Miałeś miejsce w pierwszym rzędzie- prychnęła odwracając się już od niego. Pamiętała doskonale nie tylko Prince’a, ale i tłum gapiów widzących, co się stało. To jeszcze dodatkowo ją poniżyło.
I niestety, ale czekał ją powrót na imprezę. Dziękowała w duchu Williamsowi za kurtkę, w której czuła się o wiele lepiej. Najchętniej olałaby już telefon i torebkę, ale musiała przecież jakoś wrócić do domu. Nawet klucze tam miała do mieszkania. - Nie Twój interes- aż ją kusiło, aby doprecyzować, że nie jego zasrany interes, ale ugryzła się w język.
Ledwie zrobiła krok, a już poczuła silne przyciągnięcie. Ruch ten po sytuacji z Danielem mógłby wzbudzić w niej niepokój, ale gdy tylko znalazła się w ramionach bruneta, było wprost przeciwnie. Poczuła jak spokój ją utula. Mimowolnie położyła dłonie na jego torsie czując pod palcami bicie jego serca. Zadarła głowę do góry, by móc spojrzeć w jego oczy. Skubany, miał w nich ten błysk, który nie pozwalał jej odwrócić spojrzenia. - Zrobiłeś co miałeś zrobić- zaczęła czując jak jej serce na nowo przyspiesza. I to było to przyjemne uczucie. - Przedstawiłeś mnie Danielowi, dałeś szansę porozmawiania, a na koniec…- urwała przymykając oczy i hamując napływające do oczu łzy. Słyszała tłum bawiących się ludzi świadomych bądź nie o jej dramacie. - A na koniec mnie uratowałeś- dodała otwierając pomału oczy, w których kącikach błyszczały drobne łzy. - Jesteś już wolny, możesz robić co chcesz- dodała nieco ciszej przechodząc spojrzeniem na jego usta - ponętne, wydatne i obiecujące rozkosz za wsze czasy. Nie odsunęła się ani o milimetr, a nawet wprost przeciwnie - miała wrażenie, że przybliżyła się nieznacznie do niego. Bycie w jego ramionach było dziwnie usypiające, dające komfort bezpieczeństwa. Nie sądziła, że do tego dojdzie , ale w tym momencie ufała mu i potrzebowała jego bliskości. Nie chciała , żeby szedł na dupy. Potrzebowała bezpiecznej przystani. Tylko dzisiaj.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Uniósł delikatnie kąciki ust. Podziękowała mu. Może powinien zapisać to w kalendarzu, dzień w którym Cora Marshall postanowiła przestać być tak bardzo butna jak jej siostra. Jej podziękowania w ogóle nie łechtały jego ego. Mógł tylko domyślać się, w jaki sposób właśnie się czuła. Może nie był dżentelmenem roku, a na pewno materiałem na faceta był średnim, ale miał w sobie współczucie. To jedna z lekcji, którą jego rodzice wlali mu do mózgu.
Nie powiedziałaś tego. — stwierdził krótko, wpatrując się w jej zielone tęczówki. Widział niepewność, zdawał sobie sprawę z jej strachu, ale, cholera, był tylko facetem. Dopóki mu się o czymś nie powie, nie można zbyt wiele wymagać. Był tego idealnym przykładem, co widać na załączonym obrazku. Zresztą może by się przejął, ale widocznie wszystko musiało być z nią w porządku, skoro zaraz zaczęła na niego burczeć. Typowa wariatka Lala.
Że postanowiłaś w ogóle go przekonywać, mówiłem, jest gorszy niż ja — nie unosił głosu, tylko wpatrywał się w nią cały czas z dość poważną miną — nie potrafisz mi zaufać — podobno razem tworzyli festiwal, ale nie potrafiła przyjąć jego słów na poważnie. Obecnie mało co przejmował się jej nadmierną reakcją. Szczerze uważał ją za coś niestandardowego. Potrafił to zrozumieć, mogła trafić w ręce drapieżcy kobiet, gdyby nie jego baczne oczy. Jedyne czego potrzebował, to by zrozumiała, że nie był jej największym wrogiem. Bynajmniej nie w tym momencie.
Przyszedłem tu z Tobą, więc to mój interes — powiedział surowym głosem, patrząc wprost w jej oczy. Nie krzyczał, nie chciał też się narzucać, a jednocześnie wiedział jedno. Nie mógł pozwolić jej tam pójść. Dlatego jednym sprawnym ruchem przyciągnął ją do siebie. Otoczył ją silnymi ramionami i nie miał zamiaru jej puszczać, nawet przez krótki moment. Musiał się nią zaopiekować, przynajmniej tego jednego wieczoru nie być sobą. Uniósł jedną z dłoni na jej plecy, by powoli zacząć ją po nich głaskać.
Naprawdę mam iść? — spytał wprost, patrząc w jej tęczówki. Nie chciał być zaborczy, w każdym momencie mogła wyrwać się z jego objęć. Ciągle delikatnie ją gładził, a jedną z dłoni uniósł, by włożyć jej niesforny kosmyk włosów za ucho — odwiozę Cię do domu, tylko powiedz, co stamtąd chciałaś zabrać — nie chciał się narzucać, a jednocześnie nie wyobrażałby sobie wejścia Marshall ponownie na imprezę. Jego zdanie było proste, łatwe. Wystarczyło jedno, by ruszył tam, zabrał, co chciała, czy może nawet walnąłby z gonga Daniela.
Chyba  że chcesz znowu go zobaczyć — nie wiedział, czemu to powiedział. Mógł się jedynie domyślać, co miała w głowie. Za to on nie pozwoliłby jej na powrót w centrum imprezy.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że mu podziękowała. Bywała cholernie uparta, szalona i nie grzeszyła inteligencją. Ale znała te magiczne słowa i na codzień nie była aż tak kłótliwa jak przy Prince. Potrafiła podziękować za pomoc, a on w dniu dzisiejszym ewidentnie jej pomógł, więc tak - należały mu się podziękowania. Nieistotne, że sam się o nie upomniał, ale dostał je bez problemu, więc to się liczy.
- Wszystko trzeba Wam mówić wprost?- westchnęła głośno i opuszczając ramiona nie wierząc w to co słyszy. Tak jakby rozmawiała z dzieciakiem. - Jak laska o czymś nie mówi, to dlatego że nie chce o tym gadać. Ile Ty masz lat?- odwróciła teraz role i to ona pytała się go o wiek. Był dorosły, nie miała co do tego wątpliwości. Na pewno też miał jakieś doświadczenie z kobietami. Patrząc na jego wygląd była pewna, że kobiety zrzucały przed nim majtki. Gdyby nie awantura o płytę, może nawet sama by to zrobiła już dawno temu. Ale zamiast tego kłócili się dalej, chociaż o dziwo nie w tym momencie. Teraz byli w stanie dyskutować bez uniesionych głosów i wyzwisk. Najwidoczniej potrafili rozmawiać.
- Powiedziałeś, że jest większym chujem niż Ty, a on… On jest czymś znacznie gorszym. Ty jesteś głupi i chamski, a on jest po prostu … złym człowiekiem- aż się skrzywiła i wzdrygnęła na koniec mówiąc o Danielu. Williamsa nigdy się nie bała. Nawet jak na nią krzyczał, przyciskał do ściany czy obrażał - to wszystko traktowała jako nic niegroźne teksty i zachowania. Daniel od początku sprawiał wrażenie niegodnego zaufania, co na chwilę alkohol niestety jej przysłonił. Jednak ani przez moment nie uprawniało go do takiego zachowania w łazience. Niestety o tym jeszcze Cora nie zdawała sobie sprawy.- A Ty mi ufasz?- odwróciła jego pytanie przeciwko niego, bo… sama nie była pewna odpowiedzi. Dotychczas sądziła, że nie. Że jest ostatnia osobą, której by kiedykolwiek zaufała. Ale kiedy stanął w drzwiach łazienki odpychając Daniela, ulga i radość jaką poczuła na jego widok, sprawiała, że zaczęła wątpić w swoje odczucia wobec niego, które żywiła do tej pory.
Tym bardziej, gdy przyciągnął ją do siebie, nie pozwalając jej odejść. Nie sądziła, że tak postąpi. Myślała, że będzie mieć w nosie, gdzie teraz pójdzie. Ani nie spodziewała się po nim tak czułego gestu. Czując jego dłoń na plecach, po jej całym ciele przeszło przyjemne ciepło, które sprawiało, że zaczęła się rozluźniać. W jego ramionach czuła się bezpieczna. Nie odrywała od niego spojrzenia, gdy zgarniał jej zbłąkany kosmyk i gdy zaczął ją głaskać. - Oczywiście, że nie chcę. Nigdy w życiu- aż zmarszczyła brwi będąc w szoku, że w ogóle o tym pomyślał. - Po prostu zostawiłam tam torebkę z kluczykami do mieszkania i telefon- kontynuowała i opuściła wzrok, gdy jej prawa dłoń zaczęła go delikatnie gładzić po torsie. Obserwowała swoje palce delikatnie błądzące po jego koszuli, nie schodząc jednak na odkrytą część ciała. - Nie chcę tam wracać i … - urwała czując niepokój, gdy zdawała sobie sprawę z własnych uczuć i potrzeb. Było jej z tym dziwnie źle… Było jej wstyd. - I nie chcę zostawać sama- nie wyobrażała sobie ani wchodzić do środka ani zostawać tutaj i czekać na niego. Czuła, że naprawdę go dzisiaj potrzebuje. Dlatego niepewnie uniosła głowę spoglądając mu w oczy ze strachem - przed odrzuceniem i przed opuszczeniem. - Mogę wrócić z Tobą do domu?- spytała się go wprost czekając aż ją wyśmieje, ale musiała zadać do pytanie. Znalazła w sobie na tyle odwagi, aby mu pokazać, że jest na tyle przestraszona, że naprawdę go potrzebuje.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Tak — stwierdził spokojnym głosem, wpatrując się w jej oczy. Przyjmował do siebie słowa każdego, o ile zostały one zwerbalizowane. Nie bawił się w obrażanie się, doszukiwanie się drugiego sensu, a przede wszystkim domyślanie się. Go to po prostu nie bawiło, wolał spożytkować energię na zdecydowanie przyjemniejsze sprawy z kobietami — wystarczająco, by nie przejmować się waszymi, babskimi fochami — wzruszył ramionami, bo co miał więcej powiedzieć? Po co się denerwować? Miał przecież dziewczyny i przez ten czas nauczył się jednej rzeczy. Jeśli miały coś do powiedzenia, finalnie to wykrzyczały. Niepotrzebne było chodzenie na palcach, bo przecież Prince był zwyczajnym kurna kretynem.
Nie wchodziłem wcześniej do miejsc, gdzie zabierał kobiety — wycedził jeszcze raz przez usta. Organizując festiwal DLA kobiet, nie zabierałby kobiety do męskiego drapieżcy. Może jego mózg i IQ były na zerowym poziomie, a jednak miał jakieś drobne zasady. Zresztą kobiety, z którą współpracowałby, nie rzuciłby na pożarcie, a poza tym... i tak by mu nie uwierzyła — dla mnie jest złamasem, teraz jeszcze większym — rozłożył dłonie. Nic nie byłby w stanie zrobić. Przecież podważała jego kompetencje, kiedy oświadczył jej, że tego dupka nie będzie namawiać. Wszystko powiedział, ale jej zdanie było dużo ważniejsze — ale czego spodziewać się po Danielu — mruknął finalnie, nabierając powietrza do płuc. Wszystko powoli analizował we własnej głowie, zastanawiając się, co tak właściwie powinien jej powiedzieć w tej chwili. Nie znał dobrej odpowiedzi.
Nie odpowiada się pytaniem na pytanie — niemalże od razu wrócił do własnego pytania. Nie ufał jej. Rzucała w niego przedmiotami, wyzywała, wrzeszczała, momentami miał jej dosyć. Kiedy wyglądała niewinnie, na pewno w głowie miała jakiś szatański plan. Tylko teraz się jej do tego nie przyzna. Nie byłby w stanie tego zrobić.
To po co się tam sama pchałaś? — spytał, trzymając ją dalej mocno we własnych ramionach. Czasami Cora wydawała mu się durna, a sama nie wiedziała, czego tak właściwie chciała. Każde jej zachowanie tylko to potwierdzało. Momentami była naprawdę... irracjonalna. Tylko cała ta sytuacja różniła się od tych, z którymi jak dotąd się mierzyli — chodź — i pewnie już ruszyłby przed siebie, ale kolejne pytanie sprawiło, że odwrócił wzrok ku jej twarzy — do mnie? — nie wierzył w to, co właśnie usłyszał. Nic więcej nie powiedział, tylko chwycił ją mocno za dłoń i pociągnął w stronę imprezy. Zabrał jej torebkę, a parę sekund później stali przed budynkiem, czekając na ubera. On dalej trzymał ją dłoń przy własnej.
Śpisz na kanapie — skwitował krótko, kiedy wsiadali do ubera. Faktycznie, tej nocy Cora będzie spała u niego, a on nie do końca wiedział, jak powinien się z tym czuć.

k o n i e c
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”