Przez jego twarz znów przemknęło rozbawienie, kiedy tak zaczęła mu się tłumaczyć.. Bo jak inaczej to nazwać, hm? Prawda była taka, że znał wielu mężczyzn, którzy byli znacznie miej cierpliwi, a ich moralny kompas wydawał się często nie działać; tacy, którzy nie pozwoliliby jej tak po prostu się droczyć. Bo co jakby był jakimś palantem bez samokontroli, hm? Trafił jej się typ z dobrymi intencjami, ale nawet on miał swoje granice, prawda? -
Wolę się upewnić, że moje intencje są jasne. I ani przez moment nie chciałem sugerować, że jesteś "łatwa", nie znoszę tego określenia... nawet jeśli wyraźnie próbujesz mnie sprowokować. - bo godziło trochę w to, czym sam był czasami, szukając swojego ulubionego sposobu na samookaleczanie się przy pomocy alkoholu i pierwszej lepszej chętnej panny na kilka ulotnych chwil, ot, żeby się porządnie kopnąć, kiedy już i tak psychicznie leżał na podłodze. Nie musiała tego o nim wiedzieć. Wolałby chyba, żeby nie wiedziała, bo nie był z tego faktu dumny. -
Dobrze. - skinął głową, uśmiechając się do niej lekko, kiedy oznajmiła, ze będzie się jednak musiał postarać, żeby ją mieć. Bardzo dobrze. Chciał, żeby kazała mu się starać, by trzymała go w ryzach i nie pozwoliła na zbyt wiele. Sama ta zapowiedź, że musiał się postarać, dała mu nadzieję, że może nawet gdyby opuścił gardę i pozwolił sobie na zbyt wiele, powiedziałaby mu, żeby się gonił. Albo po prostu "nie", nie miał problemu ze zrozumieniem tego słowa. -
...chcę cię znać. - mruknął, pochylając się do niej bliżej, by skraść dla siebie krótki pocałunek, zanim wyciągnął szyję, dotykając nosem włosów nad jej uchem. Palce przesunęły się z jej włosów, w dół karku, niespiesznie i umyślnie -
I żebyś mi odmawiała, dopóki nie dam ci powodu, żebyś zdarła ze mnie ubranie. - dodał ciszej przy jej uchu, uśmiech chochlika odbijający się w niskim tonie jego głosu.
Może jednak przygotował trochę za dużo tej lasagne, hm? Sam czuł się prawie pełny, więc mógł się jedynie domyślać jak jego drobna partnerka się czuła.. Noted. Porcjowanie nigdy nie było dla niego łatwe, umówmy się, jako wysoki, ciężki i aktywny fizycznie mężczyzna, jego kaloryczne potrzeby były znacznie wyższe od standardu; nie, żeby kiedykolwiek liczył te kalorie czy przykładał większą wagę do tego ile je, po prostu wiedział, że jego ciało potrzebuje znacznie więcej paliwa, niż gdyby był o głowę mniejszy chociażby. Zerknął na nią ciekawie, uśmiechając się lekko, gdy oznajmiła, że zdał kolejny test. Musi zapytać później o rozpiskę wszystkich kompetencji, które chciała sprawdzić następnym razem, żeby mógł się przygotować jakoś.. Pytającym mruknięciem dał jej znać, że słuchał uważnie, kiedy zaczęła "bardziej na serio" zadawać mu pytania. Jeśli wcześniej miał jakieś wątpliwości, czy naprawdę to coś między nimi mogłoby wyjść, gdy uparcie próbowała popchnąć go do fizyczności, słuchając tej poważniejszej jej części, nie był znacznie bardziej pewny. W dodatku wyraźnie była całkiem niezła w czytaniu ludzi, hm? Przesunął swoją dłoń, by własnymi palcami dotknąć jej; tej, którą sunęła po krawędzi własnego talerze.
"Jesteś szczęśliwy, Theo?" Oof. Zmarszczył lekko brwi, biorąc dla siebie moment, żeby się zastanowić, kreśląc wzorki na skórze jej dłoni. -
Zaczynając od końca, nie, chyba zawsze było mi daleko do szczęścia.. Ale jesteś bardzo przyjemnie grzejącym słońcem, więc łatwo się mnie nie pozbędziesz. - spragniony ciepła, światła; powiewu życia i świeżości, czyli wszystkiego, co pokazywała mu od samego początku, odkąd wbiegła w niego z impetem na środku ulicy. -
Gdyby nie rutyna i zajmowanie każdej minuty dnia, to nie wiedziałbym co ze sobą zrobić. - odpowiedział szczerze, podrzucając lekko jednym ramieniem. Trochę smutne, ale doskonale wiedział, że sposób, w jaki żył, na dłuższą metę ani trochę nie był życiem. Skacząc z pracy do kolejnego fizycznego wysiłku albo wolontariatu, robiąc wszystko, byle tylko się nie zatrzymać na dłużej. Byle nie myśleć zbyt wiele nad tym jak.. Rozpaczliwe pragnął zmiany. -
Jestem kucharzem, to mi zajmuje sporą część życia. Chcę zmienić pracę i dołączyć do straży pożarnej, ale to długi proces.. - oddać się służbie, robić w życiu coś, co miało więcej wagi, niż odgrzewanie tego samego jedzenia dzień w dzień. Pokręcił lekko głową, posyłając jej łagodny uśmiech. -
Ale nie chcę cię zanudzać. Powiedz mi to samo, hm? - chciał wiedzieć o niej więcej.. Właściwie wszystko, co chciała mu zdradzić, przyjąłby bez mrugnięcia. Ba! Byłby serio w stanie ją zaprosić do siebie na noc, tylko po to, by rozmawiać i dowiadywać się o sobie rzeczy do jakiejś chorej, porannej godziny, a potem zrobić jej dobrą kawę i śniadanie... Nie brzmiało jak zły pomysł, ale z drugiej strony, tak jak sam wspomniał, nie chciał zanudzać i zabierać jej czasu. Nie zasługiwał na tak dużą część jej dnia czy nocy, tego był z jakiegoś powodu pewny.
Zaśmiał się lekko, gdy nazwała się niestabilną babą, posyłając jej tylko ciepłe spojrzenie. -
Nie, nie, w sumie to trafiłaś perfekcyjnie. Moja rutyna, trzymanie się mocno zaznaczonych zasad i granic, które sam sobie postawiłem, zajmowanie każdej minuty mojego dnia; udawana kontrola, żeby sobie wmówić, że wszystko jest pod kontrolą. - a poza tą rutyną, chaos, samotność, strach, każda mała niepewność, wszystko to, od czego uciekał, dopadało go i rozszarpywało od środka. -
Hm.. Wydawało mi się, że tak? W poważnym wieku 15-16 lat? Z perspektywy czasu wiem, że to była bardziej.. nielegalna emocjonalna manipulacja. - parsknął krótko bez humoru, na moment marszcząc brwi. -
Ty pewnie nie miałaś czasu, prawda? Ciągana po szpitalach? - zastanowił się, obracając pytanie w jej stronę i.. Szybko stwierdzając w duchu, że to dopiero musiała być samotna droga, co?
słonko