001. | outfit
Miała wielu pacjentów.
Można by powiedzieć, że zbyt wielu, jak na nią samą, ale nigdy na to nie narzekała i nigdy nie ma zamiaru tego robić.
To nie dlatego, że jest pracoholiczką, co zwyczajnie - pomimo swojego wypracowanego silnego charakteru - nie potrafiła odmawiać, w żadnych z przypadków jaki do niej przychodził.
Jedni mieli problemy w domu ze swoimi żonami czy mężczyznami. Inni zaś kłopotali się sprawami zawodowymi na tyle mocno, iż przyćmiewało to ich osąd, rozdmuchując fakty tak błahe, że nabierają kształtów dopiero gdy ich
autor zaczyna nad nimi dywagować zbyt mocno i zbyt emocjonalnie.
Są też tacy, którzy może i chcą się tu pojawić, ale głównie po to aby milczeć. Zupełnie jakby nie istniało żadne inne miejsce na ziemi, jak to za drzwiami mieszkania, jakie wynajmuje w celu prowadzenia tu prywatnego gabinetu. Dawała tym ludziom tą przestrzeń, ten komfort, chociaż jednocześnie próbowała przebijać ów bariery. Z niektórymi szło to coraz lepiej. Ci drudzy niezbyt byli współpracujący.
Tak było z początku z jednym z jej pacjentów. Hunter Wright - człowiek po swoich przejściach, nawet jeśli o nich głośno nie mówi, a są widoczne wręcz jak na dłoni, które również lubi chować przed jej oczami.
Nie naciskała, choć na trzecim spotkaniu doszło do przełomu, a rozmowa zaczynała nabierać jakiegoś kształtu. Mocno osobliwego i niezbyt takiego, jaki ona by chciała, niemniej mogła to spokojnie uznać za swoisty postęp w działaniach jednej jak i drugiej strony.
To ostatnie należało znów do jeszcze bardziej przełomowych. I nie wiedziała, czy to ona znalazła na niego sposób, czy mimo wszystko był myślami gdzieś indziej, mówiąc nieświadomie pewne rzeczy, o jakich pragnęła się dowiedzieć już podczas tego pierwszego spotkania. Znów jednak nie naciskała, nie przymuszała, dawała tą swobodę wypowiedzi i przebywania w niejako obcy jeszcze dla niego miejscu, z równie obcą dla niego osobą. Ale była po wszystkim mocno zadowolona.
Na tyle, że dostrzegła pewne rzeczy. Na tyle, by pojąć iż to nie jest jedynie pacjent, który chciał wygadać się, nie robiąc tego jednocześnie.
I to nie tak, że nie dostrzegła tego wcześniej. Po prostu nie chciała wyrokować za wcześnie, dając mu jasny sygnał iż go przejrzała, a przez co mogłaby go przestraszyć i kompletnie wypłoszyć, nie pojawiając się już na spotkaniach.
Kim jednak by była, gdyby nie z udzielonych odpowiedzi wywnioskowała, iż ów mężczyzna przechodzi obecnie przez traumę? Że wojna go zniszczyła bardziej, niż to uczyniła z jego kolanem?
Grzecznie się wtedy z nim pożegnała, gdy tylko wspólny czas się skończył, mając jeszcze większe skonsternowanie niż przed tym widzeniem. Czy aby na pewno powinna to zrobić? Czy na pewno dobrze byłoby go uchronić przed tym, czego tak bardzo się obawia, a do czego jednocześnie tak lgnie, jak się przyznał przed nią otwarcie pod koniec
pogawędki.
Niemniej jej sumienie nie mogło pozwolić na to, żeby Pan Hunter Wright powrócił tam, gdzie doświadczył tego wszystkiego.
Parę minut później skontaktowała się z odpowiednimi osobami, które to poprowadziły Pana Wright’a do niej na przepracowanie spraw i dowiedzenia się, czy na pewno jest z nim w porządku, przekazując to, co wie i to, co zostało przez nią zauważone.
Myślała, że robiła mu przysługę.
Nie, wiedziała, że robiła mu przysługę.
Niespełna dwa tygodnie później miało dojść do kolejnego spotkania, w trakcie którego będzie musiała to z nim omówić osobiście, jeśli wcześniej nie dostanie informacji z tym związanej. Nie mogłaby mu tego zrobić - bo to nie była rozmowa na telefon, a jednocześnie mógłby mieć do niej po widzeniu żal, że sama tego nie zrobiła, nie powiadamiając o krokach poczynionych odnośnie jego osoby oraz
kariery, jakiej się podjął.
Siedziała więc i czekała. Spóźniał się. Specjalnie, czy przypadkowo, bo musiał pomóc mamie? Możliwe, że dowie się tego. Jeśli oczywiście się pojawi.
Pukanie do drzwi sprawiło, iż na trochę przyspieszyło jej bicie serca, mając nadzieję że to właśnie on się znajdzie po ich drugiej stronie. Uspokoiła się prędko na widok mężczyzny, do jakiego posłała delikatny uśmiech oraz powitanie, po czym pokierowała go oczywiście wprost do gabinetu, gdzie przebywali przez ostatnie cztery spotkania.
Dopiero gdy siadła na wprost niego, zauważyła zabandażowaną dłoń, przez co ściągnęła brwi do siebie w niemym zapytaniu - nie licząc, że dowie się jaka za tym kryje się historia. Zaraz po tym podniosła spojrzenie na niego, widząc iż znów zaczynają od milczek wersji spotkania.
— Cóż, Panie Hunterze, czy jest coś o czym chciałbyś mi powiedzieć z rzeczy, które przydarzyły Ci się w przeciągu ostatnich dwóch tygodni? — zaczęła spokojnym tonem głosu, nie wywierając na nim presji. Ponownie uniosła swe kąciki ust, a te prędko opadły na słuch o otrzymanym liście.
— Och — wydobyło się na początek spomiędzy warg kobiety, po czym je oblizała.
— Proszę, niech mnie Pan posłucha — może i on porzucił oficjalną formę, niemniej nie chciała tego samego robić w jego kierunku - nie chcąc go jeszcze bardziej rozwścieczyć, jakby okazało się to dla niego bardziej dotkliwe niż powinno.
— Oczywiście, że jestem tu po to, aby to ułatwić. I bardzo chętnie to zrobię, niemniej po naszej ostatniej rozmowie nie widzę, aby w najbliższym czasie było to dobrym dla Pana rozwiązaniem. Nie dlatego, że nie nadaje się Pan do tego. A zwyczajnie z faktu, że nie jest Pan na to gotowy. Posiadanie przeczucia o tym nie jest odzwierciedleniem stanu faktycznego — poprawiła się na krześle, pokazując otwartą postawę, by nie pomyślał że tak naprawdę się go obawia bądź zmieni zdanie, bo on narzuca jej swoją wolę, podważając te wszystkie lata pracy jakie posiada w swoim dosyć bogatym doświadczeniu zawodowym, dając do zrozumienia że niby na niczym się nie zna i ona nie wie jak to jest.
— Jak słusznie Pan zauważył - moim zadaniem jest pomóc i ułatwić powrót do tego, co wcześniej. Dlatego musimy się tym zająć. Teraz. W najbliższej przyszłości. Kiedy tylko to Panu odpowiada. Niemniej bez uprzedniego przejścia przez pewne sprawy, nie zdołamy tego osiągnąć — wyjaśniła najbardziej szczegółowo, na ile w tej chwili mogła sobie pozwolić, ponownie unosząc kąciki ust ku górze, aby załagodzić całą tą sytuację, odczuwając napięcie z jego strony. Miała tylko nadzieję, że pójdzie po rozum do głowy i zrozumie, że nie jest jego wrogiem.
Hunter Wright