Sierra przyszła na świat jako Veronica Moreno Rojas w mieście i kraju, które odbierały dzieciom luksus, jakim jest niewinność. Los rozdał jej w tej rozgrywce słabe karty. Matka zmarła krótko po jej narodzinach - została postrzelona przez jeden z lokalnych gangów. Ojciec natomiast, jako policjant, wierzył w system, porządek i dyscyplinę. Dziewczyna była wpatrzona w swojego jedynego rodzica jak w obrazek. Wierzyła w jego ideały bardziej niż w dobroć świata, aż w końcu znienawidzony świat zabrał go bez ostrzeżenia.
Nie było medali ani bohaterskiej śmierci - tylko kilka raportów, sfingowane dokumenty i podpisy. Wtedy zrozumiała, że system, w który wierzył jej ojciec, nie chroni obywateli i przetrwa, nawet jeśli ludzie będący jego częścią - nie.
Nie nauczono jej płakać ani okazywać emocji. Zamiast tego stała się twardsza, zamieniając ból w kontrolę. Kiedy tylko skończyła osiemnaście lat, wstąpiła do wojska - nie dlatego, że wierzyła w flagę, ale dlatego, że nie chciała już nigdy czuć się bezsilna. Dzięki wychowaniu ojca była do tego stworzona - cicha, skupiona i niezadająca zbędnych pytań.
Wykonywała rozkazy bez mrugnięcia okiem i szybko dała się zauważyć. Była konsekwentna, a wyniki stanowiły jej jedyny cel. Trafiła do jednej z elitarnych jednostek działających na terenie kraju - takiej, która najwięcej czasu spędza w dżungli.
Początkowo nie sądziła, że będzie w stanie przetrwać szkolenie. Testy fizyczne i sprawdzanie odporności psychicznej. Mało snu. Wielogodzinne marsze w błocie i wodzie. Budowa schronień. Filtrowanie wody i zdobywanie pożywienia, które jej nie zabije. Ciągła walka z wilgocią, infekcjami, insektami i pasożytami.
To było jak piekło - choć wtedy zrozumiała, że był to dopiero jego przedsionek. Czasami sama zastanawia się, jak to możliwe, że ją to nie złamało, a ukształtowało. Trzeba było wyłączyć swoje człowieczeństwo na wszelkie możliwe sposoby, aby przetrwać w ekstremalnych warunkach i nauczyć się działać bez wahania.
Z czasem stała się kimś, kogo wysyła się tam, gdzie nie ma miejsca na błędy. I przez długi czas nie miała powodów, by kwestionować to, co robi.
II
Punktem przełomowym w jej wojskowej karierze była jedna z operacji, która tylko na papierze miała być rutynowa. Zadanie było jasne - odbić zakładników przetrzymywanych przez paramilitarną grupę. Jej zespół działał bez zarzutu - znali się i rozumieli bez słów. Plan był precyzyjny, więc co mogło pójść nie tak?
Chwilę przed wejściem usłyszeli zmianę rozkazu. Krótką, chłodną i pozbawioną emocji. Priorytetem była eliminacja celu, a zakładnicy stawali się drugorzędni. Co oznaczało, że jeśli, aby osiągnąć cel, trzeba będzie ich poświęcić…
Kobieta pamiętała moment, w którym wszystko zatrzymało się na sekundę. Sekundę, która pozwoliła jej zrozumieć, że to nie jest misja ratunkowa, lecz egzekucja z dodatkowymi świadkami. Była w wojsku, a tu priorytetem było wykonywanie rozkazów, nie sprzeciw.
Jej oddział wykonał zadanie, a strzały padły szybciej, niż ktokolwiek zdążył krzyknąć o pomoc.
To nie był jednak koniec. Kiedy zaczęli się wycofywać, wszystko poszło nie tak. Eksplozja rozdarła ziemię pod ich stopami. Ładunki były rozmieszczone zbyt precyzyjnie, by można było mówić o błędzie. To nie była zasadzka przeciwnika, lecz sprzątanie. Jej oddział miał zostać poświęcony razem z zakładnikami.
Dziewczyna przeżyła tylko dlatego, że znajdowała się kilka metrów dalej od reszty. Obudziła się w błocie, z bólem w lewej ręce, który nie przypominał niczego, co znała wcześniej. Otaczała ją cisza i ciemna noc.
Wtedy zrozumiała, że system nie tylko kazał jej zabijać niewinnych, ale także uznał ją samą za zbędną.
W ten sposób narodziła się Sierra Valencia.
III
Nie pokazała, że żyje, i nie próbowała odnaleźć swoich. Bo już wiedziała, że „swoich” nie ma. Przez pierwsze dni działała instynktownie, tak jak została do tego nauczona - rany prowizorycznie opatrzone, ruch tylko nocą, unikanie dróg i ludzi.
Kiedy w końcu dotarła na skraj cywilizacji, nie była już żołnierzem, lecz problemem. W radiu usłyszała tylko: „Operacja zakończona. Jednostka poniosła straty. Wszyscy operatorzy uznani za poległych”.
Veronica Moreno Rojas była martwa i zamknięta w tym oficjalnym komunikacie. Po pewnym czasie dowiedziała się nawet, że została pośmiertnie odznaczona za odwagę i lojalność. Zastanawiała się, kogo pochowano w jej grobie, ale przy spalonych po wybuchu szczątkach i tak nikt niczego nie weryfikował. Zresztą i tak nie miałby jej kto zidentyfikować.
Otrzymała wolność i nie miała pojęcia, co z nią zrobić. Nie miała imienia ani planu, ale miała kontakty i stare przysługi. Otrzymała nowe imię, datę urodzenia i historię. Nauczyła się, że tożsamość to tylko system danych, który można obejść.
Wtedy zaczęła uczyć się cyberbezpieczeństwa - początkowo z potrzeby, a później stało się ono jej bronią. Zrozumiała, że w tych czasach wojna to nie tylko broń. To także kod, dostęp i informacje.
W pewnym momencie poczuła, że chce, aby od Kolumbii dzielił ją jak największy dystans. Wybrała więc Kanadę - świadomie, bo nie przypuszczała, by ktoś chciał szukać tam kolumbijskich duchów.
Toronto stało się jej nowym początkiem i w końcu przestała ukrywać się przed całym światem.
IV
Po pewnym czasie zaczęła żyć według własnego systemu. Za dnia prowadziła działalność - pracowała dla firm i dbała o bezpieczeństwo. Nocą obserwowała darknet, szukając krótkich i konkretnych zleceń.
Miała jednak swój kodeks, którego się trzymała. Każde zlecenie analizowała dokładniej niż systemy zabezpieczeń - sprawdzała powiązania i potencjalne konsekwencje. Nigdy nie brała zleceń dotyczących dzieci. Nigdy - na przypadkowych cywilów. Nie pracowała dla karteli.
Miała poczucie, że w ten sposób moralnie usprawiedliwia swoje decyzje, choć dobrze pamiętała każdy cel.
Była w tym wszystkim samotna, ale wiedziała, że tak jest bezpieczniej. Jednak ostatnio zaczęły pojawiać się w niej niepokojące rysy. Coraz częściej zatrzymywała się na sekundę dłużej. Coraz częściej analizowała nie tylko cel, ale i powód.
Czasem, zupełnie niespodziewanie, wracała myślami do dżungli - i do decyzji, że nie uratowała tamtych ludzi.
I do dawnej siebie, która kiedyś wierzyła, że istnieje coś więcej niż tylko przetrwanie.
- Potrafi zasnąć w każdych warunkach.
- Cała jej lewa ręka to jedna wielka blizna po oparzeniu.
- Nie przywiązuje się do miejsc ani rzeczy.
- Zna na pamięć kilka dróg ucieczki z każdego miejsca w którym się znajduje.
- Ma jeden zapach perfum, którego używa od zawsze, Byredo - Black Saffron.
- Nie ma żadnych social mediów.
- Unika robienia wspólnych zdjęć, nawet „dla żartu”.
- Ma przygotowaną w głowie historię o sobie, którą opowiada konsekwentnie, bez błędów.
- Lubi, kiedy ktoś dla niej gotuje.
- Nigdy nie dostała kwiatów.