Uniósł brew, gdy usłyszał swoje naziwsko padające z ust Adeline. Czuł się tak jak w czasach szkolnych, gdy nauczycielka zwracała mu uwagę, gdy jej nie słuchał albo słuchał połowicznie, bo jednocześnie gadał z ziomkiem z ławki - aczkolwiek jak miał być szczery, poza skojarzeniem ze szkolnymi czasami, poczuł coś jeszcze. Coś jakby chęć, by wypowiedziała jego nazwisko po raz kolejny. I może jeszcze raz.
Czy mi się zdaje, czy kaloryfery jeszcze chodzą? niestety nie miał jak tego sprawdzić, ponieważ po pierwsze, znajdowały się daleko od niego, a po drugie, toczył potyczkę słowną z Ade, więc wyglądałoby dziwnie, gdyby nagle wstał z miejsca, by całkowicie randomowo sprawdzić najbliższy kaloryfer. Przełknął ślinę. Ostatecznie po prostu poza podniesieniem brwiami posłał jej pytające spojrzenie, jakby chciał wiedzieć, czego od niego chce. Co jeszcze miała mu do przekazania?
- Ani przez moment nie zapomniałem. - odpowiedział z powagą w głosie, bo choć jego odzywki mogły sugerować inaczej, on doskonale wiedział i pamiętał, kim oraz czyją córką była specjalistka w dziale marketingu,
Adeline Covington. Jakże by mógł zapomnieć? Nie pracował w tej firmie od wczoraj i w sumie zastanawiało go, czy i kiedy nastąpi dzień, kiedy to ona zostanie głównym CEO.
Ciekawe, jakby sobie radziła… naprawdę go ciekawiło, jakby wyglądała firma pod jej
skrzydłami.
- A ja już zacząłem tworzyć zamki z piasku…- odparł, teatralnie wzdychając i udając, że przyklepuje z obu stron piaskową babkę, którą za dzieciaka formował z mokrego piasku, jaki wrzucał do wiaderka, potem to wiaderko odwracał i przyklepywał łopatką od góry, by dobrze odpadł. W sumie, to chętnie poszedłby na plażę, ale nie żeby bawić się piaskiem, ale popływać, wypić zimne piwko i chwilę poleżeć na ręczniku.
- Żartowałem. - dodał po chwili poważnym tonem, by nikt nie wziął jego poprzednich słów na poważnie. Tak, zdarzało mu się żartować.
- Mogę dać słowo, że slajdy byłyby wręcz zaje…- chrząknął, bo dotarło do niego, że sala wciąż była wypełniona innymi osobami.
- bardzo dobrej jakości. dokończył z lekkim uśmiechem, jakby był wręcz pewien, że każdy
slajd byłby bardzo…
zadowalający. I ciekawy. Gdyby ktoś chciał się z nim założyć, czy prezka o nim samym spodobałaby się Adeline, wszedłby w to bez większego zastanowienia.
Będąc na dachu, nie myślał o prezentacji pt.
Me, myself and I ponieważ chciał się wyciszyć, choć w głowie mu szumiało. A potem usłyszał głos, który słyszał całkiem niedawno, i wiedział, że nici ze złapania oddechu.
Zaskoczyło go, że ciągnęła temat jego klientek, aczkolwiek trochę nawet mu to zaczęło jakby schlebiać? Niezbyt wiedział, jak powinien tę rozmowę interpretować, ale oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie powiedział:
- Może chciałabyś doświadczyć tego, co one, żeby się przekonać, jak o nie dbam, hm? - poruszył brwiami.
- A może… jesteś po prostu zazdrosna? Powiedz. Szczególnie że niektóre klientki są dość… wyzywające i wymagające. - dodał, przypominając sobie niektóre panie, przy których nie wystarczyło się tylko ładnie uśmiechnąć. Domyślał się, do czego piła, i specjalnie odpiął górny guzik koszuli, którą miał na sobie, oraz zrobił krok, zmniejszając odległość między nimi oraz przymrużając oczy. Testował ją i sprawdzał granicę z całkowicie czystej ciekawości.
- I czy wyglądam na wykończonego? Chociaż na jakiś masaż z chęcią bym się wybrał, więc jeśli nagle przejmujesz się moim samopoczuciem, możesz dać mi jakiś voucher na niego. Tylko byle na relaksacyjny. - oczywiście sam mógł się na takowy masaż wybrać, lecz skoro już padło pytanie, czy nie był wykończony, to postanowił zapytać, czy przysługuje mu benefit w postaci vouchera na masaż, bo tak, od jakiegoś czasu chodził dość… spięty. Ostentacyjnie odciągnął ramiona do tyłu, prostując się przy tym i spinając barki.
Słysząc kolejne pytanie, uniósł brew, lecz nie odpowiedział od razu, a dopiero po dłuższej chwili.
- To ewaluacja… czy już zaczynasz zbierać materiał o mnie? spytał całkowicie poważnie, bo miał wrażenie, jakby właśnie trafił na dywanik i miał się tłumaczyć z tego, w jaki sposób pracował, aż pod koniec swojej pytającej odpowiedzi.
- Może tak, a może nie… - dodał zaraz, podnosząc ramiona i powoli je opuszczając. Postanowił zagrać tajemniczego, bo z jakiej racji miał udzielać odpowiedzi na to pytanie? Ogólnie istniało prawdopodobieństwo, że Adeline dowie się tego w swoim czasie. Marko (Polo) nie chciał od razu odkrywać swoich kart. Chciał się trochę podroczyć, zobaczyć reakcje Adeline, obserwować, dokąd ta ich rozmowa zmierzała… A jeszcze się nie pozabijali, więc było (chyba) nieźle.
- Potrafię być uprzejmy, kiedy trzeba. Dla klientek zawsze jestem. - odparł, wzruszając ramionami, i doskonale wiedział, że Adeline miała rację. Skoro mieli współpracować, należało spróbować zakopać topór i po prostu, profesjonalnie podejść do zadania, by po wykonaniu postawić znaczek “check” na swojej wyimaginowanej liście.
- Widzisz, troskliwy też potrafię być. - rzucił nagle, posyłając Adeline ironiczny uśmiech. Obserwował spokojnie, jak zaciągała się papierosem i wypuszczała dym, jakby analizował to równie uważnie jak jej słowa i gesty… a potem sam zrobił dokładnie to samo - zaciągnął się i wypuścił dym w bok, mrużąc przy tym lekko oczy.
Słysząc pytanie, wzruszył ramionami, bo, szczerze powiedziawszy, nie zastanawiał się nad tym.
- Będę zamawiał na kolację coś z meksykańskiej knajpy więc obyś lubiła ostre jedzenie. - powiedział, specjalnie kładąc nacisk na przedostatnie słowo. On lubił pikantne dania ze względu na wyrazistość i intensywny smak. Zaciągnął się papierosem i przez moment obserwował, jak dym unosi się między nimi.
Natomiast zaskoczyło go to, co stało się w następnej chwili, tj. gdy nagle zabrała od niego papierosa. Stał przez chwilę bez ruchu, jakby jego
system operacyjny się „zawiesił” - niczym figura z lodu albo pomnik. Absolutnie nie przypuszczał, że Adeline wykona taki ruch. Przez moment tylko patrzył na jej dłoń, jakby sprawdzał, czy to naprawdę się wydarzyło. Dopiero po chwili uniósł powoli brew i prychnął.
- … serio? - rzucił cicho, bardziej z niedowierzaniem niż złością. Dopalił więc tę resztkę, a gdy Adeline uniosła papierosa, żeby się zaciągnąć, Mark nagle chwycił jej nadgarstek. Nie mocno - bardziej stanowczo niż agresywnie. Zatrzymał jej ruch na ułamek sekundy, a następnie pochylił się do przodu i bez słowa zaciągnął się papierosem, który trzymała, jakby to była najbardziej naturalna rzecz na świecie. Po wypuszczeniu dymu, zaciągnął się jeszcze raz i dopiero po trzecim razie puścił jej dłoń.
Adeline Covington