ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

007.
Tell me that’s not what I think it is
actually, don’t. I don’t wanna know.


Od progu uderzył go jakiś dziwny zapach, jakby... coś skisłego, okropnego. Autentycznie Doniego w pewnym momencie cofnęło, ale jeśli u nich w kuchni wybuchła jakaś łajnobomba, to chyba powinien to sprawdzić?
A może Kristi to sprawdzi?
Albo Archie?
Nawet zerknął w kierunku schodów prowadzących na górę, ale cisza. Może nikogo nie było w chacie, a ten smród to po prostu... Nie, Bowen nawet nie chciał gdybać. Bo przychodziły mu do głowy jakieś absurdalne pomysły, łącznie z tym, że lodówka im się zesrała, ale jakoś bardziej dosłownie niż to, że się zepsuła.
Zrzucił buty gdzieś w korytarzu, wcale nie na półce, którą wyznaczyła mu Kristin Wyatt . Kurtkę dał na wieszak, a to już jakiś postęp i powoli skierował się do kuchni. Już w korytarzu słyszał jakieś jęki, ale jakoś nie mógł dojść do tego, co one oznaczają i dopiero jak stanął w drzwiach.
Jak zielone oczy zatrzymały się na Archiem, który wyglądał... No właściwie to trochę tak jakby lodówka się na niego sfajdała, to Bowen parsknął śmiechem.
Śmiał się głośno i długo, nie mógł wcale przestać. Opierając się przy tym o framugę i zginając w pół.
- O stary, ale jebie... - z włosów Millera spływało zsiadłe, skisłe mleko, które musiało wybuchnąć, kiedy wziął z lodówki karton z liścikiem, który sam tam przykleił przecież...
- Dobrze mówiłeś, że to mleko ma duszę. Teraz wyglądasz jakby cię kurwa opętała - znowu parsknął śmiechem. Bo przecież z dziesięć razy mu mówił, żeby wyrzucił to mleko, bo w końcu jebnie. I jebło.
Zaciapana była cała kuchnia, w tym słodki fartuszek Kristi w kwiatki. I...
- O ja pierdolę - Bowen wyrwał się do przodu uważając, żeby nie wleźć skarpetą w to zepsute mleko - o Archie miałem tu zapisany numer... - na takiej karteczce na lodówce, która też oberwała strzałem. Nie nadawała się do niczego, więc Donnie ją po prostu zmiął i wyrzucił, a zaraz powąchał sobie rękę i się skrzywił - ale to wali, zaraz się zrzygam - starał się nie oddychać przez nos, ale i tak czasem się zaciągnął i zaraz go cofało - nie no idę stąd... - rzucił, ale Archie, który wbijał w niego te niebieskie ślepka... No jak on miał go zostawić? Ale najlepiej to jakby była Kristi i im jednak pomogła, bo akurat Donnie to w sprzątanie był mocno średni, żeby nie powiedzieć, że tragiczny.
Tragiczny był.

o bracie, ale jebło... ˗ˏˋ ༘*⚝ᗷᴏᴏᗰ.ᐟ.ᐟˎˊ˗
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
27 y/o
Mr Potato Head
180 cm
tester gier w Ubisoft, barman w Emptines i przewodnik po Toronto.
Awatar użytkownika
Jutro to problem przyszłego mnie, a przyszły ja na pewno coś wymyśli.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

3
Dusza Mleka i Ciało Archiego
Spoiler
Obrazek
Dzień zapowiadał się całkiem…spoko, prawdę mówiąc. Nie musiał iść do Ubisoftu, choć to akurat nie było dla niego nigdy problemem, a czystą przyjemnością, bo jednak zgarnianie hajsu za granie w gry było całkiem miłą perspektywą. Wieczorem nie musiał iść na zmianę do baru, a tym bardziej szlajać się z turystami po mieście opowiadając raz bardziej, a raz mniej prawdopodobne historie. Miał więc sporo czasu, ale na pewno nie planował wielkiego sprzątania, jak to w zwyczaju miała jego mama, gdy trafiał się jej luźniejszy dzień i wtedy mobilizowała wszystkich Millerów do działania.
Plan był prosty: kanapa, resztki pizzy i brak jakiejkolwiek produktywności. Niestety w chwili, kiedy zamierzał sięgnąć do lodówki po coś do zjedzenia, karton z mlekiem spojrzał na niego wymownie… serio, był napuchnięty do granic możliwości. Tykająca bomba biologiczna. Te bakterie w kartonie to musiały urządzić sobie tam orgie wszechczasów rozmnażając się szybciej niż zające w Nowej Zelandii, a biedny karton ledwie to dźwigał. Miller wiedział, że jeśli teraz tego nie zrobi to następne otwarcie lodówki może okazać się katastrofą. Postanowił zostać saperem, ale podczas próby wyniesienia bomby z lodówki pod naciskiem jego palców rozległo się głośne...

B U M
Spoiler
Obrazek
...a zaraz po tym ciche syczenie, a on tak stał ociekając tym mlekiem w kuchni, która wyglądała jak tani plan zdjęciowy z jakiegoś mlecznego horroru. Były już krwiożercze pomidory, może przyszedł czas na zabójcze mleko? Gdyby wiedział, że kontent wybuchającego mleka ma swoich fanów to może w ten sposób rozkręciły swoje konto na instagramie, ale jakby to ująć… mleko się wylało! Dosłownie, nie było już czego nagrywać.
No i co rżysz Bowen? Cieszę się, że na ciebie nie trafiło — zawołał trochę miotając się pomiędzy tym czy wyrzygać wszystko co w nim drzemało i uznać to za wisienkę na torcie tego armagedonu, czy jednak się powstrzymać, zacisnąć wszelkie zwieracze i wziąć Bowena na litość?
Czując jak zsiadłe mleko skapuje mu z nosa na podłogę raczej nie bardzo przejmował się karteczką przyjaciela. Zamrugał kilka razy by pozbyć się mleka z rzęs i spojrzał na Donniego miętolącego kartkę papieru. — E tam jakiś numer! Pewnie nawet byś nie zadzwonił — stwierdził przekręcając wymownie oczami i westchnął bezradnie. — Ostrzegałem, że mleko ma duszę. Nie sądziłem że postanowi opętać właśnie mnie… ale wiem jedno, gdyby opętało ciebie to odprawiłbym egzorcyzmy, a nie spierdzielał w podskokach — zapewnił kładąc swoją mleczna dłoń na mokrej piersi i posłał Donniemu rozbrajające spojrzenie.
Stary, no weź…nie idź. Nie zostawia się rannego na polu bitwy — jęknął grając kartą litości, a skoro i tak cały był w mleku to było mu już wszystko jedno, dlatego dla podkręcenia dramatyzmu upadł do tej kałuży z zsiadłego mleka.
Przecież jak Kristin zobaczy ten swój fartuszek to zrobi o nas jakiś reportaż… Patologie Toronto: Ludzie którzy przegrali z kartonami — a warto zaznaczyć, że i tak nie wyszedł w tym starciu tak tragicznie jak Hanka Mostowiak. Może dlatego, że on walczył z jednym kartonem i nie zdążył jeszcze rozpędzić się do kosza. Teraz wyciągnął przed siebie dłoń w kierunku przyjaciela, a z niej prysnęło zsiadłe mleko osadzając się prosto na jego stopach.
Pomóż mi to ogarnąć zanim ten zapach przeżre się przez ściany albo do wnętrza mojej duszy, wtedy to dopiero będziecie mieć przesrane… albo chociaż zapodaj jakiś ręcznik papierowy i piwo… dla odkażenia? — dodał już nieco żartobliwie podnosząc się z tego mleka i raz jeszcze skanując wzrokiem całe pomieszczenie, by ocenić straty. Może powinien najpierw siebie ogarnąć, był jednym wielkim chodzącym brudem i smrodem teraz.

Obrazek Donnie A. Bowen
Winnie the Pooh
nudy, stania w miejscu, kierowania moją postacią
25 y/o
For good luck!
184 cm
fotograf, który po nocach pisze nekrologi | Toronto Sun
Awatar użytkownika
na chwilę?
na trochę dłużej jednak.
w toronto miał zabawić chwilę, może miesiąc, żeby zbadać to miasto i ruszyć dalej, ale okazało się, że jest tu więcej do okrycia niż się spodziewał.
więcej ludzi, więcej zdjęć, więcej emocji, od których ciężko jest mu uciec.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitak
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Donnie w zasadzie się cieszył, że na niego nie trafiło. Bo jakby dostał tym w twarz to możliwe jest, że by jeszcze poprawił zwracając wczorajszy obiad i mieli by w kuchni prawdziwy sajgon. I tak mieli. A oblana mlekiem buzia Archiego wyglądała w tym wszystkim tra-gi-cznie.
- Moje owsiane mleczko tak nie wali, to wasze... - zaczął, ale prawda jest taka, że owsiane mleko było Kristi, a Donnie to i tak pił albo to Wyattówny właśnie, albo Millera, bo swojego nie miał. Dobrze, że po to wystrzałowe nie sięgnął. Aż go znowu szarpnęło, kiedy zaciągnął się nosem. Masakra.
- To i tak był jakiś numer o nekrolog... Więc klient i tak był... dość sztywny - rzucił Bowen poruszając śmiesznie brwiami, a zaraz parsknął śmiechem - czaisz? - bo on uważał, że to świetny żart, nawet sam się z niego zaśmiał.
Na kolejne słowa Archiego wywrócił zielonymi ślepiami odchylając do tyłu głowę. Coś w tym było, że nie mógł tak zostawić kumpla, więc zaraz przeżegnał się teatralnie, a potem chwycił w palce krzyżyk na swojej szyi.
- A kysz zły mleczny duchu! No chyba, że masz zamiar pomóc w sprzątaniu... to wracaj - znowu parsknął śmiechem opierając się o jedną z czystych szafek - starczy, czy jednak mam iść po szmatę? - spodziewał się odpowiedzi, że jednak nie obejdzie się bez tańca z mopem…
Już nawet miał sięgnąć pod zlew, po jakieś gumowe rękawice, najlepiej takie po łokcie, ale wtedy Archie wylądował w mlecznej kałuży, a Donnie znowu parsknął. Kręcąc głową z niedowierzaniem.
- O kurwa, Arch, jak chciałeś się wytarzać w jakimś smrodzie, to trzeba było to zrobić poza domem - roześmiał się głośno, a kiedy to mleko z ręki Millera prysnęła mu na skarpetki, to odskoczył do tyłu - weź chłopie, czyste skarpety - czyli takie, których nie nosił tydzień... To znaczy co?
Donnie nie nosił skarpet tydzień, ale te akurat były świeżutki, wyprane w Lenorze.
Zaraz już stał przy fartuszku Kristi oceniając szkody, wieszał go sobie na szyi, żeby lepiej to zaprezentować, okręcił się nawet na boki, jak jakaś ulijanka, żeby pokazać Archiemu.
- No i co? Widać? - było widać... - Trzeba go dać do prania - zadecydował Donnie, ale w sumie... - albo dobra, już w nim posprzątam - żeby mu się też nie uwaliła czysta koszulka, prawda.
Zaraz Bowen sięgał pod zlew po jakieś rękawice, jedną parą cisnął w Millera - łap to, przyda się - sam wciągnął na siebie drugą, w kolorze wściekłego różu, w połączeniu z fartuszkiem Kristin wyglądał jak... wzorowa pani domu z lat sześćdziesiątych. Nawinął na rękę kokon z ręczników papierowych - dobra ja szafki, ty podłogę? - zaproponował jakiś podział obowiązków, chociaż Archie może rzeczywiście powinien się najpierw ogarnąć? Donnie pociągnął nosem - albo wiesz co stary? Lepiej to z siebie zmyj, bo rzeczywiście jak się weżre we włosy, to jak wejdziesz do autobusu ludzie się będą zastanawiać, czy to ktoś otworzył serowe czitosy, czy co... - Donnie już sięgał dwoma palcami, żeby zebrać z podłogi, to co zostało po kartonie z mlekiem, ale kiedy otworzył szafkę z koszem na śmieci... - o kurwa, zapomniałem kupić worków, wczoraj wywaliłem ostatni i miałem to zrobić, jak będę wracać... Znajdź coś na to Archie - bo Donnie nie mógł, bo trzymał w dwóch paluszkach ten karton. A do tego starał się nie oddychać nosem, bo znowu go szarpało.

Mr ⋆。°𓈒𓂂 𝓶𝓲𝓵𝓴 𓂂𓈒°。⋆
zgrozo
jak jest nudno i za miło, albo jak generujesz mi posty
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”