-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Syd zakrztusiła się ponownie, kaszląc gwałtownie, gdy zaproponował poklepanie po plecach. Pokiwała przecząco szybko głową, z lekkim zażenowaniem, ale i uśmiechem, w pewnym sensie chcąc powiedzieć nie trzeba, wszystko w porządku. Po prostu nie mogla uwierzyć, ze na dobra sprawę byli dzisiaj w tym samym budynku! How insane is that?! Przesunęła wzrok na niego i słuchała uważnie, gdy opowiadał o tym, od kiedy pracuje w AG, o tym, jak zmienił firmę i jak układa się jego codzienność. Każde słowo wydawało się jej ważne, a w głowie powoli układała obraz jego dnia.- Rozumiem… - wyszeptała po chwili, unosząc lekko brwi, jakby próbowała złapać odpowiedni ton - ale może, jeżeli będziesz jeszcze kiedykolwiek w pracy przytłoczony, umówmy się na… powiedzmy pięciominutową coffee break? - Jej uśmiech był szczery, ciepły. Sam fakt, że mógł się tak czuć, sprawiał, że czuła potrzebę, by być tu dla niego, jak tylko mogla. Nie miała w tym żadnego doświadczenia, w wspieraniu innych ludzi, ale była gotowa zrobić to dla niego w taki sposób jaki wydawał się jej najbardziej oczywisty.- I wiesz… nie zawracasz mi głowy, więc nie martw się tym. Chętnie cię wysłucham, Eric. Mówię to poważnie, okej?- Położyła dłoń na jego ramieniu i ścisnęła ją lekko, wysyłając w ten sposób czuły, subtelny sygnał wsparcia. Gdy Eric wyciągnął telefon i zaczął wpisywać ich kolejną „randkę” w kalendarzu, no i w tym samym momencie komentując okienną ucieczkę- Syd otworzyła usta w lekkim szoku - Lepiej tego nie rób, bo będę musiała skoczyć za tobą, pfft!- prychnęła, marszcząc nos i uśmiechając się jednocześnie. Zdecydowanie ten plan wydawał jej się niebezpieczny, ale i zabawny. Zerknęła na niego, gdy powiedział, ze szóstka była jego ulubionym numerem i odparła -To teraz będę musiała zrobić wszystko, żeby ten numer dalej ci się dobrze kojarzył, eh?- mruknęła półżartem. Gdyby tylko wtedy wiedziała, że to będzie ich prawie- może- ostatnia luźniejsza, spokojna rozmowa tego wieczoru, zanim będą zaraz gnać przez kręgielnię, uciekać przed tym typem, który nie miał za grosz myślenia, zanim w końcu znajdą się w tym kantorku, szukając schronienia.
Syd poczuła przy tym lekką ekscytację, ciepło w klatce piersiowej i to dziwne, przyjemne uczucie, że mogłaby zostać w tym momencie na zawsze, słuchając go, obserwując, jak wypełnia przestrzeń wokół siebie spokojem, który zaskakująco działał na nią kojąco. Ashford stała tak blisko niego w tej ciasnej kanciapie, gdzie powietrze wydawało się gęstsze niż na zewnątrz. Świat wokół naprawdę jakby na chwilę zwolnił - albo zupełnie się zatrzymał. Słyszała tylko cichą muzykę płynącą ze słuchawek, które dzieliła z Ericiem, i własne serce, które waliło tak głośno, że była pewna, że on też to słyszy. Jego perfumy wypełniały jej nozdrza... Był tak blisko. Tak cholernie blisko. Czuła się… wolna. Beztroska, którą dawał jej od samego początku tego wieczoru, teraz była jeszcze silniejsza. Żadnych zasad ojca, żadnych „nie wolno”, żadnych spojrzeń pełnych dezaprobaty. Tylko ona, Eric i ta absurdalna, sytuacja wyjęta niczym z jakiegoś Indie filmu.
Kiedy przytulił ją na ten krótki moment, Syd przymknęła oczy i pozwoliła, żeby jej policzek na sekundę oparł się o jego klatkę piersiową. Motyle w brzuchu szalały tak mocno, że prawie bolało. Ciepło jego ciała, zapach, bicie jego serca tuż przy jej uchu… wszystko to sprawiło, że na chwilę zapomniała o bólu w dłoni i o wściekłym typie biegający na zewnątrz prawie jak w odcinku BennyHill'a. Gdy się odsunął i powiedział, że ona tu zostanie, a on pójdzie po tulipana i resztę rzeczy, Syd zareagowała instynktownie. Złapała go kontuzjowaną lewą dłonią za nadgarstek i zacisnęła palce. Natychmiast wyrwał jej się cichy, bolesny jęk, - N-nnie… nie idź… - wyszeptała szybko, a jej glos delikatnie zadrżał. Zerknęła na niego spod rzęs, a jej policzki w tamtym momencie dosłownie płonęły rumieńcem. Szybko odwróciła wzrok, zawstydzona własną reakcją, ale nie puściła jego nadgarstka.- Pójdziemy razem… za chwilkę - wydusiła z siebie.
W końcu puściła go i wysunęła rękę do góry, pokazując mu swoje palce... już zaczynały sinieć, skóra wokół stawów była obrzęknięta i nieprzyjemnie fioletowa. - Będę musiała później chyba je jakoś zabandażować… -prychnęła pod nosem, próbując obrócić to w żart, choć bolało jak jasna anielka. Przytaknęła tylko na jego słowa, że jest tu całkiem miło. Wzięła głębszy oddech, starając się uspokoić te szalejące motyle.- Mogę?- zapytała cicho, wsuwając iPada do przedniej kieszeni jego spodni, żeby mieć wolne ręce. Gdy jej dłoń opadła, koniuszki palców prawej ręki zahaczyły delikatnie o jego palce. Nie cofnęła ich od razu. Zamiast tego pozwoliła, żeby ten dotyk trwał chwilę dłużej. - Jest naprawdę miło, Eric… - dodała nieśmiało, podnosząc delikatnie buzię, żeby znowu spojrzeć na jego twarz. Jego oczy… ten ich kolor zaczynał jej się naprawdę podobać. Stała tak blisko, że prawie czuła jego oddech na swojej skórze. Serce wciąż waliło jej jak oszalałe, ale tym razem nie chciała uciekać od niego wzrokiem.- Nie wiem jak ty, ale ja się bawię naprawdę świetnie, - uśmiechnęła się szeroko. Czuła się jakby była w jakimś filmie i grała właśnie główna role z Ericiem. Po prostu chciała w tym miejscu trwać, jeszcze przez chwilkę, zanim wyjdą na zewnątrz, cofną się po resztę rzeczy i pójdą pograć w darty, bo hej.. naprawdę chciała tego sprobować. Stała tak przed nim... nie odsuwając się nawet o centymetr, wciąż dzieląc z nim tę jedną słuchawkę i to ciasne, intymne miejsce, w którym świat na zewnątrz jakby przestał istnieć.
eric ☘︎ 𝟕
-
PC freezes? Oh well... turn it off and turn it on
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-ecio osobowaczas narracji-postaćautor
- Ja… dziękuję. Uważam, że to naprawdę świetny pomysł. I tak samo, jeśli Ty będziesz miała dosyć lub po prostu będziesz potrzebowała kogoś, kto Cię wysłucha to ten no… daj mi znać. - mówił całkowicie poważnie, o czym świadczył jego ton. Na potwierdzenie swoich słów, wyciągnął dłoń i czekał, aż Syd ją uściśnie na znak podpisania ich umowy., na czas nieokreślony. Nie zamierzał jej łamać, dlatego nie wymyślał żadnych kar. Chyba, że Syd będzie takowe chciała, to wtedy będzie musiał wytężyć swoje szare komórki i po prostu pomyśleć. To było takie miłe….Ona jest cholernie miła… znaczy, co? mówił do samego siebie, przygryzając nerwowo dolną wargę.
Gdy poczuł jej dłoń na swoim ramieniu, automatycznie podniósł swoją rękę tak, by położyć ją na dłoni Syd. Zrobił to, jakby chciał mieć pewność, że to faktycznie ona, a nie zwykły omam lub figiel płatany przez wyobraźnię. Zabrał rękę po kilkudziesięciu sekundach, a kolejne słowa Syd spowodowały, że miał ochotę zrobić fikołka. Ale takiego z radości. Prawdziwie szczerej radości. Miał tylko nadzieję, że ta radość i miłe słówka, nie były zarezerwowane wyłącznie na dzisiejszy wieczór i że np. w pracy też będą potrafili ze sobą w taki sposób rozmawiać i nie będą musieli udawać nieznajomych. Aż go przechodził jakiś taki przyjemny dreszczyk gdy myślał o dniu jutrzejszym.
- Będę o tym pamiętał. I pamiętaj też, że ja chętnie wysłucham Ciebie. Bez względu na godzinę. O 2 też możesz próbować do mnie dzwonić lub pisać. - powiedział z uniesionymi kącikami ust, bo czasami zdarzało się, że właśnie w okolicach drugiej nad ranem kładł się spać, a jeśli pod koniec tygodnia szedł w miasto, to najczęściej kładł się w okolicach czwartej lub piątej nad ranem. Czasami miewał też ciężkie noce, po których musiał wypić energola oraz kawę w pracy by nie zasypiać przy biurku.
- O nie, nie. Nie możesz skakać ze mną. To jest zarezerwowane wyłącznie dla jednej osoby. Tobie nie może się nic stać. - powiedział, kręcąc głową, chociaż z drugiej strony, uważał słowa Ashford za mega urocze - bo nie każdy chciałby z nim wyskakiwać przez okna, a tu proszę.
W sumie to nie musisz robić zbyt wiele.
- Mhm… na to wychodzi. - odparł z uśmiechem. Dalej nie mógł uwierzyć, że na speed datingu ich numerami było 6 oraz 7 i teraz jedno drugiemu kojarzyło się głównie z przypisaną cyferką.
W pewnym momencie, Eric miał wrażenie, że spotkanie z Syd w rzeczywistości było jakąś sceną z filmu. Zaczęło się spokojnie, potem tenże spokój został zaburzony, a jeszcze potem oni obydwoje uciekają - chociaż Eric miał ogromną ochotę przywalić gościowi, by mu pokazać, że po pierwsze, jest frajerem, a po drugie, powinien odpuścić i wziąć inną kulę, szczególnie, że na torze obok, była taka sama ale tego Stones nie zdążył wykrzyczeć. A szkoda.
W kanciapie było ciemno i ciasno - Eric nie byłby ani trochę zdziwiony, gdyby Syd słyszała jego bicie serca, to, jak próbuje uspokoić oddech, co było powiązane z szybko unoszącą się i jednocześnie opadającą klatką piersiową, którą mogła czuć.W pewnym momencie, jego wyobraźnia zaczęła tworzyć różne obrazy, o których wolał nie mówić głośno, bo już i tak naruszył przestrzeń osobistą Syd, przytulając ją kilka chwil wcześniej - zrobił to w przypływie emocji. Przełknął ślinę i przymknął na krótką chwilę oczy. Miał ochotę złączyć swoją rękę z dłonią Syd i w sumie… za chwilę poczuł uścisk na swoim nadgarstku. Automatycznie spojrzał na swój nadgarstek i uniósł kąciki ust.
- Możesz też po prostu poczekać na mnie przy wyjściu albo mogę Ci dać kluczyki, żebyś wsiadła do mojego auta, które jest zaparkowane jako trzecie z lewej strony. Poza tym, gdybyś kliknęła przycisk na pilocie, zobaczyłabyś, które światła się zapalają i gasną. - powiedział zgodnie z prawdą. Bał się, że gdy koleś zobaczy Syd, znowu będzie coś chciał jej zrobić.
- Na pewno chcesz iść razem? - wyszeptał nagle, jakby nie chciał, by ktokolwiek lub cokolwiek słyszało jego pytanie z wyjątkiem Syd. Po tym, jak wzrok przyzwyczaił się do ciemności, zauważył coś niepokojącego, a mianowicie stan ręki Ashford.
- Syd… musimy pojechać do szpitala. Twoją dłoń musi obejrzeć specjalista. - powiedział zmartwionym tonem. Zaraz jednak jego koncentracja została rozbita, ponieważ usłyszał pytanie, na które skinął głową bez zastanowienia. Czy wiedział dlaczego pytała czy może? Nie. Zaraz jednak poczuł w swojej przedniej kieszeni spodni iPada. Oczywiście, że poczuł, jak palcami zahaczała o jego palce i choć próbował być twardy, poddał się i zaraz złączył ich dłonie.
- Mhm. Jest bardzo miło, Syd. - powtórzył ciszej, zgadzając się ze słowami dziewczyny. Nikt ich tu nic nie widział. Byli sami, trzymający się za ręce, słuchający swoich bić serc. Stones oczywiście czuł na sobie oddech Syd, który go cholernie kusił. Miał wrażenie, jakby go wołała, choć w rzeczywistości było cicho. Przełknął ślinę i powoli zaczął się schylać, lecz ostatecznie zatrzymał się przy uchu dziewczyny.
- Ja też. Ani trochę się nie nudzę. - wyszeptał zgodnie z odczuciami i z lekkim uśmiechem, mocniej ściskając dłoń Syd, jakby miało to być jego potwierdzeniem, że nie ściemnia.
- Może faktycznie tu zostańmy. - rzucił jeszcze nagle od siebie. - Przynajmniej kilka minut. dodał ciszej, gładząc kciukiem dłoń Syd, jakby to miało ją przekonać do decyzji..Sam nie wiedział, czy to ta atmosfera, czy po adrenalinie naszło go na jakieś czułe gesty. Oczywiście z tyłu głowy pamiętał o bolącej dłoni Syd, i martwił się. Widząc niesforny kosmyk włosów, który się uwolnił, drugą ręką włożył go za ucho dziewczyny, bo pierwszą wciąż trzymał ją za rękę.
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
W ciasnej kanciapie, gdy powietrze zrobiło się gęste, a oni stali tak blisko siebie, Syd czuła się jakby świat naprawdę przestał istnieć na zewnątrz. Było to surrealne - na tamten moment dosłownie można było porównać to do jakiejś wyprawy statkiem kosmicznym, lub chodzeniem po księżycu. INSANE. Kiedy Eric przytulił ją wcześniej, wciąż jeszcze czuła to ciepło na policzku. A teraz… kiedy złapała go za nadgarstek, a potem pokazała mu swoją posiniaczoną dłoń, jej głos był cichy i trochę drżący. Syd pokręciła głową, słysząc propozycje pojechania do szpitala, choć w jej głosie słychać było lekkie wahanie. - Nie, nie trzeba… naprawdę - zerknęła na niego, a potem na swoją posiniaczoną dłoń, zanim szybko ją opuściła.- Nie chcę, żebyś się fatygował na naszej pierwszej rand… - urwała nagle, rumieniąc się mocno, gdy zdała sobie sprawę, że właśnie nazwała to randką. Fetcher (fuck), Syd! Ogarnij się! Mimo zażenowania nie cofnęła dłoni. Przeciwnie... gdy poczuła, jak Eric splata ich palce, delikatnie zacisnęła swoją rękę na jego. Jego dłoń była ciepła, duża i idealnie pasowała do jej mniejszej. To uczucie sprawiło, że w brzuchu znowu zatańczyły motyle, tym razem ze zdwojona siła...
Przymknęła oczy i uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Bardzo się cieszyła, że on też dobrze się bawi. Czuła jego ciepło coraz mocniej, coraz intensywniej. Gdy jego oddech musnął jej ucho, przełknęła ślinę i automatycznie ścisnęła jego dłoń trochę mocniej. Uniosła wzrok, patrząc mu prosto w te brązowe oczy. Ich twarze były tak blisko, że prawie ocierała się policzkiem o jego. Serce waliło jej jak oszalałe, zupełnie tak jakby miało się samo wyrwać siła z jej klatki piersiowej. Kiedy poczuła, jak jego kciuk zaczyna delikatnie gładzić wierzch jej dłoni, zrobiło jej się jeszcze goręcej. Nigdy nie była w takiej sytuacji, nie odczuwała, aż tak intensywnych impulsów wysyłanych od swojego ciała, serca rozumu.... Nigdy nawet o czymś takim nie marzyła. A teraz stała tu, w ciasnej kanciapie, z mężczyzną, który sprawiał, że czuła się naprawdę widziana. Szara myszka, która zwykle znika w tłumie, nagle znajdowała się tuż przy kimś tak atrakcyjnym.- Tak… zostańmy, jeszcze chwilkę - wyszeptała cicho, prawie bez tchu, zgadzając się z jego propozycją. Nie chciała, żeby ten moment się kończył. Jeszcze nie teraz. W momencie, gdy wysunął drugą dłoń i delikatnie odgarnął jej niesforny kosmyk włosów za ucho, Syd uchyliła usta, a jej policzki zalała głęboka, czerwona fala rumieńca. Mogłaby przysiąc jak jej kolana zaczęły uginać się pod soba. Cos czuła, że za chwile musiałaby go prosić, żeby ja przytrzymał. Zerkała to na jego usta, to na jego ciepłe brązowe oczy. Serce waliło jej tak mocno, że bała się, że zaraz je usłyszy, a co najgorsze.. wystraszy się jego bicia, które w tamtym momencie, z ekscytacji i nieśmiałości biło tylko dla niego. Nie wiedziała, co robić. Nigdy się nie całowała. Bała się, że się zbłaźni. W co ty się wpakowałaś?! Przechodziło przez jej głowę, ale zaraz po tym kolejna myśl, No dalej, spróbuj, zrób cokolwiek! Jesteś dorosłą kobietą na litość boską! Mimo to stanęła na palcach, przybliżyła twarz do jego i złożyła nieśmiały, delikatny pocałunek… tuż obok jego ust, na kąciku warg. Jej wargi musnęły tylko miękką skórę. W tym momencie serce prawie wyskoczyło jej z piersi... czuła, jakby cała krew uderzyła jej do głowy i do serca. Odchyliła się powoli i spojrzała mu w oczy, kompletnie speszona. Zaraz potem wtuliła policzek w jego klatkę piersiową, ukrywając twarz, i wzięła głęboki, drżący oddech.- Eric, to nie tak…- wyrzuciła z siebie szybko, głosem pełnym zażenowania, w tamtym momencie dosłownie robiła mentalnego Face-palma.- Ja bardzo chciałabym… no wiesz… pocałować cię naprawdę. Ale… nigdy tego nie robiłam. Nie wiem jak… nie umiem - przyznała cicho, przymykając oczy ze wstydu. Jej głos na końcu lekko się załamał, ale w nim było też dużo szczerej, nieśmiałej nadziei. Wciąż tuliła policzek do jego piersi, słuchając jego serca, a palce wciąż splatały się z jego dłonią - mając nadzieje, ze nie wygladała w jego oczach jak błazen.
eric ☘︎ 𝟕
-
PC freezes? Oh well... turn it off and turn it on
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-ecio osobowaczas narracji-postaćautor
- Nie ma ucieczki. - powtórzył wolniej i wyraźniej, jakby dla lepszego zapamiętania oraz chciał, by także i Syd miała tego świadomość. Może nie rozcinali sobie dłoni, nie pozwalali krwi spłynąć i zmieszać się w jakimś patetycznym geście rodem z historii. Nagle uścisk stał się nieco mocniejszy, niż powinien. Jakby chodziło o coś więcej niż zwykłą zgodę.
- Kar też nie? - spytał z całkowicie czystej ciekawości, unosząc brew - bo w sumie smutno by mu było, gdyby Syd coś przeżywała i nie podzieliłaby się tym z nim, a on dowiedziałby się całkowicie przez przypadek.
Ogólnie Eric ani razu nie drgnął. Nie odwrócił wzroku, nie spróbował się wycofać. Wręcz przeciwnie, utrzymał spojrzenie, spokojne, uważne, jakby chciał jej jasno pokazać, że nie zamierza się cofnąć. Dłoń Syd była ciepła, bardzo ciepła.
- Serio, serio. - odpowiedział ze szczerym uśmiechem, kiwając głową i używając słynnej kwestii Osła ze Shreka, która padła w pierwszej części, gdy Osioł wyznał, że nie boi się ani trochę głównego bohatera. Natomiast jeśli chodziło o pytanie Syd, to owszem, jak najbardziej mogła do niego dzwonić nawet nad ranem. Nie miał z tym żadnego problemu.
- Luzik. Dzwoń kiedy będziesz potrzebować. - mówił całkowicie szczerze. Tylko tym, których naprawdę lubił, pozwalał do siebie dzwonić nawet nad ranem. Chociaż tu mu przypomniało pewną sytuację.
- W ogóle raz się zdarzyło, że ktoś robił jakąś prezkę czy coś ważnego do pracy i potrzebował kogoś, kto kompa naprawi. Znalazł na jednej stronie moje ogłoszenie i wiesz o której zadzwonił? 4:00… Myślałem, że zabiję gościa… ale no, też moja wina, bo zapomniałem wyłączyć wibracje, a włączyć całkowite wyciszenie. - wyjaśnił całą sytuację. Czy pojechał? Pojechał. Przy okazji okazało się, że gość pobrał jakiś syf i dlatego laptop odmawiał posłuszeństwa.
- O, jest taka gra jak No way out. I polega na tym, że dwóch gości musi ze sobą współpracować, aby uciec z więzienia i wyrównać rachunki z przeszłości. - grał w nią bardzo dawno temu z kumplem z liceum - nie, nie udało im się przejść, bo zaczęli i woleli grać w Fifę lub inną gierkę, gdzie istniał tryb multiplayer.
Eric pokręcił głową a nagle serce jakby mu zabiło szybciej, bo… uważał za całkiem urocze fakt, iż Syd traktowała to spotkanie jako randkę. Bo przecież w wiadomościach padło spotkanie. A tak naprawdę każdy mógł je interpretować według własnego widzi mi się.
- ce? - dokończył, unosząc brew, a zaraz potem unosząc także i kąciki ust, by dać znać, iż wiedział lub raczej usłyszał ten początek słowa. Szczerze? Nie miał z tym jakiegoś większego problemu - dlatego nie poprawił Syd ani nie nakrzyczał na nią, że CO ONA SOBIE WYOBRAŻA.
- Spokojnie. Dla mnie to żaden problem, a nie chciałbym, żebyś cierpiała przez to jutro. - dodał, mając rzecz jasna na myśli spuchniętą rękę, która nie wyglądała najlepiej.
- Szczególnie, że ręce są… potrzebne. W pracy chociażby. Ciężko jest pisać coś na laptopie jedną ręką. - wyjaśnił, próbując jakoś przekonać Ashford do tego, by dała zielone światło w kwestii związanej ze szpitalem. Przydałoby się prześwietlenie i jakiś opatrunek. pomyślał. Nie chciał prosić, by zgięła i wyprostowała palce, bo po pierwsze, w kanciapie i tak nic nie zrobi, a po drugie, nie chciał widzieć bólu wyrysowanego na twarzy dziewczyny.
Gdy tak stali, przypomniała mu się scena z jednego filmu, gdzie dzieciaki grały w butelkę i gdy na kogoś wypadło, ten kto kręcił szedł z tą osobą do szafy na 7 minut. Nie miał pojęcia, ile czasu minęło odkąd z Syd wszedł do kanciapy ale szczerze powiedziawszy, nie obchodziło go to. W powietrzu czuł zapach perfum Syd, które bardzo mu się podobały. Działały na jego zmysły i pobudzały je. Nagle usłyszał kolejne słowa, na które tylko zareagował cichym:
- Mhm… - zgadzając się, aby zostali tu jeszcze chwilę. Najlepiej dłuższą chwilę. Przymknął oczy, choć zaraz uderzyła go myśl A co jeśli, ona też nagle zniknie.I po tej myśli otworzył oczy i przeniósł swoje ręce na ramiona Syd, a w tym momencie, ona złożyła lekki pocałunek w kąciku jego ust. To go trochę zaskoczyło, bo nie sądził, że wybierze tylko kącik a nie usta. Och…
- Spokojnie Syd. Nie zamierzam ani z Ciebie drwić, ani się z Ciebie śmiać. Każdy… doświadcza tego w różnym czasie, jedni szybciej, drudzy później ale szczerze? Dla mnie to nie jest problem. - powiedział spokojnie, głaszcząc Syd po ramieniu, jakby chciał tym dodać jej otuchy.
- To nie jest skomplikowane, uwierz mi. Po prostu… zbliżasz swoje usta i po prostu je… - nie dokończył, bo w momencie, gdy chciał pocałować Ashford, ktoś otworzył drzwi i zaczął krzyczeć, że co oni tu robią, że tu obowiązuje ZAKAZ WSTĘPU!
- Ja..my… przepraszam. Pomyliliśmy się. Myśleliśmy, że to łazienka. - powiedział, łapiąc za nie uszkodzoną dłoń Syd i wychodząc z kanciapy i idąc do maszyny z miśkami. Oczywiście w głowie wciąż miał obawę, ale z drugiej strony chciał, by Ashford dobrze zapamiętała ten dzień, pomimo akcji z nieznajomym typem i kulą.
Wrzucił monetę, chwycił ster i… niestety, pluszak spadł. Drugi raz - to samo. Trzeci raz - znowu się nie udało.
- Zjebana maszyna! - miał ochotę ją kopnąć - nawet nogą się zamachnął, lecz w ostatniej chwili się zatrzymał. - Ostatni raz. - powiedział i po tych słowach, wrzucił przedostatnią monetę. Nagle mogli zobaczyć, jak pluszowy miś, spada w otwór, a następnie Eric go wyciągnął i wręczył Syd.
- To dla Ciebie. - odparł z uśmiechem. - To co, darty, próbujemy dokończyć rozgrywkę w kręgle, czy… idziemy do auta? - zapytał, po kolei wyciągając palce tak, jak podczas odliczania. Jakby dalej miał na uwadze dłoń Syd, a z drugiej… wciąż nie dokończył przerwanego tutorialu.
syd ♥6
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
W tym momencie, gdy stali tak blisko siebie w ciasnej kanciapie, a on zgodził się zostać jeszcze chwilę, Syd poczuła, jak jej oddech robi się płytszy i szybszy. Czując jego dłonie na jej ramionach, całe jej ciało przeszył przyjemny dreszcz. Zamknęła oczy, pełna nadziei i oczekiwania. Serce waliło jej tak mocno, że prawie słyszała je w uszach. Sam fakt, ze bardzo chciała go pocałować, ze odważyła się na to, a jedyne co była w stanie zrobić to spowić pocałunkiem kącik jego ust.... ugh... zawstydziło ja to jeszcze bardziej, ale była gotowa. Naprawdę gotowa, żeby w końcu poczuć prawdziwy pocałunek. Żeby on pokazał jej, jak to jest.Słyszała jego spokojny, ciepły głos, który dodawał jej otuchy i uziemienia. Jej wargi lekko się rozchyliły. Cała drżała w środku... z ekscytacji, nieśmiałości i ogromnego napięcia. Czuła, jak krew uderza jej do twarzy, a kolana robią się miękkie. Jeszcze sekunda i… ...nagle drzwi kanciapy otworzyły się z hukiem. Ktoś zaczął głośno krzyczeć o zakazie wstępu. Syd aż drgnęła gwałtownie, szeroko otwierając oczy. Poczuła ostre, bolesne ukłucie rozczarowania w piersi... jakby ktoś brutalnie wyrwał jej coś bardzo delikatnego i ciepłego, co dopiero zaczynało rozkwitać.
Cała magia tej chwili prysła w jednej sekundzie. Serce, które jeszcze przed momentem waliło z radości, teraz ścisnęło się żalem. Szybko zamaskowała to nerwowym, lekko zawstydzonym uśmiechem, gdy poczuła, jak Eric łapie ją za dłoń i wyciąga na zewnątrz. Idąc za nim korytarzem, wciąż czuła na policzkach gorąco i lekkie drżenie w nogach. Cały czas myślała o tym, co prawie się wydarzyło. O tym, jak blisko byli. O tym, jak bardzo chciała, żeby dokończył to, co zaczął.
Dopiero przy maszynie z pluszakami trochę ochłonęła. Patrzyła, jak Eric wrzuca kolejne monety i uparcie próbuje wygrać dla niej misia. Za każdym razem, gdy pluszak spadał z powrotem, czuła w klatce piersiowej przyjemne, ciepłe uczucie, do którego jeszcze nie była w stanie przywyknąć.. Ktoś tak bardzo się dla niej starał. - Eric, nie przejmuj się, może następnym razem się uda! - Próbowała go pocieszyć, jednak za plecami trzymała za niego kciuki, aby mu się udało. Widziała jak bardzo mu na tym zależało. A kiedy przy przedostatniej monecie różowy miś w końcu spadł do otworu i Eric wręczył go jej, Syd, aż podskoczyła z radości.- Żartujesz!!- wyrzuciła z siebie zachwycona, przytulając pluszaka mocno do siebie zdrową ręką. Jej oczy błyszczały.- Nazwiemy go MR PINKS. - Podniosła na niego rozpromieniony, pełen wdzięczności wzrok i delikatnie położyła swoją zdrową dłoń na jego przedramieniu, lekko ściskając.-jesteś naprawdę słodki, wiesz? - powiedziała z uśmiechem, a po chwili nie wytrzymała dłużej. Przytuliła się do niego całym ciałem na dłuższą, ciepłą chwilę, wciąż trzymając PINKS'a między nimi. Czuła jego bliskość, jego zapach i to sprawiało, że jej serce znowu zaczęło bić szybciej.. Potem odsunęła się lekko, spojrzała na różowego pluszaka i uśmiechnęła się jeszcze szerzej, prawie piszcząc z zachwytu.-to oficjalne, będę z nim spala - parsknęła śmiechem przyglądając się misiowi, a po chwili zerknęła na Erica - Uwielbiam go. Serio. Dziękuję. - W przypływie odwagi stanęła na palcach i złożyła na jego policzku ciepły, delikatny, ale nieco dłuższy pocałunek. Jej usta musnęły jego skórę z czułością, a kiedy opadła z powrotem na pięty, spojrzała mu prosto w oczy. Jej policzki wciąż były zarumienione,- Wiesz…- zaczęła nieśmiało- w sumie to chciałabym zostać i spróbować tych dartów. Ale nie miałabym też absolutnie nic przeciwko, gdybyśmy po prostu przejechali się gdzieś autem…Co o tym myślisz?- uśmiechnęła się do niego szeroko. Bardzo chciała spędzić z nim troszkę więcej czasu. Nie była gotowa by się żegnać, jeszcze nie teraz...a poza tym, bardzo jej zależało na tym, aby dokończyli to co zaczęli robić wtedy w kanciapie. Miała nadzieje, ze Eric dokończy jej pokazywać... co to znaczy być naprawdę pocałowanym. I teraz jeszcze bardziej niż wcześniej... była tego pewna, ze chciałaby, aby to on został jej pierwszym pocałunkiem.
eric ☘︎ 𝟕
-
PC freezes? Oh well... turn it off and turn it on
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3-ecio osobowaczas narracji-postaćautor
- Jasne. Znaczy, nie mam nic przeciwko. - powiedział, bo czemu miałby być przeciwny, nazwaniu tego spotkania randką? Nie znajdował żadnych argumentów ani przesłanek, by powiedzieć coś w stylu tak, mam coś przeciwko.
Sam nie wiedział, czemu, gdy usłyszał, że ręce są potrzebne do pracy, poczuł, że jego twarz zmienia się w buraka. Aż nerwowo przeczesał dłonią włosy, chociaż przecież mówili o pracowaniu NA KLAWIATURZE.
Patrzył uważnie w oczy Syd i choć okropnie się obawiał o to, że stan jej ręki będzie mógł ulec pogorszeniu, westchnął cicho.
- Dobra. Ale proszę, nie bagatelizuj bólu i jeżeli coś będzie nie tak, od razu jedź na pogotowie lub zadzwoń do mnie, a ja Cię zawiozę. - powiedział zgodnie z prawdą. Jakby nie patrzeć, krzywda by się nie stała, gdyby zamiast na kręgle, poszliby na darty albo bilard, albo na automaty. A tak, czuł się trochę współodpowiedzialny, szczególnie że wciąż nie dał gościowi do zrozumienia, że w taki sposób nie rozmawia się z kobietami. I jeżeli miał jakiś problem, to powinien go załatwić z nim, a nie z Syd.
A potem już stali w ciasnej kanciapie, gdzie na szczęście nie musieli się martwić o brak powietrza, bo nad jedną z półek znajdowała się kratka wentylacyjna - Stones zauważył ją, gdy podniósł głowę do góry po tym, jak już wzrok przyzwyczaił mu się do ciemności. No ale w pewnej chwili, jakby wszystko zaczęło się dziać tak szybko, a ich usta prawie… się ze sobą spotkały, lecz ktoś im przeszkodził. Ciekawe, czy gość już kiedyś kogoś tutaj nakrył…
- Wiesz, co mnie ciekawi? Czy kogoś tu nakryli i nie tylko na całowaniu… I czy dostali permanentny zakaz wchodzenia na kręgielnię. - powiedział Eric, a żeby zobrazować Syd, co dokładniej miał na myśli, wykonał koło z palca wskazującego oraz kciuka prawej dłoni i zaczął palcem wskazującym lewej dłoni, poruszać w kierunku tego kółka. Pewnie nie musiał tego robić, bo Syd sama by się domyśliła, ale już mniejsza.Niby jakieś kartki wisiały na drzwiach lokalu, lecz żaden z nich nie przypominał czegoś w stylu listu gończego ani ban listy.
Skinął głową, mając wrażenie, jakby słowa Syd działały na niego niczym Red Bull lub inny energetyk. I chyba w sumie przyniosły dobry skutek, bo koniec końców udało mu się zdobyć dla Syd pluszaka, tak że mógł to uznać za win.
- Powiem Ci, że sam nie mogę w to uwierzyć. - odparł zgodnie z prawdą, dalej przeżywając coś w rodzaju szoku. Dopiero dotarło do niego, że faktycznie misiek wypadł z maszyny, gdy usłyszał, jak Syd go nazwała.
- Aww, Mr Pinks. - powtórzył z uśmiechem. - Pasuje do niego. Oby Ci nie sprawiał kłopotów. zażartował, bo przecież doskonale wiedział, że maskotki nie psociły, a słysząc jakże miły epitet, poczuł przyjemne ciepło zarówno na całym ciele, jak i na policzkach.
- Ja… em… dziękuję. - aż z tego wszystkiego zaczął się jąkać i udawał, że znowu kopie niewidzialny kamień. No proszę, Eric Stones się jąka - tego dawno nie grali, ale no, nie przywykł do tak miłych komplementów. W dodatku rozczuliło go, że Syd zamierzała spać z pluszakiem.
- Obyś dzięki niemu miała same dobre i miłe sny. - powiedział z uśmiechem, klepiąc Pinksa po główce. Pocałunku w policzek także się nie spodziewał, dlatego aż znieruchomiał na chwilę i gdy odzyskał czucie, dotknął dłonią tego policzka, a dokładniej miejsca, gdzie przed chwilą znajdowały się usta Syd. Wiedział, że to tylko buziak w policzek, ale no, ich też nie dostawał codziennie, co nie.
- Chyba nawet wiem, gdzie moglibyśmy pojechać. - odparł, bo absolutnie nie miał nic przeciwko, by w darty zagrali kiedy indziej.
- Tylko musimy oddać buty. A! No i pójdę po kwiatka i swoją kurtkę. - dodał i po tych słowach zajął jakieś wolne miejsce przy torze, który był zajęty, i ludzie patrzyli na niego jak na kosmitę, ale on tylko posłał im uśmiech, a następnie szybko zdjął buty. Poczekał, aż Syd zrobi to samo i gdy także i ona nie miała już tego specjalnego obuwia, poszedł w skarpetkach je odnieść. Podziękował, wziął swoją parę butów oraz buty Syd, a potem zgodnie z tym, co powiedział, skierował swoje kroki w stronę toru, który zarezerował i opłacił. Zabrał kurtkę wraz z kwiatkiem, lecz zanim wrócił do Syd, przywalił nieznajomemu gościowi z pięści tak, że chyba mu rozwalił nos, ale miał to naprawdę gdzieś. Chciał dać gościowi nauczkę za zaczepianie Ashford. Gość zaczął wykrzykiwać coś o policji i sądzie, ale Stones go nie słuchał, bo już się odwrócił i biegł po Syd, by wręczyć jej jej buty. Gdy je założyła, poszli do jego auta. Otworzył drzwi pasażera i zamknął, gdy Syd usiadła, a następnie sam zajął miejsce kierowcy - kurtkę wraz z kwiatkiem położył na tylnym siedzeniu.
Ruszył z miejsca i pojechali do miejsca, skąd można było zobaczyć panoramę miasta - tzw. taras widokowy. Eric bardzo lubił tu przyjeżdżać, szczególnie nocą.
syd ashford
-
I wonder what will happen
to my heart, starving for love
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Doceniała to, że się o nią martwił, przytaknęła tylko główką i obiecała mu, że będzie na siebie uważała, a przez sekundę przemknęła jej przez głowę myśl, że gdyby coś się stało… to faktycznie mogłaby do niego zadzwonić. Czuła się trochę zażenowana, że jednak nic nie wypaliło z tego pocałunku, a jak później rzucił tym swoim tekstem o tym, czy kogoś kiedyś nakryli tu na czymś więcej niż całowaniu, Syd najpierw zamrugała, a potem momentalnie poczuła, jak cała płonie. Zwłaszcza gdy jeszcze postanowił pokazać jej gestem, co dokładnie ma na myśli.- Eric! - parsknęła, zasłaniając sobie usta zdrową dłonią, bardziej z zawstydzenia niż z oburzenia.- Boje się o tym myśleć. - Spojrzała na niego wielkimi oczami, czerwieniąc się mocno, a jednocześnie… nie mogła przestać się uśmiechać. Bo ten jego głupi żart rozładował napięcie tylko na chwilę, ale pod spodem i tak dalej buzowało wszystko to, co prawie się wydarzyło i Syd myślała o tym zdecydowanie za dużo.
Była wniebowzięta tym różowym pluszakiem jak i faktem, że nie uznał jej za jakiejś głupiutkiej dziewuchu bo nazwała misia Mr Pinkks. Eric jednak nie przestawał jej zawstydzać, może nawet robił to niespecjalnie, ale każde słowo wychodzące z jego ust przyspieszało bicie jej serca. Przełknęła ślinę i uśmiechnęła się do niego - Myślę, że będzie raczej grzeczny - odparła z rozbawieniem, głaszcząc misia po głowie. - Ale jak zacznie mi przysparzać kłopotów, to będziesz za niego odpowiedzialny i będziesz musiał go przychodzić w nocy pilnować. - Wymiana tych krótkich, zabawnych, słodkich zdań dodała jej odwagi i to chyba właśnie ten moment sprawił, że zdobyła się na ten pocałunek w policzek, a chwilkę później kiedy odsunęła się i zobaczyła, jak dosłownie zamiera, po czym dotyka dłonią miejsca, gdzie przed chwilą były jej usta, miała ochotę schować twarz w tym różowym misiu i już nigdy nie wyjść.
Syd jeszcze przez chwilę siedziała cicho, kiedy Eric prowadził. Mr Pinks spoczywał jej na kolanach, przyciśnięty zdrową ręką do brzucha, jakby ten głupi, różowy pluszak miał pomóc jej opanować serce, które od dobrych kilkunastu minut kompletnie nie chciało wrócić do normalnego rytmu. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że dopiero teraz zaczynało do niej docierać. To, jak prawie się pocałowali. To, jak zdobył dla niej misia. To, jak się jąkał, kiedy nazwała go słodkim. I to, że… był w stanie przywalić obcemu facetowi.. dla niej. Na samą myśl o tym ostatnim przełknęła ślinę i zerknęła ukradkiem na jego profil. Ręce trzymał na kierownicy, skupiony na drodze, jakby nic wielkiego się nie wydarzyło, a przecież dla Syd wydarzyło się bardzo dużo. Nikt nigdy wcześniej nie stanął za nią w taki sposób. Nikt nie spojrzał na nią tak, jakby była kimś, kogo naprawdę warto chronić. I to nie dlatego, że była słaba. Nie. Po prostu dlatego, że ktoś zrobił jej przykrość, a Eric najwyraźniej nie miał zamiaru tego tak zostawić. Od samej tej myśli czuła w środku dziwne ciepło. Takie rozlewające się po klatce piersiowej, aż pod gardło. Trochę ją to peszyło, a trochę… podobało jej się o wiele bardziej, niż powinna się do tego przyznać. Przesunęła kciukiem po miękkim futerku misia i uśmiechnęła się pod nosem. - Eric, dlaczego nie masz dziewczyny? - zapytała naprawdę zaciekawiona, zerkając na niego, ale zaraz potem spuściła wzrok, bo oczywiście, że kiedy tylko się odezwała, znowu zrobiło jej się gorąco. Nie była przyzwyczajona do takich wieczorów. Do takiego napięcia. Do tego, że siedzi w aucie z chłopakiem, który sprawia, że wszystko w niej wariuje, a ona w dodatku wcale nie chce, żeby ten wieczór się kończył. W dodatku nie rozumiała, jak mógł być sam.
Kiedy dojechali na miejsce i samochód w końcu się zatrzymał, Syd aż na moment wstrzymała oddech. Panorama miasta nocą wyglądała jak coś nierealnego, a ona przez krótką chwilę po prostu siedziała w bezruchu, patrząc przed siebie szeroko otwartymi oczami. - O mój Boże… - szepnęła. - Eric, tu jest naprawdę pięknie! - Wyszła z auta ostrożnie, a wiatr musnął jej włosy, a ona odruchowo poprawiła pasma za ucho, po czym podeszła kawałek dalej. Miasto z tej perspektywy wydawało się ogromne. Uśmiechała się szeroko i odwróciła do niego, czekając, aż do niej podejdzie.- Dziękuję - powiedziała ciszej, patrząc mu prosto w oczy. - Nie tylko za misia. Za cały ten wieczór. - Przygryzła lekko dolną wargę i przesunęła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, a potem uniosła wzrok z powrotem na niego. Policzki paliły ją niemiłosiernie. Serio, gdyby rumieńce mogły zabijać, już dawno by się tu sama wykończyła, RIP, KAPUT, DEAD. - trochę mi się miesza w głowie - przyznała z cichym, zawstydzonym śmiechem. - Bo cały czas myślę o tej kanciapie. - zaśmiała się nerwowo, po czym uniosła na niego swoje spojrzenie - To trochę żałosne, że wciąż o tym myślę, co? - Przez chwilę patrzyła na niego w milczeniu, z sercem podchodzącym aż do gardła. A potem, chyba pierwszy raz tego wieczoru aż tak świadomie, zrobiła mały krok w jego stronę. Naprawdę mały. Taki, który równie dobrze mógł nic nie znaczyć. - Bo ja… - urwała, oddech lekko zadrżał jej w piersi.- Chyba chciałabym, żebyś mnie pocałował.
eric ☘︎ 𝟕