ODPOWIEDZ
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przyjechał tutaj w jednym, bardzo prostym celu. Dowiedzieć się co tak naprawdę stało się z jego bratem. Może nie byli w najlepszych kontaktach, rozmawiali dość rzadko, niemniej rodzina to rodzina. Był mu to winien. Nie zakładał z góry jaki będzie wynik jego śledztwa. Zamierzał podejść do tego logicznie, oprzeć się na faktach. Zdawał sobie sprawę, że policja nie zawsze docierała do wszystkiego, do czego powinni. Inaczej już dawno siedziałby gdzieś za kratkami bądź dostał jakiś humanitarny zastrzyk, który powinien był zakończyć jego życie. Nie udało się. Był ostrożny. Wiedział również kiedy przejść na emeryturę. Był najlepszym dowodem na to, że nie należało wszystkiego pokładać w ręce wymiaru sprawiedliwości.
Pierwsze dni nie przynosiły oczekiwanych efektów. Dowiedział się, że jego brat prowadził nieco inne życie niż przypuszczał. Miał wiele długów. Hazard, narkotyki. Wszystko, co szło w parze z zagrożeniem przedwczesnej utraty życia. Na ten moment nie miał wystarczająco dużo poszlak. Brakowało wszystkich elementów układanki, aczkolwiek z pomocą kilku starych znajomych udało mu się znaleźć jedno nazwisko, które przewijało się dość często w billingach Eda. To, które doprowadziło go w końcu do osoby, która mogła być zamieszana w morderstwo. Bo tak, co do tego nie miał już żadnych wątpliwości. Ed mógł być, jaki był, ale nie był na tyle odważny by samemu odebrać sobie życie. Ktoś mu w tym pomógł.
Magnus przeglądał właśnie policyjne bazy danych. Prywatne notatki. Osoby zamieszane w śledztwa dotyczące morderstw. Nie przypuszczał, że będzie to ktoś lokalny. Wyglądało to na profesjonalną akcję. Właśnie dostał od przyjaciela wykaz morderców w najbliżej okolicy. Przynajmniej tych, których był świadom. Nie zdążył jednak otworzyć strony na dark webie. Usłyszał za sobą dźwięk otwieranych drzwi do jego apartamentu. Po pierwszych, lekkich krokach wiedział doskonale, kto postanowił go odwiedzić. Tylko ona miała kartę. Ona i obsługa hotelu. Ci drudzy nie weszliby bez zaproszenia. Zamknął więc szybko swojego laptopa, przezornie go blokując i odłożył go na stolik.
Wstał z fotela odwracając się w jej stronę. Wydawało mu się, że jest już na tyle dojrzały, że jakaś małolata nie zawróci mu w głowie. Jednak ta piękna dziewczyna sprawiała, że lekki uśmiech sam wpełzał na jego usta za każdym razem, gdy ją widział. Lubił jej obecność. Lubił to, co w nim wybudzała. Czuł się przy niej młodziej, energiczniej.
- Sierra... - powiedział miękkim, niskim głosem podchodząc bliżej - Zapomniałem, że byliśmy dzisiaj umówieni, czy po prostu się stęskniłaś? - uśmiechnął się do niej zaczepnie kładąc jej dłonie na biodrach i nachylając się by namiętnie i niespiesznie ją pocałować.
Jej usta zawsze smakowały równie przyjemnie. Nie dawał już tego po sobie tak łatwo poznać, jednak gdy się poznali zawsze miał problem by się od nich oderwać.
- Więc? Czemu zawdzięczam tę wizytę? - spojrzał jej w oczy nie odsuwając się nawet o kilka centymetrów powoli masując jej biodra pozwalając by jej charakterystyczne perfumy przyjemnie drażniły jego zmysł węchu.
Z nią zawsze szybko zapominał o swoim zadaniu. Morderca nie ucieknie. Jeśli ktoś go wcześniej wyeliminuje, cóż, ktoś go po prostu wyręczy. Nie miał parcia na zemstę. To było po prostu wyrównanie rachunków. Utrzymanie swojej reputacji. W jego świecie, nawet na emeryturze, nie można było sobie pozwolić na zbyt wiele słabości. Na razie jego nową słabością była stojąca przed nim kobieta.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
Who do you think you're fooling? Baby it's all or nothing
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#2
Był jedyną osobą w całym jej życiu, z którą przesypiała całą noc w jednym łóżku.
Nadal pamiętała wieczór, w którym go poznała. Siedziała w barze dokładnie tego hotelu, zapijając jakąś wyjątkowo krwawą akcję. Przez moment chciała być kimś innym, więc po prostu dała się poderwać. Był starszy, mówił z charakterystycznym akcentem i wyjątkowo łatwo pozwalała mu stawiać sobie kolejne drinki.
Miał być kolejnym typem, z którym spędzi namiętną noc i zmyje się nad ranem, nie uraczając go nawet pożegnaniem. Tak było łatwiej. Tylko tym razem została i zasnęła u jego boku. Rano nie kazał jej spadać i nawet zjedli śniadanie, a ją coś podkusiło, żeby zostawić mu swoją wizytówkę.
I tak ciągnęła ten romans, za każdym razem powtarzając sobie, że mógłby być jej ojcem i nie powinna nikogo wciągać w swoje życie. Tu nie było miejsca na słabości i drugie połówki, które chciałoby się chronić za wszelką cenę.
Chciała poczuć dziś spokój. Jednak w jej życiu była tylko jedna osoba, która potrafiła jej go dać - Magnus. Miała kartę do jego pokoju i nim zdecydowała się na odwiedziny, zastanawiała się, czy powinna to zrobić. Czy powinna dalej karmić się nim jak najlepszym narkotykiem. Uzależniła się od niego i nadal temu zaprzeczała.
W końcu pognała do jego pokoju, a kiedy przekroczyła próg, uśmiechnęła się na jego widok. Działał na nią dziwnie kojąco, a kiedy znalazła się w jego ramionach, przeszywało ją to specyficzne uczucie spokoju i bezpieczeństwa.
- Może trochę się stęskniłam - powiedziała na przywitanie, odkładając walizkę na podłogę, i wspięła się na palce, żeby móc go pocałować. Wyjątkowo przedłużyła pocałunek, wplatając palce we włosy na jego karku.
Dlaczego tylko teraz wszystko wydawało się być na miejscu?
Przesunęła dłonie z jego karku na ramiona i tors. Musiała zadzierać głowę, żeby móc patrzeć mu w oczy.
- Wyjeżdżam rano na dłużej do Europy. Nowy klient i nie wiem, kiedy wrócę. Po prostu chciałam cię zobaczyć - uśmiechnęła się, kłamiąc. Kłamstwo mogłoby być jej drugim imieniem.
Może i wyjeżdżała do Europy i może był to nowy klient, ale zdecydowanie nie w obszarze, który znajdował się na jej wizytówce.
Zobaczyć go chciała, ale tylko po to, żeby przed całym syfem, który zacznie się za mniej niż 24 godziny, poczuć się przy nim normalnie.
Chciana, pożądana i akceptowana. Sama sobie tego nie dawała, nie lubiła patrzeć na swoje odbicie w lustrze. Nie chodziło o jej ciało to było jak zawsze w świetnej, żołnierskiej formie. Ciągle była zdyscyplinowana pod tym względem. Chodziło o to, co widziała w swoich oczach.
- Nie przeszkadzam ci w pracy? - zerknęła na laptopa, który leżał na blacie. Wiedziała, że pewnie by skłamał. Miała świadomość słabości, jaką do niej miał, chociaż nie wykorzystywała tego zbyt często. Tylko czasami i to w momentach, w których on również nie miał co narzekać.
Odsunęła się od niego i zsunęła ze stóp trampki, by zaraz wspiąć się na wielkie hotelowe łóżko, w którym zdarzyło jej się już nie tylko spać.
- Masz plany na wieczór, czy mogę być twoim planem? - zaśmiała się, opierając się na łokciach i przyglądając mu się badawczo.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich spotkanie naprawdę było czystym przypadkiem. Magnus nie należał raczej do mężczyzn, którzy podrywają przypadkowe dziewczyny w barze. Raz, ponieważ był już na to trochę za stary. Dwa, bo był na to już nieco za mocno życiowo doświadczony. Jako rozwodnik, a do tego ojciec, miał nieco inne spojrzenie na świat. Nie narzekał na brak kobiecego zainteresowania, z wiekiem stało się ono po prostu coraz mniej znaczące. W swoim życiu miał już wszystko z grubsza poukładane. Pieniądze, własny biznes, nawet rodzinę. Nawet jeśli nieco rozbitą. Znał swoją wartość, przekonał się również do czego jest zdolny.
Jednak ona... Miała coś w sobie, co nie pozwoliło mu przejść obok niej obojętnie. Postawił jej drinka, bardziej z grzeczności niż próby zaciągnięcia jej do łóżka. Wyglądała tamtej nocy po prostu jakby tego potrzebowała. Sam nie wiedział, kiedy z jednego drinka zrobiła się kilka aż w końcu wylądowali w jego pokoju. Coś, czego nigdy nie robił. Zawsze był cholernie uważny. Nie pozwalał się nikomu zbliżyć. To rozbiło jego rodzinę. To, że musiał trzymać dystans dla ich bezpieczeństwa. Później również swojego. Więc przespanie przy niej nocy? Było cholernie nierozważne. Nadal miał wielu wrogów. Przeszłość mogła go dopaść w każdym momencie, a jednak przeżył tę noc. To zasługiwało na wspólne śniadanie, a później? Nie potrafił się zdystansować. Łapał się na tym, że podnosił telefon z myślą o tym, że chciał do niej napisać, zobaczyć jak uśmiecha się na jego widok, tak jak teraz. To, że była prawie w zbliżonym wieku do jego córki w niczym nie pomagało, lecz te myśli skutecznie od siebie odsuwał, zwłaszcza gdy trafiali do łóżka.
- Trochę się za mną stęskniłaś, więc postanowiłaś, że mnie również dasz zatęsknić? - uniósł na nią pytająco brew, aczkolwiek po jego tonie głosu jasne było, że po prostu żartował, a nawet przyznawał się do tego, że też będzie za nią trochę tęsknić.
Jeszcze by się do tego otwarcie nie przyznał, ale zaczynała mu trochę mieszać w życiu. Nie zamierzał już znajdować sobie nikogo na stałe. Nie po swojej żonie, którą nadal w jakiś sposób kochał. Grzechy jego przeszłości sprawiały, że nie mógł pozwolić sobie na kogoś bliskiego. Nie chciał sprowadzać na nią żadnego zagrożenia, a samo przebywanie w jego towarzystwie mogło okazać się niebezpieczne. Jednak... Spotykał się z nią. Raz za razem. Jeśli ktoś go obserwował wiedział już, że nie była to całkowicie przypadkowa znajomość. Nie kiedy robią to już któryś raz z rzędu.
- Zdefiniuj przeszkadzasz... - posłał jej rozbawiony uśmiech - Moja firma jest już na tyle rozwinięta, że radzi sobie beze mnie. Potrzebują tylko kluczowych decyzji. Teraz mogę sobie po prostu sprawdzać czy idziemy w dobrym kierunku. - wzruszył ramionami nie mijając się z prawdą.
Nie mógł się przyznać do tego, co naprawdę robił w Toronto i dlaczego tak długo tutaj został. Nie chciał jej też okłamywać, więc najprościej było odpowiedzieć zgodnie z prawdą, lecz omijając niewygodny temat.
- Jakim planem chciałabyś być? - uśmiechnął się do niej filuternie podchodząc do krawędzi łóżka patrząc na nią w ten szczególny, nieco posesywny sposób ponieważ świetnie wyglądała na jego łóżku.
Pobudzała wyobraźnię.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
Who do you think you're fooling? Baby it's all or nothing
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Podobno ci, którzy tęsknią, są później bardziej oddani – nie chciała powiedzieć tego, o czym w tym momencie najbardziej myślała, że ci, którzy tęsknią, później kochają bardziej. Nie wydawało jej się, żeby można było w ich przypadku mówić o tak silnych emocjach. Jakichś na pewno, ale czy gdyby dostała na niego zlecenie, to nie zawahałaby się nacisnąć spustu? Widziała siebie jako potwora, szczególnie że przez całe swoje życie nie miała okazji doświadczyć tego, co miała z nim. Od dawna nie było to już tylko pożądanie i dobry seks. Miała wrażenie, że to był człowiek, z którym mogłaby rozegrać świat w pokera jedną ręką.
Nie wiedziała, kto tu komu mieszał w życiu. Co innego, gdy uprawiasz z kimś niezobowiązujący seks, a co innego, kiedy zaczynasz robić to regularnie i spotykasz się często z kimś nie tylko po to, żeby lądować w łóżku. Czasami chodziło o bliskość, o robienie kompletnie różnych rzeczy, będąc obok – a to już zaczynało mieć znamiona czegoś zupełnie innego.
- Oj, nie wiem. Ewidentnie coś robiłeś na komputerze, nim weszłam. Może składałeś podpis elektroniczny na jakiejś wielomilionowej umowie. Jak stracisz przeze mnie taką kasę, to się do końca życia nie wypłacę - wzruszyła ramionami. Wolała nie mieć u niego żadnego długu, nawet wdzięczności.
Był w tym mieście już jakiś czas. Mieszkał w hotelu i to jakim hotelu. Musiało go być na to stać i wiedziała, że jest tu w interesach. Zdecydowała się trochę na noc z nim ze względu na to, że wiedziała, iż w pewnym momencie wróci do swojego życia. Była bezwzględna, bo nawet nie zapytała, czy ma żonę w Norwegii. Chciała go dla siebie tamtego wieczoru, nie sądziła, że będzie go miała jeszcze przez kilka kolejnych. Nie uważała się za kobietę pierwszego wyboru. Zawsze była jakaś teraźniejsza bądź przeszła , choćby tylko w myślach, które nie pozwalały jej usiąść na tronie.
Odpowiedziała uśmiechem na jego uśmiech i rozłożyła ręce, przygryzając dolną wargę. Mogła teraz jedynie modlić się o jego łaskę:
- Nie chcę dzisiaj podejmować decyzji. Możemy wyjść, możemy zostać. Możemy siedzieć w tej wielkiej wannie albo sprawdzić, czy wszystkie meble w tym pokoju wytrzymają nasz seks. Decyduj.
Otworzyła mu drogę, zastanawiając się, w jakim kierunku podąży, zabierając ją ze sobą. Chociaż chciała wiedzieć, jak długo, przychodząc do tego pokoju, jeszcze go w nim zastanie. Czy po powrocie nadal tu będzie. Co za miesiąc? Za dwa? Za rok? Chciała wiedzieć, ale nie chciała o tym myśleć. Sama nie wiedziała, w jakim stanie wróci ze swojej wyprawy.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy tego właśnie chciała? By był jej bardziej oddany? Mógł to być dla niego pewien sygnał, który odczytał, zapamiętał, lecz na razie nie reagował. Był już nieco za stary by obawiać się czegoś takiego jak przywiązanie czy relacja. Nie wydawało mu się by byli już w tym punkcie, gdzie muszą o tym decydować. Sierra zdecydowanie umościła się już nieco w jego życiu. Zdecydowanie przeszli do czegoś więcej niż po prostu sypiania ze sobą. Nigdy się na tym nie kończyło. Zawsze zostawała u niego na dłużej. Czasami nawet wcale nie musieli zdzierać z siebie ubrań. Jej obecność była przyjemna. W pewien sposób kojąca. Może nie mógł podzielić się z nią całym swoim życiem, swoją historią. Tego nie wiedziała nawet jego rodzina i to nigdy się nie zmieni. Nawiązała się natomiast między nimi jakaś nić zaufania. Choć musiał nadal wznosić wokół siebie pewne ściany, w pewnych kwestiach był po prostu sobą. Jeśli był w stanie zasnąć obok niej bez większych obaw o to czy obudzi się następnego dnia... W jego świecie to już wskazywało na pewną zażyłość ich relacji.
Po swojej żonie nie szukał już sobie nikogo na stałe. Taka myśl nie pojawiała się w jego głowie, aczkolwiek ta drobna latynoska zakradła się do jego codzienności. Zaprzątała jego myśli. Fakt, że nie zobaczy jej teraz przez kilka tygodni, a może nawet dłużej? Nie był zachwycony. Może nawet był z tego powodu nieco smutny? Sam nie wiedział, co w tym momencie czuł, ale zdecydowanie nie było to nic przyjemnego.
- Nie mówiłem Ci? Umowy powyżej pięciu milionów podpisuję w piątki. Drobnicą zajmują się moje asystentki. - wyszczerzył się do niej zawadiacko nie dając po sobie poznać czy jedynie żartował - Skoro już mówiliśmy o oddaniu, to nic tak nie łączy jak wspólne długi. - zaśmiał się cicho będąc doskonale świadom tego jak prosto było zakończyć małżeństwo, ale spłacenie jakiegokolwiek kredytu? To było dopiero wyzwanie.
Nigdy nie rozmawiali szczególnie głęboko o swoim życiu. Nie miał pojęcia gdzie dokładnie pracuje, dla kogo ani tym bardziej ile zarabia się w jej branży. Zazwyczaj spotykali się przecież u niego albo na mieście. Nie pytał też czy ma jakiegoś stałego partnera, męża? Nie miało to większego znaczenia, a może powinno? Sytuacja, w której się znaleźli po prostu mu pasowała. Było wygodnie, było przyjemnie. Po co to spieprzyć?
- Oh Złotko... Meble przetrwają, ale Ty..? Nie byłbym taki pewien. - uśmiechnął się do niej szarmancko, zaczepnie opierając swoje kolano o materac i spoglądając na nią przez moment z nieukrywaną pasją i pożądaniem - Jakąś godzinę temu wróciłem z załatwiania spraw na mieście, więc tak jak lubię pokazywać się z tak piękną dziewczyną jak Ty na ramieniu, nie mam ochoty wychodzić. Więc co powiesz na zostanie w pokoju, skorzystanie z mojego concierge, który przejedzie pół miasta żeby zdobyć dla nas jakiekolwiek dania sobie zażyczymy, room service dla wina a my zalegniemy w łóżku oglądając jakieś durnoty na netflixie? - złapał ją za kostki, a jego dłonie powoli wędrowały po jej łydkach, gdy on sam nie przerywał kontaktu wzrokowego.
Mało kto o tym wiedział, ale te durne programy pokroju Love Never Lies, Love is blind i tym podobne były jego guilty pleasure.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
Who do you think you're fooling? Baby it's all or nothing
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To była jej pierwsza dłuższa relacja. Jakakolwiek. Sama nie wiedziała, czego powinna oczekiwać ani jak relacje powinny wyglądać. Z tej dwójki to on był starszym, doświadczonym hot tatusiem. Sierra była trochę jak emocjonalna ameba – wpuściła go do swojego życia i w tym momencie brała i dawała to, na co miała ochotę. Owszem, może chciałaby go na dłużej, ale nawet nie wiedziała, jak to powinno wyglądać. Nie miała pojęcia, że on chroni ją w pewien sposób przed tym samym – przed swoją przeszłością, przed prawdą o sobie. Kiedy tylko zaczynała się nad tym wszystkim zastanawiać, odcinała to, chcąc po prostu korzystać z tego, co mają teraz. Było przyjemnie i dobrze. Bolałoby, gdyby miało się to skończyć z dnia na dzień, ale zaakceptowałaby to i cieszyła się jak z każdej przyjemnej rzeczy, która wydarzyła się w jej życiu. Może byłby tylko miłym wspomnieniem z przeszłości.
Teraz jednak wolała cieszyć się jego obecnością. Miała go dla siebie, w tych czterech ścianach. Całego, z jego pełną uwagą.
Myślałam, że powyżej pięćdziesięciu – wyszczerzyła zęby w infantylnym uśmiechu i po chwili się zaśmiała. Nie wiedziała nawet, czym zajmuje się jego firma. Ba! Nawet nie spróbowała zrobić o nim researchu. Robiła wszystko, żeby był jak najbardziej normalną i spontaniczną częścią jej życia. Był odskocznią od jej codzienności i chyba to było najbardziej uzależniające.
Długi? Chcesz ze mną wziąć kredyt na nieruchomość czy wejść w spółkę? – przekręciła głowę, bo miał rację. Papier z bankiem był przedziwną relacją, a jeszcze jeżeli para wchodziła w trójkąt z bankiem, to pozamiatane. Całe szczęście, że ona nie musiała się tym przejmować. Bo wejść w to to jedno, ale wyjść z tego – drugie.
Złotko? Właśnie zabrzmiałeś jak facet w twoim wieku. Gdzie twoje okulary do czytania? – Żarty z jego wieku ostatnio zaczynały być jej ulubionymi. Podobało jej się, jak między jego brwiami pojawiała się charakterystyczna zmarszczka, kiedy przypominała mu o różnicy wieku między nimi.
Chcesz sprawdzić, czy przetrwam? – uśmiechała się rozbawiona, bo po głowie chodziła jej kontynuacja. Nie mogła się powstrzymać i dodała: – Ja bym się bardziej bała, że ci serce wysiądzie. – Pokazała mu język, ale dobrze wiedziała, jak bardzo sobie tym grabi.
Chciała nawet zabrać nogi z zasięgu jego dłoni, ale te już wędrowały w górę, w stronę jej uda, i czuła, jak ten teoretycznie subtelny dotyk rozbudza w niej pożądanie.
Dobrze, to jest jakiś pomysł, ale wolałabym… – usiadła, żeby móc spokojnie rozpinać guziki swojej koszuli, pod którą nic nie miała – żebyś sprawdził, czy przetrwam.
Jej spojrzenie wyraźnie się zmieniło, szczególnie że był tak blisko – na mniej niż wyciągnięcie ręki. A ona znowu chciała poczuć jego ciało blisko swojego.

Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ta relacja to coś nowego, świeżego. Ona była dla niego takim powiewem świeżości. Pojawiła się nagle w jego bardzo poukładanym i nudnym życiu. Zaburzyła rytm, który tak naprawdę całkiem lubił. A może tak sobie po prostu wmówił? Odkąd przeszedł na emeryturę wszystko zdecydowanie zwolniło. Starał się nadal być dobrym ojcem, świetnym biznesmenem, ale w tym wszystkim czegoś brakowało. Osiadł na laurach, miał wszystko. Zapracował sobie na to. Nie brakowało mu pieniędzy, czasu, a co ważniejsze zdrowia. Czy naprawdę przyjechał tutaj dla pamięci swojego brata, a może to po prostu była wymówka by wrócić do tego, co, chociaż czasami, było ekscytujące. Valencia bardzo umiejętnie zaprzątała mu głowę. Zabierała czas, który powinien był poświęcić na śledztwo, lecz w tym wszystkim dawała mu zajęcie. Uwagę. Czuł się przy niej dobrze i nie zamierzał nawet próbować tego nazwać. Wiedział, że to tylko wszystko spieprzy. Z wiekiem zaczynał należeć do tych ludzi, którzy twierdzą, że nie trzeba naprawiać tego, co nie jest zepsute. A to, co mieli zdecydowanie po prostu działało.
- Byłaś blisko. Te podpisuję w każdy pierwszy piątek kwartału. Nie jestem aż tak obrzydliwie bogaty. - przewrócił wymownie oczami po czym po prostu się do niej wyszczerzył.
Miał do siebie dużo dystansu. Podobnie jak do swojej firmy. Nigdy nie pytała go ile tak właściwie zarabia, a co ważniejsze, nie prosiła go nigdy o żadne prezenty. To wzbudzało trochę więcej zaufania. Chociaż może powinien był zrobić krok do tyłu, zastanowić się czego tak właściwie od niego chce? Nie mogło chodzić jedynie o seks, mogła sobie bez problemu znaleźć o wiele młodszych partnerów. Był pewien swojej kondycji oraz doświadczenia, ale nie zamierzał się oszukiwać, że jest najlepszym kochankiem na świecie. Młodość miała po prostu pewną werwę.
- Od razu skok na głęboką wodę? Odważnie. - przytaknął jej z uznaniem - Uważaj, bo pomyślę, że naprawdę Ci się podobam. - zaśmiał się cicho spoglądając na nią wymownie.
- Nie jesteś gotowa zobaczyć mnie w okularach. - uśmiechnął się do niej zadziornie doskonale wiedząc, że może się często nabijać z jego wieku, lecz była to jedna z tych cech, które ją u niego pociągały.
- Mój wiek biologiczny jest znacznie obniżony. - powiedział bez zawahania zbywając nieco jej komentarz z tą nieco chłodną manierą starszego faceta, ale to wystawienie na jego języka zostało odnotowane na przyszłość - Nie muszę sprawdzać, złotko. - powiedział nieco protekcjonalnym tonem ściągając z siebie marynarkę i zrzucając ją na podłogę nie odrywając wzroku od jej tęczówek wykazując pełną kontrolę nad sobą nawet w obliczu tak pociągającej dziewczyny.
- Jesteś pewna, że chcesz zaryzykować swoją jutrzejszą podróż? - rozpiął pierwsze dwa guziki swojej koszuli będąc całkowicie przekonanym o tym, że nie wstanie na jutrzejszy lot.
Rozpiął również mankiety swojej koszuli i z wyraźnie wypracowaną precyzją zaczął je podwijać. Język jego ciała wyglądał na zupełnie niewzruszony, jednak jego wzrok zdradzał jak wielkie pożądanie potrafiła w nim wzbudzić.
Złapał poły jej rozpiętej koszuli przyciągając ją bliżej siebie. Pozostawiając między ich ustami zaledwie milimetry. Tak by mogła poczuć jego perfumy, ciepły oddech oraz zarost, który już zaczynał muskać jej skórę.
- Nie widzę bagażu, zamierzasz wziąć sobie moje koszule w podróż? - mruknął już właściwie w jej usta, jednak nadal jej nie całując.

Sierra Valencia
30 y/o
For good luck!
168 cm
zabijam na zlecenie i znam się na cybersecurity
Awatar użytkownika
Who do you think you're fooling? Baby it's all or nothing
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Magnus Grimstad
gall anonim
Mało co mnie rusza.
47 y/o
For good luck!
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Magnus miał po prostu bardzo pragmatyczne podejście do życia. Z jakiegoś powodu nigdy nie potrafił jakoś nadmiernie go romantyzować. Pewnie dlatego zabijanie przychodziło mu z taką łatwością. Wiedział, że życie jest jakie jest. Ludzie się zmieniają, miasta się zmieniają, świat się zmienia. To, co było prawdziwe w tym momencie wcale nie musiało być prawdziwe za miesiąc czy dwa. Nic nie było tak naprawdę pewne, prócz śmierci, lecz nawet ta mogła przyjść dzisiaj, jutro, za rok. Czasami to on wybierał, lecz nigdy nie czuł się panem życia i śmierci. To były po prostu zlecenia, praca. Starał się by były to osoby, które gdzieś tam moralnie sobie na to zasłużyły bo każdy musi mieć jakiś kodeks, ale zdarzały się pomyłki, za które też sobie już dawno temu wybaczył.
Więc tak bardzo jak chętnie korzystał z zainteresowania Sierry swoją osobą nie zamierzał oszukiwać się, że będzie z tego coś więcej niż po prostu przelotny, wygodny romans. Różnica wieku mogła być teraz dla niej ekscytująca, lecz z czasem może się stać uciążliwa. Po obu stronach. Dlatego postanowił skupiać się po prostu na tu i teraz. Pięknej dziewczynie, która tak chętnie wskakiwała do jego łóżka i w pełni mu się oddawała. Jakiekolwiek były jej powody, nie musiał ich tak naprawdę znać. Tak długo jak oboje tego chcą nie trzeba było niczego tłumaczyć ani analizować. Tak było dla wszystkich najlepiej.
- Z grzeczności, prawda? - uśmiechnął się do niej zaczepnie nie doszukując się w jej słowach drugiego dna.
Nie dało się ukryć, że ona też zdecydowanie mu się podobała. Inaczej nie dałby jej karty do swojego apartamentu, co w retrospekcji mogło nie być najlepszym ruchem ze strony byłego zabójcy, ale zawsze twierdził, że jeśli kiedyś ma zginąć to najlepiej z rąk pięknej kobiety, a nie innego mężczyzny.
- Myślę, że to Ty nie doceniasz tego jak seksownie w nich wyglądam. - spojrzał jej w oczy, a w jego własnych pojawiły się rozbawione iskierki, chociaż w tembrze jego głosu zdecydowanie była nuta powagi.
- I jesteś pewna, że po spędzeniu tutaj nocy będziesz w stanie wstać przed szóstą? Jeśli dobrze pamiętam ostatnim razem zamawiałem Ci śniadanie jakoś koło dziewiątej, a i tak musieli przynieść kolejne przed dziesiątą. - teraz na jego usta wpełzł dość złośliwy uśmiech.
Może takich rzeczy damie się nie wypomina, ale fakt, pozostawał faktem. Ciężko ją było wyciągnąć z łóżka, więc planowanie wyjazdu na szóstą rano... Musiał powiedzieć, że było to bardzo odważne i bardzo w jej stylu.
- To wszystko? To gdzie zmieścisz te moje koszule? - przysunął się jeszcze nieco bliżej zamykając swoje usta na chwilę na czubku jej języka, lekko go przygryzając.
Jej bliskość była cholernie przyjemna i zawsze sprawiała, że musiał walczyć sam ze sobą by nie wziąć jej po prostu tu i teraz. Lubił jednak ich gierki. Lubił ją kusić do momentu aż któreś z nich się łamało i po prostu rzucało na to drugie. Ta dziewczyna była uzależniająca. Niebezpieczna. Właśnie przez to nie potrafił jej sobie odpuścić. Zwłaszcza, że też wiedziała jak grać w ich grę.
- Znam twoją cierpliwość. Testuję jedynie jej granice. - wyszeptał jej na ucho przygryzając jego płatek.
Złapał ją za szyję lecz nie ścisnął. Wiedział, że to lubiła, więc postanowił się z nią drażnić. Zamiast tego przesunął dłoń w dół na jej dekolt, zatrzymując ją na chwilę nad coraz szybciej bijącym sercem. W końcu przesunął kciukiem po jej mostku, między piersiami i w dół brzucha.
- Jeśli jakiś mężczyzna kiedykolwiek nie będzie na Ciebie gotowy powinnaś wziąć jakiś ostry przedmiot i wbić go właśnie tutaj. - ułożył jej dłoń nad swoim sercem ponad materiałem koszuli - Ze mną Ci to jednak na razie nie grozi. - mruknął wplątując wolną dłoń w jej włosy i powoli zaciskając pięść tak by poczuła w nich napięcie, lecz jeszcze nie pociągnięcie.
Subtelne balansowanie na granicy tego, co lubiła, a czego on jeszcze nie chciał jej dać. Jeszcze nie.

Sierra Valencia
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Ritz-Carlton”