To wszystko brzmiało jak mało śmieszny żart, serio! Proszę wyobrazić sobię minę Maddie, która kilka dni wcześniej odebrała od kuriera paczkę od swojego brata, który aktualnie znajdował się gdzieś w świecie. W paczce poza kopertą był również srebrny błyszczący jak psu jaja garnek, jakaś łopatka, metalowe szczypce i coś na kształt młotka, ale nie był to taki do ściany. No chuj, rebus nie do zgadnięcia, ale wszystko wyjaśniło się kiedy otworzyła kopertę. W środku znajdował się krótki list o treści "Kupiłem Ci lekcje gotowania abyś z głodu nie umarła, a to co masz w paczce to podstawy" SERIO? Inni bracia wysyłają swoim siostrą kasę, jakieś drogie i fajne prezenty, a nie garnek i kilka maczug, co ona niby ma z tym zrobić? Przecież totalnie nie ma pojęcia jak się tego używa. Jedyne zastosowanie tego tłuczka jakie by znalazła to jebniecie nim Alexa kiedy zacznie mu odpierdalać. Kuchnię miała w domu tylko na ozdobę, ewentualnie po to aby robić na blacie rzeczy wszystkie te poza gotowaniem, o.
Mawiają, że prezentów nie powinno się odrzucać, dlatego wysłała bratu wiadomość SMS z prostą emotkę noża, bo pasuje do sytuacji, a i kryje się za tym groźba. I wyobraźcie sobie, że ta wariatka kilka dni później przyszła na tą lekcję gotowania. Szef (tak przynajmniej wywnioskowała z rozmowy telefonicznej) całego przybyciu gastronomii kazał jej się pojawić w określonym miejscu i w określonej godzinie. I tak też zrobiła, chwilę przed umówioną godziną podjechała taksówką w wyznaczone miejsce i stała przed zamkniętym lokalem. Przez pierwsze kilka sekund myślała, że ktoś zrobił sobie z niej jaja, ale kilka chwil później drzwi się otworzyły, a w nich dostrzegła mężczyznę. I o wszystkie makarony świata, nie był to stary dziad z wielkim brzuchem! Był to facet prawie żywcem wyciągnięty z tych wszystkich romantyczno - kulinarnych filmów, których Maddie nie oglądała.
- Maddie, ale tak to ja. - rzuciła patrząc na niego z delikatnym uśmiechem, pod czapką z daszkiem dostrzegła burzę uroczych loków. Aż musiała biedaczka ślinę przełknąć bo trochę jej w gardle się sucho zrobiło. Weszła do środka, czuła zapach jego perfum, a przechodząc obok nawet nie omieszkała aby spojrzeć na jego szerokie ramiona i umięśnione bicepsy, tak jej wzrok bezczelnie jeździł po odkrytych partiach jego ciała.
- Pewnie, rozumiem. Chociaż przez chwilę myślałam, że to jakiś żart. Bo Twój szef nie wspomniał, że ta wszystko będzie po godzinach. - wyjaśniła delikatnie wzruszając ramionami i kierując się tuż za nim. Całe szczęście, że szedł wolno bo był wyższy od niej, nogi miał dłuższe i pewnie biedna Maddie musiałaby za nim biec, a ona nie uznaje sportów, w których człowiek się poci. Bo ona woli się pocić w inny sposób...
- Tak szczerze to nie mam żadnych oczekiwań, ta lekcja gotowania to wymysł mojego brata, który wysłał mi informacje o tej lekcji wraz z wielkim garem i tłuczkiem do mięsa. Śmieszne, nie? Spodziewałam się czegoś ładnego, a nie gara. - jej ton głosu był rozbawiony, ale po jej minie było widać, że trochę zła była z tego powodu, ale nie w złym słowa tego znaczeniu. Wyglądała trochę jak obrażone dziecko, o. Kuchnia do której weszła nie była może wielka, ale było tutaj masę sprzętów których nie ogarniała, czuła się tutaj totalnie obco i nie na miejscu. Podeszła bliżej blatu, przy którym stał oparty Theo i swoje dłonie oparła o chłodny metal.
- Jestem totalnym beztalenciem i nie, nie żartuje. Nigdy nie gotowałam, nie dotykałam patelni itp. Jedyne z czym sobie radzę to z krojeniem mięty, cytryny czy innych owoców do drinków. - wyznała zgodnie z prawdą, spojrzała na niego przelotnie i obiema rękami podciągnęła rękawy swojej sportowej bluzy, którą miała na sobie. Tak jak mężczyzna Mads postawiła dzisiaj na luz, ubrała luźne dresy, włosy związała w kok, ubrała pierwszą lepszą koszulkę, a na wszystko narzuciła dużą bluzę. Totalnie jak nie ona, ale szpilki chyba nie sprawdzą się w kuchni.
- Mam propozycję, może zróbmy to na co ty masz ochotę? Albo co wychodzi Ci najlepiej? - spojrzała na niego, ona serio przyszła tutaj na spontanie i bez planu.
- Jestem uczulona tylko na koty, ale w menu ich chyba nie macie, nie? - zapytała rozbawiona, chciała zażartować aby jakoś rozluźnić tą jeszcze chłodną atmosferę, ale czy jej wyszło czy nie to już ocenić musi jej nauczyciel.
Kurde, gdyby w szkole takich miała to chodziłaby do niej częściej i z większym zapałem.
Matheo Bachmann