-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z wykształcenia był Sous Chef, dosłownie spędził kilka lat w kulinarnej szkole ucząc się jak przygotować menu i ślęcząc nad logistycznymi pierdołami, próbując udawać, że obchodzi go managment. Nie obchodził. Lubił gotować, tak i jako ledwo dorosły gówniarz stwierdził, że to będzie dobra ścieżka zawodowa. Wybrać coś, co lubił robić, co nie miałby nic przeciwko robić przez następne kilka lat i co do tego mógł iść studiować, dla świętego spokoju, żeby rodzice nie zagadali go na śmierć o tym jak ważny jest dyplom. Na tamtą chwilę nadal swojego dyplomu nie użył, odmawiając wspinania się po szczeblach kariery, a o pomyśle zmiany pracy nawet nie powiedział matce, nie chcąc, żeby dostała zawału przedwcześnie.. Powie jej, jak już się dostanie, zanim zniknie na trzy miesiące? Tak, to był znacznie lepszy pomysł.
Prosta kolacja, tak naprawdę. Danie główne, pieczona Lasagna z sosem z włoskiej kiełbasy, na deser panna cotta, a w oczekiwaniu na to, aż danie główne przyrumieni się w jej piekarniku, świeże caprese.. Nawet się postarał i zrobił mozarellę, okay? Przygotował wszystko z samego rana, składniki na caprese skroił, zapakował do osobnych pojemniczków z kratkami do odsączania, odłożył na bok małą butelkę swojej ulubionej oliwy, by na pewno nie zapomnieć, himalajską sól i podręczny, w sumie dość mały moździerz do przypraw. Lasagne przyrządził od początku do końca, pilnując czasu, by nie przedobrzyć; chciał, by ostatnie 15 min piekła się już na miejscu. Panna cotta właściwie robiła się sama, jedyne co musiał zrobić, to dać jej czas, żeby się zsiadła. Pod wieczór wszystko zapakował do podróżnej lodówki i tyle go widzieli.. Swoją drogą, był ogromnie zadowolony, że w ich planach nie było niczego wskazującego na potrzebę przynoszenia alkoholu; uznał, że jeśli koniecznie chciała, by coś przyniósł, to by mu napisała, prawda? Byłby jak najbardziej zadowolony, popijając herbatę, albo okropnie słodką kawę.
- Hey! Dostawa. - jak zawsze, dziesięć minut wcześniej, bo nie byłby sobą, gdyby było inaczej. Wyszczerzył się do niej szeroko, serce podskakiwało mu z ekscytacji w klatce na jej widok. Zanim tak na dobrą sprawę pomyślał, co robił, pochylił się do niej, dotykając swoim policzkiem jej policzka; na swoją obronę miał w sumie to, że był Europejczykiem.. Ale i tak jego twarz oblała się rumieńcem. Brawo Theo.
- Mam jedno główne, które potrzebuje może 15 min w 190', ale żeby nie czekać na pusty żołądek, to mam też przystawkę! I deser. Tak, trochę śmiesznie, bo przecież pieczesz i masz tu pewnie lepsze rzeczy, ale pomyślałem o tym dopiero jak już zacząłem robić.. - nieogarnięty, jak zawsze i cierpiący na nałogowe staranie się nieco za bardzo. Odstawił swoją lodówkę, wyciągając na blat lasnagne i wszystko, co mu było potrzebne do przystawek, deser zostawiając, żeby się za bardzo nie ogrzał. - Oh i... Nudziło mi się, jak czekałem, więc.. - wyciągnął, również z lodówki, kawałek papieru, złożony na pół... Menu! Odręcznie napisane, przygotowane profesjonalnie, jak mogła by się tego spodziewać w restauracji, tyle że zamiast fancy druku na jeszcze bardziej fancy papierze, po prostu długopis na najprostszej, białej kartce jak do ksero. Złożonej na pół. I musiało mu się nudzić naprawdę, bo w kątach na każdej ze stron wykonał małe, ozdobne szlaczki, które zwykle były pieczątką, albo zdobieniami w sztucznej skórze, poznaczone złotkiem... Nope. Czarny długopis. Tak czy siak, dał jej to menu, rozbawiony niesamowicie swoimi marnymi umiejętnościami.
słonko
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ten facet, którego poznała zupelnie przypadkiem... miał w sobie to coś. Nie wiedziała, jak to dokładnie wyjaśnić… dziwne ciepło, które biło od niego tak mocno, że potrafiła sobie wyobrazić, jak przyjemnie byłoby wtulić się w niego w bardzo chłodne dni. Jednak starała się być profesjonalistką! August Winters nie spała z klientami. O nie… Nawet jeśli byli cholernie wysocy, blond, o zajebistych rysach twarzy i wyglądali jak wikingowie. Absolutnie, przenigdy tego nie robiła. Do kurwy nędzy, Winters, kogo ty oszukujesz? Twoje nazwisko samo mówiło za siebie. Pomimo że za pasem była już wiosna, to Winter was coming. A zimą nazywał się nikt inny, a właśnie ON, Matheo. Facet, którego zajebście mocno chciała rozgrzyźć. Nie wiedziała, czego się po nim spodziewać, ale wiedziała, że będzie się świetnie bawić. W końcu spróbuje dobrego jedzonka, a ewentualnie da mu złapać za cycka. Win-win situation, co nie? Ułożyła stolik pośrodku kawiarni, zarzuciła na niego obrus i postawiła świeczkę - tak, żeby nadać temu spotkaniu… tfu, randce… jakiejś atmosfery. No bo nie oszukujmy się... dwójka dorosłych ludzi na wieczornym spotkaniu to była randka, a nazywanie tego czymś innym byłoby po prostu obraźliwe dla ich wolnego czasu.
Na szczęście potwierdził jej, że nie ma nikogo, więc nie będzie musiała iść spać z myślą, że dała się obmacać typowi, który zapomniał, do jakiej dziurki powinno się zaglądać. Anyways! Postanowiła ubrać na siebie żakiecik z odpiętymi guzikami, spod którego wyraźnie widać było czarną braletkę, i krótkie spodenki w tym samym kolorze co żakiet. Po części chciała, żeby zobaczył jej pokraczną, przerażającą niczym z Frankensteina bliznę. Chciała zobaczyć jego reakcję i usłyszeć, jakie pytanie będzie miał na ten temat. Wolała robić tego typu rzeczy na randkach, niż żeby facet ją rozbierał i zamiast skupić się na jej oczach… czy cyckach… gapił się właśnie w to cholerstwo. Like, I know I’m the cyborg here… get over it, huh?! Słysząc jego głos, uśmiechnęła się szeroko i podeszła do niego. -Wow, nie mogłeś się doczekać, aż mnie zobaczysz, huh? - uniosła brew, śmiejąc się pod nosem. Przyglądała mu się chwilę dłużej. Wyglądał naprawdę cholernie przystojnie. Jeszcze lepiej, niż zapamiętała z ostatniego razu.- Piekarnik jest na tyłach, a w kwestii deseru… możemy zacząć dość niekonwencjonalnie i zacząć jedzonko właśnie od niego? - uśmiechnęła się radośnie. - Muszę przetestować konkurencję.- uniosła brew, zerkając na niego, i rozszerzyła lekko oczy, uchylając usta, gdy podał jej coś, co wyglądało na menu. Przeskanowała wzrokiem kartkę papieru. Rozczuliło to jej serce, bo nie spodziewała się takiego gestu po nim.- WOW. Zwykle wiem, co powiedzieć dosłownie na wszystko, ale teraz mnie zagiąłeś - uśmiechnęła się i podeszła za bar. Przypięła menu dosłownie na środku tablicy korkowej za kasą.- Już teraz będzie tutaj na zawsze. Taka o, pamiątka. Na wypadek, gdybyś się we mnie zabójczo zakochał, a ja stwierdzę, że to jest too much i poprosze twoja mame, zeby cie za mnie opieprzyla.- Zerknęła na niego, żeby zobaczyć jego reakcję na ten przesadnie przesmiewczy żart, po czym podeszła bliżej i uśmiechnęła się szeroko, obracając się, by pokazać mu się w całej okazałości. - I jak? First date approved? YOU LIKE?
wielkolud
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Postarał się tak czy siak, bo nie dość, że przyniósł to jedzenie, to jeszcze założył koszulę. Z guziczkami! Właściwie jakby się tak zastanowił to musiałby przyznać, że całkiem szanował koszule; ich materiał zwykle był znacznie przyjemniejszy dla skóry i leżały na jego szerokich barach znacznie lepiej niż t-shirty.. Dobra, ubrał koszulę, bo po prostu dobrze na nim wyglądała, przyznawał się do tego przed sobą, że chciał się jej podobać. O nie! - Jestem tak łatwy do odczytania, co? - odpowiedział niewinnie, mimo to, że doskonale znał odpowiedź. Nie ważne czy zdradzał go rumieniec na twarzy, mowa ciała, rozbiegane spojrzenie czy nerwowe ciągnięcie za własne palce; otwarta księga z niego była, dodatkowo taka, która łatwo zamieniała się w audiobooka, jeśli tylko zadało się pytanie. Najprostszy facet na świecie.
- Jestem za! Tylko muszę nastawić piekarnik. - hey, gdyby mógł, to jadłby same słodycze, okay?... Dobra, może nie, ale blisko było. Skoro postanowiła zamienić numer jeden z numerem trzy, to i on schował do swojej lodówki wszystko do przystawki, zamiast tego wyciągając dwie małe szklaneczki z deserem, stukając lekko palcami w wieczka. Odstawił je na blat, zniknął tylko na moment, żeby zapoznać się z piekarnikiem z tyłu, a kiedy wrócił, August krzątała się z jego menu przy korkowej tablicy. Oparł się biodrem o blat, przyglądając się jej z całkiem rozczulonym rozbawieniem.
- Moja mama miałaby mnie opieprzyć za to, że się w tobie zabójczo zakochałem? Oh, słoneczko, poczekaj aż tu rzeczywiście kiedyś przyjdzie. - wiedział doskonale, że pokochałaby ją od wejścia i może nawet z wzajemnością i... Nie, nie mógł sobie wyobrazić, żeby jego rodzicielka miała go opierzyć za staranie się o tą słodką istotę. Niepoprawna romantyczna piszczałaby z zachwytu i absolutnie go zawstydzała gdyby zobaczyła to menu, ba, sama myśl o tym przywołała na jego twarz rumieniec po raz kolejny.. albo może jej żarcik o tym, że miałby się w niej zabójczo zakochać. Był na dobrej drodze.
Gdy ruszyła w jego stronę, przyglądał się jej z uśmiechem błądzącym po twarzy, a zachwytu znów nie próbował nawet ukryć, gdy się obróciła, pokazując mu cały outfit. Wyciągnął do niej dłoń, by móc powtórzyć czego nauczyła go ostatnim razem i obrócić ją wokół własnej osi raz jeszcze. - Like? Jesteś... Zapierająca dech. - język nie działał, zmarszczył lekko brwi, zaraz bezbronnie się uśmiechnął. - Du er nydelig. - łatwiej przyszło użycie norweskiego, przynajmniej był pewny, że wyrzucił z siebie ciepłą, wysoką pochwałę, zamiast plątać się w podwójnych znaczeniach i.. Tak. Otwarta kamizelka zapraszała, by spojrzenie wędrowało głęboko w dekolt, sunąc wraz z krzywizną materiału w dół, gdzie czarna koronka braletki grała figlarnie z wyobraźnią. Krótkie spodenki pozostawiały dokładnie tyle na domysły, ile trzeba było. Nie wybrałaby tego outfitu, gdyby nie chciała, by na nią patrzył w ten sposób, prawda? A blizna na jednej z nóg.. Rozumiał, okay? Jego blizn nie było widać gołym okiem, ale jak najbardziej mógł zrozumieć potrzebę pokazania ich, by przestały być słoniem w składzie porcelany szybciej niż później i mogły prędzej przejść do porządku dziennego. Nie miał w zwyczaju pytać; spędził pół życia z kucharzami, gdzie często gęsto poznawał osoby o różnych historiach, niektórzy ciemniejszej, niż inni i o ile w kuchni ciężko było o nietakt, o tyle nie spieszno mu było, do przesłuchiwania tej kobiety. - Wyglądasz fantastycznie. - znalazł słowa najbardziej odpowiadające temu, co powiedział po norwesku i tak też uważał.
a
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Spojrzała na niego, odgarniając kosmyki włosów za ucho, i uśmiechnęła się. Przysunęła tylną część dłoni do czoła, podeszła bliżej, chwyciła jego rękę i odsunęła swoją. Przyłożyła jego dłoń do swojego czoła. - Czujesz to? Chyba mam gorączkę… I guess you’re warming me up - odsunęła jego rękę i wybuchnęła śmiechem, dumna ze swojego dad joke’u. - Oj, Theo, Theo… Uważaj, bo jeszcze naprawdę się we mnie zakochasz. I co ja wtedy z tobą zrobię? - Uśmiechnęła się zadziornie, podeszła jeszcze na chwilę za bar, żeby sprawdzić, czy na pewno niczego nie zapomniała, po czym wróciła do niego żwawym kroczkiem, pokazując się z każdej strony - zwłaszcza z tej „pokracznej”. A on i tak ją skomplementował. WEIRD.
Przez moment poczuła dziwne ciepło na policzkach. Uniosła brew, słysząc kolejny komentarz w obcym języku.- Proszę o tłumaczenie, chyba że mam za tobą chodzić z tłumaczem. Bo jeśli tak ma być, to mogę, o! - uśmiechnęła się szeroko. Widząc, jak jego wzrok co chwilę ucieka w kierunku jej biustu, czuła przyjemne ciepełko i satysfakcję. Właśnie o to jej chodziło. Machnęła ręką na kolejny komplement, chwyciła go za nadgarstek i pociągnęła w stronę stolika. Usiadła chwilę później na krześle, oparła ramiona o blat i podparła brodę dłońmi.- Theo, nie powiesz mi, że nie zauważyłeś mojej blizny, hm? - uniosła brew, świdrując go wzrokiem. - Nie przeszło ci przez myśl, co to za Frankenstein albo cyborg? - zmrużyła oczy. - Nie interesuje cię nawet ciut, czemu mam taką szkaradną bliznę na nodze? - Oparła się plecami o krzesło i założyła ręce na piersi. - W zależności od tego, co odpowiesz, zdecyduję, czy zaraz wstanę i dam ci buziaka. - Oczywiście, że i tak by to zrobiła. Już miała to w planach, kiedy tak uroczo ją komplementował. Ale musiała chociaż trochę podkręcić atmosferę, co nie?
gigant
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ja, ciebie? Hah! - to jego głupi ryj tu płonął, nie w drugą stronę. Tak czy siak, zagrał w jej grę, pozwalając, by pokierowała jego dłoń do swojego czoła i gdyby nie fakt, że zaraz ją od siebie odsunęła, przesunąłby palcami po jej włosach, wcale się nie spiesząc, by przerwać dotyk. Chciał. Ale wcale nie musiał, nie? Uśmiechnął się tylko, przyglądając jej lekko przymkniętych powiek, jej uśmiech posyłający fale ciepła po jego klatce. - Hm.. Też się we mnie zakochasz? - przechylił lekko głowę, odpowiadając bez większego zastanowienia, a jego uśmiech przybrał chłopięcy, niewinny wyraz. No co, tak by było najlepiej, nie? On zakocha się w niej, ona w nim i.. Cokolwiek było potem w tej historii.
Czy on właśnie wywołał na jej twarzy rumieniec, tak prostym komplementem? Przyglądnął się August dokładniej, próbując zapisać w pamięci uroczy obrazek, zwłaszcza kiedy próbowała odbić się od onieśmielenia kolejnym żarcikiem. - Coś w stylu tego, co właśnie powiedziałem. Że wyglądasz fantastycznie. - naprawdę się starał tłumaczyć swoje myśli na bieżąco, ale czasami nie wychodziło. Tak, angielski był jednym z jego preferowanych języków, ale to norweski zajmował pierwsze miejsce i czasami było trudno przerzucić się z jednego na drugi. Akcent to też była śmieszna rzecz i czasami zmieniał się w połowie zdania w zależności od tego co mówił..
Podążył za nią, łapiąc dwie małe łyżeczki i ten deser, pamiętając, że chciała zacząć jedzonko od deseru, ale zanim z nią usiadł, poprosił o moment na władowanie lasagne do rozgrzanego piekarnika. Nastawił na swoim zegarku czas, 15min, zanim do niej dołączył. Przesunął jedną ze szklaneczek w jej stronę, gestem zachęcając, żeby spróbowała pierwsza. - No pressure. - parsknął, gdy skończyła mówić o swojej bliźnie i zaraz stwierdziła, że może da mu buziaka. Kusząca opcja, ale i tak miała nie zmienić jego opinii, nawet nie spędził więcej czasu na zamysł tak naprawdę. - Zauważyłem, ale stwierdziłem, że gdybyś naprawdę chciała, to byś mi o tym opowiedziała, prawda? Szanuję, że jej nie ukrywasz.. Ma to sens, prawda? Nie ukrywasz i pozwalasz, żeby przetrawić temat od razu i mieć go z głowy, żeby później nie było czymś, co cię definiuje? Przynajmniej tak to zrozumiałem.. I nie ma w tobie nic szkaradnego. Blizna jak blizna. Pamiątka po czymś, czemu nie dałaś się pokonać. Badass. - nie miał w zwyczaju słodzić, owijać w bawełnę, zmieniać narracji pod kogoś, czy po to, żeby się podlizać. A jeśli się mylił? Mogła go poprawić. Był jak najbardziej otwarty na dyskusję i zmianę własnego zdania, gdyby tak chciała przedstawić swoje argumenty.
a
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Spoglądając na niego spod długich rzęs, uśmiechnęła się szeroko i skrzyżowała ramiona. - August Winters się nie zakochuje tak łatwo! Phi! - rzuciła dumnie. - Zabiorę cię do Nowego Orleanu, jeżeli tak się stanie, o! - rzuciła pierwsze lepsze miasto, jakie wpadło jej do głowy. Poza tym bardzo smakowały jej beignets, kiedy była tam ostatni raz, świeżo po chemii. Fakt faktem, nie pamiętała, kiedy ostatnim razem się zakochała. Może jak miała siedemnaście lat? Pierwsza miłość, Caleb Nichols. Tragiczna miłość, która zakończyła się tym, że on dostał wypis wcześniej niż ona. Chlip, chlip. Nie no, a tak na poważnie… naprawdę rzadko się zakochiwała. Po tym, jak skończyła szesnaście lat, po prostu nigdy nie miała czasu myśleć o takich rzeczach. Od czterech lat była w remisji, spędzała ten czas na podróżowaniu i szukaniu siebie, więc nie miała zbyt wielu okazji, żeby poznać kogoś na serio. Teraz, kiedy już otworzyła swoją kwiaciarnię, może właśnie nadszedł ten moment, żeby rozejrzeć się za kimś? Albo… wpaść na kogoś takiego?
Uśmiechnęła się, spoglądając na wysokiego blondyna.- Słodko wyglądasz, jak się rumienisz, wielkoludzie - rzuciła, zanim poszła zająć swoje miejsce. Podobało jej się, że nie hamował się i rozmawiał też w swoim rodzimym języku. Może uda jej się czegoś nauczyć przy nim. I oby to było coś więcej niż tylko najpopularniejsze przekleństwa. Rozsiadła się wygodnie, chwyciła łyżeczkę, wsunęła ją do deseru i chwilę później skosztowała, przymykając oczy. - Mmm… - wydusiła z siebie i uniosła łyżeczkę do góry. - Zajebiste. Przechodzisz do następnego etapu programu- parsknęła śmiechem. Po chwili zmrużyła oczy, słuchając jego odpowiedzi na jej dość bezpośredni atak w kwestii blizny. Była… meh. Good. Fair enough. Wzruszyła ramionami i spojrzała na niego. - Jak miałam dziewięć lat, pojechaliśmy z rodzicami na Bahamy. Oddaliłam się trochę od plaży i kiedy pływałam, poczułam, że coś mnie pociągnęło - westchnęła głośno. - Nim zdążyłam zareagować, widziałam czerwień wokół siebie i ten straszny, przeszywający ból.- Wstała i podeszła do niego. Odwróciła się bokiem, żeby pokazać mu grubą bliznę wokół kolana i dwie linie biegnące wzdłuż uda. Podwinęła żakiet i pokazała mu bliznę wokół biodra. - To był rekin… Traumatyczne doświadczenie, ale mogę je odhaczyć w moim bucket list - odwróciła się przodem do niego i po chwili wybuchnęła śmiechem. - Ahhhh, I fucking wish. Wyobraź sobie, gdyby faktycznie tak było - przewróciła oczami. Potem, jak gdyby nigdy nic, odsunęła delikatnie stolik i usiadła bokiem na jego kolanach, które na dobrą sprawę robiły za krzesło. Zarzuciła ramię za jego szyję i spojrzała mu prosto w oczy. - Ewing Sarcoma. Od szesnastego roku życia mieszkałam sobie w różnych szpitalach. A oddddd… - zmrużyła oczy – czterech lat jestem w remisji – uśmiechnęła się szeroko. - A teraz może pan pocałować pannę młodą… - Uniosła brew, czekając na jego reakcję. Nie mogla byc normalna... po prostu nie mogla.
wielkolud
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nowego Orleanu.. Czy to tam mają ten zwyczaj, że nowożeńcy paradują przez główną ulicę? - może stracił wątek, ale wydawało mu się, że to właśnie tam..? Coś mu świtało, że jeśli ktoś się hajtał, to cała główna ulica imprezowiczów pomagała świętować i.. Nie miał pojęcia skąd to się brało, ale brzmiało jak dobra zabawa. Co do tego, czy się w nim zakocha, czy nie i jak szybko; to już nie było w jego kontroli, prawda? Mógł się tylko odrobinę postarać, żeby nie zostawić jej ani cienia domysłu w kwestii tego, jak bardzo smitten on był w tym wszystkim. Miłość? To było ciężkie słowo w miejscu z którego pochodził, zarezerwowane dla żony/męża i nikogo więcej, więc aż tak by nie rumakował, ale.. No, na wszystko przyjdzie czas, nie było niczego niemożliwego, prawda?
Postanowił nie skomentować komplementu pod kątem rumieńców, tylko znów się zaśmiał. Blady jak dupa blondyn, nie miał nawet szans, by próbować to ukryć, kiedy krew uderzała mu gorącą falą do twarzy... Ale to dobrze, że uważała to za słodkie. Nawet jeśli "słodkie" nie było najbardziej męskim określeniem na świecie, mógł z tym żyć. - Przypomnij mi, to ci wyślę w wiadomości przepis. - nie trzymał ich pod kluczem i generalnie były przecież szeroko dostępne.. Po prostu czasami je modyfikował zgodnie ze swoimi preferencjami i doświadczeniem. Wysłałby jej nawet swoje notatki do tego, gdyby chciała się pobawić w cierpliwość przy robieniu tego włoskiego smakołyku.
Przyglądał się jej ciekawie, gdy zaczęła mu opowiadać o... ataku rekina? Zmarszczył brwi, przechylił głowę, spojrzenie sunęło po bliźnie, którą w tamtym momencie, z perspektywy siedzenia na krześle, widział znacznie lepiej... Nie było odcisków zębów? Plus... Nie znał się na typach rekinów, ale to by musiał być jakiś absolutny maluszek, żeby jej nie utopić przy takim ataku..? Otworzył usta, zaraz je zamknął, jego twarz przybrała wyraz zagubienia tylko na moment, zanim parsknęła śmiechem. Nawet lekko odetchnął. - Już miałem zapytać, czy wyrwałaś mu zęba na pamiątkę tej batalii. - rzucił, uśmiechając się, a zagubienie zostało zamienione przez rozbawienie. Ey, prawie go nabrała, okay? Tylko mu się dowody przed twarzą nie pokrywały z historią, ale.. No, mógł zawsze dopytać.
Kiedy usiadła mu na kolanach, podświadomie spiął lekko mięśnie, chociaż nie potrafiłby wyjaśnić dlaczego, tak czy siak objął ją lekko w pasie, stabilizując, ot, gdyby miała w zamiarze spaść. Spojrzenie najpierw zatrzymało się na lekko odchylonej kamizelce, zapraszającej, by przyglądnął się po raz kolejny jej ciału, ale.. Nope, podniósł głowę, łapiąc głębszy oddech, po raz kolejny nieświadomie, uparcie patrząc w twarz August, kiedy już na poważnie opowiadała mu o swojej bliźnie. Sarcoma zabrzmiało jak rak. Zmarszczył lekko brwi, słysząc, że od lat buja się po szpitalach.. Trochę tłumaczyło dlaczego łapie się każdego żartu i generalnie jest taka żywa, co? - Oh, cztery lata to nie żart.. Oby tak dalej, nie? - mógł sobie wyobrażać, jak ciężkie nerwowo było czekanie na wyniki raz po raz. Czekanie na werdykt, czy znów będzie musiała się bujać po szpitalach i lekarzach, czy może wszystko będzie dobrze.
Zamrugał szybko, kiedy.. Kazała mu się pocałować? Przechylił lekko głowę, przyglądając się jej pytająco. Była tak blisko, że mógłby. Podniósł wolną dłoń, odgarnął jej włosy, zakładając je za ucho, zanim palcami przesunął po linii szczęki, dalej na szyję, niespiesznie, łagodnie. Spojrzenie sunęło z jej oczu, do ust, po drodze studiując rysy twarzy i, po raz kolejny, musiał przyznać, że jest najpiękniejsza. Tak ogólnie. - ..nie wiem, czy to kolejny żart, czy rzeczywiście chcesz, żebym cię pocałował. - rzucił nieco ciszej, dłoń oparła się na boku jej szyi, kciuk głaskał krawędź szczęki. Chciał... Ale z drugiej strony, wiele rzeczy chciał, to nie znaczyło, że miał po nie sięgać z własnego widzimisię, prawda?
a
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Kiedy odgarnął jej włosy i przesunął palcami po jej szczęce, poczuła, jak po kręgosłupie przechodzi jej przyjemny dreszcz. Serce trochę jej przyspieszyło. Była tak blisko, że widziała wszystkie drobne detale jego twarzy - jasne rzęsy, lekkie rumieńce, które wciąż nie chciały zniknąć, i to spojrzenie, które mówiło więcej niż słowa. Uniosła brew, kiedy zapytał, czy to żart, czy naprawdę chce, żeby ją pocałował. Uśmiechnęła się tym swoim szerokim, trochę szelmowskim uśmiechem, ale w oczach miała już coś o wiele delikatniejszego, rozmarzonego. - Theo… - powiedziała cicho, prawie mrucząc, i lekko przechyliła głowę w stronę jego dłoni. - Gdybym żartowała, to powiedziałabym coś w stylu 'a teraz pocałuj mnie w dupę'. A ja właśnie kazałam ci pocałować pannę młodą.- Parsknęła śmiechem, ale nie odsunęła się nawet o milimetr. - Więc nie, to nie żart. Chcę. - Przesunęła palcami po jego karku, wplatając je delikatnie we włosy na jego potylicy. - Ale tylko jeśli ty też chcesz - dodała już ciszej, patrząc mu prosto w oczy. - Bo jak zaczniesz mnie całować, to nie wiem, czy będę umiała się opanować.- Zawiesiła głos na chwilę, a potem uśmiechnęła się jeszcze szerzej, tym razem z lekkim wyzwaniem w oczach. - No dalej, wielkoludzie. Pocałuj mnie, zanim znowu coś wymyślę i zacznę tańczyć na stole.
wielkolud
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zawtórował krótkim parsknięciem, kiedy przyznała, że opowieścią o rekinie lubiła testować swoich rozmówców i musiał zapamiętać. Następnym razem, kiedy będzie opowiadał komuś dłuższą historię, musiał wymyślić coś absolutnie abstrakcyjnego, żeby złapać reakcję.. Może przetestuje na Charliem? Chociaż nie, jego dwie szare komórki mogły serio nie nadążać, nie było co oceniać. Cztery lata, to rzeczywiście było dużo. Po głowie odbijała mu się piątka jako liczba, po której ktoś rzeczywiście mógł odetchnąć pełniejszą piersią? Już niedługo jej brakowało, ale za mało wiedział w temacie, żeby rzeczywiście powiedzieć August coś wartościowego. - Hm... Nie jak kruchą porcelanę, ale zapamiętam dla przyszłej logistyki. Gdybym tak miał cię przenieść z miejsca na miejsce, czy podnieść, żebyś dosięgnęła wyższej półki. - zażartował lekko, posyłając jej rozbawiony uśmiech. Krążyły mu po głowie pytania.. Sporo, właściwie. Co ją tak właściwie bolało, jak wyglądał jej gorszy dzień, jak lepszy, jak często miała badania i jak one wyglądały, jaki miała zakres ruchu i czy mogła być tak samo sprawna fizycznie jak typowy człowiek w jej wieku, ale.. Nie, to nie było przesłuchanie, wywiad medyczny, a jego ciekawość mogła poczekać. Szanował, że chciała wyrzucić swoją przypadłość za płot, na polankę "w otwartej przestrzeni, wiadome" i przejść z nią do porządku dziennego. Domyślał się też, że nie był to temat, który chciała poruszać, żyjąc głośno i dynamicznie, siedząc mu na kolanach bez pytania.
To, jak przytuliła swój policzek do jego dłoni absolutnie uderzyło go prosto w serce, które uderzyło kilka mocniejszych razy, posyłając ciepło po ciele. Cała jej szczerość, pomieszana z lekkością i żartobliwością, to była mieszanka, której nie potrafił się oprzeć, nawet jeśli chciał.. Tylko, że wcale nie chciał. Po prostu się upewniał, że dobrze zrozumiał jej intencje i nie był hop do przodu, żeby się nie wyrwać z mordą jak Filip z Konopi i..
Łagodny dotyk jej palców, sunący przez kark, do włosów z tyłu jego głowy sprawił, że złapał głębszy oddech, przełykając, wypuścił powietrze z płuc powoli. Mięśnie lekko się spięły, przyjemny dreszcz ekscytacji pomknął w dół jego kręgosłupa; nie odwracał spojrzenia od jej oczu, mimo że jego własne były w połowie zakryte przez powieki. - Kto powiedział, że chcę, żebyś umiała się opanować? -odpowiedział niespiesznie, ważąc swoje słowa, cichym, niskim pomrukiem, kciukiem przesuwając z jej szczęki, do ust, wzdłuż dolnej wargi. Uśmiechał się przy tym lekko, napawając samym faktem, że pozwalała mu się tak dotykać. To mogło być nic, prawda? Ot, proste objęcie w pasie, kiedy siedziała mu na kolanach, podtrzymywanie jej policzka, dotykając jej szyi, szczęki, ust.. Tyle że on naprawdę lubił szanować przestrzeń osobistą i nawet coś tak prostego, było dla niego szalenie intymne? Mimo to, nie czuł dyskomfortu, po prostu brał swój czas, by się tym cieszyć.. Ale nie chciał też, żeby zrobiła sobie krzywdy, tańcząc na stole, okay? Przechylił się w jej stronę, dłoń wycofała się w jej włosy. Powoli, znów, bez żadnego pośpiechu, przysunął się bliżej, spojrzeniem sunąc od jej ust, do oczu. Ich ciepłe oddechy ze sobą zatańczyły, jego nawet lekko przyspieszył, już miał sięgnąć po jej usta..
Alarm zegarka na nadgarstku Theo sprawił, że drgnął, prostując się natychmiast, parskając krótkim śmiechem, odsuwając się od niej. Opuścił dłoń luźno na jedno z jej ud i lekko je poklepał. - Okay, możemy wrócić do tego tematu, później.. Zanim wywołamy pożar. - chyba niejeden pożar. Poczekał grzecznie aż pozwoli mu się podnieść i przejść żwawo do piekarnika z ich jedzeniem. Zgarnął ze sobą puste naczynia po przystawce-deserze, odkładając je na razie na blat; świetna okazja, żeby mógł złapać oddech, ochłonąć. Hey, jedzenie wyglądało dobrze! Wrócił do niej z gorącą, złotą porcją lasagne, przygotowanej w mniejszym naczyniu, by mogli się nią podzielić i nie pęknąć przy okazji; nawet jeśli tak naprawdę głodni byli na coś zupełnie innego. Deserów się nie je przed kolacją! Mimo że swój totalnie zjedli przed kolacją.. Eh, zasady były dla słabych.
a
-
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
To było tak cholernie dziwne, że dosłownie z nim kliknęła, jakby to wpadnięcie na niego kilka dni wcześniej miało uruchomić jakiś przycisk, który krzyczał - o, to może być twoja osoba, postaraj się, jeżeli nie chcesz tego spierdolić. August nie wiedziała jeszcze, co o tym myśleć. Raczej nie była osobą, która wchodziła w związki. Ba, nawet nie spotykała się za bardzo z innymi mężczyznami, chyba że chodziło o jakieś szybkie hookupy. Interesowali ją ludzie. Interesowały ją ich historie. A on zdecydowanie wydawał się interesujący. Nie tylko dlatego, że był cholernie przystojny, umięśniony niczym jakiś wiking i nie był stąd, co tylko dodatkowo podsycało jej ciekawość, ale też dlatego, że przy nim czuła coś, czego kompletnie się po sobie nie spodziewała.
Siedząc na nim, czuła to cieplutkie uczucie przepełniające jej klatkę piersiową. Wpatrywała się w jego niebieskie oczy i uśmiechała pod nosem. Słuchając jego logistycznej wersji noszenia jej, parsknęła śmiechem i uniosła brew - Theo, możesz mnie nosić, jak tylko będziesz chciał, a jak coś będzie nie tak, to ci powiem - zaśmiała się, dodając to lekko. Mogła normalnie chodzić na tej nodze, tańczyć, czasem nawet biegać. Po prostu kiedy za bardzo przeciążała nogę i biodro, ból był cholernie mocny i musiała wtedy przypominać sobie - hej, miałaś raka kości. Udało im się uratować ci nogę i biodro, ale w zamian w siedemdziesięciu procentach jesteś cyborgiem. Był bardzo kulturalny, niemal grzeczny, powiedziałaby. To było dla niej miłe i nietypowe zaskoczenie. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, chociaż widziała go dopiero drugi raz w życiu. Jego duża dłoń przykrywała cały jej policzek. Był przeogromny w porównaniu do niej... czuła się przy nim dziwnie bezpiecznie.
Gdy wyjaśniła mu, że mówi serio, że chce, żeby ją pocałował, i że to nie był żart, tylko po prostu nie wiedziała, czy będzie w stanie się opanować, spojrzała na niego, a słysząc jego odpowiedź, poczuła, jak na jej twarzy rozlewa się zadziorny, lubieżny uśmieszek. Czując jego kciuk na swojej dolnej wardze, wpatrywała się w niego jakby przez zamglone oczy, czując ciepło panoszące się w klatce piersiowej. Widziała, jak na nią patrzył, jak się zbliżał, czuła, jak ich oddechy powoli zaczęły mieszać się ze sobą. Bardzo chciała go zasmakować. Kiedy był już tak blisko, przymknęła oczy, delikatnie uchylając usta i... i... no i kurwa..
Pieprzony alarm zepsuł atmosferę. Odsunęła się na moment, zarzucając ramię na ramię w prawie obrażonym geście, i westchnęła głęboko, totalnie niezadowolona z faktu, że narobił jej ochoty na pocałunek, a ostatecznie go nie dostała. Co prawda lasagne, którą przygotował, pachniała zajebiście dobrze, ale i tak... nie była zachwycona. Poczekała, aż ułoży posiłek na stole, uśmiechnęła się do niego, choć dalej była niezadowolona z tego, co wydarzyło się chwilę wcześniej. Stał tuż koło niej, jeszcze się nie rozsiadł, więc zrobiła to, co powinna była zrobić parę chwil wcześniej - wziąć sprawę we własne ręce. -Theo... - mruknęła, marszcząc nos. Podniosła nogę i postawiła ją na krześle, potem drugą. Wyprostowała się na siedzisku i obróciła tak, by stanąć tuż przy nim. Teraz była mniej więcej na jego wysokości, chociaż dalej był odrobinę wyższy. Chwyciła jego umięśnione ramiona i położyła jego dłonie sobie na biodrach. - możesz złapać mnie za tyłek, w razie gdybyś miał zaraz pytać... - uniosła brew, uśmiechając się do niego. Wsunęła dłonie w jego włosy i przyciągnęła go do siebie, zbliżając powoli swoje usta do jego i przechylając lekko głowę. Nie chciała czekać. Pożądanie zmieszane z zapachem jego perfum i tej lasagni mieszało się z wonią kwiatów wokół nich, więc zrobiła to, co chciała zrobić od początku - skradła ten pocałunek... dla siebie.
wielkolud