jeden
Mimo upływu lat Chloe pamiętała doskonale czas, który spędziła w Mediolanie. Niejednokrotnie zastanawiała się, co by było, gdyby jednak nie zdecydowała się na udział w wymianie szkolnej lub gdyby wybrała inne miejsce. A przez jedną osobę pragnęła wszystkie wspomnienia wymazać, wykreślić i przekreślić, no ale niestety mózg tak nie działał. Nie istniał żaden magiczny przycisk podpisany jako „reset”.
No, chyba że straciłabym pamięć. a Wilson nie chciała jej tracić. Chciała jedynie zapomnieć
Czy to tak wiele?
Tego dnia, miała na trzecią zmianę - tylko zamiast o 22 zaczynała o 21. Tak więc odespała sobie poprzedni dzień, wstała o tej, o której zadzwonił jej budzik, lecz nie wstała od razu, o nie, nie. Zaczęła od przeglądania social mediów, a konkretniej instagrama - bywało, że czasami spędzała za dużo czasu na przeglądaniu rolek, ale nie jej winą było, że potrafiły się pokazywać reelsy, które ją bawiły lub idealnie odzwierciedlały jej nastrój bądź pokazywane były sytuacje, które działy się w klubach tj. jedna laska nagrywała super filmiki, na których pokazywała pracę barmanki i Chloe lajkowała jej praktycznie każdy filmik, bo miała wrażenie, jakby oglądała siebie i swoje perypetie z ludźmi, którzy podchodzili do baru. Szczerze? Gdyby prowadziła pamiętnik, wiele stron byłoby zapełnionych historiami z życia wziętymi - a naprawdę przeróżni ludzie przychodzili do Emptiness. Poza tym podobało jej się to, że mogła tam szlifować swój hiszpański z tego względu, iż sporo Latynosów i Latynosek odwiedzało tenże klub. A czasami nawet mogła się pogibać w rytm muzyki, mieszając trunki - co jak co ale akurat muzykę uważała, że dj puszczał ŚWIETNĄ i czasami żałowała, że nie mogła tak po prostu pójść na parkiet
Było zostać nauczycielką albo tłumaczką, to byś mogła na luzie chodzić na balety. taka prawda, a szczerze? Taki był pierwotnie plan i dlatego poszła na studia językowe. Niby je skończyła, więc ta jedna furtka wciąż była otwarta, lecz po prostu… jakoś sobie dawała radę w obecnym miejscu pracy. Oczywiście wiadomo,nie zawsze było kolorowo, ale przynajmniej mogła zaprezentować swoje barmańskie umiejętności - kursy barmańskie i filmiki na youtubie się przydały. Tak się poświęciła temu, by robić dobre drinki, że kupiła sobie specjalny zestaw barmański do domu - aktualnie znajdował się w jednej z szafek w kuchni, ale sięgała po niego, gdy nachodziła ją ochota, aby zwilżyć gardło.
Tego dnia w klubie działo się specjalne wydarzenie z okazji Światowego Dnia Bezdomnych Zwierząt i tuż przy drzwiach stało dwóch wolontariuszy, którzy zachęcali do adopcji i byli skłonni poodpowiadać na pytania związane z adopcją. Chloe wiedziała - bo sprawdziła wcześniej w necie - że poza tym świętem swoje święto miała także marchewka. A ona lubiła marchewkę. Dlatego zjadła ją na śniadanie - dokładniej, zjadła owsiankę marchewkową z cynamonem, ale to szkopuł.
Aktualnie stała sobie przy barze i przed chwilą skończyła przygotowywać drink dla pary, która podziękowała, zapłaciła (chłopak zapłacił) i poszła w kierunku parkietu albo palarni.
- A, wie Pan różnie… to zależy. Dzisiaj na przykład jest całkiem niezły… - przerwała, bo na początku nie rozpoznała głosu chłopaka. A kocioł był, bo wystarczyło się rozejrzeć. Przy samym barze stało całkiem sporo osób.
- kocioł. - dokończyła wolniej po dłuższej chwili, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Aż ją coś w zakuło w klatce piersiowej i położyła rękę w tymże miejscu, lecz to nic nie dało. Kłucie jeszcze trochę jej towarzyszyło.
To jakiś nieśmieszny żart? pytała samą siebie, a wspomnienia jakby odżyły na nowo. Naprawdę nie chciała go widzieć; poza tym, jak mogłaby chcieć, skoro to przez niego pan Wilson nie żył - znaczy w takim przekonaniu żyła ona sama. Jasne, dawno się widzieli - nawet BARDZO dawno - ale…Chloe trochę obeszła system i wpadła na WSPANIAŁY pomysł założenia fake konta, aby go śledzić. Którejś nocy po wypiciu o jednego shota za dużo, wpadła na świetny pomysł, by jej fejkowe konto było tematyczne i dlatego wybrała… kotki. Tak, chciała o nim zapomnieć, lecz z drugiej strony jakby troszeczkę, tak tylko kapkę kapeńkę… tęskniła? Ale oczywiście nie zamierzała tego wyjawiać, a w dodatku sobie wmawiała, że NIE brakowało jej go. Że nie potrzebowała go.
- Co dla Pana? - spytała bez większego entuzjazmu, bo właśnie planowała wcielić w życie plan pt.
“nie znam Cię”. choć znała. Dobrze znała.
- Dzisiejszy specjał to drink Traitor's Tears. Składa się on z mieszanki ciemnego rumu, ginu o smaku czerwonych pomarańczy, piwa imbirowego i limonki. - wyjaśniła bez większego zastanowienia tak, jakby miała tę formułkę wyuczoną na pamięć oraz posyłając Enzo sztuczny uśmiech, aczkolwiek zaczęła się zastanawiać, czy dobrze robi.
Może lepiej by było poprosić Jake'a, by go obsłużył.
- A! I prosiłabym o szybką decyzję. - dodała, mając nadzieję, że po zamówieniu drinka da jej spokój. Nie musiała się przecież tłumaczyć ze swoich próśb.
Enzo Lawrence