-
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
– Jasne – odpowiedziała, już zerkając we wsteczne lusterko, ale o dziwo nikt się nie ruszył. Może więc tylko im się wydawało, że mogli być dla nich zagrożeniem. Nie stali tym samochodem w przyjemnej okolicy, więc mogło być tak, że po prostu kręciły się tam typy spod ciemniejszej gwiazdy niż oni w tamtym momencie.
– Nikogo za nami nie ma, może jesteśmy przewrażliwieni – zaśmiała się, ciągle obserwując lusterko. Zero. Nic. Nada. Mogli spokojnie odetchnąć, ale Sierra i tak nadal była w trybie „walcz albo uciekaj”, tylko już bardziej subtelnym i mniej zauważalnym dla postronnego obserwatora.
– Mój ojciec był gliną i był bardzo wierny fladze i odznace. Do tej pory nie zrozumiałam, co nim kierowało, więc pytam ciebie jako glinę. Czy to kwestia poczucia sprawiedliwości? Możliwości posiadania pewnego rodzaju władzy? Skoro nie system i nie bycie częścią politycznej machiny, to co?
Skinęła głową, gotowa wjechać z nim na ten cholerny parking. I tak nie miała nic do gadania. Była trochę na jego łasce, bez samochodu i z deszczem, który wręcz napierdalał. Musiała więc potulnie kiwać głową. Czuła, że i tak nie zaśnie po powrocie, więc równie dobrze może się z nim powłóczyć.
Kiedy w końcu znaleźli się na parkingu, podała mu grzecznie zawiniątko spod swoich nóg przez szybę samochodu i obserwowała, jak znika za drzwiami. Siedziała spokojnie, z ciekawości otworzyła schowek, ale były tam tylko fajki, gumy do żucia i papiery od samochodu. Zawsze była ciekawa, co ludzie wożą w swoich schowkach. Ona, tak dla przykładu, woziła stare papierowe faktury za paliwo.
W momencie, kiedy zasiadł za kierownicą, uśmiechnęła się do niego, wracając do tematu jedzenia:
– Meksykańskie? Zjadłabym tacos – w sumie był to jakiś pomysł. Dawno nie jadła nic w tym stylu. Nawet jeżeli często jadała w restauracjach, bo do gotowania miała raczej dwie lewe ręce. Prędzej ogarnie sobie wojskową rację żywnościową, niż ugotuje makaron. Słaby był z niej materiał na żonę.
– Kojarzysz coś sensownego w okolicy otwartego dwadzieścia cztery na siedem? – zapytała, strzelając prawą kostką u nogi, która trochę jej zdrętwiała od trzymania laptopa na dywaniku.
Nathaniel Mayfield
-
inspektor policji i drań w jednej postaci, rzuciła go narzeczona bo oglądał się za innymi i zbyt mocno skupił na robocie.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji3os.postaćautor
Ruszyli niezbyt agresywnie ale z czasem mężczyzna przyspieszył, tym bardziej gdy nieco znikał za budynkami z widoku potencjalnego śledzonego. Nadrabiał na wypadek gdyby miał z tego wyjść pościg. Co przy aktualnie panujących warunkach nie było za mądre, wycieraczki już i tak pracowały na najwyższych obrotach, a im dalej jechali tym mocniej deszcz zacinał o przednią szybę. Nate chciał więc w stu procentach skupić się na drodze, oddając jej obserwacje. Była w tym jak widać dobra i mógł to przyznać z uznaniem. - To dobrze. W sensie, jesteś dobra w te rzeczy, może jakiś angaż w policji? - rzucił, puszczając jej oczko gdy już nieco się rozluźnił, a oni przejechali przez tory z bardziej chłodną głową. Brak auta za nami ani innego, które mogłoby się włączyć do śledzenia spowodowało iż delikatny kamień spadł mu z serca. Tak czy inaczej dla bezpieczeństwa zrobił jeszcze kilka kółek bez sensu zanim ruszył do docelowego miejsca, a więc aby oddać walizkę z powrotem bez żadnego spięcia przy okazji.
- Ahhh. to stąd te umiejętności i wyraźne zacięcie u Ciebie. Twardy facet i autorytet potrafią zrobić swoje. Zostałem policjantem pod wpływem pewnego wydarzenia, które wyrwało mi z piersi serce. Jeśli pytasz o motywację to zdecydowanie sprawiedliwość, ściganie gnid za wszelką cenę i ochrona innych przed tym całym złem. Ktoś nazwie to kultem bohatera czy obrazem, ale mam to w dupie. Chce sprawiedliwości dla pokrzywdzonych i kary dla skurwysynów. - napiął się to na pewno, wspomnienie tej jednej dawnej miłości, która skończyła martwa z rąk jakiegoś psychola, dawała mu wciąż poczucie niespełnienia. Ta historia siedziała w nim i być może Sierra kiedyś ją od niego usłyszy, ale na pewno nie dzisiaj. Mieli za dużo wrażeń oraz historii tego wieczoru, więc jedyne co mógł zrobić to sprawić aby wszystko przebiegło sprawnie, a Ona bezpiecznie trafiła do domu. Powiedzmy.
Zrobił swoje dosyć szybko, karta dostępu do parkingu i zjazd wprost do "paszczy lwa". Gdy swoje zrobił to znów szybo skrócił kąty i pole widzenia tak aby kamery nie zarejestrowały iż miał pasażera ze sobą. Wszystkie chwyty dla zachowania jej tożsamości w niewiedzy przed innymi. - Kojarzę jedną knajpkę, która być może jest czynna całodobowo. Może i zjemy te Twoje tacos. - podsumował gdy znów wypełzli na ulicę, dosyć mocno już przeludnione ze względu na porę jak i pogodę. Szybko przypomniał sobie adres i ruszył pod wspomniane miejsce dosyć szybko. Nie chciał jej zajmować czasu tak szczerze, obawiał się też iż ma dosyć przygód w jego towarzystwie. - Wiesz jak chcesz to mogę Cię też odstawić gdzie potrzebujesz. Zrozumiem jeśli masz mnie dość na dziś i na... resztę życia. - stwierdził, spoglądając na nią ukradkiem, tak po prostu. Nie było w tym podtekstu chyba żadnego, a przynajmniej sam tak myślał. Z drugiej strony zaś był mocno ciekawy jej charakteru czy temperamentu, a już na pewno dziwne odczucia miał gdy jej wargi były jeszcze paręnaście minut temu blisko jego skóry. Chyba jego organizm potrzebował dobrego alkoholu po tym wieczorze na otrzeźwienie i odrzucenie t a k i c h myśli wobec niej.
Sierra Valencia
-
In the mirror I see my biggest fear but silence is almost here. So I'll tell him how I feel. What am I fighting for? Never understood this world. Oh, Lord! Can you save my soul?nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Przez chwilę patrzyła na niego, jakby coś rozważała.
– Co to było za wydarzenie? – zapytała i dodała po chwili: – Oczywiście, jeżeli chcesz mi o tym opowiedzieć.
Nie chciała go naciskać, znali się chwilę. Rozmawiali o różnych rzeczach, od życia po filozofię, ale nigdy nie poznała jego dlaczego. Była po ludzku ciekawa – skoro był już w jej życiu, to chciała go lepiej poznać.
Ruszyli przez deszcz do knajpki po chwili spędzonej w samochodzie. Deszcz był zimny, kleił się do skóry i włosów, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Naprawdę miała ochotę na dobre streetfoodowe tacos. Coś tłustego, ostrego, co na chwilę zagłuszy myśli. Nie potrafiła znaleźć w swojej okolicy sensownego miejsca, więc może chociaż tutaj będzie miała pretekst do przyjeżdżania na niezdrowe jedzenie w środku nocy.
Kiedy powiedział coś o zakończeniu wieczoru, zmarszczyła brwi, patrząc na niego: – Ty tak poważnie czy na niby? – prychnęła cicho. – Skąd ten brak pewności siebie? Nie gryzę. No, przynajmniej nie bez powodu. Nie poznałeś mnie na tyle, że jakbym nie chciała spędzać z tobą czasu, to raczej już dawno bym się zmyła. I nawet byś nie zauważył kiedy. – Przekręciła głowę, a kiedy w końcu weszli do tej niedużej miejscówki z jedzeniem, weszła przodem, gdy otworzył jej drzwi. Na chwilę odwróciła się jeszcze przez ramię, sprawdzając, czy idzie za nią.
Znaleźli wolny stolik, a Sierra poczuła, jak przechodzi ją dreszcz przez różnicę temperatur. Nienawidziła być mokra, a już na pewno nie w ten sposób.
– A ty co chcesz? – zapytała, szukając po kieszeniach kurtki gotówki, bo tylko w ten sposób płaciła. Skoro to był jej pomysł, to stawiała.
Widziała, jak wygląda jeszcze przez okno, stojąc nadal przy wejściu, jakby coś sprawdzał albo nie mógł się zdecydować, czy w ogóle powinien tu być.
– Co jest? Przyszli tu za nami? – zapytała, ponownie wchodząc w tryb gotowości, bo jego postawa była alarmująca.
Wychodzi na to, że tak. Musieli się zmywać i tyle było z jedzenia.
z/t x2
Nathaniel Mayfield