ODPOWIEDZ
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ezequiel García

Ostatnie dni... były przedziwne.
To miał być jej ostatni dyżur przed wyjazdem z Charlim. Wielki, pierwszy dzień, w którym miała towarzyszyć neurochirurgowi. Pierwszy raz miała stać się jego cieniem, wykonywać badania oraz pomagać w prowadzeniu skomplikowanych przypadków. W standardowych warunkach oczy błyszczałyby jej z ekscytacji, przyszłaby cała przygotowana, studiując na wcześniejszym dyżurze wszystkie przypadki Garcii.
Tyle że nic nie było zwyczajne.
Z Dante nie była od paru dni. Dalej brakowało jej jego obecności, chociaż zabrała rzeczy i na jakiś czas wprowadziła się do June. Serce było puste. Nie mogła spać, myśleć, a nawet normalnie funkcjonować. Chociaż w jej życiu zapanował spokój. Nie myślała o ciągle trwających imprezach, zniknięciach, czy psie. Dobra, o Murphy'm dalej myślała. Dalej miała go utkwionego we własnej głowie, po jej myśli ciągle chodziły głośne pytania, czy Dante z nim wychodził, dawał jeść. Może potrafiłaby przeżyć zerwanie z godnością, gdyby nie Charlie Marshall. Wyjedź ze mną cały czas odbijało się w jej głowie oraz jeszcze jedno pytanie. Myśli w jej głowie, ani przez krótki moment nie były w stanie się uspokoić. Cały czas eksplodowały, nie mogąc się zatrzymać.
I właśnie z powodu testosteronu zaspała. Biegła, ile miała sił w nogach. Oddech jej drżał. Blond włosy zrobiły się jeszcze większym chaosem niż wcześniej, ale dotarła. Szybko przebrała się w szatni rezydentów i wraz ze swoimi różowymi, brokatowymi crocsami ruszyła prosto do neurochirurga. Już widziała go przed sobą, już oczy na nowo jej błyszczały, nawet przyśpieszyła crocsów. Ale wyjebała się wprost u jego stóp. Od razu cała zrobiła się czerwona, szybko podniosła i stanęła praktycznie na baczność.
Dzień dobry, nazywam się Ivy Harrison, rezydentka — jeszcze! — pierwszego roku — powiedziała na jednym wdechu, niczym harcerka meldująca swój zastęp na apelu drużyny — to mój pierwszy dyżur na neurochirurgii — i mimo początkowego upodlenia uśmiechnęła się szeroko. Próbowała być pozytywna. Mogła mieć potargane blond włosy, mogła mieć oczy podkrążone jak u szopa, bladą jak ściana cerę. Jednak uśmiechała się od ucha do ucha, próbując zachować się profesjonalnie.
Jestem gotowa na obchód — dodała finalnie, czekając na jakąkolwiek reakcję. Różnych prowadzących już spotkała, ale na neurochirurgię specjalnie mocno tuptała. Ciekawiła ją i wymagała niesamowitej precyzji.
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Żartujesz sobie ze mnie? Dajesz mi rezydentkę, żeby uczyła się ode mnie, a potem następnego dnia wyjeżdża sobie na jakiś wyjazd? - prychnął pod nosem, kiwając głową z niedowierzaniem i wpatrując się w ordynatora. - Doktorze Garcia, potrzebujemy, żeby nasi rezydenci uczyli się różnych dziedzin medycyny, zanim zdecydują, w czym chcą się specjalizować. Ten czas wolny był zarezerwowany już wcześniej - odparł ordynator spokojnie, a Garcia tylko przewrócił oczami, - Es una locura. Dobrze. W takim razie skoro mam poświęcić jej swój czas, chcę, żeby zgłosiła się do mnie od razu po powrocie i przez miesiąc pracowała pode mną. Rozumiemy się?- spojrzał na niego chłodno, wyraźnie poirytowany. Co to w ogóle miało być? Jakieś wyjazdy? Garcia nie myślał o żadnym wolnym, kiedy studiował. Nie było czasu na żadne rozkojarzenia. - Rozumiemy się. Dzięki, Ezequiel - ordynator wyszedł z biura, a Ezequiel zgarnął swój biały fartuch, zarzucił go na siebie i poprawił plakietkę ze swoim nazwiskiem oraz zdjęciem

Garcia czekał już na korytarzu, zerkając na zegar i widząc, że Harrison się spóźnia. Wow. Nie dość, że jutro wyjeżdża sobie gdzieś z kimś, może sama, cokolwiek tam będzie robić, to teraz jeszcze okazuje swojemu przelozonemu brak szacunku. Garcia nienawidził spóźnień Odwrócił się, widząc biegnącą ku niemu burzę blond włosów, i uniósł brew. Już miał się przywitać, gdy ta dosłownie wywaliła się pod jego nogami. Przewrócił oczami. Przyglądał się, jak szybko się podniosła, nie wymawiając ani słowa, obczaił ją od stóp do głów i dał jej się wypowiedzieć. Kiedy jeszcze chwilę poczekał, obrócił się i rzucił...- Harrison, jeżeli chcesz, żeby nasza współpraca się powiodła, powiem ci trzy rzeczy - rzucił, idąc w kierunku sali pacjenta, którego mieli zobaczyć jako pierwszego- po pierwsze, to neurochirurgia. Potrzebuję lekarza, nie potykającego się zagrożenia biologicznego prychnął pod nosem- Po drugie, jeśli nie widzisz, gdzie biegniesz przez tę burzę włosów, polecam użyć gumki,- Szedł coraz szybszym tempem, odwracając się tylko na chwilę, żeby upewnić się, że za nim podążała- Po trzecie, jeżeli jeszcze raz się spóźnisz, zgłoszę cię do ordynatora. W neurochirurgii każda sekunda się liczy, więc nie rób sobie ze mnie kpin,- Zatrzymał się przed salą pacjenta. Trzydziestosześcioletni mężczyzna, Robert Crawford, zgłosił się z nagłymi bólami głowy, które wpływają na jego wzrok, a momentami powodują jego utratę. Spojrzał na Harrison - No proszę, Harrison. Powiedz mi coś o naszym pacjencie, zanim tam wejdziemy. Zamieniam się w słuch.

Harrison
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

ﮩـﮩﮩ٨ـ🫀ﮩ٨ـﮩﮩ٨ـ

Tak jest — rzuciła krótko, starając się zrównać z Eze krokiem. Chciała mieć pewność, że każdą jego wskazówkę weźmie sobie do serca. Kiwnęła głową na niepotykanie się o własne nogi. Zdawała sobie sprawę, że konieczna była precyzja, by iść dalej przed siebie. Na kolejne stwierdzenie znów skinęła głową, a z kieszeni spodni wyjęła gumkę do włosów. Szybko upięła je w wysokiego koka. Przynajmniej polecenia dobrze wykonywała, powinna dostać za to piątkę z plusem. Na trzeci kącik ust delikatnie jej drgnął — nigdy więcej się nie spóźnię — nigdy więcej nie będzie po zerwaniu oraz obietnicy gorącego wyjazdu. To zdecydowanie musiało być bardziej niż pewne. Nabrała do swoich płuc głębokiego oddechu. Spojrzała krótko na numer sali. Nie po to spała, nie po to wczytywała się w karty pacjentów Garcii, żeby nie udowodnić mu, że znajdowała się w odpowiednim miejscu.
Robert Crawford, lat 36 — zaczęła z lekko niepewnością, starając sobie przypomnieć każdy najmniejszy szczegół dotyczący tego pacjenta. Sprawa nie wydawała się skomplikowana, przynajmniej jeśli chodziło o diagnoznę — przyszedł na SOR z nagłymi bólami głowy, powodującymi chwilowe utraty wzroku — na moment wstrzymała oddech, by zaraz z upiorem maniaka recytować dalszą część. Skoro liczył się czas, chciała pokazać, że jest w stanie być najlepszą rezydentką. Dobre miejsce może kiedyś jeszcze do niego trafi — na SOR'ze wykonali TK głowy, na którym widoczny był guz w płacie potylicznym, sugerują go też nierówne wzmocnienia kontrastowe oraz obrzęk naczyniowopochodny — na kilka sekund zatrzymała się, kolejny głęboki wdech — wykonana była też angio, naczynia poruszają się przez guza — to było istotne do wykonania planu leczenia, ale to nie były wszystkie szczegóły dotyczące tego przypadku — w trakcie badania okulistycznego wykryto charakterystyczne nadciśnienie śródczaszkowe, badania krwi są w normie, wykluczają jakąkolwiek infekcje — co potwierdzało nowotwór — została jedynie biopsja, by pobrać wycinek do badań... — westchnęła ciężko. Nigdy nie była przy biopsji mózgu, nie wierciła w czaszce, a jednak czuła przedziwny skurcz w żołądku. Wystarczył jeden nieprawidłowy ruch, a pacjent mógłby umrzeć — podawane są obecnie sterydy i potrzebna jest resekcja guza — już po biopsji, a wszystko w konsultacji z onkologiem. Uśmiechnęła się na sam koniec, czekając na ocenę od nowego prowadzącego. Tylko dla niej czas też był ważny, może dlatego zapytała. — To... wszystko?
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zatrzymał się przed drzwiami sali, odwrócił się powoli i spojrzał na Ivy z uniesioną brwią. Przez chwilę milczał, jakby ważył każde jej słowo, a jego twarz pozostawała całkowicie nieprzenikniona. Cholernie nie lubił takiego zachowania. Miał wrażenie, że to była dla niej jakaś zabawa. Jakby była myślami już na tych swoich wakacyjkach. Zerknął na jej crocsy i tylko westchnął do siebie. To będzie kurewsko długa zmiana, Garcia, ale dasz radę. Próbował się uspokoić, ale gdy zaczął słuchać tego co do niego mówiła, nie wytrzymał. - Wszystko? - powtórzył nisko, z lekkim, chłodnym rozbawieniem w głosie.
- Nie, Harrison. To nie jest wszystko. To jest coś co każdy przeciętny student trzeciego roku potrafi wyrecytować z pamięci.- Zrobił krok bliżej, patrząc na nią z góry. Głos miał cichy, ale ostry, prawie jak ten skalpel, którym operował. - Po pierwsze... guz w płacie potylicznym z obrzękiem naczyniowopochodnym i przesunięciem naczyń na angio. To nie jest żadne ''sugeruje”. Po drugie... nadciśnienie śródczaszkowe potwierdzone badaniem okulistycznym... obrzęk tarczy nerwu wzrokowego, prawda? Nie powiedziałaś tego wprost. Po trzecie... pacjent ma 36 lat. Nagły początek objawów u młodego mężczyzny. To nie jest typowy meningioma starej babci, której został tydzień do kopnięcia w kalendarz. Zastanów się, co to może być oprócz ''guz”. Co wchodzi w różnicowanie? Glioblastoma? Metastaza? Czy może coś rzadszego, co lubi okolicę potyliczną i daje takie obrazowanie?

Przechylił lekko głowę, obserwując jej reakcję. - I po czwarte… - tu jego ton stał się jeszcze bardziej suchy -…nie uśmiechaj się do mnie jak uczniak, który właśnie odklepał lekcję i czeka na piątkę. Tu nie ma piątek. Tu jest pacjent, który za kilka dni może stracić wzrok na stałe albo dostać padaczki, jeśli nie zrobimy tego dobrze. - Garcia westchnął krótko przez nos i sięgnął do klamki. - Wejdziemy tam razem. Ja prowadzę rozmowę. Ty stoisz z boku, słuchasz, obserwujesz i nie odzywasz się, dopóki cię nie zapytam. Chcę zobaczyć, jak reaguje na mnie i jak ja reaguję na niego. Potem pogadamy, co naprawdę powinniśmy zrobić z tym guzem. - Otworzył drzwi, ale zanim wszedł, rzucił jeszcze przez ramię, tym samym chłodnym, lecz lekko zirytowanym tonem,- I następnym razem, jak będziesz czytać kartę przed moim dyżurem, upewnij się, że zrobisz swój własny research i wyrecytujesz mi wszystko, jakby od tego zależało życie tego człowieka. Bo zależy. - Z tymi słowami wszedł do sali, zakładając na twarz profesjonalny, spokojny wyraz wraz z delikatnym uśmiechem, który rezerwował wyłącznie dla pacjentów.

harrison
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

doktor dupek

Wszystko? Mimowolnie przez jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Mocno wciągnęła powietrze do płuc, przygotowując się na słowa prowadzącego. Z wieloma typami się już spotkała. Z osobami, które przede wszystkim ją chwaliły, z ludźmi stosującymi kanapkę, czy nawet z tymi, którzy się nie odzywali. Najgorszy jednak ze wszystkich okazał się Garcia. Wystarczył jeden krok, by poczuła się przy nim nikim. Wszelkie lata medycyny, staż, a nawet pierwszy rok rezydentury nie były w stanie ją na to przygotować. Przełknęła nerwowo ślinę, zaciskając mocno pięści.
Poczuła się, jakby właśnie wróciła na lekcje matematyki w liceum. Sugeruje? Jej nauczycielka właśnie, by powiedziała: wyjść to może koszulka z gaci, wynik się oblicza. On właśnie tego od niej wymagał. Różnicowania, diagnozowania, a nie tylko przedstawienia pacjentów. Zrozumiała. Wpierw do jej głowy przyszło zmieszanie z błotem, którego właśnie doświadczała. Powinna być lepsza. Przecież była jedną z lepszych na roku, a jednak wszelkie emocje, tłoczące się w niej, nie pomagały. Wręcz tylko nawiercały wszelkie problemy. Dante, Teneryfa, mieszkanie, Charlie, a teraz doszedł do tego surowy prowadzący.
Gliobastoma? Metasfaza? Coś rzadszego? Już zaczynała w ciszy analizować każde jego słowo. Miał rację. Tu nie dostawała piątek, liczyło się czyjeś życie. Przecież tak niedawno straciła pacjenta. Kiedy wykonywała masaż serca, za każdym razem miała go przed własnymi oczyma. Uśmiech znikał wraz z każdą sekundą. Nawet różowe croscy wydały się jej niewłaściwie. Neurochirurgia, huh? Mogła trafić na bardziej wyrozumiałego lekarza, myślała o niej, a trafiła na lekarza dupka.
Tak, jest... — mruknęła pod nosem, czując, jak kolana się jej uginają. Milczeć, obserwować, uczyć się. To właśnie miała robić. W głowie niemalże od razu obudziły się w niej nieutarte schematy, które postanowiła analizować. Brała pod uwagę każdą, możliwą diagnozę, a kiedy uniosła wzrok, sama nie wiedziała, co ma powiedzieć — dobrze... — tyle zdążyła mruknąć pod nosem. Ivy Harrison pierwszy raz w swoim życiu nie rozmawiała z pacjentem, nie uśmiechała się do niego, próbując go pocieszyć. Stała niczym rzeźba bez żadnego wyrazu. Mona Lisa. Ten pseudonim byłby dla niej odpowiedni. Krytycy sztuki zarzucali jej to wielokrotnie. Czemu to jest dzieło? Przecież nawet się uśmiecha. Ivy poczuła się podobnie, ale w kolejnej chwili zdecydowała. Nie da się doktorowi dupkowi, choć myśląc o pacjencie, mieszały się jej myśli. Astrocytyma-Dante, PNET-Charlie, Teneryfa - utrata wzroku. Wszystko na siebie nachodziło, a ona jedynie stała. Próbowała słuchać wywiadu, ale myślami wędrowała już daleko. Kiedy Garcia zarządził wyjście, ruszyła za nim jak gąska, a w głowie starała się zaproponować konkretniejsze diagnozy. 36-letni pacjent i możliwa utrata wzroku, to nie mogło zakończyć się dobrze. W jego gabinecie nawet nie usiadła, mocno zaciskała dłonie na notatniku. Dopiero zapytana o możliwe diagnozy postanowiła się odezwać.
Glioblastoma, astrocytyma G4, PNET, no i możliwe jeszcze... rzadkie zmiany naczyniowe — głos się jej powoli łamał. Nie spodziewała się tak szybkiego zimnego prysznica — chłoniak OUN, czy też przerzut do OUN — było wiele możliwości, ale wpierw musieli postawić na wykluczenie pierwszych, by móc przejść dalej — trzeba jeszcze zrobić MRI z kontrastem, spektroskopię, by stwierdzić, czy to nowotwór, przerzut, czy glejak — trzy możliwości, a żadna nie wydawała się dobrą diagnozą dla pacjenta. Zwłaszcza że zmiana rozrastała się niesamowicie szybko — potem TK klatki piersiowej, głowy i jamy brzusznej — by wykluczyć przerzut, to przede wszystkim trzeba było sprawdzić — na sam koniec biopsja stereotaktyczna guza, badanie histopatologiczne i molekularne — musieli dowiedzieć się, z czym mieli do czynienia. Tylko Ivy w ogóle nie była pewna, czy mówiła dobrze. Jej pewność siebie została zmiażdżona, a mijając Garcię z myślami we własnej głowie nie potrafiła się skupić na niczym.
46 y/o
For good luck!
184 cm
neurochirurg, Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
oh, he's getting by,
fakin' the time of his life
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie odezwał się od razu. Stał oparty biodrem o biurko, z rękami skrzyżowanymi na piersi, i patrzył na nią przez kilka długich sekund. Jego twarz pozostawała chłodna… oceniał ją.. z każdym kolejnym słowem opuszczającym jej usta - ją oceniał… W końcu uniósł lekko brodę. - Na mnie, Harrison. Nie do notatnika. - przewrócił oczami, a po chwili mówił dalej - Lepiej. Wreszcie zaczynasz myśleć jak lekarz, a nie jak ktoś, kto recytuje kartę przyjęcia. - Przesunął palcami po linii żuchwy, po czym skinął głową bardzo nieznacznie. - Glioblastoma... tak, wysoko w różnicowaniu. Przerzut... również. Chłoniak OUN.... mniej prawdopodobny przy tym obrazie, ale nie na tyle, żeby go od razu wyrzucać do kosza. To akurat jest sensowne. - wykonał krok w jej stronę i sięgnął po długopis leżący na blacie. Nie usiadł. - Ale. - zrobił kilkusekundową pauzę zastanawiajac sie jak ubrać następne słowa, a po chwili kontynuował, jak gdyby nigdy nic, - Jeśli rzucasz hasłem ''rzadkie zmiany naczyniowe'', to masz mi powiedzieć jakie. Chce konkretów, Harrison. Nie chowamy się za ogólnikami, kiedy w głowie pacjenta rośnie zmiana z obrzękiem i daje mu objawy wzrokowe. AVM? Cavernoma? Hemangioblastoma? Co dokładnie próbujesz mi zasugerować? - Spojrzał na nią uważniej. - I PNET? U trzydziestosześcioletniego faceta? Jako jeden z pierwszych tropów? To nie jest niemożliwe, Harrison, ale jeśli wyciągasz coś takiego, to musisz umieć obronić, dlaczego w ogóle wpuszczasz to do rozmowy. Inaczej brzmi to tak, jakbyś rzucała nazwami, licząc, że któraś mi się spodoba lub bęzie pasować. - Krótko stuknął końcem długopisu w notatnik, który ściskała. - MRI z kontrastem... tak. Spektroskopia może nam coś podpowiedzieć, perfuzja też, ale nie traktuj tego jak wyroczni. TK klatki piersiowej i jamy brzusznej pod kątem ogniska pierwotnego… jest hmm… sensowne, jeśli myślimy o przerzucie. - Zawiesił głos na sekundę. Pozwolił, by cisza trochę ją przycisnęła.. następnie spojrzał na nią. - Nie hist-pat za tydzień. Nie molekularka.Tu i teraz problemem jest obrzęk, ciśnienie śródczaszkowe i ryzyko trwałego uszkodzenia wzroku.

Odłożył długopis i wreszcie odsunął się od biurka. - Harrison, postaraj się następnym razem nie wymieniać wszystkiego, czego uczyli cię przez sześć lat, tylko to, co rzeczywiście ma znaczenie dla tego konkretnego człowieka. - Przechylił lekko głowę, przejeżdżając dłonią po włosach - na razie widzę, że masz wiedzę. Problem w tym, że panikujesz i zakopujesz ją pod stosem przypadkowych odpowiedzi. A to w neurochirurgii zabija szybciej niż brak wiedzy. - Na moment zamilkł. Jego wzrok zjechał na różowe crocsy, potem wrócił do jej twarzy. - I jeszcze jedno. To, że cię przycisnąłem, nie znaczy, że poszło ci beznadziejnie.- tak proszę panstwa, to był komplement z ust Garcii!! Wyprostował się i wskazał brodą na krzesło naprzeciwko. - Siadaj. Teraz powiedz mi czego ode mnie oczekujesz podczas czasu, gdy będę twoim mentorem. - spojrzał jej prosto w oczy - i czy mam się bać, że nie będziesz skoncentrowana w momencie, gdy wrócisz ze swoich wakacji? - Ezequiel był szanowanym neurologiem i nie pozwoli by jakaś młodziutka rezydentka zrujnowała jego opinię tylko przez to, że żyła wakacyjnymi obłoczkami… lub co gorsza… tymi kolorowymi crocsami.

panna Harrison
26 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
161 cm
rezydentka chirurgii Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Wiosna - cieplejszy wieje wiatr,
Wiosna - znów nam ubyło lat,
Wiosna, wiosna wkoło, rozkwitły bzy.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

García 🩺🥼💉

Dobrze, doktorze Garcia — wydukała z siebie dość niepewnym tonem, zamykając notatnik i ściskając go nerwowo. Jak dotąd nie mierzyła się z tak chłodnym i wyrachowanym lekarzem prowadzącym. Dałaby sobie radę, gdyby nie fakt niedysponowania. Jeszcze niedawno była w dość burzliwym związku. Mogła w końcu oddychać pełną piersią. Uniosła ku górze brodę, by móc spojrzeć mu prosto w oczy — dobrze. — zastanawiała się, czy naprawdę przypominała uczniaka. Przez prawie rok zdążyła się wiele nauczyć. Chirurgia była wymagająca, na tę specjalizację dostawali się najlepsi z najlepszych, a ona dziś zawodziła. Nie chciała tego. Pragnęła usłyszeć, że jest najlepsza z najlepszych niezależnie od tego, co się działo w jej głowie — W różnicowaniu przede wszystkim glejak wysokiego stopnia, przerzut i chłoniak OUN. Zmiany naczyniowe najbardziej AVM lub cavernoma, ale mniej pasują przy tym wzmocnieniu i obrzęku. PNET traktowałabym jako mało prawdopodobny przy tym wieku. — nad tym najbardziej by się skoncentrowała. Wszystko musiały udowodnić badania, wtedy mogli roztrząsać nad najbardziej skuteczną metodą leczenia — Uzupełniłabym o MRI z kontrastem, ewentualnie perfuzję lub spektroskopię, oraz TK klatki piersiowej i jamy brzusznej pod kątem ogniska pierwotnego. — by mieć pewność i postawić oficjalną diagnozę. Tak czy siak do diagnozy konkretnego nowotworu potrzebowali histo, ale to mogło poczekać aż do operacji — Ale na teraz najważniejsze jest opanowanie obrzęku i ciśnienia śródczaszkowego oraz przygotowanie do pilnego leczenia chirurgicznego. — zgodziła się. Musieli dalej podawać sterydy, licząc, że one zmniejszą obrzęk, a potem... bez operacji się już nie obędzie.
Kiwnęła głową. Miał rację. Normalnie była bardziej opanowana, ale czuła, że wszyscy rozmawiali o jej ex-chłopaku porywającym leki ze szpitalnej apteki. Szeptali głośno za jej plecami, a kiedy jej związek miał się ku końcowi. Na przedziwny komplement uniosła delikatnie ku górze kąciki ust i usiadła na fotelu. Kolejne pytanie okazało się gorsze. Nigdy nie zastanawiała się, czego oczekiwała od lekarza prowadzącego. Inni dawali jej okazję do wykazania się, zaczynając od najprostszych procedur, kończąc na tych dużo bardziej skomplikowanych. Na wszystko był czas, a został jej jedynie najtrudniejszy oddział. Potrzebowała przy sobie kogoś wymagającego, kto pokaże jej skomplikowany świat chirurgii.
Oczekuję, że... przygotuje mnie pan doktor do zostanie najlepszym chirurgiem, jakiego można ze mnie zrobić. Dam radę z oschłymi komentarzami, po prostu.... — odwróciła wzrok, bojąc się odpowiedzi. Po prostu co? Rozstałam się z chłopakiem, bo zakochałam się w zajętym mężczyźnie? Dodatkowo, o zgrozo, miał na-rze-czo-ną. Tego nie mogła powiedzieć — to nie jest mój dzień — stwierdziła nerwowo, spuszczając wzrok. Zaczęła bawić się rękawami scrubsa, a dopiero kolejne słowa sprawiły, że znowu spojrzała Garcii prosto w oczy — wakacje? — Teneryfa wraz z Charliem, no tak, tak... miał rację — Ah, nie... — mruknęła cicho, potrzebowała pustej głowy — było już gorzej, teraz jest w porządku — mówiła cicho. Wątpiła, że cała sytuacja nie dotarła do Ezeqiela. Cały szpital o tym huczał, a blondynka czuła się problematyczną rezydentką, była pierdoloną prymuską, która w przyszłości mogłaby zostać szefową rezydentów. Przez zawirowania w życiu prywatnym cała jej ogłada zniknęła — wiem, że to nie powinno mieć żadnego znaczenia, ale zerwałam z chłopakiem... — tydzień jeszcze nie zdążył dobrze minąć — i przez to nie mogę normalnie funkcjonować. Praktycznie nie śpię i dlatego się spóźniłam — westchnęła ciężko. Po co mu o tym mówiła? Liczyła na kolejną porcję ochrzanu. Spuściła wzrok, zamykając oczy, czekając na krzyk i oschłe słowa.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”