25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słysząc, że jej na tym zależy, był już w zasadzie pewny, że na kolejnych korepetycjach powinien pojawić się z tym nieszczęsnym brownie. Licząc przy okazji na to, że faktycznie udało mu się poprawnie zapamiętać wtrąconą w jej wypowiedź informację o cieście. Może i niekoniecznie po to, by udowadniać jej w ten sposób, że mógłby okazać się tą przeznaczoną jej osobą – to zdecydowanie brzmiało zbyt górnolotnie i zbyt… zobowiązująco – ale choćby po to, żeby pokazać, że mimo wszystko wcale nie przesypiał całych ich spotkać i że rzeczywiście od czasu do czasu potrafił skupić się na tym, co do niego mówiła. Nawet jeśli nie miało to kompletnie żadnego związku z fizyką, matematyką, czy innymi, równie porywającymi tematami.
Skoro tak, to chyba możesz go sobie zatrzymać – również odpowiedział jej uśmiechem, choć ten zdecydowanie nie miał w sobie nic wspólnego z jakąś niewinnością. – Nie wybieram się na żaden sprawdzian, zapomniałaś już?
Chociaż… w tym momencie pewnie byłby zdecydowanie bardziej skłonny zmienić zdanie niż miało to miejsce podczas ich rozmowy w bibliotece. Ta, mogłoby się wydawać, toczyła się pomiędzy nimi całe wieki temu. Przed tym, jak Elsa wtuliła się w niego po jego interwencji w sytuacji z Trevorem. Przed tym, jak poprosiła go o narysowanie czegoś ładnego, żeby choćby tymczasowo zakryć te czerwone ślady na szyi. A także przed tym, jak ich dłonie złączyły się ze sobą, a ona chwilę później nachyliła się nad nim – tylko po to, żeby wspomnieć o swoim naturalnym kolorze włosów, a jednocześnie całkiem skutecznie sprawiając, że zupełnie mógł już zapomnieć o jakiejś tam imprezie i docierających z dziwnego oddalenia głosach jej uczestników. Prawdopodobnie podpitych już znacznie bardziej niż wtedy, kiedy oddalali się od reszty. Ale to zdecydowanie nie było istotne – nie na tyle, by jakkolwiek zwracać na to uwagę, kiedy tutaj, w tej podobno spokojniejszej części ogrodu działo się i tak wystarczająco dużo.
Pewnie można byłoby wręcz uznać, że niemożliwe było, żeby tak wiele mogło wydarzyć się w tak niedługim czasie, jaki w rzeczywistości minął od momentu, gdy wspólnie wychodzili ze szkolnej biblioteki…
I zdecydowanie powinien jakoś zareagować, kiedy nachyliła się nad nim jeszcze bardziej. Problem stanowił jednak ten krótkotrwały rozdźwięk pomiędzy tym, co chciałby zrobić, a co rzeczywiście powinien. I nawet jeśli zawahanie trwało naprawdę ledwie moment, to najwyraźniej był to czas wystarczający, by Elsa się odsunęła. Co okazało się zresztą znacznie bardziej rozczarowujące, niż mógłby się spodziewać. Podobnie zresztą jak to trącenie jego nosa własnym – co pewnie można byłoby uznać za gest całkiem miły, ale… może niekoniecznie w tym konkretnym momencie.
I oczywiście, że chciał jej przerwać ten nagły potok słów. Najpewniej już po pierwszym zdaniu, żeby zaprotestować w kwestii tego, że miałoby to być jakkolwiek głupie. Choć pewnie… faktycznie było. Na szczęście jednak raczej nieczęsto przejmował się tym, że coś miałoby być głupie – a przynajmniej nie na tyle, by z tego powodu rezygnować z realizacji jakiegoś pomysłu, który należałoby uznać właśnie za taki. Kilkukrotnie nabierał powietrza, raz lub dwa udało mu się nawet wtrącić coś, co bardziej mogłoby przypominać monosylaby niż pełnoprawne wyrazy. Musiał się jednak chwilowo poddać, uświadamiając sobie, że na przerwanie jej słowotoku zdecydowanie nie miał większych szans.
Dopiero po tym jej ostatnim, wypowiedzianym już zdecydowanie ciszej zdaniu, wolną ręką – druga jakoś wciąż wcale nie chciała rozstawać się z jej dłonią – chwycił delikatnie jej podbródek, żeby nakłonić ją do ponownego uniesienia głowy. Tym razem nie zamierzał tracić bezsensownie czasu na analizowanie tego, czy to czego chciał faktycznie pokrywało się z tym, co powinien. Z początku ledwie musnął jej wargi swoimi, po chwili pogłębiając jednak pocałunek. Może wciąż trochę niepewnie, nadal z czającą się gdzieś z tyłu głowy obawą, że raz jeszcze to ona miałaby wykazać się tym cholernym rozsądkiem i mimo wszystko się odsunąć.
Nie mam aż tak beznadziejnej pamięci – i zdecydowanie nie zdążył wypić aż tak dużo, by następnego dnia nie pamiętać o tym, co się wydarzyło. A już zwłaszcza o tym, że ją pocałował. – Ale w razie czego możesz mi o tym jutro przypomnieć.
Uśmiechnął się, mimo wszystko mając nadzieję, że przypomnienie nie miałoby w takim wypadku sprowadzać się do oznajmienia mu, że miał nigdy więcej nie robić nic podobnego i że tak właściwie nic ich przecież nie łączyło. Poza tymi nieszczęsnymi korepetycjami.

Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
25 y/o
Welkom in Canada
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Nie odpowiedziała mu nic na to, że nie zamierzał iść na żaden sprawdzian. Ktoś tu chyba zapomniał jak bardzo jego korepetytorka potrafiła być uparta i zawzięta. Skoro mu dosłownie obiecała, chociaż pewnie można byłoby to tez nazwać po prostu groźbą, że przyjdzie po niego, wywlecze z łóżka i zaciągnie jego zwłoki na sprawdzian to zamierzała słowa dotrzymać. A jeśli jakimś cudem jej misja zakończyłaby się niepowodzeniem, to przecież pozostawało jeszcze widmo wiszącej nad nim kary – obiad w wegańskiej restauracji znajdującej się nieopodal komisariatu, na którym to urzędował jego ojczym. Cóż, a może przyspieszyłaby jego męki i zamiast za dwa tygodnie udaliby się tam już w ten weekend? Po zawodach, zamiast do kawiarni skoczyliby na falafele, które podobno były tam nieziemskie w smaku.
Dla niej ta cała sytuacja również jawiła się jako coś abstrakcyjnego. Bo jeszcze nie tak dawno miała ochotę zmiażdżyć mu czaszkę tym opasłym tomiskiem zbioru zadań z fizyki, a za każde usłyszane mhm naliczała kopniaki, które mu zasadzi, gdy tylko podniesie tyłek z tego niewygodnego krzesła. Ale coś się zmieniło. Tylko nie była pewna, w którym konkretnie momencie – czy już w bibliotece, kiedy to oboje położyli głowy na ławce, czy kiedy stała przed szafą w swoim pokoju i zastanawiała się czy ta bluzka będzie na pewno dobrze pasować do jej włosów. Bo gdy patrzyła jak Ashley dotykała go po rękach, już wtedy czuła nieprzyjemny ścisk w żołądku, choć zrzucała winę na wypity chwilę wcześniej wątpliwej jakości trunek. Jednak w chwili, gdy ją obronił przed Trevorem, a potem pozwolił się przytulić czy zaprowadzić do tej części ogrodu… może sobie za dużo już wyobrażała, ale czy z każdą dziewczyną by tak postąpił? Każda mogłaby tak bez konsekwencji leżeć obok niego na trawie, bazgrać mu śnieżynki po ramionach, trzymać go za dłoń i szeptać do ucha choćby takie głupoty jak to jaki tak naprawdę miała kolor włosów? Chciała wierzyć, że nie. Nawet bardziej niż to, że faktycznie wynosił z ich korepetycji coś więcej niż kilka kosmyków jej włosów, które niechcący wyrwał podczas nieudolnych prób splecenia warkocza. I może właśnie to lekko tlące się pragnienie sprawiło, że prawie dotknęła jego ust swoimi. Może to ono na moment przyćmiło zdrowy rozsądek, którym Elsa próbowała się kierować i pozwoliło jej na ten aż nazbyt odważny ruch, który zatrzymał się na ułamek sekundy przed spełnieniem. To była ta granica, której jeszcze nigdy nie przekroczyła – cienka, niemal niewidoczna, ale jednocześnie ciężka jak ołów.
Czuła jego oddech. Zbyt blisko, żeby to zignorować. Zbyt wyraźnie, żeby udawać, że to nic nie znaczy.
I właśnie wtedy rozsądek wrócił.
I wtedy zaczęła się męka dla każdego, kto był w posiadaniu uszu – Elsa zaczęła gadać. Totalnie się wyłączyła z otaczającej jej przestrzeni i nawijała, ignorując wszelkie próby Dantego na wtrącenie się.
Gdy skończyła swój monolog, odetchnęła cicho, a potem… gdyby ktoś ją zapytał, co się wydarzyło, miałaby poważny problem, aby ubrać to w odpowiednie słowa. Ale kiedy jego palce uniosły jej podróbek, poszła za tym ruchem, przestając jakkolwiek walczyć sama ze sobą i tym, co nadal siedziało jej w głowie. Przez moment była jednak niepewna, czując jego miękkie usta, delikatnie zacisnęła dłoń na tej jego, jakby szukała oparcia, bojąc się, że zaraz mogłaby zrobić coś źle.
Nie odsunęła się. Nie uciekła. Zamiast tego, pozwoliła mu się prowadzić w tej małej pieszczocie, rozchylając nieśmiało wargi, gdy zaczął pogłębiać pocałunek. Bez wprawy, ale ze szczerością oddawała każde muśnięcie. Nawet nie wiedziała, które z nich pierwsze się odsunęło. Elsa jednak przez następne kilka sekund zastygła z zamkniętymi oczami, ewidentnie obawiając się wyrazu twarzy Dantego. Bała się, że zobaczy tam rozbawienie, rozczarowanie – albo coś jeszcze gorszego. Kiedy jednak się do niej odezwał, uchyliła powieki, zmuszając się na lekki uśmiech, choć jej zaróżowione policzki zdradzały, że jeszcze nie doszła do siebie po tym przyjemnym incydencie.
– A jakbym miała ci jednak przypomnieć to nie zaprzeczałoby to tej twojej wcale nie beznadziejnej pamięci? – zapytała, powoli się odsuwając i na nowo kładąc na trawie, tak jakby chłód bijący od ziemi w ogóle jej nie przeszkadzał.
– Ale jasne… jak cię jutro odbiorę z domu to zapytam o energię kinetyczną, potencjalną, o to z kim się wczoraj całowałeś, o powiązania tych energii z pracą… – Mimowolnie zagryzła dolną wargę, a wzrok utkwiła w ich nadal splecionych dłoniach. Niesamowite było to, że one tak… naturalnie się obejmowały. I to one jako pierwsze podjęły decyzję, szybciej niż słowa, niż usta czy nawet rozumy, które zalewały fale wątpliwości.
– Chyba, że wolisz, żebym złapała cię jutro na przerwie i przy twoich kumplach powiedziała ”Hej, jakbyś nie pamiętał to tak tylko chciałam napomknąć, że to mnie wczoraj całowałeś na imprezie u Chrisa… siema, nara, lecę na lekcję, paaaa” – Parsknęła cichym śmiechem, wyobrażając sobie tę absurdalną scenę. Czy byłaby w stanie to zrobić? Oczywiście, że tak, ale chyba z dwojga złego wolała ten pierwszy sposób. Bo nie było innego wariantu… prawda?


Dante Levasseur
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
25 y/o
Indulge in local cuisine
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może jednak była to kwestia wcale nie najlepszej pamięci, a może po prostu ten wrodzony brak umiejętności przewidywania pewnych konsekwencji. Albo i jedno, i drugie. W każdym razie najwyraźniej wciąż jeszcze nie traktował zbyt poważnie ani jej groźby, zgodnie z którą miałaby wywlec go z łóżka i zaciągnąć na ten nieszczęsny sprawdzian, ani tym bardziej odwiedzin w tej konkretnej restauracji, gdyby rozwiązanie siłowe miało mimo wszystko nie poskutkować. I chociaż raczej nie zanosiło się na to, by tę imprezę miał zakończyć w sposób, jaki pierwotnie mógł zakładać – a więc w stanie o wiele bardziej odległym od trzeźwości – wciąż nie oznaczało to, że kolejnego poranka miałby chcieć zrywać się z łóżka bladym świtem, żeby grzecznie pognać do szkoły już na pierwszą lekcję. Albo jakąkolwiek lekcję, skoro wciąż istniało o wiele więcej ciekawszych zajęć od bezcelowego tkwienia w szkolnych murach. A sprawdzian z fizyki… mógł przecież zaliczyć kiedykolwiek indziej. Albo po prostu zupełnie go sobie odpuścić, co pewnie też w jego opinii dalekie byłoby od jakiejś tragedii, czy innej katastrofy.
Zresztą, o ile już wcześniej jakiś tam sprawdzian znajdował się dość nisko na liście jego priorytetów, tak pewnie można byłoby zaryzykować stwierdzenie, że kompletnie przestał o nim myśleć, kiedy Elsa zdecydowała się nie tylko nie odsuwać się, ale w dodatku odwzajemnić pocałunek. I zdecydowanie rozczarowanie mogłoby być ostatnim, co mogłoby przyjść mu na myśl w tej chwili albo co mogłaby zobaczyć na jego twarzy. Za bardzo skupił się na tym, jak przyjemnie miękkie były jej wargi i na tym, że mógł ich posmakować, żeby jakkolwiek zwrócić uwagę na ten brak pewności, czy wprawy po jej stronie. A nawet jeśli miałby coś podobnego wychwycić… na pewno nie mogłoby to sprawić, że ledwie chwilę po tym, jak ich usta odsunęły się od siebie, nie chciałby od razu pocałować jej ponownie. Jakiekolwiek rozczarowanie mógł więc poczuć dopiero wtedy, gdy odsunęła się, ponownie kładąc się na trawie.
Wtedy przynajmniej doczekasz się odpowiedzi na chociaż jedno pytanie – uśmiechnął się szerzej, raczej nie mając na myśli żadnego pytania związanego z fizyką. Ale tego chyba nie musiał już dodawać na głos. Chociaż… jeszcze chwilę temu prawdopodobnie był tak samo pewien tego, że nie musiał wprost mówić, jakie przypomnienie mógłby mieć na myśli. Słysząc jednak jej kolejną sugestię, może i parsknął całkiem szczerym śmiechem – bo jednak zwizualizowanie sobie tej sceny było aż nazbyt łatwe – ale trudno byłoby nie nabrać przy okazji wątpliwości, czy faktycznie jej słowa powinien interpretować jako zwykły żart. Stąd pewnie wymowne wywrócenie oczami ledwie chwilę później, kiedy zdecydował się wreszcie podnieść z ziemi. Póki co – tylko częściowo, przez chwilę siedząc jeszcze na trawie i zawieszając spojrzenie na Elsie.
Podobno najskuteczniejsze jest przypominanie przez powtarzanie, więc możesz spróbować też tego – niewykluczone zresztą, że mogła to być teoria zasłyszana właśnie od niej. Fakt, że mówiąc coś podobnego najpewniej miała raczej na myśli jakieś wybitnie nudne wzory, czy inne matematyczne regułki, ale… kto powiedział, że nie dało się tego zastosować w nieco szerszym kontekście?
Zanim całkowicie podniósł się z ziemi, na moment nachylił się jeszcze nad dziewczyną, by tym razem krótko cmoknąć ją w kącik ust. Właściwie… naprawdę chętnie zostałby z nią w tej części ogrodu na dłużej, wciąż całkiem skutecznie ignorując wszystko, co mogłoby dziać się dookoła. Ale jednak nie dało się nie zauważyć, że wieczór robił się coraz chłodniejszy, a dalsze beztroskie wylegiwanie się na trawie najpewniej mogłoby skończyć się tym, że kolejnego dnia żadne z nich nie byłoby w stanie ruszyć się z łóżka, dorabiając się co najmniej dość uciążliwego przeziębienia. I chociaż to raczej nie było coś, czym Dante miałby się jakoś szczególnie przejąć, to i tak pewnie wypadało mimo wszystko wreszcie się stąd ruszyć. Lekko pociągnął ją za sobą, wciąż trzymając jej dłoń i najwyraźniej nie zamierzając przejmować się potencjalnymi plotkami, które na nowo mogłyby ożyć wśród wspólnych znajomych. Zresztą, te przecież i tak miały się całkiem nieźle. Wystarczająco wiele osób widziało jak najpierw uderzył palanta, który próbował się do niej dobierać, a także to, jak później tkwił przez dłuższą chwilę po prostu obejmując ją i nie zwracając większej uwagi na nic, co działo się tuż obok. Tak samo całkiem sporo osób widziało ich dwoje przechodzących w spokojniejszą część ogrodu i trzymających się za zahaczone o siebie palce. Prawdopodobnie więc nic nie stało na przeszkodzie, by tym razem znajomi mogli zobaczyć ich trzymających się za ręce – zwłaszcza, że większa część z nich najpewniej i tak nie miała już zbyt wiele wspólnego z trzeźwością. Oni sami zaś chyba mogli zgodzić się co do tego, że nie mieli już zbytniej ochoty na spędzanie czasu wśród kompletnie pijanych rówieśników, toteż dość szybko i sprawnie mogli po prostu ulotnić się z domu Chrisa.
Choć pewnie kolejnego dnia i tak powinni spodziewać się, że te ewentualne plotki wcale nie zamierzały zbyt szybko umrzeć śmiercią naturalną.
koniec
Elsa Eriksen
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”