Chyba mogła zdać sobie sprawę z tego, że podsuwanie mu podobnych
inspiracji na rysunki, które miałyby pojawić się na jej szyi, raczej nie było najlepszym pomysłem… Naprawdę łatwo można było wyczytać z tego chwilowego błysku w oku i zadziornego uśmiechu, że przynajmniej przez sekundę lub dwie musiał całkiem na serio rozważać właśnie takie radosne stadko penisów uchwycone podczas beztroskiej zabawy na cyckowych wzgórzach… Chociaż fakt, że przez tę
zabawną myśl rzeczywiście nawet nie zorientował się, kiedy przechwyciła porzuconego w trawie skręta. Albo… może jednak bardziej chodziło o to, że znajdując się tak blisko niej, nie sposób byłoby skupiać się na kwestiach tak nieistotnych, jak jakieś tam porzucone na ziemi zioło…
No i ostatecznie, jeśli chodziło o kuszący przez moment, a podsunięty przez nią pomysł, to jednak nadal, kiedy tylko końcówka cienkopisu zbliżyła się do jej skóry, nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, co powinno tam powstać. A widząc jej reakcję po tym, gdy już mogła w lusterku przyjrzeć się wyrysowanym przez niego śnieżynkom, trudno byłoby nie pogratulować sobie w duchu tego wyboru. Tak samo zresztą, jak trudno byłoby nie uśmiechnąć się mimowolnie, znów być może przyglądając się jej odrobinę zbyt długo. Choć tym razem przynajmniej z nieco bardziej rozsądnej odległości…
–
Badziew…? Ej, trochę więcej szacunku do sztuki – a jednak nawet gdyby bardzo chciał, nie był w stanie powiedzieć tego bez towarzyszącego kolejnym słowom śmiechu. –
Poza tym to był jednorazowy wypadek, cała reszta przyjęła się całkiem nieźle.
Pewnie dlatego, że tylko ten jeden raz zdecydował się trafić pod igłę tego konkretnego, poznanego przypadkiem samozwańczego tatuatora… Nie, żeby w przypadku każdego kolejnego nie mogło znaleźć się absolutnie nic, co mogłoby wywoływać ciarki u tych bardziej
odpowiedzialnych osób, ale… widocznie przy kolejnych tatuażach miał już przynajmniej nieco więcej szczęścia.
I chociaż przynajmniej przez moment mogło przemknąć mu przez myśl, że powinien przenieść dłoń w jakieś bardziej
neutralne miejsce, kiedy tak bezceremonialnie sięgnęła po jego rękę i oparła ją na swoim udzie, stosunkowo szybko musiało mu to
wylecieć z głowy. Po raz kolejny nie zamierzał więc protestować. Również wtedy, gdy postanowiła wypełnić tę wolną przestrzeń na jego ręce… no tak, czym niby innym, jeśli nie
śnieżynkami…?
Czy faktycznie powinien czuć się przez nią
podpisany…? Nawet jeśli fatycznie mogło przejść mu to przez myśl po tej jej niedokończonej wypowiedzi, mimo wszystko przyglądając się rysowanej przez nią śnieżynce i w chyba nie do końca świadomym odruchu gładząc kciukiem jej udo, chyba… mógłby dojść do wniosku, że niespecjalnie mu ten
podpis przeszkadzał. Przeciwnie. Uśmiechnął się ponownie, podnosząc na nią spojrzenie i już nawet nabierając powietrza, żeby jakoś ten fakt skomentować. Możliwe jednak, że coś w jej zakłopotanym wyrazie twarzy kazało mu się zamknąć. Albo – co pewnie zdecydowanie mniej prawdopodobne – tym razem do głosu faktycznie dobił się
zdrowy rozsądek, który również mógłby uraczyć go podobną podpowiedzią. Zwłaszcza, że Elsa całkiem płynnie przeszła ponownie do tematu jego typu dziewczyny, co może rzeczywiście należałoby uznać za nieco bardziej
bezpieczny temat.
Przynajmniej z pozoru, kiedy już zignorowało się tę czającą się gdzieś z tyłu głowy myśl, że o tym może jednak niekoniecznie chciał rozmawiać akurat z
nią. W dodatku wciąż trzymając dłoń na jej udzie, jakby w międzyczasie zdążył zapomnieć, że tam właśnie oparła ją na czas rysowania i że prawdopodobnie wypadałoby ją już zabrać…
I tylko przez moment – zdecydowanie zbyt krótki, żeby w ogóle w pełni mógł sobie to uświadomić – przemknęła mu przez głowę także dość absurdalna myśl o tym, że ten
typ, o który tak dopytywała, siedział w zasadzie tuż obok.
–
Może to właśnie o ten przeciąg między uszami chodzi. Od czasu do czasu dobrze jest jednak porozmawiać z kimś, kto ma do powiedzenia coś więcej niż to, z kim się ostatnio przespał i ile kosztowały nowe buty… – wzruszył nieznacznie ramionami, przy okazji dochodząc do wniosku, że w zasadzie chyba mógłby ten nieszczęsny
typ opisać najogólniej jako kogoś
ciekawego. W dowolny sposób, wystarczający po prostu, żeby go zainteresować. I… tym razem nieco łatwiej mógł uchwycić tę chwilową myśl, że to kryterium całkiem nieźle spełniała dziewczyna siedząca zaraz obok. –
Już chyba opowiadanie o tej energii kinetycznej, czy potencjalnej można uznać za ciekawsze…
Nie, oczywiście, że nie zastanawiał się za tym może i niewypowiedzianym wprost, ale wciąż dość oczywistym znaczeniu swoich dalszych słów. Za to widocznie zorientował się wreszcie, że jego dłoń leżała na jej udzie stanowczo zbyt długo, niechętnie naprawiając wreszcie ten
błąd. Tym razem to on opadł plecami na trawę, przy okazji sięgając obok siebie do miejsca, w którym powinien grzecznie czekać pozostawiony tam wcześniej joint.
–
A co z tobą…? – zaczął jeszcze, z lekkim uśmiechem zerkając na moment w jej stronę, zanim zdążył zorientować się, że skręt najwyraźniej
wyparował. –
Bo przecież nie powiesz mi, że nik…
Przerwał, spoglądając tym razem na puste – jak się okazywało – miejsce w trawie. Uważniejsze rozejrzenie się dookoła mogło jedynie potwierdzać, że jego zguba albo samodzielnie oddaliła się w nieznanym kierunku, albo… Podnosząc się na łokciach, znów zerknął w kierunku Elsy.
–
Ok, kiedy zdążyłaś go zabrać…? – mimo wszystko w jego pytaniu wciąż odbijało się przede wszystkim rozbawienie. Zwłaszcza, że naprawdę nie miał pojęcia, kiedy zdążyła sięgnąć po tego cholernego skręta. Co zdawało się być o tyle zaskakujące, że prawdopodobnie mógłby śmiało zaryzykować stwierdzenie, że w ciągu ostatnich kilku chwil jego uwaga skupiała się przecież – może nawet
za bardzo – tylko na niej. A jednak ten jeden moment ewidentnie przeoczył…
Elsa Eriksen