-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wszystko, co czujemy teraz, z czym mamy obecnie problemy, ma swoje źródła w tym, co przeżyliśmy - odpowiedział na jej stwierdzenie, że nie wie, jak opowiadanie o tym, co przeszła, ma pomóc w jej obecnych problemach - To, co nas boli, mogło się zdarzyć niedawno, a mogło w dzieciństwie. Freud uważał, że absolutnie wszystko ma źródła w dzieciństwie, ale ja się z tym nie zgadzam: również w późniejszym życiu mogą się wydarzyć rzeczy, które sprawią nam problemy, a dzieciństwo mogło być krainą mlekiem i miodem płynącą. Jednak ty sama powiedziałaś, że to ojciec jest twoim problemem, dlatego to o niego pytam.
Kiedy dziewczyna wstała i zaczęła krążyć po pokoju, Sergio odchylił się z powrotem na oparcie fotela, obserwując ją. Wcześniej powiedział, że może pomilczeć, może oglądać książki, bibeloty, co tylko chce i mówił poważnie: pozwolił jej na to milczenie, pozwolił wziąć książkę z półki, nie popędzał w żaden sposób. Równie dobrze mogła już w ogóle dziś nic więcej nie powiedzieć, a on by to zaakceptował.
Kiedy jednak zaczęła mówić, zmroziło go w środku. Ponownie nie dał tego po sobie poznać, jego postawa ani na jotę się nie zmieniła - być może jedynie w oczach można było dostrzec pewną subtelną zmianę. Współczuł Billie i mimowolnie zdenerwował się na jej ojca.
- Dlaczego ojciec uważa, że to twoja wina? - zapytał cicho - W jaki sposób jego zdaniem dwunastolatka mogła spowodować śmierć swojej matki? To absurdalne.
Miał więc punkt zaczepienia - kilka traum równocześnie: nagła śmierć matki, obarczanie winą przez ojca, przemoc psychiczna i fizyczna z jego strony. Potężne combo, zdolne zniszczyć nawet najtwardszego zawodnika.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wysłuchała kolejnego wywodu terapeuty, próbując przyrównać jego słowa do własnego życia. Jej dzieciństwo było krainą mlekiem i miodem płynącą, która niestety została zatruta przez jad jedynego rodzica, jaki pozostał w świecie żywych. Niejednokrotnie wracała w myślach do tego nieszczęsnego dnia, w którym straciła najważniejszą jej osobę i nie potrafiła zrozumieć, dlaczego ojciec nie zajął jej miejsca. Gdyby to on wtedy zginął, opłakiwałyby go razem z matką jako bohatera, najlepszego człowieka pod słońcem i fundament ich wspólnego szczęścia. Billie nigdy nie odkryłaby, że pod maską troskliwego rodzica mógł kryć się tak bezwzględny potwór, bo przez pierwsze dwanaście lat jej życia tworzyli przecież rodzinę idealną. Przez to wspomnienie wspaniałego ojca obecna rzeczywistość bolała jeszcze bardziej – nie straciła tylko matki, ale też wizję człowieka, któremu ufała bezgranicznie, a który umarł dla niej tego samego dnia.
- Od dziecka moją największą miłością jest piłka nożna - cofnęła rękę, która wciąż znajdowała się na grzbiecie książki, po czym odwróciła się i spojrzała na terapeutę. Jego twarz nie skrywała żadnych emocji, co bardzo utrudniało Billie odnalezienie się w sytuacji. - Mama była moją największą fanką. Jeździła na każdy turniej, darła się najgłośniej z trybun i zawsze powtarzała, że kiedyś zobaczę swoje nazwisko na tablicy wyników w najlepszej lidze świata. To ona pchała mnie do przodu, kiedy brakowało mi tchu - zrobiła krok w stronę kanapy, ale nie usiadła, zaciskając jedynie dłonie w pięści. - Tamtego dnia byli w drodze na ważny mecz, na który nigdy nie dotarli - Billie doskonale pamiętała jak bardzo rozczarowana była tamtego dnia, nie wiedząc jeszcze, że jej życie zmieni się na zawsze. - Wjechała w nich ciężarówka. Ona zginęła na miejscu, on przeżył i nigdy nie wybaczył mi tego, że w ogóle musiała wtedy wyjść z domu. Według niego, gdyby nie moja głupia potrzeba uganiania się za piłką, mama wciąż by żyła. Przez lata wmawiał mi, że to ja ją zabiłam, bo gdyby nie moja pasja, nigdy nie znalazłaby się na tamtej drodze. Zrobił ze mnie morderczynię, choć nawet nie było mnie wtedy w samochodzie - wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, czując nagły przypływ dziwnej, niemal bolesnej ulgi. Po raz pierwszy od blisko dziesięciu lat wypowiedziała tę prawdę na głos, pozwalając, by ciężar, który nosiła samotnie od śmierci matki, w końcu choć na moment przestał ją dusić. Wiedziała, że stan ten nie mógł trwać wiecznie, dlatego zwyczajnie chciała delektować się nim w tym momencie. Chociaż przez chwilę. Krótki moment.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Wierzysz mu? - zapytał po chwili, nieco zduszonym głosem - Wierzysz, że to twoja wina? Bo ja nie. Nie ma możliwości, żeby w jakikolwiek sposób to było twoją sprawą, żebyś ty tutaj czemukolwiek zawiniła: ani nie prowadziłaś tego samochodu, ani tej ciężarówki. Nie mogłaś przewidzieć tego, co się stanie, bo to był po prostu wypadek. Takie rzeczy się zdarzają. To normalne, że rodzice się interesują swoimi dziećmi i ich pasjami, ich sukcesami, że je dopingują, by te sukcesy były jeszcze większe. Jeśli dziecko interesuje się sportem, to normalne, że rodzice chodzą na zawody czy mecze. Mniej normalne jest, jeśli rodziców to w ogóle nie obchodzi, co niestety też się zdarza... Cieszę się, że mama cię zagrzewała do walki o swoje i do osiągania sukcesów w tym, co kochasz, bo tak powinno być. Jestem pewien, że gdybyś kochała taniec, to mama jechałaby wtedy na twój występ. Jeśli kochałabyś malować, to mama jechałaby na wystawę - nie ma więc znaczenia, czym się interesujesz czy interesowałaś jako dziecko. Dążę do tego, że argument "biegania za piłką" jest po prostu... z kosmosu.
Tak naprawdę miał ochotę użyć określenia "z dupy", ale może trochę za wcześnie było na tak familiarne wyrażenia - Sergio nie chciał wyjść na nieprofesjonalnego, więc zwykle przez pierwsze spotkania z danym pacjentem ograniczał swoje słownictwo, żeby nie zniechęcić pacjenta do siebie; a jeśli później zauważył, ze może sobie pozwolić na podobne stwierdzenia, to wtedy zaczynał je stosować.
- Nie znam twojego ojca i to nie jemu mam tu pomagać, nie mogę go więc też diagnozować - i w żadnym wypadku nie zamierzam tego robić. Powiem jednak teraz, co sądzę o tym, co on robił: myślę, że mógł czuć się winny temu wypadkowi, zwłaszcza jeśli to on wtedy prowadził. Nie wiem, czy tak było, ale to jest mniej ważne, bo - jak mówiłem - nie o niego chodzi w naszej rozmowie. Ale to brzmi, jakby próbował zrzucić na ciebie swoje poczucie winy, żeby samemu poczuć się lepiej. Pytanie jest, czy przyjęłaś, że ma w tym rację, a jeśli tak - to czy nadal tak uważasz?
Uznał, że to pytanie jest w tym wszystkim najważniejsze póki co, bo jeśli Billie w głębi serca uważała, że należy jej się to wszystko, co przeżyła przez swojego tatusia, to należy się w pierwszej kolejności uporać z tym - w innym wypadku nie dadzą sobie rady z problemami związanymi z biciem.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Czy mu wierzę? - powtórzyła, a w jej głosie słychać było drżenie, którego nie zdołała opanować. - Przez prawie dziesięć lat to była jedyna prawda, jaką słyszałam codziennie przy śniadaniu, obiedzie i kolacji. Kiedy ktoś, kto powinien cię chronić, mówi ci, że jesteś morderczynią, przestajesz analizować fakty. Zaczynasz po prostu... nią być - wypuściła głośno powietrze, w końcu rezygnując z defensywnej postawy. Zajęła miejsce na samym brzegu kanapy, sprawiając wrażenie gotowej do ucieczki. Sięgnęła po puchową kurtkę, którą wcześniej pozostawiła na meblu wypoczynkowym i zacisnęła na niej palce obu dłoni. - Logicznie... wiem, że ma pan rację. Wiem, że nie prowadziłam tej ciężarówki. Ale serce i głowa to dwa różne boiska - zauważyła, spoglądając prosto w oczy terapeuty. - W piłce nożnej każda kartka i każdy faul mają swoją przyczynę. W domu też tak to sobie tłumaczyłam. Przyjęcie winy było moją strategią przetrwania, bo dawało mi złudzenie, że to wszystko jest jakąś chorą formą sprawiedliwości - odezwała się, a jej głos uspokajał się z każdym kolejnym słowem. - Ale jeśli ma pan rację i był to tylko wypadek, to te wszystkie lata cierpienia nie mają najmniejszego sensu - dodała nieco ciszej, uparcie broniąc się przed prawdą psychologa.
Zamilkła na moment, trawiąc własne słowa. Ta myśl była przerażająca. Jeśli nie była winna śmierci matki, to znaczyło, że jej ojciec był po prostu sadystą, a ona pozwoliła mu bezkarnie wyładowywać na niej własną agresję.
- Nie wiem, czy wciąż w to wierzę - przyznała szeptem, po raz pierwszy dopuszczając do siebie tę wątpliwość. - Ale wiem, że boję się przestać. Bo jeśli to nie była moja wina, to zostaję z pustką, której nic nie wypełni. I z nienawiścią do niego, która jest tak wielka, że nie wiem, czy sobie z nią poradzę - głos ponownie jej zadrżał. Pierwszy raz od opuszczenia rodzinnego domu poczuła paraliżujących strach, co oznaczało, że ojciec w dalszym ciągu miał nad nią kontrolę.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie był pewien, kiedy zgiął ręce w łokciach, stykając dłonie opuszkami palców i przykładając je do ust w trakcie wypowiedzi pacjentki. Trudno mu się słuchało tego wszystkiego, bo po części współodczuwał jej ból i rozpacz; jednocześnie jednak zastanawiał się, od której strony najlepiej byłoby podejść do tego tematu, żeby sprawić jej jak najmniej dodatkowego bólu związanego właśnie z tą żałobą spowodowaną własną krzywdą, która rzeczywiście była bez sensu; po ojcu, który wcale nie był nikim dobrym, tylko był zwyczajnym sadystą.
- Dobrze, że mówisz to wszystko - powiedział po chwili - To, że boisz się przestać wierzyć w swoją winę i że to była twoja strategia obronna: to pierwszy krok do tego żeby się od tego uwolnić, bo to znaczy, że rozumiesz, jakie mechanizmy obronne w tobie zaszły. Dostrzeżenie tego nie jest proste i wielu ludzi tego nie potrafi, również w tym potrzebują pomocy psychologa. Jedna trzecią drogi mamy więc za sobą - uśmiechnął się do niej łagodnie - Teraz pozostaje nam poradzić sobie z resztą. Nienawiść do ojca nie będzie dla ciebie dobra i będziemy się starali jej w tobie nie wzbudzić. Nie powiem ci, że on jest bezwzględnie zły, bo przypuszczam, że tak nie jest i ma jakieś dobre cechy. Nie wiem, czy istnieje na świecie człowiek, który ma same złe cechy i można go jednoznacznie i bezwzględnie określić jako osobę złą do szpiku kości, bez żadnego dobra w sobie albo chociażby bez żadnego wytłumaczenia dla tego co robi. Zaczęłaś opowieść od tego wypadku, nie mówiłaś, że coś działo się wcześniej. Czy przedtem też robił coś złego? Znajdował inne powody, żeby cię dręczyć, czy zaczęło się właśnie w tamtym momencie?
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nic - szepnęła w końcu, a jej głos był wyprany z emocji, niemal mechaniczny. - Przedtem nie było żadnego powodu - dodała, mocniej zaciskając palce na materiale puchowej kurtki.
Przymknęła oczy, a pod powiekami zobaczyła znajomy ogród na tyłach rodzinnego domu. Czuła zapach skoszonej trawy i słyszała rytmiczne uderzenia piłki. Widziała ojca - tamtego ojca - który choć nie podzielał entuzjazmu matki do stadionowych wrzasków, to jednak wychodził z nią na zewnątrz. Pamiętała ciężar jego dłoni na swoim ramieniu, wspólne spacery nad brzegiem morza i niedzielne obiady, a jedynym problemem w ich relacji było to, kto oszukiwał podczas grania w planszówki. Kochała go wtedy bezgranicznie, z tą dziecięcą pewnością, że nigdy nie wyrządziłby jej krzywdy. Myliła się. - Kopał ze mną piłkę w ogrodzie. Chodziliśmy na spacery. Był... po prostu był tatą - wierzchem dłoni przetarła oczy, które niespodziewanie wypełniły się łzami. - Tamtego dnia straciłam oboje rodziców. Mama zginęła na miejscu, a ojciec zmienił się w kogoś, kto przez prawie dziesięć lat karał mnie za to, że to nie ja leżę w jej grobie - dodała spokojnie, ledwo powstrzymując się od płaczu. Przypuszczała, iż podobne zachowanie było normą podczas terapii, a mimo to nie chciała pozwolić sobie na ten gest słabości.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
W odpowiedzi na stwierdzenie Billie, że wcześniej jej ojciec był po prostu tatą, Sergio pokiwał głową.
- Rozumiem - powiedział bez zaskoczenia, bo właśnie takiej odpowiedzi się spodziewał - Billie, to oznacza, że nie miał do ciebie pretensji o śmierć mamy. Miał pretensje do siebie, ale nie potrafił ich przepracować, nie poszedł do specjalisty, jak ty teraz, nie próbował ich przemyśleć i poukładać, tylko całą złość, jaką czuł do siebie, wyrzucił na zewnątrz, na kogoś, kto był najbliżej, czyli na ciebie. Jestem przekonany, że wszystko, co mówił tobie i co ci robił, mniej lub bardziej świadomie kierował w swoją stronę i czuł, że to on powinien to wszystko dostać. To jeden z mechanizmów obronnych, kiedy zdarzy się coś traumatycznego, z czym człowiek nie potrafi sobie poradzić: odepchnięcie poczucia winy od siebie, zablokowanie go i nie dopuszczenie do świadomości, że ono w ogóle istnieje. Zepchnięcie tego wszystkiego na kogoś innego, najczęściej na najbliższych. Tonie oznacza, że ktoś jest złym człowiekiem, tylko to, że nie jest w stanie poradzić sobie ze swoimi emocjami.
Zamilkł na chwilę, żeby jego słowa dotarły do dziewczyny, żeby osiadły w jej umyśle i miały szansę na zagnieżdżenie się w jej umyśle. Miał nadzieję, że dzięki temu, co mówił, Billie nie znienawidzi ojca - jak mówiła wcześniej - tylko spróbuje go zrozumieć.
- To, co mówię, nie oznacza usprawiedliwiania tego, co zrobił - dodał - W żadnym wypadku nie da się tego usprawiedliwić, nie można tego przyjąć jako coś normalnego i w porządku - nie, to jest bardzo nie w porządku. Chodzi mi jedynie o zrozumienie dla niego, chciałbym, żebyś spróbowała spojrzeć na świat jego oczami przez chwilę, bo sądzę, że zrozumienie powodów jego działań może pomóc tobie poradzić sobie z tym, co ty czujesz w związku z tym. Myślę, że może pomóc ci przyjąć, że nie ma w tym wszystkim żadnej twojej winy i jednocześnie nie znienawidzić tego człowieka, bo takie uczucia dla niego rzeczywiście również nie byłyby dla ciebie dobre, a przecież chcemy, żeby było ci lżej w życiu i żeby ten ciężar, który teraz siedzi na twoich barkach, został z nich zdjęty. Żebyś mogła dalej iść przez życie, pozostawiwszy ten ciężar za sobą, pogodziwszy się z tym, co przeżyłaś i poukładawszy sobie to wszystko w sercu.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zacisnęła dłonie na puchowej kurtce jeszcze mocniej, czując pod palcami jej szorstki materiał. Mężczyzna mówił o tym, by nie wzbudzać w sobie nienawiści, na co Brackenborough miała ochotę parsknąć śmiechem. Było już o wiele za późno na takie rady. Od lat nienawiść była jedynym sposobem, który pozwalał jej przetrwać kolejne dni w rodzinnym domu. Wiedziała z filmów i książek, że w terapii często chodzi o wybaczenie, o zrzucenie ciężaru poprzez pojednanie, ale ona nie czuła w sobie ani grama gotowości na taki krok. Chciała ruszyć do przodu, chciała przestać czuć ten paraliżujący strach, ale nie brała pod uwagę odbudowania jakiejkolwiek relacji z ojcem. Dla niej ten most spłonął dawno temu i nie planowała jego odbudowy.
- Rozumiem, co pan mówi o tych mechanizmach - odezwała się w końcu, a jej głos pozbawiony był jakichkolwiek emocji. - Ale zrozumienie powodów nie sprawia, że ciosy mniej bolą. Nie szukam dla niego usprawiedliwienia i nie sądzę, bym kiedykolwiek była w stanie spojrzeć na to jego oczami. On miał wybór. Mógł iść do kogoś takiego jak pan, ale zamiast tego wybrał bicie dziecka - podniosła wzrok na mężczyznę, a w jej oczach nie było już łez. W jednej krótkiej chwili jej spojrzenie na terapię całkowicie się zmieniło, a ona zapragnęła być gdziekolwiek byle nie tutaj. - Myślę, że ta cała terapia jednak nie ma sensu - dodała, wstając gwałtownie z kanapy i narzuciła kurtkę na ramiona. - Próbujemy ubrać w ładne słowa coś, co było po prostu czystym skurwysyństwem - była zła, czego nie zamierzała ukrywać. Billie nie należała do osób, które często pozwalały sobie na przekleństwa, chociaż Sergio nie mógł tego wiedzieć, jednocześnie nie był w stanie pojąć tego, jak bardzo była nim rozczarowana. - Nie potrzebuję rozumieć jego bólu. Ja potrzebuję, żeby mój w końcu przestał mnie dusić, a pan mi właśnie udowodnił, że nie ma pan o nim pojęcia - rzuciła, ale nie ruszyła się z miejsca, co akurat powinno być jedynym logicznym elementem tej całej sytuacji.
Sergio Martinez
-
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkion//ono/jegotyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Westchnął ciężko i odchylił się na oparcie fotela, zakładając nogę na nogę i patrząc smutno na Billie.
- Możesz wyjść, jeśli uważasz, że tak będzie dla ciebie lepiej, nie zamierzam cię zatrzymywać na siłę. Jeśli chcesz - idź. Ale proszę w takim wypadku tylko o jedno: zastanów się nad tą całą rozmową na chłodno. Poświęć jej chwilę, pomyśl, czy rzeczywiście lepiej jest więcej do mnie nie przychodzić i nadal mierzyć się z tym, co przeżywasz; czy może jednak warto dać mi szansę postarania się o to, żeby było ci z tym wszystkim lżej. Bo to, co mówię, ma służyć właśnie temu, a nie nagłemu przytuleniu tatusia sadysty, który powinien siedzieć w pierdlu i nigdy z niego nie wyleźć.
W jego głosie słychać było targające nim teraz emocje - głównie złość i obrzydzenie do tamtego człowieka, zwłaszcza kiedy używał ostrzejszych słów na określanie go. W rzeczywistości również wystraszył się, że faktycznie Billie sobie pójdzie i więcej nie wróci, a zależało mu na tym, żeby tu została - nie dla pieniędzy, bo te akurat nie stanowiły dla niego większej wartości. Pracował jako psycholog, bo go to interesowało, bo chciał pomagać ludziom i zawsze dawał z siebie wszystko, żeby im pomóc - równie dobrze mógłby już siedzieć tylko na emeryturze i nie robić nic, żyjąc z oszczędności. Ale zależało mu na pacjentach i każde bezpowrotne wyjście traktował jako osobistą porażkę, bo nie udało mu się dotrzeć do danej osoby i jej pomóc. Teraz więc czuł, jak serce obija mu się o klatkę piersiową, jakby chciało ją połamać i wybić się na wolność; jego oddech też stał się nieco cięższy, a klatka piersiowa unosiła się i opadała ciężko.
Billie Brackenborough
-
I thought that I was special, you made me feel like it was my fault you were the devilnieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona, jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez chwilę patrzyła na mężczyznę, dostrzegając jego ciężki oddech i złość, która wydawała się autentyczna. Przeszło jej nawet przez myśl, że może on faktycznie stoi po jej stronie, ale zraniona duma i lęk przed ponownym otwarciem tych drzwi były silniejsze. Czuła się obnażona i niezrozumiana, co w tym momencie było dla niej nie do zniesienia.
- Po prostu... nie potrafię - rzuciła cicho, a był to niemal szept, w którym nie było już złości, tylko ogromne zmęczenie. Przed terapią nie nastawiała się na wiele, ale też nie przypuszczała, że osoba, do której udała się po pomoc sprawi, że poczuje się z tym wszystkim jeszcze gorzej. Nie zakładała również, że jej historia wywoła w terapeucie złość, z którą w tym momencie nie chciała mieć nic wspólnego. Wiedziała z autopsji, by trzymać się z dala od przepełnionych emocjami mężczyzn.
Nie dodała już nic więcej. Nie obiecała, że przemyśli to na chłodno, ani że wróci. Poprawiła jedynie kurtkę na ramionach, jakby nakładała pancerz, który miał ją chronić przed światem i przed tym, co działo się w tym gabinecie. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę drzwi, nie oglądając się za siebie. Każdy krok oddalający ją od kanapy wydawał się lżejszy, a jednocześnie zostawiał w niej dziwną, bolesną wyrwę. Wyszła, zamykając za sobą drzwi z cichym kliknięciem, które w jej uszach brzmiało jak koniec pewnego etapu. W tamtej chwili była pewna, że ta pierwsza wizyta, była również jej ostatnią. Potrzebowała powietrza, potrzebowała treningu i potrzebowała dystansu od mężczyzny, który za szybko chciał poskładać jej potłuczony świat.
Wiedziała, że jeśli ponownie zdecyduje się na terapię, będzie musiała podejść do tego inaczej. Nie miała stuprocentowej pewności, że Sergio Martinez nie był w stanie jej pomóc, nie wiedziała tylko, jak wiele sama była w stanie znieść.
/zt
Sergio Martinez