
Nie przejmuje się opinią innych ludzi.
Zna się na nagrywaniu, montażu i prowadzeniu kanału.
Dobrze radzi sobie w nieprzewidzianych sytuacjach.
Potrzebuje atencji innych, by czuć się zauważonym.
Trudno mu jest budować głębsze więzi.
Jest przyzwyczajony do tego, że wiele rzeczy dostaje bez wysiłku.
Nie sądziłem, że kiedykolwiek poczuję potrzebę zapisywania swoich własnych myśli. Zawsze wydawało mi się, że wszystko, co jest w życiu istotne, to dzieje się na zewnątrz. Jednakże od kiedy wyprowadziłem się z domu ojca, to coś zaczęło się we mnie rozjeżdżać. Było tak, jakby wszystkie rzeczy, które do tej pory działały automatycznie, nagle przestały się zgadzać.
Urodziłem się 22 kwietnia 2006 roku w Toronto. Od samego początku wszystko kręciło się wokół tego, kto patrzył i słuchał. Nie wiem, czy była to kwestia miasta, czy po prostu mojej osoby. Zawsze miałem wrażenie, że jeśli nie jestem wystarczająco widocznym, to równie dobrze mogę przestać istnieć. Moja bliźniaczka Kimberly była inna. Zawsze potrafiła się wycofać i jakoś jej to wychodziło. Ludzie rozumieli ją nawet wtedy, gdy nic nie mówiła. Ja niestety nigdy tego nie miałem. Często musiałem podnosić głos i wszystko robić szybciej i głośniej. W przeciwnym razie stawałem się niezauważalny.
Ojciec był obecny... w sensie fizycznym. Tak, to chyba najlepsze określenie. Był w domu, ale nigdy tak naprawdę, nie spędzał wiele czasu z nami. Matki właściwie nie było wcale. Jej brak był czymś stałym, jak duża szafa na garderobę, której nikt nie rusza, bo wszyscy przyzwyczaili się, że stoi w tym miejscu. Nie pamiętam momentu, w którym zaczęło mi to przeszkadzać. Być może było tak od zawsze. To babcia wypełniła tę lukę. Dała z siebie nie tylko czułość i rozmowy, które są pokazywane w filmach, ale także okazywała wsparcie zarówno duchowe, jak i materialne. Była gwarancją pewności, że jeśli czegoś chcę, to mogę to mieć. Byłem dla niej ważny, a w zasadzie cały czas jestem. I szybko nauczyłem się, jak to wykorzystać. Czasem pewnie aż za bardzo korzystałem z jej dobrego serca, bo kiedy ktoś daje ci wszystko bez większego wysiłku, to zaczyna się wierzyć, że tak właśnie powinno być.
Moim najważniejszym życiowym krokiem był YouTube. Kamera wydawała się o wiele bardziej prostsza niż ludzie. Przynajmniej nie zadawała pytań, na które nie chciałem odpowiadać. Po prostu odpalałem nagrywanie i nagle wszystko nabierało jakiegoś sensu. Grałem i komentowałem, a ludzie to oglądali. Z początku było ich nie wielu. Potem ta liczba przekształciła się w tysiące, a teraz już ponad trzysta tysięcy osób czeka, aż wstawię kolejny filmik. Przyznam, że to uzależnia szybciej niż cokolwiek innego. Największy problem pojawia się wtedy, gdy kamera gaśnie i powraca to uczucie, że coś jest nie tak, ale nie do końca wiem co.
Zawsze byłem problematyczny, a przynajmniej takim mianem mnie określano. Bójki, awantury i konflikty były moim znakiem rozpoznawczym. Czasami miałem powód, a czasem nie. Wystarczyło jedno słowo za dużo lub jedno zbyt krzywe spojrzenie i reagowałem od razu. Nie myślałem. I szczerze? W tamtym momencie to było jedyne, co dawało mi jakiekolwiek poczucie kontroli. Nie zależało mi na wygranej, tylko chodziło o moment, w którym ktoś przestawał mnie ignorować.
Wyprowadzka od ojca powinna coś zmienić. Przynajmniej tak zakładałem. Jednakże nie zmieniło się nic, albo ja nie byłem w stanie tego dostrzec. Mieszkanie jest ciche i w sumie chyba aż za ciche. Kimberly zajmuje się sobą, a ja sobą. Niby wszystko jakoś funkcjonuje. Czynsz jest opłacony, a to jak wiadomo zasługa babci. Kasa na koncie się zgadza. Sprzęt do nagrywania mam lepszy niż kiedykolwiek wcześniej, a liczby rosną. W zasadzie powinno być idealnie, ale nie jest.
Coraz częściej łapię się na tym, że odpalam kamerę nie dlatego, że chcę coś nagrać, ale dlatego, że nie chcę zostać sam ze sobą. Bo kiedy jestem sam, to pojawia się coś dziwnego. Nie są to wyrzuty sumienia, ale jakieś dziwne napięcie, które sprawia, że czuję jakbym miał zaraz eksplodować. I nie mam pojęcia co się stanie, kiedy to w końcu nastąpi. Czasem zastanawiam się, czy mój kanał, pieniądze i mieszkanie, to faktycznie moje życie, czy tylko coś, co ma przykryć to, czego nie chcę zobaczyć. Bo jeżeli jest to tym drugim, to prędzej czy później przestanie działać. A wtedy zostanie tylko to, przed czym cały czas uciekam.
