25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pojechanie do siostry tamtego wieczoru było najlepszą decyzją jaką mogła podjąć. Tak, siostry, ponieważ Cherry Marshall wciąż była jej siostrą. Mogły mieć innego ojca, a nawet i matkę, ale prawda była taka, że wychowywały się razem i kochały nawzajem jak rodzina, niezależnie od więzów krwi. A co najważniejsze, Cora zawsze mogła na nią liczyć i to był właśnie moment, gdy starsza siostra musiała jej doradzić, a przede wszystkim uświadomić, że blondynka nie była winna zachowań mężczyzn, którzy w ostatnim czasie zachowali się wobec niej bezczelnie, a niektórzy z nich nawet wręcz brutalnie.
Dlatego wróciła do domu już z innym nastawieniem - pewniejsza siebie, a nie przerażona uciekająca z podkulonym ogonem. Jednak wtedy sprawy zaczęły przybierać jeszcze gorszy obrót, bo do prasy przedostały się informacje, że w żyłach blondynki nie płynie krew Marshalli. Telefony się rozdzwoniły, a ona odcięła się od wszystkie łącznie z pracą. Ale najcięższa rozmowa była z Christopherem - mężczyzną, do którego jeszcze niedawno mówiła tato. Który ją wychował, z którym dorastała. Ta rozmowa całkowicie ją zmiażdżyła - płakała, na przemian krzycząc i rozwalając przypadkowe rzeczy w swoim mieszkaniu. W końcu jak się wali, to wszystko po całości , prawda?
W emocjach wyrzucała rzeczy ze swojej szafy na środek sypialni przy okazji smsując z Maddie. Jak to dobrze mieć cudownych ludzi wokół siebie, na których mogła liczyć. W pewnym momencie doszedł do niej dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyła je nawet wcześniej nie sprawdzając przez judasz, kto to się do niej wybrał. Na widok Prince’a jej serce zabiło znacznie szybciej - na pewno z wkurzenia na niego jak ją potraktował na koniec spotkania. Tym razem nie stała nago przed nim, a w zwykłym szarym dresie i bluzce z krótkim rękawkiem, która nawet nie opinała jej ciała. Nie zawsze chciała wyglądać seksownie. Nie zawsze musiała wyglądać seksownie.
- Pomyliłeś piętra?- rzuciła wyraźnie zirytowana jego widokiem.- Bzykalnia jest piętro wyżej- bo tym najwyraźniej było jego mieszkanie.
Gdy tamtego wieczoru wyszła od niego, miała do siebie żal za to jak go potraktowała. Uważała, że to było nie w porządku zachowanie z jej strony. Jednak z czasem, po rozmowie, uświadomiła sobie, że niekoniecznie. To on się całkowicie zapomniał wykorzystując jej stan - odmawiając zabezpieczenia i skupiając się potem tylko i wyłącznie na sobie traktując ją przy tym jak swoją własność. Tego samego wieczoru, gdy Daniel chciał zrobić to samo. Więc tak, była teraz na niego wściekła. Za to jak ją potraktował. Za to jaki pieprzony mętlik zrobił w jej głowie swoją osobą, bo raz potrafił być czuły i kochany, a raz chamski i bezczelny. Jak więc mogła się z nim dogadać??


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Dni mijały...
Nie odezwał się do blondynki, tak jak miał to w zwyczaju. Zresztą po jej wielkim wyjściu nie mógł sobie na to pozwolić. Męska duma była irracjonalną rzeczą. Ciekawiło go, co się stało, że postanowiła wyjść. Tyle że sam ruszył w wir pracy, odchorowywał wyjazd z przyjaciółmi i chyba faktycznie potrzebował z kimś pogadać. Życie codzienne szybko go zweryfikowały. Deadline gonił deadline, a on sam z festiwalem... nie wiedział, co powinien zrobić. Dlatego zdobył jej adres. Widział jakieś informacje o niej w mediach, ale kompletnie się nimi nie przejął. Dobra, przejął. Odrobinę. Tyle że nie chciał się nią przejmować. Wolał ruszyć we wir muzyki. Skupić się na tym, by zapomnieć. Ale nie mógł. Stał pod jej drzwiami do mieszkania i wydzwaniał melodię utworu. Jakiejś zwykłej klubówki, która weszła do mainstream'u.
Festiwal robimy — aż strzelił oczyma — Kate dała mi adres — i jakie było jego zdziwienie, kiedy odkrył, że była jego sąsiadką. Kurwa, a on się martwił, że nie dojdzie do domu. Cała cisza wokół blondynki irytowała go jeszcze bardziej. Przecież to ona tak ochoczo próbowała zwerbować go do roboty, poganiała, upominała, a po jednej połówce wspólnej nocy nagle cisza. Nie mógł na to przystać. Zresztą inwestorzy zaczynali poganiać go o termin. Dlatego spytał. Dlatego stał przed jej drzwiami. Tylko nie mógł kompletnie zrozumieć pojawiającej się irytacji Cory.
Milczysz, a robota jest niezrobiona — nie byłby sobą, gdyby jej tego nie wypomniał. Musiał wypowiedzieć każde słowo, które przychodziło mu na usta. Wbić każdą możliwą szpileczkę, ona zrobiła to samo wobec niego i nie miał zamiaru być dłużny — mogłaby, chociaż księżniczka dać znać, że się wycofuje z projektu — wzruszył ramionami. Mógł sam go doprowadzić do końca. Zapłaciłby za to odpowiednim ludziom i pozbył się raz na zawsze zmartwienia. Niewidywanie się z Corą miałoby swoje plusy. Była chodzącym centrum wszelkich kłopotów.
Bzykalnia? — parsknął krótko, kręcąc głową. Czyli wariatka wróciła na swoje prawowite miejsce — jest tam, gdzie twoja sypialnia, lala — stwierdził, pokazując palcem na wnętrze jej mieszkania. Skoro już zaczynała mięć cięty język, nie miał zamiaru się powstrzymywać, ani przez krótki moment — myślisz, że ile kobiet było u mnie w mieszkaniu? — spytał wprost, mrużąc przy tym oczy. Wbrew pozorom niewiele. Niezobowiązujące przygody nie były wpuszczane do jego sypialni, ba nawet nie do apartamentu. Wolał to zrobić u nich. Wtedy mógł wyjść, kiedy tylko by chciał. Jedno mrugnięcie oka byłoby w stanie to sprawić. Koniec seksu. Ewakuacja. Zabawnym był dla niego fakt, że blondynka potraktowała go właśnie w ten sam sposób.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wychodząc od niego tamtej nocy czuła, że postępuje źle i wręcz tchórzy. Teraz była zła na niego. Była wściekła chyba na wszystkich mężczyzn w jej życiu. Czy na którymś w ogóle mogła polegać? Caspian wyjechał i zostawił ją samą z bliźniakami, a Charlie… zgubił się w drodze po wózek. Nie mówiąc już o pozostałych.
Skłamałaby, gdyby powiedziała, że przez ten czas w ogóle nie myślała o Księciu. Oczywiście, że myślała. W przeciwnym razie nie rozmawiałaby o nim z siostrą. Nie miałaby pieprzonego mętliku w głowie, który jednocześnie krzyczał w jej głowie, by zamknęła mu drzwi przed nosem i wpiła się w jego usta. Jak ona miała posłuchać rozumu, jak jej był taki beznadziejny?
Nie pomagał też fakt, że zamiast normalnie po ludzku zadzwonić do drzwi, to wciskał ten dzwonek jak idiota. Jeszcze nie wiedząc kto to, Cora już przewracała oczami. - Chyba Kate za bardzo szasta moimi danymi- stwierdziła zakładając ręce i słuchając jego wytłumaczenia, dlaczego tu jest. Przecież nie liczyła na to, że przyszedł sprawdzić jak się czuje po wycieku informacji o Marshallach, bo chyba nie żył pod kamieniem. Chociaż w głębi siebie… trochę liczyła i najwyraźniej znowu się zawiodła.
- A co? Sam nie możesz się wziąć do roboty?- spytała unosząc znacząco brew, ale gdy jej zarzucił chęć wycofania się, od razu pokręciła głową zaprzeczając temu.- Nie wycofuję, po prostu…. po prostu miałam ostatnio zbyt dużo na głowie- w końcu dowiedzenie się po prawie trzydziestu latach o braku więzów krwi potrafi rozwalić człowieka. A niestety Christopher jeszcze w tej kwestii dojebał nie tylko ją wydziedziczając, ale także każąc jej się wyprowadzić. To zbyt mocno zaprzątało jej głowę, że faktycznie zapomniała o festiwalu, a przecież chciała go dalej robić.
- Oh moja?- spojrzała na niego będąc w szoku, że jej rzuca takimi tekstami. Sądziła raczej, że się ucieszy z tej nazwy. W końcu uchodził za takiego, co się chwali, ile to kobiet nie przeleciał. Pewnie już się chwalił, co z nią wyrabiał i jak zamknął jej usta, żeby nie pyskowała mu. - Moja sypialnia to świętość. Nie wpuszczam tam byle kogo- odbiła piłeczkę, bo nieświadomie, ale miała tą samą zasadę co Prince. Wpuszczała do niej tylko mężczyzn, z którymi umawiała się już znacznie dłużej. Czy jego by do niej wpuściła? Tamtego wieczoru w pewnym momencie zdecydowanie tak i na pewno chciałaby, aby został w niej do rana. Niestety czas się potoczył nieco inaczej, niż liczyła.
- A jak bardzo mogę się pomylić? O 100? I może określ od razu o jakim przedziale czasowym mówimy- w tym momencie zaczęła się zastanawiać, czy gdyby nie wyszła z mieszkania, to po wszystkim kazałby jej wrócić na kanapę do salonu czy jednak wolałby spędzić z nią całą noc. Nagle to pytanie uczepiło się jej myśli, gdy stała z założonymi rękoma i czekała na jego odpowiedź . Oczywiście dalej nie wpuszczając go do mieszkania.



Książe
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Prince nigdy nie kontaktował się z... kobietami. Jasne, potrafił wodzić je za nos, rzucać uwodzicielskimi tekstami na prawo i lewo, wysyłać memy, czy żarciki, ale troska była dla niego totalnie nieznana. Zwłaszcza że blondynka wychodząc, raczej nie wyglądała, jakby chciała móc z nim rozmawiać. Dlatego wejście w codzienny tryb, imprezowanie, w przerwach festiwalowe kwestie, aż musiał zawędrować tu pod drzwi. Pisał do niej, a nie dostał odpowiedzi. Musiał się tu znaleźć, ale w jego oczach znów jawiła się jako wściekła wariatka.
To trzeba było napisać wiadomość zwrotną, do któregokolwiek z nas — stwierdził, rozkładając ręce. Na niego jad rozumiał, ale na bogu winną Kate? Wydawało mu się cały czas, że kobiety przynajmniej się lubiły — co to ma być kurwa za znikanie? — założył rękę na rękę, spoglądając na nią z góry. Oczekiwał odpowiedzi wprost. Jasne, słyszał o jakiejś głośnej aferze u Marshalli, ale niezbyt w to wchodził. Wychodził z założenia, że gdyby sama chciała, by wiedział, to by mu powiedziała. Zresztą jak z każdą inną sprawą.
Moje obowiązki wykonałem, Lala — aż strzelił na nią oczyma. Oczywiście, znów pan niedobry. Zapomniał, że przy niej musiał włączyć cięty język rapera, bo inaczej się rozmawiać nie dało — zbyt dużo na głowie? Na tyle by nie napisać jednej wiadomości, że żyjesz i że wszystko z Tobą w porządku? — przecież Prince imprezował, ile wlezie. Ale wszyscy mieli z nim kontakt, nawet gdy postanowił przećpać całą noc i obudzić się w losowym miejscu Toronto — kurwa — parsknął pod nosem, kręcąc głową — rozumiem, że do mnie nie napisałaś, ale do Kate? — on był dupkiem, ruchaczem. Jasne, zrozumiał to i nawet nie miał zamiaru się z nią oto wykłócać. Skoro za takiego go miała, to spływało to po nim jak po kaczce. Tyle że podobno chodziło o coś ważniejszego.
Raczej wchodzisz do sypialni byle kogo, co? — nie mógł ukryć śmiechu. Rozbawiła go. — męczy mnie to — stwierdził, patrząc wprost w jej zielone tęczówki — raz jesteś miła, potem chuj wie jaka, a teraz znów mam przed sobą wkurwiona chihuahua — trzy nastroje Cory. Dodałby jeszcze napaloną. Tyle że uznał, że obecnie nie miało to większego sensu. Jeszcze bardziej rozzłościłby złośnicę (hehe, u know Mara).
Wściekasz się, bo że się ze mną przespałaś, czy frustrację na mnie wylewasz? — proszę mu wręczyć oscara. Powstrzymał się przed spytaniem ją o okres.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego widok w jej drzwiach wzbudził w niej mieszane uczucia. Był mężczyzną, który jej nieco podpadł ostatnio, a teraz się pojawił tuż po otrzymaniu od telefonu od ojca, który wzmógł jej nienawiść do płci przeciwnej. Można więc rzec, że Prince znalazł się w nieodpowiednim miejscu o nieopowiedniej porze, bo na pewno dostanie rykoszetem. Z drugiej strony, jego pojawienie się było miłe. Nawet jeśli zaraz sobie uświadomiła, że przyszedł ją zagonić do roboty, a nie sprawdzić czy żyje. Uczucie zainteresowania jej osobą, które trwało raptem kilka sekund było… podbudowujące. Pokazywało, że może Prince nie jest taki egoistyczny.
Jednak zaraz się odezwał i wszystko legło w gruzach. - Jestem dorosła i nie muszę się nikomu tłumaczyć- odpowiedziała przenosząc ciężar ciała na jedną nogę i tupiąc drugą. Kiedy wypalił, że mogła dać mu znać czy żyje, na ułamek sekundy jej czoło się zmarszczyło, bo nie takich słów się spodziewała. Czy usłyszała coś źle? A może to co jej ciało podpowiadało w pierwszej chwili po ujrzeniu go, było prawdziwe? - Czy żyję i wszystko w porządku? Już mnie przeleciałeś, więc nie udawaj, że to Cię obchodzi- aż przewróciła oczami, by nie ujrzał w nich, że jego słowa ją nieco skonsternowały. Przecież mógł sprawdzić znacznie wcześniej czy wszystko w porządku, prawda? Mógł pójść za nią, nie pozwolić jej wyjść. Mógł wiele rzeczy zrobić inaczej. Zrobił to co chciał, jak zwykle oczywiście, więc po co teraz te gierki? Zaliczył ją, nie musiał już udawać zainteresowanego.
Miał jednak w jednym rację - w kwestii zawodowej nie powinna znikać bez słowa. Organizowali festiwal i to charytatywny. Nad głową mieli sponsorów, wokół artystów, którzy zgodzili się wystąpić za darmo, a jeszcze tyle było do załatwienia! Nawet jeśli nie czuła się na siłach, by podjąć się dotychczasowej funkcji, powinna skontaktować się przynajmniej z Kate. Tutaj zawaliła na całej linii, ale nie zamierzała mu się do tego przyznać! - To sprawa między mną, a Kate. Ona zrozumie- bo była kobietą, a kto nie zrozumie lepiej zranionej kobiety? Nawet kiedy Cora myślała o terapii, to nie wyobrażała sobie , by móc uczęszczać do mężczyzny. Faceci byli dupkami. Bez wyjątku. - Nie twój interes do których sypialni wchodzę, dupku- syknęła łapiąc się pod boki, gdy zarzucił jej, że wchodzi do byle kogo. Czy to nie była insynuacja, że się nie szanuje?! To ją podburzyło jeszcze bardziej.
Ciśnienie wzrastało w niej minuta po minucie. Była tak wściekła, że podeszła do niego znacznie bliżej, aż była zmuszona zadrzeć głowę do góry. Ciepło bijące od jego ciała wzmogło uczucie niepokoju w niej. Serce przyspieszyło.
- Wściekam się, bo wy wszyscy faceci myślicie tylko o swoim fiucie albo o czubku własnego nosa! Nie obchodzą was uczucia innych. Nie myślicie o tym czy kogoś zranicie. Jestem dla was tylko pieprzoną szmacianą lalą, z którą można robić to co się chce, kiedy chce, a potem porzucić w kąt jakbym była nic nie warta!- miała gdzieś czy sąsiedzi ją usłyszą. Nie zwróciła nawet uwagi, gdy zaczęła mówić zwracając uwagę na swoją osobę, a nie ogół kobiet .- Więc tak, jestem teraz wkurwioną chihuahua, bo faceci to świnie - rzuciła z wyraźną wściekłością w głosie i w oczach. Była zła, nierozumiana, opuszczona. - Zaspokoiłeś już swoją ciekawość? Musisz wiedzieć coś jeszcze? A może chcesz dorzucić do pieca? Dawaj, nie krępuj się- wbiła palec ręki w jego tors, jakby chciała pobudzić go do działania. Jakiego? Sama tego jeszcze nie wiedziała. Prawda była taka, że relacja między nimi to była pieprzona sinusoida. Wzbudzał w niej tak skrajne emocje, że przy nim czuła się jakby w jej ciele panował chaos.


Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Jestem dorosła, więc masz obowiązki, do których się zobowiązałaś — wycedził Prince, mrużąc delikatnie oczy i lustrując ją powoli wzrokiem. Pokręcił głową na to jej tupanie, a potem uniósł wysoko brwi. Ohh, więc oto chodziło. Nie odzywał się, przeruchał ją, ale prawda była gdzieś głęboko w nim zakopana. — Oto chodzi? Masz urażoną dumę, bo się nie odezwałem? — prychnął, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie słyszał. Nie rozumiał tego, co działo się w jej głowie i pod wpływem, czego zachowywała się w ten sposób. Wyprostował się cały — Lala, to ty wyszłaś praktycznie bez żadnego słowa, stwierdziłem, że nie chcesz ze mną rozmawiać — rozłożył ręce. Nie był nigdy dopytującym typem. Powinna już się nauczyć, przyjmował świat zmysłami. Słyszał coś, to brał to pod uwagę, a przynajmniej się starał — nawet się nie pożegnałaś — kiedy on miał w głowie każdy scenariusz, to ona postanowiła wyjść. Pamiętał jedynie drzwi, a po wszystkim nie miał zamiaru za nią lecieć. Może zjebał, okej. Zgodziłby się z tym, ale uznał, że wolała być sama.
Nie zachowuj się jak mała, skrzywdzona dziewczynka — strzelił brązowymi tęczówkami. Blablabla, sprawa między nią a Kate. No tak, Prince przecież był jedynie twarzą festiwalu. W ogóle nie kontaktował się z artystami, a jakakolwiek działalność z festiwalem była jedynie iluzją. Zabawne, totalnie by się z nią nie zgodził. Wyjątkowo pracował przy czymś, co nie było związane stricte z jego muzyką — zjebałaś i nie masz nawet odwagi tego przyznać, a zamiast tego atakujesz mnie jęzorem — stwierdził, wzdychając ciężko. Zamiast tego powodowała u niego delikatny ból głowy, bo cały czas szczekała. Ile mogła? — do mojej weszłaś, a wyliczasz mi partnerki, więc twoja blond głowa zjawiła się w sypialni byle kogo — wycedził, bo oczywiście, znów był totalnie niezrozumiany. Aż zaczał zastanawiać się nad zmianą płci, może wtedy mógłby walić tekstami: domyśl się. Ta myśl utkwiła zaledwie na sekundę w jego głowie, bo za bardzo lubił sikanie na stojąco.
Ty to powiedziałaś, nie ja — ale lampka w jego głowie zaczęła się już mu palić. A więc oto chodziło, że on ją wykorzystał? Zabawne. Gdyby tak było, nie zabierałby jej w ogóle do własnego mieszkania i nie respektował, zanim nie uderzyła go w prącie — wow, pogadamy, jak ktoś będzie musiał Ci wnieść pralkę na czwarte piętro — nie mógł się powstrzymać, kiedy atakowała go na każdym kroku. Ile mogła? W jej głosie huczał pisk i robił się z minuty na minutę coraz bardziej bezsilny — o co Ci chodzi, Lala? To ty zaczęłaś masować mnie przez spodnie, a wcześniej zachowywałem się dobrze, więc nie rób z igły widły. To ty wyszłaś bez słowa, tylko było ruchane i nara, wracam do domu. Czego się spodziewałaś? Konfetti? Bukietu róż? — zabawnym było, że Cora jego zdaniem zachowała się jak typowy mężczyzna na podboju na jedną noc. Prince tez tak robił. Przypadkowo dotykał kobiety, a potem już nieprzypadkowo, by zniknąć tej samej nocy.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z każdym jego kolejnym słowem czuła rosnącą w niej irytację. Rozmijali się, a raczej kompletnie nie rozumieli. Tak jakby mówili w dwóch różnych językach.- Bo nie chciałam rozmawiać! Nie chciałam wtedy… Byłam zmęczona- westchnęła zrezygnowana na koniec, bo w sumie naprawdę wtedy czuła ogromne zmęczenie psychiczne i nie chciała rozmawiać. Chciała położyć się, zasnąć i zdała sobie sprawę, że wtedy nie chciała zasnąć sama. - Tak, wyszłam, bo co miałam innego zrobić? Pójść po wszystkim spać na kanapę?- spytała chociaż bała się poznać odpowiedzi. Wiedziała, że była dla niego jedną z wielu kobiet, które po prostu przeleciał. To, że przenieśli się do sypialni, nie oznaczało, że nie wykopie jej ostatecznie na kanapę, a ona z dwojga złego wolała już wrócić tamtej nocy do siebie.
Jednak to kolejne słowa wywołały w niej największe poruszenie, aż nie tyle co podniosła głos, ale wręcz krzyknęła. - Ale jestem skrzywdzona, więc mam do tego prawo do cholery!- to był teraz cholernie ciężki dla niej okres w życiu. Najgorszy. Próbowała się z tego podnieść, ale łatwo nie było. - Tak, zjebałam. I co? Lepiej się czujesz jak to przyznałam? Teraz możesz mnie ukamieniować- już traciła siłę na walkę z nim. Wołała się przyznać , żeby dał jej spokój. Chcę jej jeszcze dowalić? Nie było problemu. Nie powinno to już jej robić większej różnicy.
A jednak nieco robiło, bo przecież gdyby jego słowa nie miały dla niej żadnego znaczenia, nie triggerowałyby jej aż tak. Potrafiła przejść obojętnie obok wszelakich obelg, ale w ten pokręcony sposób, Książę działał na nią od zawsze jak płachta na byka. Dlatego mimo, że powinna mu zamknąć drzwi przez nosem, to jeszcze zmniejszyła dzielący ich dystans. - Czego?! - aż otworzyła szeroko oczy. Zaraz jednak się otrząsnęła i wciąż nie zabierając swojego palca z jego torsu, kontynuowała wypowiedź. - Może respektowania moich potrzeb? Może nie narzucania tego, co Ty chcesz? Może więcej zrozumienia? Delikatności? Czułości? Wiedziałeś przez co przechodziłam tamtego dnia! Kurwa Prince, potrafiłeś być ludzki. Potrafiłeś być … - prawdziwym mężczyzną, w którym może mogłabym się zakochać. Myśli wpadły do jej głowy szybciej niż nad nimi panowała. Co to do cholery było?! Całe szczęście, że nie wypowiedziała tego na głos, bo sama nie byłaby w stanie tego wytłumaczyć. A może byłaby w stanie tym, że tak naprawdę obserwował ją cały czas podczas imprezy pilnując, żeby nic się jej nie stało, aż miał okazję obronienia jej? Może również tym, że zajął się nią, zabrał do mieszkania i tak naprawdę był… uroczy starając się okazać jej szacunek. Wciąż pamiętała jak przyjemnie było w jego ramionach i przez chwilę wszystko wydawało się możliwe, aż czar okrutnie pryśnie. Teraz jednak zrezygnowana opuściła głowę i zabrała palec z jego torsu i cofnęła się o krok. - Jezu nieważne Prince. Na Twoją obronę mogę Ci powiedzieć, że jesteś jednym z wielu, którzy myślą tylko o sobie. Nie jesteś wyjątkiem, jest Was więcej, więc jeżeli to wszystko, to wróciłabym do pakowania się, bo mam dwa dni na opuszczenie mieszkania- - oznajmiła wprost zakładając ręce. Nie czuła się komfortowo z wyrzucaniem na wierzch swoich emocji. Już tylko czekała , której części teraz tego nie zrozumie.

Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

To o co Ci chodzi, co? — strzelił oczyma, słuchając blondynki. Była zmęczona, jasne, tyle zdążył wtedy zrozumieć. Łącznie z tym, że nie chciała spędzić z nim nocy. Kobiety zmienne były, a dla niego im więcej mówiła, tym coraz mniej mówiła. Prince w środku przypominał tego kota, próbującego rozwiązać najtrudniejsze matematyczne równania — zostać na noc? Tak jak chciałaś? — spytał, unosząc do góry obie brwi — skończ pierdolić z tą kanapą. Zasnąłbym z Tobą na łóżku — wycedził przez usta zirytowany. Przyszedł sprawdzić, a widział przed sobą jedynie wkurzoną, smutną Marshall. Może powinien sprawdzić jednak ten artykuł? Wtedy mógłby... bardziej ją zrozumieć?
Taaa? A więc bycie skrzywdzoną przez innych daje Ci prawo obrażania mnie na prawo i lewo? — brwi cały czas były wysoko. Nie potrafił powstrzymać się od parsknięcia pod nosem — typowa baba — mruknął Williams, kręcąc głową na prawo i lewo. Serio? Nawet to przyznanie się do winy, nie było tym, czego potrzebował — kurwa, jakby oto mi chodziło — mruknął cicho pod nosem, wpatrując się w Marshall. — Lala, przyszedłem sprawdzić, czy żyjesz, a to ty rzuciłaś się na mnie, jak szczekająca chihuahua — powtarzał się. Zdawał sobie z tego sprawę. Gdzieś w głębi serca liczył na to, że coś się między nimi zmieniło. Jednak im dłużej z nią rozmawiał, tym bardziej zdawał sobie sprawę, jak daleko od siebie byli. Nie potrafił podejść do niej na spokojnie. Trudno było spojrzeć jej w oczy. Widziała w nim wroga, a każde zbliżenie się do niego komplikowało jeszcze mocniej sprawę w jego głowie.
Tak kurwa czego — czekał na jej słowa. Tyle że im dalej mówiła, tym bardziej czuł się skonsternowany. Nie dotykał jej, pozwolił na zostanie u niej na noc i choć próbował to przekminić, to w jego słowa była totalna pustka. Jakby ktoś zapukał w jego głowę, usłyszałby totalną pustkę — a kiedy zrobiłem coś, czego mi nie kazałaś? — dopytał wprost Williams, przechylając głowę. W którym momencie wieczoru jej nie słuchał? Nie kojarzył czegoś takiego — no jaki potrafiłem być, co? — spytał wprost, unosząc obie brwi ku górze. Kolejna wojna? Spojrzał wprost w zielone tęczówki, próbując wyczytać w nich coś.
Wow, czyli zrównałaś mnie do dupka Daniela — mruknął cicho, patrząc wprost na nią. Coraz mniej rozumiał, nie wiedział, co się działo. Tyle że totalnie zrezygnował jakąkolwiek walkę z blondynką. Chwycił ją za rękę i przyciągnął do siebie krótko. Zamknął ją szczelnie w ramionach, czekając na dalszą część ataku — dlaczego opuszczasz mieszkanie? — z jakiegoś powodu próbował zrozumieć zachowanie Cory. Tylko nie był w stanie.
25 y/o
LOVE IS IN THE AIR
160 cm
Spec. marketingu/PR | Wolontariuszka Northland Power | Sistering
Awatar użytkownika
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Już nieważne, nie musisz wszystkiego wiedzieć- prychnęła pod nosem teraz niczym obrażona księżniczka. Pewnie byłoby znacznie lepiej, gdyby wszystko z siebie wyrzuciła, ale nie potrafiła. Nie teraz. Jednak, gdy przyznał, że zasnęliby razem w sypialni, to momentalnie pożałowała, że wtedy wyszła i zrobiło jej się cieplej na sercu. Nie zakładała, że teraz kłamał, bo powiedział to tonem jakby to była największa oczywistość świata, a pytanie totalnie z dupy.- To dobrze- skomentowała cicho nie wdając się w żadne szczegóły, bo prawda była taka, że tamtej nocy szczególnie jej brakowało jego ramion.
Nawet jeśli teraz go atakowała, to żywiła do niego bliżej nieokreślone uczucia. Przy nim zawsze wszystko się w niej gotowało i przewracało. Raz miała ochotę go zwyzywać, bo zaraz walczyć ze sobą, aby nie zatkać mu ust pocałunkiem.- Ciesz się, że tylko szczekam, a nie gryzę- burknęła nie komentując poprzednich zarzutów, bo… miał rację, a przecież mu tego nie przyzna! Aż taka głupia to jeszcze nie jest.
I pewnie w tym momencie powinna już zamilknąć albo przynajmniej go zaprosić do środka. W końcu Cherry jej zawsze powtarzała, aby brudy prać za zamkniętymi drzwiami. Tylko, że Corze chyba już wszystko było jedno. I tak media teraz wypisywały o jej życiu, więc jeden news w tą czy w tamtą nie zrobi różnicy. Jednak musiała przymknąć na chwilę oczy i wziąć głęboki oddech, aby przygotować się na to, co chciała powiedzieć. Mimo swojej otwartości seksualnej, to teraz była tym speszona z wielu powodów. Jednak najwyraźniej Prince oczekiwał jasnej informacji. - Kiedy odmówiłeś mi zabezpieczenia czy może jak nie pozwalałeś mi słowem się odezwać? A ja się czułam tak… tak jakbym nie mogła nic zrobić, bo nie zasługuje na to, żeby ktoś mnie szanował- przyznała w końcu wyraźnie zmieszana i nawet ściszyła głos, bo to nie jest łatwe tak się przyznać na korytarzu, że się czuje niewystarczającym. - Potrafiłeś być prawdziwym mężczyzną, który dba o drugą osobę, który ją rozśmiesza, szanuje i ochrania. Potrafiłeś być mężczyzną, w którym można się zakochać. I nie, nie wrzucam Cię do jednego worka z Danielem. On nawet nie zalicza się do gatunku ludzkiego. To potwór, nie facet- wyrzuciła z siebie już za jednym zamachem niewiele się zastanawiając. Jak już powiedziała A, trzeba było powiedzieć B. Z jednym się jedynie powstrzymała- nie powiedziała, że to ona mogłaby się zakochać.
I w tym momencie wolała już zakończyć ten temat, unikając jego spojrzenia, ale wtedy w sekundę ją przyciągnął do siebie zamykając ponownie w swoich ramionach, a ona nagle… się rozluźniła. Jej serce przyspieszyło, ale ciało już nie było spięte i bojowe. W końcu mogła odetchnąć. - Czy Ty żyjesz pod kamieniem??- spytała skonsternowana marszcząc brwi i spoglądając mu w oczy. Nie wyglądał jakby żartował, a tak jakby koniecznie musiał poznać , co się kryło w jej głowie. - Ojciec mnie wypieprza stąd. A raczej człowiek, którego przez całe życie uważałam za ojca- zaczęła wyjaśniać nje spuszczając z niego spojrzenia, a dłonie kładąc na jego ramionach. Nie chciała się odsuwać, teraz było jej dobrze. - Okazało się, że moja matka go zdradziła i okłamywała. Dowiedział się teraz o tym i postanowił mnie wydziedziczyć i pozbawić czy to funduszu czy mieszkania. Po prostu z dnia na dzień wypisał mnie z rodziny i kazał do siebie mówić panie Marshall- z każdym kolejnym słowem czuła jak łzy napływają jej do oczu, a gula w gardle robi się coraz większa. Słowa więzły jej w gardle, a wypowiedzenie wszystkiego na głos po raz pierwszy było ciężkie. - Więc jak widzisz, faceci w moim otoczeniu niezbyt za mną przepadają- wzruszyła ramionami w momencie, gdy akurat łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Znowu, znowu musiała zacząć przy nim płakać jak największa mazgaja. Zaczęła dłońmi wycierać łzy próbując się przy tym odsunąć od niego. Teraz wiedział już wszystko.



Prince Williams
27 y/o
Welkom in Canada
188 cm
Raper we własnej wytwórni
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiShe/her
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiPrzyszły
postać
autor

Cora Marshall

Strzelił oczyma na to jej, nie musisz wszystko wiedzieć.
No nie musiał, ale lubił. Wbrew wszelkim pozorom Prince przypominał plotkarę. Lubił wiedzieć, co w trawie piszczy i w jaki sposób. Chciał też wiedzieć, co siedziało w głowie blondynki. Lustrował ją brązowymi tęczówkami, jakby miało mu to w czymś pomóc. Tyle że nie pomagało. Zwłaszcza kiedy ujrzał na jej twarzy konsternacje.
Nie stracę przez Ciebie ręki? — prychnął, unosząc jedną brew ku górze. Czasami zastanawiał się, co tak naprawdę miała Cora w głowie. Nigdy nie potrafił określić, co chodziło po jej głowie. Jednocześnie miał w sobie dwa wilki, jeden uwielbiał oglądać zdenerwowanie na jej twarzy, każąc mu podsycać je jeszcze bardziej, za to drugi wolał widzieć ją uśmiechniętą, radosną. Taką Marshall, którą mógł objąć własnym ramieniem. Widział ją pierwszy raz na imprezie, a później we własnym apartamencie.
Konsternacja wymalowała się na jego twarzy, kiedy tylko zaczęła do niego mówić. Ahh, oto chodziło. No, poczuł jakieś przedziwne kłucie w środku żołądka. Zachował się jak dupek. Sam zdał sobie z tego sprawę. Przymknął powieki, zastanawiając się nad przepiękną przemową życia. Już chciał mówić, jak bardzo ją szanował, jaka istotna była, a zamiast tego z jego ust wydobyły się najgorsza z możliwych wersji.
Nie pozwoliłem, bo kazałaś mi się u-ka-rać — odpowiedział, wpatrując się w jej zielone tęczówki. Nie chciał jej skrzywdzić, chciał zobaczyć uśmiech na jej twarzy — jakbyś się odezwała, to bym przerwał — dodał po chwili, drapiąc się po karku zakłopotany. Musiał przyznać jej punkty, zachował się jak idiota, ale najgorsze miało dopiero nadejść — sorry, nie lubię bez gumy — argument na poziomie nastolatka, brawo, Prince'ie Williamsie. Aż sam spuścił głowę, słysząc, co właśnie do niej powiedział. Jebany idiota.
Laczki mu spadły z wrażenia. Trzymał ją mocno w ramionach, nie chcąc puszczać, ale każde wypowiadane słowo przez nią powodowało irracjonalne dreszcze na całym jego ciele. Nie wierzył w to, co usłyszał. Historia blondynki brzmiała jak zajebisty scenariusz do telenoweli.
Nie, ale nie czytam plotek o ludzi, których znam — wymruczał pod nosem, bo faktycznie żył pod kamieniem. Jeśli coś było ważne, to się o tym rozmawiało, komunikowało, tak jak zrobiła to finalnie Cora. Ściskał ją z całych sił, bo nie wyobrażał sobie, co właśnie musiała przechodzić i co przechodziło jej przez głowę. Pragnął ochronić ją przed całym światem.
Ten facet to chuj — mruknął, wypuszczając ją z objęć. Tyle że wtedy usłyszał głosy na klatce, raz jeszcze mocno ją do siebie przyciągnął — zatrzymaj się, nie mogą Cię taką widzieć — objął ją. Delikatnie uniósł — i chodź — a raczej powinien powiedzieć daj się nieść. Podniósł ją jak księżniczkę, by schowali się w środku jeszcze jej apartamentu.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#8”