
Od dawna dostrzegałam prawdziwość życia, choć na samym początku nie miałam tej swobody, by mówić o tym bez obaw. Po pierwsze, byłam tylko dzieckiem. Po drugie, wmawiano mi, że życie musi być piękne, a wszystkie skazy powinny być zamiatane pod dywan - tak jakby nigdy właściwie nie miały miejsca. Nakładanie tych wszystkich zbędnych filtrów było dla mnie niezrozumiałe, ale akceptowalne z braku innej możliwości. Różnorodność perspektyw mimo wszystko miała swoje atuty, więc może i dobrze, że nie byłam z miejsca uczona skupiania się tylko i wyłącznie na najczystszej formie prawdy. Dzięki temu poznałam warstwy, a dzięki temu potrafiłam też określić, kto nakłada je dla zachowywania pozorów, a kto po prostu buduje głębię swojego charakteru.
Mój ojciec (nie ojczym) był pierwszym przykładem tego, że otoczka była budowana specjalnie, by zmylić mój wciąż naiwny, dziecięcy umysł. Nie widywałam go na co dzień, przez co miał tzw. high ground, ułatwienie by wodzić mnie za nos. A raczej tak sobie myślał. Może nie od razu, ale przy wizytach w wieku nastoletnim zaczęłam dostrzegać, że coś jest nie tak. Przy mnie grał przykładnego, nie odmawiał mi niczego i uważał się za wzorowego tatusia, któremu po prostu nie wyszło z mamusią. Nawet zaczynałam wątpić w rzetelność niechęci mojej mamy do niego, a ta nie potrafiła nawet spojrzeć mu w oczy. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że porzucił ją jeszcze w trakcie ciąży. Gdy prawda wyszła na jaw, cały mój świat wywrócił się do góry nogami. Pomińmy szczegóły, bo najważniejsze było to, że był zwyczajnym kłamcą, który nie potrafił przyznać się ani do błędu, ani do czegoś, co potencjalnie mogło urazić jego nieskazitelny wizerunek w oczach jedynej córki.
Po tym zaczęłam wątpić. Nie tylko w niego, ale ogółem w ludzi. I nie tylko. Nie był to natomiast klasyczny przykład nieufności, o czym przekonałam się z biegiem lat. Nie złościło mnie tylko to, że ktoś próbował mi w żywe oczy przedstawiać rzeczywistość, która nigdy nie istniała. Bardziej intrygowała mnie głębia, powody dla których ktoś próbował coś ukryć lub zmienić. W moich oczach prawda, bez względu na to, jak bolesna by ona nie była, była najlepszą rzeczą pod słońcem. Dlaczego tylko ja zdawałam się tak ją postrzegać? Każdy zdawał się mieć różnorakie powody, a to tylko wzniecało moje zainteresowanie jeszcze bardziej.
Na trzynaste urodziny dostałam swój pierwszy aparat. Już wtedy wiedziałam, że chciałabym zostać fotografem. Wtedy jeszcze wierzyłam, że estetyczne zdjęcia i nostalgia w nich zawarta były najładniejsze i najbardziej wartościowe. Wraz ze zmianą swoich wartości przybliżyłam się tylko bliżej robienia zdjęć najszczerszej, a nawet i najbrutalniejszej prawdzie. Praca dla gazety nie jest może w pełni spełniająca czy spełniająca wszystkie moje oczekiwania, ale pozwala mi uwieczniać nawet najdrobniejsze ziarenko szczerości. I, jeśli ktoś posiada taki sam pogląd jak mój, bez problemu dostrzeże to, co ma dostrzec. Po latach dowiedziałam się o czymś jeszcze.
Że nie każdy celowo wybiera prawdę, nawet jeśli dobrze ją zna.
ᯓ Jej ojciec jest dziany, przez co mogła liczyć na solidne alimenty. Zadbano o to, by pieniądze były odkładane na specjalne konto, do którego dostęp otrzymała wraz z osiągnięciem pełnoletności. Nie miała skrupułów, by korzystać z tego udogodnienia, zwłaszcza myśląc o studiach dziennikarsko-fotograficznych za granicą, chcąc poznać nieco większy kawałek świata, który niekoniecznie był Koreą. Tak też narodziła się jej pasja do podróży, bo przy "przymusowych" wyjazdach do ojca nie potrafiła czerpać z tego radości.
ᯓ Teoretycznie miała nazywać się Hayley, ale przy wypełnianiu urzędowych papierków wkradł się błąd. Jej mamie tak spodobało się jej obecne imię, że dość szybko zapomniano o oryginale, a sama Harley wręcz cieszy się nieplanowanym powiązaniem z motocyklami czy postacią z DC Comics.
ᯓ Komiksy co prawda uwielbia, natomiast to franczyza Star Wars jest jej małą obsesją. 4 maja to dla niej jak święto międzynarodowe. Tylko jak coś to ostatnia trylogia dla niej nie istnieje, nigdy jej nawet nie oglądała.
ᯓ Jej ojczym zaraził ją pasją do muzyki rockowej, a nawet metalowej. Najwięcej wkładu miał jednak w to, że Harley od dwunastego roku życia uczyła się grać na gitarze elektrycznej i do tej pory skrupulatnie pielęgnuje swoje umiejętności.
ᯓ Bardzo chętnie gra w gry komputerowe, konsolowe i jakie tam jeszcze są. Jest świetna jeśli chodzi o budowle w Simsach, a także Minecraftcie - może nie buduje tam całych odwzorowanych miast, ale każdy polega właśnie na niej na serwerach multiplayer. MC i Simsy są grami, które gra obsesyjnie, a potem ma od nich bardzo długie przerwy. A, no i nie potrafi też w nie grać bez żadnych modów.
ᯓ Nie lubi się do tego przyznawać, ale uwielbia słodkie motywy, pluszaki i dziewczęce wzory. Nawet jeśli pozuje na totalną tego odwrotność.
ᯓ Lubi szpanować swoim brytyjskim akcentem i nie reaguje na żadne przytyki pod tym względem.