
W dzieciństwie lubił to, że po osiemnastej siadali z rodzicami do wspólnej kolacji, przy której omawiali to, co ważnego działo się minionego dnia. Tata zawsze ubarwiał opowieści o klientach zakładu stolarskiego. Mama z błyskiem oku opowiadała o tym, co akurat przemyciła swoim ulubionym pacjentom na wózku serwisowym. Matty natomiast zachwycał się tym, co robili w szkole na zajęciach z informatyki i że pan Smith pokazał im super program do programowania ruchów żółwia, a on jest w nim najlepszy!
Miał w sobie mnóstwo wdzięczności, kiedy ze skromnej wypłaty stolarza i salowej, rodzice kupili mu na dziesiąte urodziny komputer, który w pewnym momencie stał się osią jego życia.
W czasach nastoletnich lubił to, że był częścią społeczności. Jakimś cudem z każdym się dogadywał. Ze szkolnymi osiłkami (bo odrabiał za nich prace domowe, oczywiście za pieniądze), z ładnymi dziewczynami (bo był zabawny i umiał je rozśmieszyć), z kujonami (bo miał całkiem błyskotliwe i trafne rozkminy), z przeciętniakami (bo zgrywał im na płytki skypty z cheatami do gier komputerowych). Nie miał co prawda swojej paczki znajomych, ale odnajdywał się właśnie w takim ekosystemie społecznym szkoły średniej i college’u.
W dorosłości po
Amelie była lekarką. Neonatolożką. Ambitną. Skupioną na rozwoju. Robiła doktorat, brała dodatkowe dyżury w szpitalu. Planowała swoje życie co do minuty, a na wszelkie odstępstwa reagowała nerwami. Wszystko musiało działać jak w zegarku.
Matthew był spontaniczny. Nieśmiały, ale narwany. Roztrzepany, optymistyczny i zatrzymany w teraźniejszości. W swojej nerdowskiej naturze spędzał godziny albo na programowaniu, albo na rowerze, albo na basenie. Lubił swoje towarzystwo. Wszelkie plany dotyczące przyszłości paraliżowały go wykonawczo.
Jakim cudem dwa tak skrajne charaktery połączyły się świętym węzłem małżeńskim?
Wszystko planująca Amelie nawet życie ich rodziny miała zaplanowane co do milimetra, bez uwzględnienia jego potrzeb i pragnień. Na co dzień miała do czynienia z dziesiątkami noworodków. Widziała na własne oczy, jakie niebezpieczeństwo wiązało się z ciążą i porodem dla matki i dla dziecka. Dlatego sama nie chciała powiększać rodziny. Chciała oszczędzić sobie i następnemu pokoleniu traumy. Tak przynajmniej twierdziła. A Matthew zgadzał się, bo chciał, żeby była szczęśliwa.
Amelie natomiast chciała, żeby Matthew się rozwijał. Wierciła mu dziurę w brzuchu, że od lat powtarzał, że programowanie nie jest dla niego, że bardziej widzi się w pracy z ludźmi. Więc pod jej wpływem poszedł na studia psychologiczne, chociaż jego kariera w branży IT rozwijała się całkiem prężnie. Rozpoczął również szkolenie na psychoterapeutę. Zaangażował się, wpadł w dziurę pogłębiania wiedzy. Po dwóch latach intensywnej nauki Amelie stwierdziła, że Matthew nie poświęca jej wystarczająco dużo czasu, że jest skupiony tylko na studiowaniu i psychologii, że mówi do niej terapeutycznym bełkotem i… zostawiła go. Z dnia na dzień.
Może powinien być bardziej przejęty rozwodem? W rzeczywistości odetchnął z ulgą, bo przestał być uwiązany oczekiwaniami Amelie. Być może dlatego tak szybko pozbierał się po rozstaniu. Sprzedali dom, Amelie ruszyła swoją drogą, Matty kupił kawalerkę w Greektown, a pozostałe oszczędności zainwestował w… praktykę psychoterapeutyczną. Co prawda dopiero startuje pod swoim nazwiskiem (wcześniej pracował w poradni zdrowia psychicznego przy szpitalu psychiatrycznym), ale czuje, że wreszcie robi to, w czym jest dobry i w czym naprawdę się spełnia.
I tak żyje sobie w swoim tu i teraz. Bez wielkich słów. Bez zobowiązań. Bez żadnych planów. W goodmanowym chaosie. Tak, jak lubi.
- Zapalony rowerzysta, dziennie potrafi zrobić dobrze ponad 50 kilometrów, jak wiatry i okoliczności sprzyjają.
- Oprócz nałogowego pedałowania, łapie na zmianę fazy na pływanie. Jego rekordowy czas zatrzymania powietrza pod wodą do 3 minuty 58 sekund. Docelowo chciałby przekroczyć 5 minut.
- Twierdzi, że gdyby nie kontuzja nogi w dzieciństwie, przez którą czuje ból kolana przy bieganiu, mógłby zostać złotym medalistą olimpijskim w triathlonie (tak naprawdę nie, po prostu nienawidzi biegać).
- Często bierze nocne dyżury w kanadyjskich telefonach zaufania i udziela się charytatywnie w różnych akcjach pomocowych.
- Jest zapalonym cukiernikiem. Ciasto kruche zjada na śniadanie, ciasto francuskie nie ma przed nim tajemnic, a drożdżowe rośnie w jego rękach jak na drożdżach (dosłownie!).
- Przez ostatnie dwa lata bardzo dużo randkował, trochę w ramach sprawdzenia, jak to jest z tą samotnością wśród dzisiejszych młodych ludzi, a trochę z potrzeby przełamania własnej nieśmiałości i poczucia samotności.
- Pracował jako pracownik socjalny (z pierwszego wykształcenia), później przebranżowił się na programistę i pracował w dużych korporacjach (samouk), żeby ostatecznie skończyć jako psycholog i psychoterapeuta w nurcie integracyjnym.
