-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjiIII os. l. poj.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy szła do sali konferencyjnej, postukując obcasami, czuła delikatny stres spowodowany swoją prezentacją. Choć było to tylko robocze spotkanie, wszyscy wiedzieli, że nie była zwykłym pracownikiem. Była córką Thomasa Covingtona, samego szefa firmy, a więc powinna wśród wszystkich budzić respekt. To znaczyło też, że wszyscy patrzyli na jej ręce i czekali, kiedy popełni jakiś błąd. Musiała udowodnić, że znajdowała się w odpowiednim miejscu ze względu na swoje umiejętności, a nie nepotyzm. Najgorsze było to, że przede wszystkim zależało jej na potwierdzeniu swojej wartości przed własnym ojcem.
Czekała u szczytu stołu, aż cały dział marketingu i sprzedaży zasiądzie na swoich miejscach i zerknęła na swój telefon. 15:00. Na próżno było czekać na Reece’a, który jej powiadomienie o spotkaniu skwitował krótką odpowiedzią, że nie będzie go.
Za to w pomieszczeniu znajdował się ktoś, kto świetnie zastępował jej brata. Nie byle jaki ktoś. Mark Rosenhall. Dobry kumpel Ree, a więc kolejny szyderca w loży, na sam widok którego jej zielone oczy wykonywały odruchowy przewrót. Tym razem pewnie też by tak zareagowała, gdyby nie fakt, że patrzyła na nią kierowniczka i było to bardzo nieprofesjonalne. A przecież chciała dobrze wypaść. Rozpoczęła więc prezentację, w przelocie spoglądając po przybyłych, świadomie omijając go wzrokiem. Potrzebowała się skupić, a jego ciemne spojrzenie, którym się w nią wpatrywał, wcale jej w tym nie pomagało.
Do tematu podeszła bardzo profesjonalnie, a kiedy dotarła do ostatniego slajdu, uśmiechnęła się delikatnie, całkiem z siebie zadowolona.
— No dobrze, to teraz czas na pytania i uwagi. Ktoś chce zacząć? - powiodła wzrokiem po twarzach kolegów z pracy, gotowa na dyskusję, choć uważała, że nie dało się do niczego przyczepić.
Mark Rosenhall
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Mark nim zaczął sprawdzać skrzynkę mailową, sprawdził swój kalendarz, by wiedzieć, ile spotkań go tego dnia czekało. Dwa. Pierwsze za… piętnaście minut. tak więc odsunął się od biurka na krześle, wstał i poszedł zrobić espresso. Szczerze? Bardzo był ciekaw spotkania o 15:00, bo prowadzić je miała sama Adeline Covington. Ciekawe czy się nie pogubi w trakcie. pomyślał, klikając podwójne espresso na wyświetlaczu ekspresu do kawy. Mark oparł się o blat, skrzyżował ręce i patrzył, jak cienki strumień kawy powoli wypełnia filiżankę. Gdy z ekspresu przestała lecieć kawa, a na wyświetlaczu widoczne było 100%, oznaczające, iż proces parzenia dobiegł końca, sięgnął po filiżankę i wrócił z nią do biurka. Wziął ze dwa łyki, przejrzał przygotowane materiały i z laptopem ruszył na spotkanie. Szczerze? Miał wrażenie, że kompletnie nie był na nim potrzebny, ale oczywiście udawał wielce zainteresowanego i coś tam zapisywał w notatkach, by, gdyby ktoś pytał, mógł przedstawić, o co chodziło.
Po spotkaniu, zabrał się za czytanie oraz odpisywanie na maile - część wiadomości oznaczona była jako pilne, choć w rzeczywistości mogły poczekać co najmniej do przyszłego tygodnia. Mark przesuwał wzrokiem po tematach, selekcjonując je niemal automatycznie. Otwierał tylko te, które faktycznie czegoś od niego wymagały, resztę oznaczał gwiazdką albo odkładał „na później” - czyli najprawdopodobniej nigdy. W międzyczasie odebrał kilka telefonów i nim się obejrzał, ekran służbowego telefonu zaczął wibrować, ponieważ przypominał, że za 10 minut rozpocznie kolejne spotkanie.
O, to będzie ciekawe. pomyślał, zabierając laptopa i idąc do zarezerwowanej salki. Zajął miejsce z lewej strony tak, że musiał odwracać głowę w prawo, by widzieć panią prezentującą. Spotkanie zaczęło się punktualnie i Mark, jak to miał w zwyczaju, zapisywał kluczowe informacje wraz ze swoimi uwagami. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedna mała rzecz…
Oczywiście pozwolił na to, by biorące w spotkaniu osoby powiedziały, co tam chciały powiedzieć, a kiedy można było pomyśleć, że to koniec, Mark chrząknał i podniósł rękę. Nie czekał, aż dostanie pozwolenie od Adeline. Uznał, że podniesiona ręka w zupełności wystarczyła.
- Chciałbym powiedzieć, że prezentacja bardzo mi się podobała, lecz niestety uważam ten caly pomysł za… słaby. - odparł, wzruszając ramionami.
- Czy wzięłaś pod uwagę jeszcze inne ryzyka? Zagrożenia? - uniósł brew. Żałował, że nie zrobił sobie drugiej kawy, bo chętnie by się jej teraz napił.
- Niektóre slajdy uważam, że były niepotrzebne, ale… to tylko moja opinia. - dodał jeszcze, patrząc prosto w oczy Adeline.
Adeline Covington