-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nawet nie wziął swoich kuchennych ciuchów. Nie pracował dzisiaj w teorii, więc nie widział potrzeby, by marnować pieniądze, susząc na szybko robocze ciuchy, tylko po to, żeby się prezentować. Stare buty do biegania, dresowe spodnie i czarna żonobijka na grzbiecie, czapka z daszkiem na łbie, żeby nie sypać kręconymi włosami na prawo i lewo.
- Hey. Maddison, tak? Jestem Theo. - rzucił, wpuszczając ją do środka i zamykając za nią drzwi. Sala była ciemna, krzesła na stołach pewnie były dziwacznym widokiem, a jedynym światłem było to, dochodzące z kuchni. - Wybacz ciemności. Z doświadczenia wiem, że gdybym zaświecił światło, jakieś zabłąkane duszyczki skarżyłyby się na google, że się świeci, a zamknięte... Chodź. - poprowadził ją na zaplecze, prosto do kuchni. - Nie wiem właściwie nic, oprócz tego, że mam cię czegoś nauczyć.. Coś konkretnego przychodzi ci do głowy? Albo coś, co chciałabyś zjeść, a za co nie wiesz jak się zabrać? - zagadnął, opierając się tyłem o jeden z blatów, zakładając ramiona na klatce, zerkając na nią pytająco. Musiał powiedzieć właścicielowi, że miło by było, gdyby robił taki wywiad wcześniej, żeby można było coś przygotować, albo miał jakieś konkretne pakiety do wyboru..? Eh, wszystko w tym burdelu było na jego głowie.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Mawiają, że prezentów nie powinno się odrzucać, dlatego wysłała bratu wiadomość SMS z prostą emotkę noża, bo pasuje do sytuacji, a i kryje się za tym groźba. I wyobraźcie sobie, że ta wariatka kilka dni później przyszła na tą lekcję gotowania. Szef (tak przynajmniej wywnioskowała z rozmowy telefonicznej) całego przybyciu gastronomii kazał jej się pojawić w określonym miejscu i w określonej godzinie. I tak też zrobiła, chwilę przed umówioną godziną podjechała taksówką w wyznaczone miejsce i stała przed zamkniętym lokalem. Przez pierwsze kilka sekund myślała, że ktoś zrobił sobie z niej jaja, ale kilka chwil później drzwi się otworzyły, a w nich dostrzegła mężczyznę. I o wszystkie makarony świata, nie był to stary dziad z wielkim brzuchem! Był to facet prawie żywcem wyciągnięty z tych wszystkich romantyczno - kulinarnych filmów, których Maddie nie oglądała. - Maddie, ale tak to ja. - rzuciła patrząc na niego z delikatnym uśmiechem, pod czapką z daszkiem dostrzegła burzę uroczych loków. Aż musiała biedaczka ślinę przełknąć bo trochę jej w gardle się sucho zrobiło. Weszła do środka, czuła zapach jego perfum, a przechodząc obok nawet nie omieszkała aby spojrzeć na jego szerokie ramiona i umięśnione bicepsy, tak jej wzrok bezczelnie jeździł po odkrytych partiach jego ciała. - Pewnie, rozumiem. Chociaż przez chwilę myślałam, że to jakiś żart. Bo Twój szef nie wspomniał, że ta wszystko będzie po godzinach. - wyjaśniła delikatnie wzruszając ramionami i kierując się tuż za nim. Całe szczęście, że szedł wolno bo był wyższy od niej, nogi miał dłuższe i pewnie biedna Maddie musiałaby za nim biec, a ona nie uznaje sportów, w których człowiek się poci. Bo ona woli się pocić w inny sposób... - Tak szczerze to nie mam żadnych oczekiwań, ta lekcja gotowania to wymysł mojego brata, który wysłał mi informacje o tej lekcji wraz z wielkim garem i tłuczkiem do mięsa. Śmieszne, nie? Spodziewałam się czegoś ładnego, a nie gara. - jej ton głosu był rozbawiony, ale po jej minie było widać, że trochę zła była z tego powodu, ale nie w złym słowa tego znaczeniu. Wyglądała trochę jak obrażone dziecko, o. Kuchnia do której weszła nie była może wielka, ale było tutaj masę sprzętów których nie ogarniała, czuła się tutaj totalnie obco i nie na miejscu. Podeszła bliżej blatu, przy którym stał oparty Theo i swoje dłonie oparła o chłodny metal. - Jestem totalnym beztalenciem i nie, nie żartuje. Nigdy nie gotowałam, nie dotykałam patelni itp. Jedyne z czym sobie radzę to z krojeniem mięty, cytryny czy innych owoców do drinków. - wyznała zgodnie z prawdą, spojrzała na niego przelotnie i obiema rękami podciągnęła rękawy swojej sportowej bluzy, którą miała na sobie. Tak jak mężczyzna Mads postawiła dzisiaj na luz, ubrała luźne dresy, włosy związała w kok, ubrała pierwszą lepszą koszulkę, a na wszystko narzuciła dużą bluzę. Totalnie jak nie ona, ale szpilki chyba nie sprawdzą się w kuchni. - Mam propozycję, może zróbmy to na co ty masz ochotę? Albo co wychodzi Ci najlepiej? - spojrzała na niego, ona serio przyszła tutaj na spontanie i bez planu. - Jestem uczulona tylko na koty, ale w menu ich chyba nie macie, nie? - zapytała rozbawiona, chciała zażartować aby jakoś rozluźnić tą jeszcze chłodną atmosferę, ale czy jej wyszło czy nie to już ocenić musi jej nauczyciel.
Kurde, gdyby w szkole takich miała to chodziłaby do niej częściej i z większym zapałem.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Okay, postara się zapamiętać, ale nie mógł nic obiecać tak naprawdę. Cały ten pomysł wydawał mu się zbyt chaotyczny, nawet dla niego i jego skromnego ADHD, okay? Spotykanie nieznajomej osoby poza godzinami otwarcia, bez absolutnie żadnej struktury i.. A, kurwa, po co on się przejmował? To nie był jego biznes. Gdyby to był jego biznes to.. To nie musieliby się łapać tego typu promo zagrywek. - Mój szef? - dopytał, marszcząc lekko brwi w konsternacji, próbując zaskoczyć o kim mówiła. Jego Sous Chef nie miał z tym nic wspólnego, też miał dwie szare komórki i nawet mu się dwumetrowym kijem nie chciało tego pomysłu tykać, tylko Theo był taki głupi i zgodził się pomóc właścicielowi, nawet jeśli.. - A. Właściciel. Tak, on... Robi co może. - nie powinien mówić źle o swoim pracodawcy, nawet jeśli omijanie prawdy trochę go uwierało zawsze, odbijając się krótkim grymasem na jego twarzy. Właściciel tego przybytku był idiotą i gówno wiedział o interesie, koniec, kropka. Z drugiej strony, Bachmann musiał być czymś ponad idiotę, skoro nadal dla niego pracował? Yep, byli siebie warci może.
Zaczęła mu mówić zaraz potem o garnkach i tłuczkach i... Okay, teraz to już w ogóle go zgubiła, co musiało się odbić na jego twarzy całkiem wyraźnie. Czyli obydwoje nie wiedzieli co mają ze sobą zrobić. Cool. Przetarł twarz dłońmi, próbując zmusić zmęczony, zaspany mózg do współpracy. I nic. Pusto. Zwykle wybuchał pomysłami i energią, ale tego konkretnego dnia, gdzie odrobina kreatywności i werwy by się przydała, głucha cisza między jego uszami była absolutnie otumaniająca. Jakby gęsta mgła osiadła w jego głowie i informacje nie chciały przeskakiwać tak, jak powinny. Ten dzień będzie ciężki, nawet jeżeli miał trwać tylko kilka godzin. Przesuwając dłonie w górę twarzy, ściągnął czapkę ze łba, prostując się mocniej, pozwalając, by mięśnie klatki ramion spięły się, wyprężając w górę; biiiig stretch. Duży, tego konkretnego dnia wyraźnie zaspany i wyprany z energii Golden Retriver. Odetchnął krótko, pozwalając, by jego ramiona zostały za głową. - Okay, więc... Jesteś barmanką, tak? Dostałaś od brata... garnek i tłuczek? I generalnie w życiu nie zagotowałaś nawet wody? - zerknął na nią, podsumowując wszystko, co do tej pory zebrał i zachował w podręcznej, tymczasowej pamięci. Tłuczek.. Nie no, chyba nie mieli żadnego mięsa, które można było potraktować tłuczkiem? A z garnkiem mogli zrobić wszystko.. I nie przychodziło mu do głowy nic związanego z jej zawodem, może poza rzeczami, które można było znaleźć w gastro pubach... W sumie to nie był najgorszy pomysł.
Parsknął krótko, gdy wspomniała o kotach, a zmęczone, błękitne oczy na moment błysnęły rozbawieniem. - Według mojego dyplomu, wszystko mi wychodzi... We własnym czasie lubię włoskie jedzenie, zwykle są proste i możesz łatwo coś zrobić z kilku składników, które masz pod ręką. Jakiś makaron? - nie było nic prostszego od makaronu, okay? Tego po prostu nie dało się spierdolić, nawet jeśli ktoś był absolutnym beztalenciem. Wystarczyło, żeby wybrała typ makaronu, kilka składników z magazynu, które wyglądały dobrze i może posłuchała jego sugestii czy dwóch, gdyby rzeczywiście chciała.. Potem tylko skroić, rach ciach i gotowe. Easy.
Maddie Lennox
-
Dalej robi najlepsze drinki w mieście, ciągle nie ogarnia swojego życia i żeby było jej mało wplątała się w dziwną relację z Lexem bo brak jej rozrywki, o.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Obserwowała go, to jak rękami przecierał twarz i ciśnienie jej się trochę podniosło. Bo przecież w pierwszej chwili nie wpadła na to, że mężczyzna może być zmęczony. Jego reakcję odebrała jako załamanie na jej głupotę i brak umiejętności gotowania. Bo halo, nie oszukujemy się, jaki człowiek nie umie zrobić nawet jajecznicy. Mads zawsze musiała odstawiać od wszystkich, od norm społecznych i wszelkich zasad, dlatego nikogo nie powinno dziwić to, że gotować nie umiała. Z resztą...przecież od zawsze w jej rodzinnym domu robiła to gosposia. Ona swoich pięknych i zadbanych rączek brudzić nie musiała. No, ale jednak na starość wypada umieć sobie ugotować coś prostego, bo o ile teraz może jeść mrożone żarcie tak w wieku 60 lat to organizm może tego nie przeżyć.
Planowała mu nawet zwrócić uwagę, że nie powinien strzelać takich min, ale wtedy wykonał ten ruch, przeciągnął się prezentując te cholerne mięśnie i blondynka na kilka sekund totalnie przepadła zachwycając się tym widokiem. Bo Japierdole, było czym.
- Co? Mówiłeś coś? - zapytała nagle, a jej głos mógł sugerować, że odleciała gdzieś myślami. Wcale nie dlatego bo zastanawiała się czy jego bice są tak twarde na jakiego wyglądają, nawet kusiło ją dotknąć, ale nie chciała trafić do więzienia za molestowanie czy coś. A cholernie dużo ją kosztowało aby nie ruszyć tą swoją ręką i opuszkami palców nie przejechać po jego napiętej skórze.
- Umiem zagotować wodę, może i jestem blondynką, ale nie jestem głupia. - rzuciła odrobinę oburzona tym, że miał ją za totalnego debila. Wiedziała, że o kolorze jej włosów są żarty, ale ona totalnie się z nimi nie utożsamiała, była bystra! Nawet bardzo. Tylko dobrze to maskowała, tak.
Słuchała jego kolejnych słów, a potem kiwnęła głową na potwierdzenie.
- Makaron mi pasuje, ogarnijmy to szybko i niech każdy z Nas idzie w swoją stronę. Bo widzę, że albo totalnie nudzi Cię moje towarzystwo albo dzisiaj nie jest Twój dzień. - rzuciła luźno i uniosła lewą dłoń w górę albo odgarnąć za ucho kosmyk, który zdecydował się uciec z jej luźnego koka, którego miała na WCALE NIE PUSTEJ głowie.
- Aby ułatwić Ci pracę mogę obserwować, zawsze kręcili mnie gotujący faceci. - dodała rozbawiona poruszając zabawnie i zaczepnie swoimi brwiami. Nie musiała wcale gotować, mogła znaleźć sobie jakieś dobre miejsce i obserwować te mięśnie i duże dłonie w ruchu, o.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przechylił głowę, słysząc, że gdzieś odleciała; ramiona też opuścił luźno po swoich bokach, by nie krępować sobie ruchów. Zmarszczył lekko brwi, słuchając dalszej części, tego jak wyraźnie uraził ją swoim zmęczeniem i.. Że lubiła patrzeć jak mężczyźni gotowali? Okay, teraz to się poczuł niekomfortowo, co odbiło się na jego twarzy; wyciągnął nawet lekko dłonie przed siebie, w geście każącym zwolnić. - Okay, okay, po pierwsze, wybacz jeśli zabrzmiałem jakbym chciał ci dopiec. To była po prostu parafraza twojego samokrytycznego żartu. - bo jeśli nie chciała, żeby ludzie tak o niej myśleli.. To pewnie nie powinna mówić o sobie w ten sposób, prawda? Ale tego już nie dodał. Nie znał jej, nie wiedział kim była, co robiła, mógł się tylko domyślać po tym jak mówiła i o czym mówiła; a dotychczas mówiła o sobie jedynie w negatywach. "Beztalencie" "radzę sobie tylko z podstawami"; nie mogła go winić za wyciągnięcie wniosków. - A po drugie, hey, faceci też są czasami zmęczeni, wiesz? Między nami, nie, żeby musiało cię to obchodzić, ale poza tą pracą dołączam do straży pożarnej, co oznacza więcej treningów i naukę. - guzik ją to mogło obchodzić, tak samo jak jego guzik obchodziło, że przywykła do traktowania mężczyzn jak worków mięsa, którzy nie mogli mieć żadnych innych uczuć oprócz trybu "głodny" i "napalony". - Obróćmy kota ogonem. Jak byś się poczuła, jakbym powiedział, że to ja mogę obserwować, bo zawsze kręciły mnie blondynki w kuchni? Gross. Szanujmy się. - ostatnie burknął odbijając się od blatu, prostując i odwracając w jej stronę. - Możemy też po prostu wykonać zwrot za ten niby-kurs i odprowadzę cię do wyjścia. - dodał, gdyby tak miała ochotę dalej ubliżać mu, sprowadzając do poziomu gotującego strepteasera. Nope. Nie z nim.
Maddie Lennox