-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Elsa Eriksen
Chłodne powietrze szczypało w twarz, kiedy Max szedł powoli jedną z bocznych ścieżek, pozwalając psu prowadzić. Smycz miał luźno owiniętą wokół dłoni, bardziej z przyzwyczajenia niż potrzeby — zwierzak i tak zwykle trzymał się blisko. Lubił te momenty ciszy, kiedy jedynym dźwiękiem były kroki na żwirze i ciche szelesty gdzieś między drzewami. Wówczas bez problemu potrafił skupić się jedynie na własnych myślach, co wśród innych ludzi było niemożliwym do osiągnięcia.
Pogrążony w gonitwie rozważań nad sensem - właściwie nie wiedział czego dokładnie, nie zauważył nawet, kiedy pies nagle się napiął.
— Ej— — zaczął, ale było już za późno.
Smycz szarpnęła się gwałtownie, wysuwając mu się z dłoni, a pies ruszył przed siebie, jakby coś przyciągnęło jego uwagę. Max zaklął cicho pod nosem i ruszył za nim szybkim krokiem, po chwili przechodząc w lekki bieg.
— Wracaj tu, no dalej! — rzucił, ale bez większego przekonania.
Zwolnił dopiero, kiedy zobaczył niepozorną, kobiecą sylwetkę kawałek dalej. W pierwszym odruchu skupił się na psie, który już kręcił się w pobliżu dziewczyny, ale coś w tym obrazie sprawiło, że jego uwaga momentalnie przesunęła się wyżej.
Postawa. Sposób, w jaki stała. Napięcie w ramionach, które dla większości ludzi byłoby niezauważalne.
Zatrzymał się na sekundę.
A potem zauważył włosy.
Intensywny, chłodny odcień niebieskiego odcinał się wyraźnie na tle wszystkiego wokół — zbyt charakterystyczny, żeby go pomylić. To właśnie one uderzyły w jego pamięć pierwsze.
Jego spojrzenie momentalnie się wyostrzyło, analizując szczegóły niemal odruchowo — coś, czego nigdy do końca nie potrafił się oduczyć. Ojciec zadbał o to aż za dobrze.
A potem wszystko złożyło się w całość.
— …Elsa? — odezwał się w końcu, trochę ciszej, jakby upewniał się, że to nie przypadek.
Zrobił kilka kroków bliżej, już wolniej, uważniej.
— Nie wierzę…[/b] — uniósł lekko brwi, przyglądając jej się z jeszcze większą uwagą, jednak na tyle subtelnie, że nie można było tego źle odebrać. — Minęło ile… kilka lat?
Kącik jego ust drgnął minimalnie, coś pomiędzy niedowierzaniem a cieniem uśmiechu.
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Przechadzały się właśnie między alejkami parku. I choć miała być to forma odpoczynku to w słuchawkach Norweżki leciał podcast jednego z brytyjskich ekonomistów odnośnie wielkiego kryzysu gospodarczego. Z tego też powodu nie usłyszała wesołego szczekania psiny, która właśnie biegła w jej stronę. Dopiero, kiedy zwierzą stanęło na dwóch łapach, opierając te przednie o jej nogi, zwróciła na niego uwagę, wyciągając z uszu słuchawki i chowając je pospiesznie do kieszeni swojego błękitnego płaszcza.
– Oho… ktoś tu ma dużo energii – Uśmiechnęła się delikatnie do psa, drapiąc go za uchem do czasu aż się uspokoił i usiadł grzecznie przy jej boku. No proszę, nawet nie była potrzebna odpowiednia komenda, której swoją drogę nie wiedziała nawet czy obce zwierzę znało, aby ten się podporządkował. – Zgubiłeś się czy po prostu lubisz zaczepiać obcych? – zapytała pół żartem, pół serio, zauważając, że znajda miała obrożę oraz przyczepioną do niej smycz. Czyżby więc wyrwał się swojemu właścicielowi?
Nie musiała się długo nad tym zastanawiać, bowiem zaraz do jej uszu dotarł czyjś głos – znajomy głos, który wypowiadał jej imię. Przeniosła zaraz wzrok z psa na stojącego nieopodal niej mężczyznę i przyjrzała mu się z wielką konsternacją na twarzy. Potrzebowała kilku długich sekund, aby dopasować twarz do imienia, a przecież nie tak dawno siedzieli obok siebie na lekcjach angielskiego.
– O..! Cześć Max! Ulubieniec pani Johnson od literatury. Chłopak, który urodził się z piórem w ręce. – Uśmiechnęła się szeroko, przypominając sobie lata spędzone w jednej klasie. Elsa uchodziła przez całe liceum za prymuskę, głównie z przedmiotów ścisłych, ale na historii czy angielskim również dawała z siebie wszystko. Tylko na tym drugim przedmiocie, nieważne jak dobrą pracę by napisała, nigdy nie była tak dobra jak ta Maxa. Po prostu, on od zawsze miał wrodzony talent i nie należało z tym w żaden sposób dyskutować.
– Kilka lat to bardzo precyzyjne określenie. – Jej buźkę ozdobił promienny uśmiech. – Ostatnio na wręczeniu dyplomów? Chociaż nie… potem jeszcze raz się widzieliśmy w spożywczaku… ale to nieważne. Co u ciebie? Jak życie? Widzę, że znalazłeś czworonożnego kompana. Ja też mam małą rozrabiakę. Olive, chodź się przywitać! – Zawołała, zerkając na drugi koniec długiej smyczy, która przyczepiona była do obroży niewielkich rozmiarów psiny. Ta zaś słysząc swoje imię, od razu się wyprostowała i zostawiając najciekawszego na świecie liścia patyka, którym się do tej pory zajmowała, przybiegła do swojej pani na tych króciutkich nóżkach.
Max Korhonen
-
Ludzie myślą, że najtrudniej jest żyć z cudzymi sekretami. Nie mają pojęcia, jak bardzo boli życie z własnymi.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiOn, Jegotyp narracjiTrzecioosobowaczas narracjiPrzeszłypostaćautor
Elsa. Nie była jakąś tam znajomą twarzą z przeszłości, ani przypadkowym wspomnieniem z licealnego korytarza. Spędzili w jednej ławce na tyle dużo czasu, że odgadnięcie kim jest postać „zaatakowana” przez Tessu, nie było dla blondyna żadnym problemem. To była ona - stojąc kilka kroków przed nim, z tym samym sposobem patrzenia i tym uśmiechem, który właściwie niewiele się zmienił. Kącik ust Korhonen’a drgnął lekko, kiedy usłyszał „ulubieniec pani Johnson”. — Czyli jednak coś zapamiętałaś — rzucił spokojnie, z cieniem rozbawienia w głosie. — Myślałem, że byłem tylko tłem dla twoich perfekcyjnych notatek. - dodał, pamiętając, jak idealnie je robiła, a jemu przecież nie raz zdarzało się z nich korzystać.
Spojrzenie na moment zatrzymało się na postaci dziewczyny, jakby próbował połączyć obraz sprzed lat z tym, co widział teraz. Było w tym coś znajomego i jednocześnie zupełnie nowego. — I hej — dodał po chwili ciszej. — „Urodziłem się z piórem w ręce” brzmi lepiej niż „ten, który zawsze siedział za cicho”. - skwitował z krótkim śmiechem, wiedząc, że pomiędzy murami szkoły inni uczniowie określali go mianem mruka. Dopiero wtedy jego uwaga wróciła do psa, który już zdążył uznać Elsę za nową najlepszą przyjaciółkę. Max lekko pociągnął za smycz, przywołując go do siebie bardziej gestem niż siłą. — Lubi zaczepiać — odpowiedział na jej wcześniejsze pytanie, spoglądając na psa z czymś na kształt pobłażliwości. — I najwyraźniej ma lepszy radar do ludzi niż ja. - przyznał. Kiedy wspomniała o swoim psie, jego spojrzenie automatycznie powędrowało za jej głosem. Uśmiech pojawił się odruchowo — szczery, niewymuszony — kiedy zobaczył małą Olive biegnącą w ich stronę. - No proszę… — mruknął cicho, kucając lekko, żeby być bliżej poziomu obu psów. — czyli jednak nie tylko mój ma słabość do obcych. - przez chwilę obserwował, jak zwierzaki się witają — z tą całą prostą, bezpośrednią ciekawością, której ludziom często brakowało.
Następnie ponownie wrócił uwagą do dziewczyny— U mnie… spokojniej, niż kiedyś — odpowiedział w końcu na jej pytanie, unosząc się z powrotem do pionu. — Trochę pracuję. Trochę uciekam przed rzeczami, których nie chcę robić. - kącik ust blondyna uniósł się minimalnie. — Czyli w sumie bez większych zmian. A ty? — zapytał mimochodem odbijając piłeczkę. — Dalej bierzesz na siebie więcej, niż powinnaś?- w tonie głosu Maxa nie było w tym osądu, raczej coś na kształt starej znajomości, która mimo upływu czasu wcale nie zniknęła.
Elsa Eriksen