ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

4.

Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że nie będzie im dane zjeść tego obiadu przyniesionego przez chłopaka. Najpierw sama z niego zrezygnowała, aby wymasować mu głowę, potem można by rzec, że mieli dużo ciekawsze rzeczy do zrobienia, a może raczej do nadrobienia. A kiedy wydawało się, że już nic nie może im przeszkodzić w napełnieniu żołądków, o to pojawiła się Elsa, cała na biała, i udowodniła, że niemożliwe w jej przypadku było do zrobienia w niecałe dwie minuty.
Na szczęście kubek tylko pękł, a nie dosłownie wybuchł. Dzięki temu jego szczątki nie wbiły się w dłoń Norweżki, kalecząc ją do krwi. Gdyby jednak miało to miejsce, wówczas Dante na pewno przybyłby na zaplecze zwabiony potężnymi krzykami paniki i histerii, a nie tylko tą norweską kurwą.
Buziak w skroń i zapewnienie, oczywiście ubrane w żart, bo jakżeby inaczej, że nigdzie się nie wybierał, zdawały się naprawdę działać przeciwbólowo. Uspokoiła się i wtulona w jego bok, pozwalała chłodnemu strumieniowi wody otulać jej poparzoną łapkę.
Słuchała się grzecznie i nawet gdy wspomniał o odwoływaniu klientów to nie wchodziła z nim w dyskusję, bo dobrze wiedziała, że miał rację. Może umyłaby włosy jedną ręką, ale ścinania czy farbowania już by się nie podjęła. Na szczęście nie miała zaplanowanych na najbliższe dni żadnych fryzur okolicznościowych ani pokazów, więc miała nadzieję, że klientki okażą zrozumienie i nie wysmarują jej negatywnych opinii na Google.
W samochodzie poinstruowała go jak zapiąć psa w pasy, które kupiła specjalnie dla Olive, aby nie musiała siedzieć zamknięta w transporterze, a żeby nadal była bezpieczna. Murphy na szczęście był niewiele większy od jej suczki, więc wystarczyło je tylko lekko wyregulować.
I gdy byli już pod jej domem, najwyraźniej oboje zaczęli bić się z własnymi myślami. Co dalej?
Stała na podjeździe, wpatrując się w swoją opatrzoną dłoń. Nie chciała go do niczego zmuszać. Być może nie planował spędzić z nią całego wieczoru w salonie, więc czy miała prawo chcieć, aby został jeszcze dłużej? I to nie tyle na Netflix and chill co żeby po prostu był i faktycznie pilnował. Jej, jej głupich pomysłów… znowu jej… i znowu jej głupich pomysłów, bo tych miała naprawdę wiele, zwłaszcza w sytuacjach, kiedy nie powinna czegoś robić i to pod żadnym pozorem.
Dlatego kiedy zadał jej to dosyć istotne pytanie, chciała powiedzieć, żeby się nie przejmował, że przecież była dużą dziewczynką. Ale inny głosik z tyłu głowy podszeptywał, że przecież się nim nie nacieszyła i że pewnie kiedy wreszcie uda jej się ogarnąć i położyć spać, on zniknie, a cały dzień okaże się być jedynie pięknym snem.
— Nie — odparła w końcu. Zbliżyła się do niego i bez żadnych ceregieli złapała zdrową dłonią za rękę i pociągnęła w stronę domu , pozwalając, aby Murphy skakał między nimi. Na szczęście żadne z nich nie zabiło się podczas drogi o smycz. Klucze miała w kieszeni od płaszcza, więc przynajmniej nie musiała ich szukać w czarnej dziurze zwanej damską torebką. Popchnęła drzwi, nie przejmując się tym, że puchaty stworek wbiegł jak błyskawica do nowego miejsca. Sama jednak nie wchodziła jeszcze do środka. Oparła się ścianę i przejechała palcami zabandażowanej łapki po klatce piersiowej chłopaka.
— Zostaniecie na noc…? Rodziców nie ma… Larsa też nie… — wymruczała z niewinnym uśmiechem na ustach. Nie raz podobnymi słowami zapraszała go do swojego rodzinnego domu i jeśli ją pamięć nie myliła to nigdy chyba nie odmówił. Co najwyżej stawiał warunek, żeby nie robiła już tostów. A najlepiej, to żeby w ogóle nie wchodziła do kuchni.
— Jak chcesz to możesz pojechać do domu autem i wziąć jakieś rzeczy dla siebie i Murphy’ego. Chociaż myślę, że Olive się z nim podzieli kanapą. A ja się podzielę z tobą łóżkiem… — Przesunęła dłoń odrobinę wyżej po jego klatce piersiowej, czując pod palcami ciepło jego ciała przez materiał. To było takie… realne. Zbyt realne, żeby było tylko jednym z jej głupich, pięknych snów.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby po dotarciu pod jej dom oznajmiła mu, że nie potrzebowała jego pomocy i była w stanie poradzić sobie sama… pewnie nie próbowałby się jej w żaden sposób narzucać i po prostu razem z Murphym wróciłby do siebie. Nawet jeśli wciąż wolałby mimo wszystko upewnić się, że naprawdę miała dać sobie radę i przy okazji – znów… – nie zrobić sobie krzywdy. Na przykład podczas kolejnej próby odgrzewania jedzenia…
I chociaż jej ostateczna decyzja była zgodna z tym, co rzeczywiście wolał, wciąż w jakimś stopniu zaskakiwała. Nie na tyle jednak, by próbował jakkolwiek zaprotestować, kiedy chwyciła go za rękę prowadząc w stronę domu. I zdecydowanie nie na tyle, by nie móc pozwolić sobie na szczery uśmiech wywołany jej krótką odpowiedzią.
I rano nie będziesz próbowała spalić domu? Ani nie okaże się, że twoi rodzice jednak wracają wcześniej niż myślałaś? – oczywiście, że tak samo jak w czasach licealnych, tak i teraz nie miał zamiaru odrzucać tego zaproszenia. Choć mimo wszystko trudno byłoby obejść się bez nawiązania do tych nieszczęsnych zwęglonych tostów. A także tego dość stresującego poranka, kiedy rzeczywiście okazało się, że jej rodzice mieli pojawić się w domu znacznie szybciej niż którekolwiek z nich zakładało. I kiedy konieczne okazało się pospieszne ulotnienie się z niego, zanim musiałby próbować tłumaczyć jej ojcu, co robił tam o tak wczesnej porze i liczyć na to, że jakimś cudem Eriksen miałby uwierzyć w zapewne niezbyt przekonujące wyjaśnienia…
Zaraz wrócę – chociaż wcale nie spieszyło mu się do tego, by zostawiać ją nawet na tę chwilę. Zanim więc miałby wrócić do samochodu, przysunął się bliżej niej, dłońmi obejmując jej talię i nachylając się, żeby złączyć ich wargi w kolejnym już tego wieczora pocałunku. Niespiesznym, chyba całkiem jasno sugerującym, że wcale nie zamierzał ruszać się stamtąd przynajmniej jeszcze przez chwilę lub dwie. – Postaraj się przez ten czas nie dotykać niczego ostrego, czy gorącego… Może po prostu usiądź i nic nie rób.
Uśmiechnął się, odsuwając się tylko odrobinę. I tylko po to, by po chwili namysłu pocałować ją raz jeszcze, zanim rzeczywiście zdecydował się wreszcie wrócić do jej samochodu, żeby podjechać do swojego mieszkania i zabrać z niego tych parę niezbędnych rzeczy. Zebranych na tyle pospiesznie, by niedługo mógł ponownie zaparkować na jej podjeździe i… raz jeszcze pozwolić sobie na moment zawahania. Myśl o tym, czy aby na pewno powinien zostawać u niej na noc, pojawiła się jeszcze zanim miałby w ogóle wysiąść z samochodu. Teoretycznie… absolutnie nic nie powinno świadczyć o tym, że miałby to być jeden z tych nie najlepszych pomysłów. Ale z drugiej strony… gdyby zastanowić się nad tym dłużej, prawdopodobnie znalazłoby się przynajmniej kilka powodów – w tym co najmniej parę całkiem logicznych – dla których może lepiej byłoby wrócić na noc do siebie. A on spędził w tym zaparkowanym samochodzie dostatecznie wiele czasu, by móc pomyśleć przynajmniej o części z nich… Nie chciał, żeby była chwilową zabawą, czy pocieszeniem po zakończonym związku. Co do tego nadal nie miał żadnych wątpliwości. Tylko… wciąż nie był chyba w stanie jednoznacznie stwierdzić, czego wobec tego chciał. Powrotu do tego, co było między nimi tych parę lat temu…? O ile mogło wydawać się to całkiem realne i możliwe do osiągnięcia w momencie, kiedy znajdowała się dość blisko, by czuć ciepło jej ciała i oddech na własnej skórze, tak zdecydowanie traciło na realności, kiedy nie miał jej nawet w zasięgu wzroku. Tamto było przecież dawno temu. I prawdopodobnie zbyt wiele zdążyło się w tym czasie zmienić, by można było do tego tak po prostu wrócić…
A jednak wciąż musiał przecież wysiąść z samochodu, choćby po to, żeby oddać jej kluczyki i zabrać zamiast tego psa.
I… mimo wszystko nadal chciał upewnić się, że miała poradzić sobie z tą poparzoną ręką. Oraz że miałaby wreszcie coś zjeść, nie ryzykując przy tym, że znów miałaby się przy tym w jakiś sposób uszkodzić… Chciał znowu ją objąć, móc pocałować i… zdecydowanie chciał zostać na noc.
Odsuwając od siebie wszelkie te natrętne wątpliwości, wysiadł wreszcie z samochodu, zabierając z niego swoje rzeczy i w kilku szybkich krokach przeszedł przez podjazd do jej domu. Jakby bał się, że jeśli pozwoli sobie na jeszcze chwilę zwłoki, wątpliwości wrócą i tym razem nie dadzą się odegnać tak łatwo.
Jeżeli Murphy zdążył ci już zeżreć ulubione buty, to mogę go jeszcze odwieźć do Stonesa… – rzucił od progu, po jej odpowiedzi chcąc przy okazji zorientować się, gdzie zamierzała siedzieć i nic nie robić i gdzie w związku z tym powinien się skierować. A także – czy faktycznie nie było konieczne odwiezienie psa gdzieś, gdzie mógłby siać trochę mniejsze zniszczenie niż na co dzień…

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
For good luck!
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nadęła policzki,próbując udawać obrażona na wypominanie jej tych przeklętych tostów. Chciała mu pokazać, że będzie dobrą dziewczyną, że będzie mu robić pyszne śniadania, a tosty z masłem orzechowym i nutellą miały być przedsmakiem tego, co chciała, aby go czekało przy jej boku. Bo jak miała przewidzieć, że ustawienie tostera na najwyższą temperaturę i najdłuższy czas zamieni jej ambitne śniadanie w coś na granicy kulinarnej tragedii i… małego pożaru? Nadal twierdziła, że to nie była jej wina, a sabotaż producenta, systemu, ogólnie sprzętu. Jak nic zahaczało to o kryminał!
Wypuściła jednak powietrze z policzków, gdy wspomniał o jej rodzicach i poczuła jak buźka zalewa jej się rumieńcem. Oj tak, tamtego poranka Dante ewakuował się wyjątkowo szybko, bo nawet jeśli Casper kochał swoją córkę to raczej ciężko byłoby mu uwierzyć, że ten przyszedł z samego rana na korepetycje. W sobotę. Zwłaszcza, że Elsa podczas ich przyjazdu, nadal paradowała w jedwabnej koszuli nocnej.
— Uważaj na drodze. Nie musisz się aż tak spieszyć — wymruczała mu tuż przy ustach, nim ten zdecydował się na złożenie nimi pocałunku na jej wargach. Zdrową rękę zarzuciła mu na kark, jakby chciała go przyciągnąć jeszcze bliżej siebie. Bo nic innego już się nie liczyło. Ani psy, które zostały w domu i niewiadomo jak na siebie zareagowały, ani dłoń, która, łagodnie mówiąc, napierdzielała. Tylko on. Znowu przy niej.
Kiedy się odsunął, jęknęła żałośnie , tęskniąc na nowo za jego smakiem, co chyba skutecznie zadziałało, bo zaraz dostała nagrodę pocieszenia w postaci kolejnego buziaka.
—Zobaczę co da się zrobić — odparła z delikatnym uśmiechem i gdy tylko Dante wsiadł do auta, weszła do domu, zamykając za sobą drzwi. Zsunęła z siebie płaszczyk i od razu skierowała kroki do salonu, gdzie zastała leżącą na huśtawce kokonie Olive i stojącego na przeciwko niej Murphy’ego. Szczeniak wydawał się być wielce zaskoczony, że w nowym miejscu był jeszcze jeden pies i to jeszcze suczka.
Czy Elsa potrafiła posłuchać się chłopaka i faktycznie usiąść na tyłku w oczekiwaniu na jego powrót? Ha. Dobry żart. Podczas kiedy ich psie dzieci uskuteczniły zwierzęcy wrestling, ona znalazła dwie zapasowe miski i uzupełniła je wodą oraz karmą, podobnie czyniąc z tymi należącymi do jej shorkie. A potem? Potem wpadła na genialny pomysł i zabrała zwierzaki do ogrodu. Wzięła ze sobą szarpak z owczej wełny i postanowiła, że tak zmęczy Murphy’ego, że ten nie będzie miał siły broić. Domyślała się, że to zadanie nie będzie należało do najłatwiejszych. Zdecydowanie wygodniej byłoby to zrobić w parku, gdzie powierzchnia zdawała się być praktycznie nieograniczona, więc nawet zwykłe rzucanie piłki mogło sprawić, że pies po którymś z kolei aport wróci do niej z wywalonym na wierzch językiem. W ogrodzie owe zmęczenie wymagało od niej o wiele większego zaangażowania, nie wspominając o sile. Co prawda, nie przewidziała początkowo, że jedną ręką może mieć problem w operowaniu szarpakiem i siłowaniem się nim, przez co musiała być w pełni skoncentrowana, aby czasem nie zaliczyć gleby, ani jeszcze bardziej się uszkodzić.
Ale to dobrze. Dzięki temu nie miała czasu myśleć o tym, że Dante długo nie wracał, że mógł zostawić u niej psa na przechowanie, a samemu pójść na kolejną imprezę, tak jak to do tej pory robił, jednak za hotel wybierał mieszkanie Erica. A skoro o tym nie myślała to przez chwilę w jej głowie panowała totalna cisza. Wreszcie.
Murphy szarpał się z całych sił, warcząc zabawnie przez zaciśnięte na szarpaku zęby, a Olive - jak na prawdziwą królową dramatu przystało - najpierw obserwowała wszystko z dystansem i po chwili włączyła się do zabawy, jakby nagle przypomniała sobie, że też jest psem, a nie tylko ozdobą do noszenia na rękach. I w którymś momencie zwierzaki wygrały, wyrywając jej szarpak z ręki i robiąc honorową rundkę wokół ogrodu.
Nie próbowała ich gonić. Z uśmiechem przymknęła na moment oczy i wtedy niepokój wrócił. Bo się spóźniał. O tej godzinie nie powinien napotkać na swojej drodze korków, ale może nieco dłużej zajęło mu pakowanie niezbędnych rzeczy? Ale może jednak coś lub ktoś go zatrzymał? Może spotkał byłą i właśnie zamieniał z nią kilka zdań, a te zdania przerodziły się w prawdziwą i szczerą rozmowę, która doprowadzała ich do porozumienia i stwierdzenia, że…
Nie. Stop. Elsa… stop, ganiała się w myślach za wymyślanie głupiego scenariusza do jeszcze głupszego filmu. Ale gdyby nie Murphy to była gotowa uwierzyć, że to wszystko to sobie sama wyobraziła, że spała przez chwilę na jawie i to wszystko, co się wydarzyło w jej studio było tylko głupim snem. Ale nie mogło. Przecież właśnie Olive zdzieliła swojego nowego kolegę po łbie, a lewa dłoń nadal piekła, pamiętaj zarówno rozlewający się po skórze wrzątek jak i czuły dotyk palców, które owijały jej bandaż i zawiązywały uroczą kokardkę.
W takim razie…
Drgnęła gwałtownie, słysząc jego głos. Od razu odwróciła się w stronę drzwi balkonowych i pomachała mu, gdy tylko pojawił się w salonie.
— Jesteśmy tutaj! Świetnie się bawimy, a buty mam całe. Wiedziałam co robię, chowając wszystkie do szafki. — Uśmiechnęła się szeroko tak jakby po jej czarnych myślach nie pozostał nawet ślad. Maska z uśmiechem numer trzy została właśnie przywdziana i nie należało jej ściągać.

Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszelkie wątpliwości zostały za progiem. Wprawdzie nie do końca powstrzymało je samo zamknięcie drzwi, ale już głos Elsy mógł zadziałać całkiem skutecznie. Tak samo jak widok jej uśmiechniętej twarzy po drugiej stronie drzwi balkonowych. Nie mógł mieć pojęcia o tym, że podczas gdy zdecydowanie zbyt długo siedział w zaparkowanym na podjeździe samochodzie, pewne obawy dopadły również ją – wprawdzie nieco odmienne od tych, które zdążyły pojawić się w jego umyśle, ale… w zasadzie jedne z drugimi wciąż w pewien sposób się łączyły. A przez to te jej pewnie wcale nie były aż tak bardzo bezpodstawne…
Czyli to jest ten moment, kiedy miałem czekać przed wejściem i tylko słuchać, jak dobrze bawicie się beze mnie? – zapytał ze śmiechem, przypominając sobie jej wcześniejszą zapowiedź tego, jak podobno miała wyglądać jego wizyta u niej następnym razem. I chociaż naprawdę kusiło, by znaleźć się znów jak najbliżej Elsy, tym samym na dobre rozwiewając już jakiekolwiek wątpliwości, prawdopodobnie warto było przypomnieć sobie o całym tym nieszczęsnym obiedzie – który najpewniej zdążył zmienić się już w kolację… – którego żadne z nich wciąż jeszcze nie miało okazji tknąć. Tylko na moment oparł się więc o framugę drzwi, na krótko kierując spojrzenie na bawiące się ze sobą psy, by następnie na dłużej już zatrzymać wzrok na Elsie.
Dalej nic jeszcze nie jadłaś, prawda…? – choć na odpowiedź chyba nawet nie musiał czekać, żeby się jej domyślić. Zresztą, najwyraźniej do takiego właśnie wniosku musiał dojść, skoro rzeczywiście nie czekając na tę odpowiedź, odwrócił się po prostu i przeszedł do kuchni, żeby zająć się odgrzaniem jedzenia. Wprawdzie mikrofala była dość kuszącą opcją, jeśli chodziło o szybkość, ale… dość łatwo można było domyślić się, że ponowne wrzucenie do niej raz już odgrzewanego jedzenia najpewniej doprowadziłoby do tego, że to stałoby się kompletnie niejadalne. Po krótkim namyśle – a także zajrzeniu do kilku nietrafionych szafek oraz stosując się wreszcie do podpowiedzi Elsy – sięgnął więc ostatecznie po patelnię, stawiając na może i nieco bardziej czasochłonne, ale zdecydowanie bardziej zjadliwe rozwiązanie.
Właściwie… jakim cudem udało ci się jeszcze zachować wszystkie palce i przy okazji nie umrzeć z głodu? – przekładając gotowe jedzenie na talerze, zerknął w jej kierunku, nie mogąc przy okazji powstrzymać się, by wciąż nieco rozbawionym tonem nie zadać jej pytania, które rzeczywiście jakoś tak mimowolnie nasuwało się na myśl. Kiedy widzieli się ostatnim razem, wciąż mieszkała z rodzicami i oczywiste było, że nawet jako absolutne kulinarne beztalencie mogła poradzić sobie bez większego trudu, skoro jej ojciec nie zamierzał raczej dopuścić do śmierci głodowej własnej córki. A jednak teraz, kiedy musiała radzić sobie samodzielnie… chyba nie było to już tak bardzo oczywiste. Zwłaszcza, że wciąż wyglądała przecież zbyt dobrze, by można było posądzać ją o żywienie się od dobrych paru lat jedynie zupkami z proszku i innymi gotowymi posiłkami.
Zresztą, to pytanie wydawało się przynajmniej dużo wygodniejsze od tego, które przyszło mu na myśl chwilę wcześniej, a które nie zamierzało tak po prostu wyparować z umysłu tylko dlatego, że zdecydował się w pierwszej kolejności zadać na głos inne. Wróciło mniej więcej w momencie, kiedy otwierał kolejną szufladę w poszukiwaniu sztućców. I tym razem nie chciało tak łatwo dać się wyprzeć żadnemu innemu.
I… jesteś pewna, że nie zmieniłaś zdania? W sensie… dalej chcesz, żebym został? – początkową część pytania skierował najwyraźniej do leżącej w szufladzie chochelki, przez dłuższą chwilę wpatrując się właśnie w nią. Dopiero po czasie odwrócił się w stronę Elsy, zawieszając spojrzenie na jej twarzy i opierając się plecami o kuchenny blat. – Bo mogę po prostu upewnić się, że nie zrobisz sobie nic więcej zanim nie położysz się spać, a później zabrać Murphy’ego i wrócić z nim do siebie…
Mogło przecież okazać się, że jej propozycja po prostu wymsknęła jej się zanim zdążyła ją faktycznie przemyśleć. A skoro jego zdążyły już najść wątpliwości co do tego, czy faktycznie był to najlepszy możliwy pomysł, wcale nie było wykluczone, że podobne pojawiły się również w jej głowie, a po prostu wciąż jeszcze nie wyraziła ich na głos. I chyba to właśnie chciał wyczytać w pierwszej kolejności z jej reakcji, nie odrywając od niej spojrzenia.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”